ROZDZIAŁ 5
Camillie
Stanęłam jak wryta widząc stojącego w progu drzwi osiemnastoletniego bruneta wpatrującego się we mnie swoimi zielonymi, wesołymi oczami.
Jack, bo tak miał na imię, teoretycznie był dla mnie bardzo dalekim kuzynem.Był on synem kuzynki mojej mamy, ktora była córką siostry mojej babci.
Mieliśmy bardzo dobry kontakt,można powiedzieć, że chłopak był moim przyjacielem. Oczywiście, do czasu...
Mieliśmy bardzo dobry kontakt,można powiedzieć, że chłopak był moim przyjacielem. Oczywiście, do czasu...
Jack kilka lat temu wyprowadził się od mojej babci, a nasze drogi się rozeszły.
Nie pamiętam kiedy ostatnio go widziałam, napewno dość dawno.
Nie czekając na oklaski, rzarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. To nie tak, że byłam jakoś bardzo niska, miałam 1,68m.Ale mimo to Jack zawsze był ode mnie trochę wyższy, a teraz wyraźnie urósł przez te kilka lat.
Chłopak przytulił mnie do siebie mocniej i pogładził swoją ręką moje plecy.
Brakowało mi go, nawet bardzo.
-Ćwiczyłeś. - jak zwykle musiałam powiedzieć coś głupiego, nawet nie zastanawiając się nad sensem mojej wypowiedzi.Taak, cała ja.
-Też cię miło znowu zobaczyć słoneczko, ja również tęskniłem.-powiedział, a po drganiach jego ciała mogłam wyczuć, że się śmiał.
Lekko odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego jak zwykle radosne tęczówki.
-Będziecie tak stać, czy może wejdziecie? Robicie przeciąg.-usłyszałam za sobą głos babci.
-Witaj babciu.Skoro nalegasz to wejdziemy. -uśmiechnął się w jej kierunku i ruszył w głąb domu zabierając swoje dwie duże torby sportowe.
Odstawił je w salonie i wrócił, aby przytulić babcie.
-Tęskniłam za tobą, dlaczego nie wróciłeś wcześniej?-spytała babcia wyraźnie z presją w głosie.
-Przepraszam,ja.. ja po prostu nie mogłem. Kiedyś wam wszystko wytłumaczę.Obiecuję...-uśmiechnął się blado.
-No... dobrze-babcia spojrzała na niego podejrzliwie.Jack wyraźnie coś ukrywał.
Ciekawe o co chodzi?
Dlaczego wtedy wyjechał?
Dlaczego mnie wtedy opuścił?
Kiedy odpowie na te pytania?
Ciekawe czy w ogóle odpowie..
Odpowie, przecież obiecał...
Prawda?
Gdy wkońcu wróciłam do rzeczywistości, babcia i mój kuzyn dalej stali w doś niezręcznej ciszy, którą postanowiłam w końcu przerwać.
-Hej, co na obiad?-spytałam bez namysłu.
Oboje odwrócił nagle głowy w moją stronę I popatrzyli na mnie jakbym była okropnym ,zielonym kosmitą z innej planety.
Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Sama nie wiem czy to z mojej głupoty, czy z ich komicznych wyrazów twarzy.
Po chwili Jack i babcia dołączyli do mnie i również zaczęli się śmiać.
-No dobrze dzieci, co powiecie na spagetti?- kobieta uśmiechnęła się do nas.
Ucieszyłam się, ponieważ uwielbiałam to danie.Ale z drugiej strony, byłam na diecie...
Jako mała dziewczynka byłam nieco przykości.Lubiłam zjeść kilka czekoladowych wafelków podczas powrotu ze szkoły.
Po obiedzie chipsy, które popijałam colą.
W wieku dziesięciu lat stwierdziłam, że wyglądam dużo gorzej niż moje koleżanki z klasy.Zaczęłam wstydzić się swojego ciała.Na zajęciach wychowania fizycznego przebierałam się w łazience, tak, aby nikt nie widział moich wałeczków ba brzuchu.
Chłopcy wyzywali mnie od grubasek i tłuścioszków.
Miałam tego dosyć i postanowiłam skończyć z obrzeraniem się.
Powiedziałam sobie stop.
Ograniczyłam słodycze do minimum, nie brałam dokładek podczas obiadów, przestałam jeść pizze na kolacje.
To wszystko nie było dla mnie łatwe i wiele mnie kosztowało. Często bolała mnie głowa, byłam osłabiona i wczęsto chorowałam.Całe szczęście mój wysiłek nie poszedł na marnę.Po trzech miesiącach nie ważyłam już sześdziesiąt kilo, a trzydzieści pięć.Niestety po jakimś czasie mój organizm był tak bardzi wyczerpany, że skończyłam w szpitalu podpięta pod kroplówkę. Spędziłam tam kilka tygodni będąc pod stałą opieką lekarzy i psychologa.
Od tamtego czasu odżywiam się zdrowo i unikam tłustych dań i słodyczy.
-Raz na jakiś czas spagetti ci nie zaszkodzi. -odezwał się cichy głos w mojej głowie.Chyba miał rację, bo w końcu trochę pszennego makaronu i sosu pomidorowego nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Możecie uważać moje problemy za dziwne, a nawet głupie, ale dla mnie jest bardzo ważne to co jem.Nie miałam zamiaru znów oglądać świata zza szyb szpitalnych. Nigdy więcej.
-Ja jestem bardzo chętny. -Odezwał sie Jack, tym samym wzbudzając mnie z transu nieprzyjemnych wspomnień.
-Tak, ja też. -posyłając babci wymuszony uśmiech.
-Dobrze kochani, w takim razie ja idę wszystko przygotować, a ty Cam pomóż Jack'owi się rozpakować. -powiedziała i ruszyła w stronę kuchni zostawiając mnie i mojego kuzyna w przedpokoju.
Oboje ruszyliśmy w stronę schodów prowadzących na górę.
Uchyliłam lekko drzwi, przepuszczając w nich chłopaka niosącego torby.
Podziękował mi lekkim uśmiechem,rzucił torby w kąt, zwinnym ruchem przeskoczyć przez pół pokoju i rozłożył się wygodnie na łóżku przymykając powieki.
Zachichotałam.
Nic się nie zmienił, dla mnie nadal był moim głupkowatym, nastoletnim kuzynem, którego bardzo kochałam.
Jack powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie.
Nadal stałam w progu pokoju śmiejąc sie cicho.
Chłopak poklepał miejsce obok, prosząc mnie tym samym, żebym usiadła koło niego.
Mozolnym krokiem ruszyłam w jego kierunku i położyłam się obok, opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej.
Przyglądałam mu się chwilę i postanowiłam przerwać ciszę.
-Jack?-wyszeptałam.
Chłopak ruszył głową, dając mi znak, że mnie słucha i mogę mówić dalej. -Ty..Ty wiesz?-spytałam myśląc o moich rodzicach.
Mój kuzyn otworzył powoli oczy i głośno przełknął ślinę.
-Tak-wychrypiał-Tak Camillie, wiem.
-Czy to był powód dla którego wróciłeś?
-Nie, planowałem powrót już od jakiegoś czasu. Chciałem zrobić babci niespodziankę i wrócić za tydzień, no ale cóż...Ostatnie wydarzenia ponagliły mój powrót no i jestem.-uśmiechnął sie przelotne patrząc mi w oczy.
Ja natomiast spuściłam wzrok, wszystko znowu zaczęło wracać.
Nie, tym razem nie będę słaba, nie rozpłaczę się, dziś i tak wylałam już morze łez.
-Chcesz pogadać Cam?-zapytał smutno Jack, prostując sie do pozycji siedzącej, przez co ja również usiadłam.
-Nie, już dzisiaj rozmawiałam z babcią. Jak narazie wypłakałam się i nie wiem czy mój zapas łez sie nie skończył.-zażartowałam chcąc rozluźnić atmosferę.
Chłopak chwycił moją brodę między swój kciuk i palec wskazujący podnosząc ja lekko do góry,przez co kilka pasemek włosów opadło bezwładnie na moją twarz.
Jack odgarnął je i założył mi je za ucho.
-Wszystko się ułoży, słoneczko, zobaczysz.-powiedział cicho, jakby nie był pewien tego co mówi.-Będzie dobrze.-ucałował mnie w czoło, mimowolnie kilka łez spłynęło po moim policzku.
Miałam być silna, i co? Jak zwykle się nie udało.
Szybko otarłam wilgotną skórę wierzchem dłoni i przytuliłam się do mojego kuzyna, którego tak cholernie mocno mi brakowało.
◆◆◆
Wyciągnęłam z szuflady luźną, czarną bokserkę i szare, krótkie, dresowe spodenki, ten komplet miał mi dzisiaj posłużyć jako piżama.
Po wejściu do łazienki załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i rozebrałam się do naga.
Weszłam pod natrysk i namydliłam ciało żelem jagodowym, natomiast włosy umyłam szamponem truskawkowym.Spłukałam cała pianę i jeszcze chwilę delektowałam się ciepłą wodą.
Powycierałam się różowym, puchatym ręcznikiem i nałożyłam piżamę.Umyłam zęby i zabrałam się za szczotkowanie moich długich i gęstych włosów.
Chwyciłam mój telefon leżący na biurku i ruszyłam w stronę łóżka.
Przykryłam sie kołdrą i zaczęłam przeglądać twittera.
Po kilku chwilach dostałam sms'a od nieznanego numeru.
Pomyślałam, że to pewnie znowu operator sieci bla bla bla.
Jednak zdziwiłam się widząc treść wiadomości.
-Chcesz gdzieś jutro wyjść? :)
Justin
-Mam jutro szkołe idioto.:))))
Skąd masz mój numer?
Cam
-No wiem przecież, ale mogłbym po ciebie jutro
przyjechać.
Co do numeru...Mam swoje sposoby.;)
Chwilę wahałam się co odpisać, w końcu prawie w ogóle nie znam Justina, ale obiecałam sobie przecież, że go poznam.
Właściwie co mi szkodzi, może pokaże mi co zmieniło sie w tym małym miasteczku.
Nie zastanawiałam się dłużej i napisałam:
-Ok, zadzwonie jak skończę lekcje.
Do jutra :)
-Do jutra, śpij dobrze. x
Wow buziak na końcu? Napewno piszę z tym Justinem?
Może poprostu jeszcze go nie znam..
Po jakimś czasie zasnęłam.
Ze snu wybudził mnie hałas na dole.Nie wystraszyłabym się tak bardzo, gdyby nie fakt, że właśnie się obudziłam.
Babcia już dawno spała,co oznacza, że nawet najgłośniejsza burza by jej nie obudziła. Zazdrościłam jej tak mocnego snu.
Jack wyszedł gdzieś z kumplami, powiedział, że wróci dopiero rano.Wiec tak jakby zostałam sama.
Dzwięk tłuczonego szkła rozszedł się ehem po całym domu.
Powolutku wyszłam z pokoju I zeszłam schodami na dół.
Było okropnie ciemno i cicho.
Za cicho...
Zeszłam z ostatniego schodka I z drżacymi ze strachu rękoma udałam się do salonu.Bałam się, moja wyobraźnia dziłała teraz na pełnych obrotach. Może powinnam jednak obudzić babcie?
Niee..i tak by nic nie zrobiła.
Ale właściwie to z czym?
Może powinnam przestać panikować i wrócić dalej spać?
Przecież to mógł być tylko głupi przeciąg.
Ups, to chyba jednak nie przeciąg...
Usłyszałam za plecami głuche kroki.
Serce dodeszło mi do gardła, w momencie gdy poczułam na swoich biodrach, duże, męskie dłonie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mój twitter - @awwhmrbieber
CZYTASZ -KOMENTUJ
-No... dobrze-babcia spojrzała na niego podejrzliwie.Jack wyraźnie coś ukrywał.
Ciekawe o co chodzi?
Dlaczego wtedy wyjechał?
Dlaczego mnie wtedy opuścił?
Kiedy odpowie na te pytania?
Ciekawe czy w ogóle odpowie..
Odpowie, przecież obiecał...
Prawda?
Gdy wkońcu wróciłam do rzeczywistości, babcia i mój kuzyn dalej stali w doś niezręcznej ciszy, którą postanowiłam w końcu przerwać.
-Hej, co na obiad?-spytałam bez namysłu.
Oboje odwrócił nagle głowy w moją stronę I popatrzyli na mnie jakbym była okropnym ,zielonym kosmitą z innej planety.
Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Sama nie wiem czy to z mojej głupoty, czy z ich komicznych wyrazów twarzy.
Po chwili Jack i babcia dołączyli do mnie i również zaczęli się śmiać.
-No dobrze dzieci, co powiecie na spagetti?- kobieta uśmiechnęła się do nas.
Ucieszyłam się, ponieważ uwielbiałam to danie.Ale z drugiej strony, byłam na diecie...
Jako mała dziewczynka byłam nieco przykości.Lubiłam zjeść kilka czekoladowych wafelków podczas powrotu ze szkoły.
Po obiedzie chipsy, które popijałam colą.
W wieku dziesięciu lat stwierdziłam, że wyglądam dużo gorzej niż moje koleżanki z klasy.Zaczęłam wstydzić się swojego ciała.Na zajęciach wychowania fizycznego przebierałam się w łazience, tak, aby nikt nie widział moich wałeczków ba brzuchu.
Chłopcy wyzywali mnie od grubasek i tłuścioszków.
Miałam tego dosyć i postanowiłam skończyć z obrzeraniem się.
Powiedziałam sobie stop.
Ograniczyłam słodycze do minimum, nie brałam dokładek podczas obiadów, przestałam jeść pizze na kolacje.
To wszystko nie było dla mnie łatwe i wiele mnie kosztowało. Często bolała mnie głowa, byłam osłabiona i wczęsto chorowałam.Całe szczęście mój wysiłek nie poszedł na marnę.Po trzech miesiącach nie ważyłam już sześdziesiąt kilo, a trzydzieści pięć.Niestety po jakimś czasie mój organizm był tak bardzi wyczerpany, że skończyłam w szpitalu podpięta pod kroplówkę. Spędziłam tam kilka tygodni będąc pod stałą opieką lekarzy i psychologa.
Od tamtego czasu odżywiam się zdrowo i unikam tłustych dań i słodyczy.
-Raz na jakiś czas spagetti ci nie zaszkodzi. -odezwał się cichy głos w mojej głowie.Chyba miał rację, bo w końcu trochę pszennego makaronu i sosu pomidorowego nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Możecie uważać moje problemy za dziwne, a nawet głupie, ale dla mnie jest bardzo ważne to co jem.Nie miałam zamiaru znów oglądać świata zza szyb szpitalnych. Nigdy więcej.
-Ja jestem bardzo chętny. -Odezwał sie Jack, tym samym wzbudzając mnie z transu nieprzyjemnych wspomnień.
-Tak, ja też. -posyłając babci wymuszony uśmiech.
-Dobrze kochani, w takim razie ja idę wszystko przygotować, a ty Cam pomóż Jack'owi się rozpakować. -powiedziała i ruszyła w stronę kuchni zostawiając mnie i mojego kuzyna w przedpokoju.
Oboje ruszyliśmy w stronę schodów prowadzących na górę.
Uchyliłam lekko drzwi, przepuszczając w nich chłopaka niosącego torby.
Podziękował mi lekkim uśmiechem,rzucił torby w kąt, zwinnym ruchem przeskoczyć przez pół pokoju i rozłożył się wygodnie na łóżku przymykając powieki.
Zachichotałam.
Nic się nie zmienił, dla mnie nadal był moim głupkowatym, nastoletnim kuzynem, którego bardzo kochałam.
Jack powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie.
Nadal stałam w progu pokoju śmiejąc sie cicho.
Chłopak poklepał miejsce obok, prosząc mnie tym samym, żebym usiadła koło niego.
Mozolnym krokiem ruszyłam w jego kierunku i położyłam się obok, opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej.
Przyglądałam mu się chwilę i postanowiłam przerwać ciszę.
-Jack?-wyszeptałam.
Chłopak ruszył głową, dając mi znak, że mnie słucha i mogę mówić dalej. -Ty..Ty wiesz?-spytałam myśląc o moich rodzicach.
Mój kuzyn otworzył powoli oczy i głośno przełknął ślinę.
-Tak-wychrypiał-Tak Camillie, wiem.
-Czy to był powód dla którego wróciłeś?
-Nie, planowałem powrót już od jakiegoś czasu. Chciałem zrobić babci niespodziankę i wrócić za tydzień, no ale cóż...Ostatnie wydarzenia ponagliły mój powrót no i jestem.-uśmiechnął sie przelotne patrząc mi w oczy.
Ja natomiast spuściłam wzrok, wszystko znowu zaczęło wracać.
Nie, tym razem nie będę słaba, nie rozpłaczę się, dziś i tak wylałam już morze łez.
-Chcesz pogadać Cam?-zapytał smutno Jack, prostując sie do pozycji siedzącej, przez co ja również usiadłam.
-Nie, już dzisiaj rozmawiałam z babcią. Jak narazie wypłakałam się i nie wiem czy mój zapas łez sie nie skończył.-zażartowałam chcąc rozluźnić atmosferę.
Chłopak chwycił moją brodę między swój kciuk i palec wskazujący podnosząc ja lekko do góry,przez co kilka pasemek włosów opadło bezwładnie na moją twarz.
Jack odgarnął je i założył mi je za ucho.
-Wszystko się ułoży, słoneczko, zobaczysz.-powiedział cicho, jakby nie był pewien tego co mówi.-Będzie dobrze.-ucałował mnie w czoło, mimowolnie kilka łez spłynęło po moim policzku.
Miałam być silna, i co? Jak zwykle się nie udało.
Szybko otarłam wilgotną skórę wierzchem dłoni i przytuliłam się do mojego kuzyna, którego tak cholernie mocno mi brakowało.
◆◆◆
Wyciągnęłam z szuflady luźną, czarną bokserkę i szare, krótkie, dresowe spodenki, ten komplet miał mi dzisiaj posłużyć jako piżama.
Po wejściu do łazienki załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i rozebrałam się do naga.
Weszłam pod natrysk i namydliłam ciało żelem jagodowym, natomiast włosy umyłam szamponem truskawkowym.Spłukałam cała pianę i jeszcze chwilę delektowałam się ciepłą wodą.
Powycierałam się różowym, puchatym ręcznikiem i nałożyłam piżamę.Umyłam zęby i zabrałam się za szczotkowanie moich długich i gęstych włosów.
Chwyciłam mój telefon leżący na biurku i ruszyłam w stronę łóżka.
Przykryłam sie kołdrą i zaczęłam przeglądać twittera.
Po kilku chwilach dostałam sms'a od nieznanego numeru.
Pomyślałam, że to pewnie znowu operator sieci bla bla bla.
Jednak zdziwiłam się widząc treść wiadomości.
-Chcesz gdzieś jutro wyjść? :)
Justin
-Mam jutro szkołe idioto.:))))
Skąd masz mój numer?
Cam
-No wiem przecież, ale mogłbym po ciebie jutro
przyjechać.
Co do numeru...Mam swoje sposoby.;)
Chwilę wahałam się co odpisać, w końcu prawie w ogóle nie znam Justina, ale obiecałam sobie przecież, że go poznam.
Właściwie co mi szkodzi, może pokaże mi co zmieniło sie w tym małym miasteczku.
Nie zastanawiałam się dłużej i napisałam:
-Ok, zadzwonie jak skończę lekcje.
Do jutra :)
-Do jutra, śpij dobrze. x
Wow buziak na końcu? Napewno piszę z tym Justinem?
Może poprostu jeszcze go nie znam..
Po jakimś czasie zasnęłam.
Ze snu wybudził mnie hałas na dole.Nie wystraszyłabym się tak bardzo, gdyby nie fakt, że właśnie się obudziłam.
Babcia już dawno spała,co oznacza, że nawet najgłośniejsza burza by jej nie obudziła. Zazdrościłam jej tak mocnego snu.
Jack wyszedł gdzieś z kumplami, powiedział, że wróci dopiero rano.Wiec tak jakby zostałam sama.
Dzwięk tłuczonego szkła rozszedł się ehem po całym domu.
Powolutku wyszłam z pokoju I zeszłam schodami na dół.
Było okropnie ciemno i cicho.
Za cicho...
Zeszłam z ostatniego schodka I z drżacymi ze strachu rękoma udałam się do salonu.Bałam się, moja wyobraźnia dziłała teraz na pełnych obrotach. Może powinnam jednak obudzić babcie?
Niee..i tak by nic nie zrobiła.
Ale właściwie to z czym?
Może powinnam przestać panikować i wrócić dalej spać?
Przecież to mógł być tylko głupi przeciąg.
Ups, to chyba jednak nie przeciąg...
Usłyszałam za plecami głuche kroki.
Serce dodeszło mi do gardła, w momencie gdy poczułam na swoich biodrach, duże, męskie dłonie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mój twitter - @awwhmrbieber
CZYTASZ -KOMENTUJ