Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

wtorek, 23 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 8

Camillie

No oczywiście, a czego ja się spodziewałam...
Patrzyłam kolejno na twarze chłopaków próbują wyczytać z nich jakiekolwiek emocje.
Justina wyraźnie rozbawiła moja wcześniejsza postawa, dlatego teraz uśmiechał się szeroko.
Austin wywiercał mi dziurę w glowie swoim intensywnym spojrzeniem.
Czułam się dość nieswojo stojąc pomiędzy nimi.
Domyślam się już, że tą laską, co go tak wkurwiła byłam ja.

-Więc Austin, nie mam zbyt dużo czasu.Kim była ta dziewica? -spytał zozśmieszony Justin
-Widzę, że macie dobre kontakty.-powiedział  Austin przenosząc wzrok na chłopaka
-Taa.Powiedzmy.-rzucił od niechcenia, ale kilka sekund później popatrzył się na mnie i uśmiechnął się. -Do rzeczy stary, zdobądź jej adres i wyślij mi go jutro po południu. Zajmę się nią.-przeszły mnie nieprzyjemne ciarki na plecach, ponieważ, cooo
-Jak chcesz . Chociaż, myślę, że to wszystko nie będzie potrzebne. -puściłi oczko.Momentalnie ogarnęła mnie ulga.
-Dobra, nie rozumiem cię.Zachowujesz się jak baba w ciąży. Najpierw dzwonisz do mnie i mówisz, że laska to niezła suka, a teraz odpuszczasz?! Jesteś idiotą!-krzyknął wyraźnie rozwścieczony.Jego szczęka się zacisnęła, a mięśnie napięły.
Uh. Obydwaj zachowujecie się jakbyście mieli okres!

-Justin -położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, gdy zbliżał się do bruneta z zaciśniętymi pięściami.
Ten jednak nie zwracał na mnie w ogóle uwagi.Zaczynałam się naprawdę bać i panikować.
Szarpnęłam go lekko za skórzaną kurtkę. -Justin..-powiedziałam trochę głośniej.
Mimo to on ciągle nibezpiecznie zbliżał sie do Austina.
Myśl. Myśl. Myśl. Przecież nie może dojść do rękoczynów...
Niestety nic sensownego nie wymyśliłam i jedyne na co było mnie stać to krzyknięcie "Justin, do jasnej cholery, zostaw go!".
Chłopak, nadal ostro wkurwiony odwrócił się w moją stronę.
-Co?! Czemu go bronisz?!-wydarł się -A może to ty mu odmówiłaś, co?
O kurwa..I co ja mam mu powiedzieć?
-Nie krzycz na mnie. -powiedziałam spokojnie, zachowując zimną krew.-Tak, to byłam ja, ale nie widze w tym nic złego. -wyjąkałam i ze strachu, że może mnie uderzyć (bo jak widać ,nie ma pochamowań) cofnęłam się o krok, prawie spadając ze schodów. Całe szczęście para silnych rąk przytrzymała mnie w talii.
Popatrzyłam swoimi przestraszonymi oczami w duże oczy Austina.
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej a on postawił mnie w bezpiecznym miejscu przy drzwiach i delikatnie uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się. Powiedziałam ciche "dziękuję", na co on tylko kiwnął głową.
No co ty Camillie?! Co z tobą? To  idiota, dupek,debil..oh zamknij się. 

Kątem oka spojrzałam na Justina, króry stał jak kołek przyglądając się całej sytuacji z kamiennym wyrazem twarzy.
-Cam -odezwał się -idziemy.
Zamurowało mnie.
Jaki on ma problem? 
-Co?Co jest z tobą nie tak?-warknęłam z wyrzutem.Jak on śmiał.
Przez niego prawie nie rozbiłam sobie głowy, a on mi rozkazaywał? To żart? 
Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry, zatrzymał się na moich oczach i powiedział "Jedziesz, czy nie?".Powiedział to zupełnie innym tonem.Nie był juz chłodny i wredny.Jego głos był delikatny i przepraszający (?)
-Tak-wymamrotałam i ostatni raz spojrzałam na wyraźnie speszonego Austina, pokazując mu tym jeszcze raz, że bardzo dziękuję. Odpowiedział mi swoim cudownym uśmiechem i wszedł do szkoły.

-Więc, gdzie jedziemy?  -spytałam zapinając pas
-Nie wiem.-zamyślił się -Chociaż...Możemy pojechać do Zayna.Miał robić dzisiaj imprezę.
-Ale..ja nie jestem ubrana.W sensie odpowiednio.
 Justin zlustrował mnie wzrokiem i przygryzł wargę.
-Dobra, pojedziemy do ciebie, szybko się przebierzesz i lecimy.Okej?
-Yy, dobra.
-Cieszę się. -powiedział zadziornie się uśmiechając.

Ubrałam koszulkę z napisem 'Nirvana' , którą włożyłam w dżinsowe, lekko poszarpane szorty.Gołe nogi zasłoniłam cienkimi, czarnymi rajstopami.
Na stopy wsunęłam czerwone conversy.Zarzuciłam na siebie czarną ramoneskę i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki i podeszłam do Justina siedzącego wygodnie  na moim łóżku z telefonem w ręku.
-Wolałabym wyjść zanim wróci babcia.-powiedziałam
-Mhm.-mruknął pod nosem, wstał i wyszedł z pokoju.
Co za człowiek....

Weszliśmy do dużej willi kolegi Justina.Z oddali kilku metrów słychać było głośną muzykę,całe szczęście nie przeszkadzało mi to.
Uwielbiałam imprezować, dlatego nie zważając na Justina ruszyłam przed siebie.
Szłam prosto przez długi i szeroki korytarz. Ściany były koloru białego ,a  na podłodze leżały jasne, drewniane panele.Ogólnie rzecz ujmując, było bardzo elegancko.Następnie skręciłam w lewo i weszłam do dużego, zatłoczonego pomieszczenia, zapewne salonu.

Byłam już po kilku drinkach i kieliszku czystej.
Cholernie kręciło mi się w głowie i czułam jak moje wnętrzności próbują wydostać się ze mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do jakiegoś chłopaka z brązową czupryną , który stał do mnie tyłem i poklepałam go w ramię.
-Austin? Co ty tutaj robisz?-spytałam, ale to raczej brzmiało jak Austjin? So tys tju tajj robiszzz?
-O Boże, Camillie? Jesteś tu z Justinem, prawda? Gdzie on jest? Dobrze się czujesz? Ile ty do cholery wypiłaś?-chłopak zasypał mnie masą pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Jedynie uśmiechałam się do niego głupio i przytakiwałam głową energicznie mrugając .
Widząc jego minę, wybuchłam głośnym śmiechem jednak po chwili znowu zrobiło mi się niedobrze i przypomniałam sobie, czemu w ogóle z nim rozmawiam.
-Wiesz gdzie jest łazienka? -spytałam zakrywając ręką usta na wypadek, gdyby moje śniadanie znalazło drogę ucieczki z żołądka.
-No pewnie, chodź.-pociągnął mnje za rękę w kierunku wyjścia z pokoju.
Dreptałam za nim wesoło ciągle chichocząc z byle czego.Śmieszyły mnie obrazy wiszące na ścianach i same ściany.
Chłopak zatrzymał się przy jednych z drzwi i spojrzał na mnie swoimi zakrwionymi oczami.
No kolego, trochę się wypiło, co?
Pomyślałam, chociaż moje napewno nie wyglądały lepiej.
-Iść z tobą, czy poradzisz sobie sama?
Nie odpowiedziałam, tylko bez pukania weszłam do przestrzennej łazienkii nie zamykając za sobą drzwi.Całe szczęście nie zastałam tam całującej się pary, czy coś.
Nawet jeśli, napewno nie przeszkadzało by mi to, ponieważ moje myśli skupione były jedynie na tym, aby pozbyć sie z mojego organizmu pewnej ilości alkoholu.
Uklękłam przed ubikacją, wcześniej niezdarnie ją otwietając.
Włożyłam dwa palce do gardła i zwymiotowałam.
Szczęście lub nie szczęście, miałam w tym wyprawę. Ale opowiem o tym kiedy indziej.
Poczułam, że duże ręce chwytają moje włosy i przytrzymują je z tylu głowy.
Oparłam jedną rękę o deskę a drugą włożyłam jeszcze głębiej, do gardła i znowu zwymiotowałam.
Ogarnęło mnie uczucie ulgi i lekkości.
Powoli się podniosłam i stanęła na chwiejnych nogach przytrzymując sie jedną ręką ramienia Austina.
Oddychałam szybko i nie równo.
-No, gładko poszło. -powiedziałam patrząc tempo w ścianę przed sobą.-Dokładnie tak, jak pamiętałam.-dodałam znacznie ciszej i spojrzałam na przyglądającego mi się chłopaka. Trzymał rękę oplecioną wokół moich bioder.
Przełknęłam głośno ślinę i poczułam obrzydliwy smak wymiocin  w gardle.Wyswobadzając się z uścisku podeszłam do umywalki i odkręciłam kurek.Przepukałam kilka razy usta i nalałam trochę wody na dłonie.Napiłam się i zadowolona z pozbycia się okropnego drapania w gardle podeszłam do bruneta.
-Przepraszam, że musiałeś to oglądać.-westchnęłam- To było takie upokarzające.
-Spoko.Czujesz się już lepiej?-powiedział po chwili ciszy.
-Taak, ale nadal jestem trochę pijana.
-Często to robisz?
Jego pytanie wybiło mnie z rytmu.
Wewnętrznie zaczęłam panikować.
O Boże, przecież nie mogę mu powiedzieć, że byłam bulimiczką.Aż tak to było widać? Rany Boskie, myśl Camillie, myśl.
-Co?-to jedyne na co było mnie stać
-Noo..często pijesz?
Uff...
Moje serce zaczęło się uspokajać i pracować w normalnym tępie.
-Um.Ostatnio jakiś miesiąc temu . Kiedyś często się upijałam.-wzruszyłam ramionami -Ale staram się to ograniczać. -zdobyłam się na lekki uśmiech -Dzięki, że tu byłeś.-potarłam swoje ramię dłonią. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca.Pewnie gdybym była całkiem trzeźwa, poprostu wyszła bym  z tego domu i położyła siesię w swoim ciepłym łóżeczku.
Ale nie.
-To co, impreza chyba się jeszcze nie skończyła.
-Jesteś pewna? Jutro jest szkoła i takie tam.
-Chyba nie wmówisz mi, że wymiękasz, koleś.-puściłam mu oczko i wyszłam z łazienki kręcąc biodrami.
Brunet jedynie się zasmiał i poszedł w moje ślady.

Austin chwycił dwie puszki piwa.Jedną podał mi a drugą wziął dla siebie.
Zwinnie otworzyłam ją i upiłam duży łyk delektując sie goszkawym smakiem.
Ruszyłam na prowizoryczny parkiet przepychając się przez spocone ciała obściskujących się ludzi.
Przetańczyłam dwie piosenki samotnie na środku parkietu nie przyjmując się dziwnymi spojrzeniami dookoła.
Zaczęła się piosenka, za którą nie przepadałam  więc ustawiłam miejsca jakiejś mega pijanej blond lasce i weszłam do korytarza, którym  wcześniej szłam z Austinem do łazienki.
Tak mi się bynajmniej wydawało.
Przyglądałam się ścianom i obrazom.Jednak wydawały się jakieś inne.
Uśmiechałam się sama do siebie z nie wiadomych powodów.Normalnie mogło by się to wydawać dziwne, ale chwila, jestem pijana.

Uchyliłam drzwi po mojej lewej stronie.Ujrzałam młodego mężczyznę dziko kochającego się z jakąś panienką.
-Ups...Przepraszam.-zachchotałam i delikatnie zamknęłam drzwi, żeby im nie przeszkadzać.Chociaż oni pewnie nawet mnie nie zauważyli.Ale nie obchodziło mnie to.Byłam nawalona w trzy dupy i normalnie spaliła bym się ze wstydu, przerywając komukolwiek w tak intymnej chwili.
Nagle poczułam silną chęć zapalenia nikotyny.
Przeszukałam kieszenie od spodni, ale niestety nie znalazłam ani zapalniczki, ani papierosów.
-Kurwa-bąknęłam i dalej szłam przed siebie z nadzieją, że napotkam kogoś kto będzie miał fajki.
Czy te korytarze kiedyś się kończą? 

Bez zastanowienia pchnęłam dębowe drzwi i weszłam do pokoju.
W pomieszczeniu było dość ciemno, a mgła przed oczyma jeszcze bardziej pogarszała sytuację.
Moją uwagę przykuło ogromne łóżko na środku.
Podreptałam do niego i usiadłam na skraju.
Otworzyłam małą szufladkę od szafki nocnej stojącej obok.
Znalazłam tak kilka paczuszek prezerwatyw, długopis, kilka kartek,masę kurzu, papierosy i zapalniczkę.
W moich oczach zawirowały iskierki szczęścia.
Wyjęłam jedną fajkę z opakowania i chwyciłam zapalniczkę.
Rozglądnęłam się po pokoju szukając okna.
Byłam przyzwyczajona do palenia tylko na świeżym powietrzu.
Nie lubiłam gdy w moim pokoju śmierdziało dymem, więc pomyślałam, że ktoś, do kogo należy ten pokój też tego nie lubi.
Jedyne okno jakie znalazłam to drzwi wyjściowe na balkon.
Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz wdychając chłodne powietrze.
Przytrzymałam papierosa między dwoma palcami-środkowym i wskazującym, po czym zapaliłam go.
Dym nikotynowy rozniósł się pooich płucach. Cudowne uczucie, niestety bardzo uzależniające.
Oparłam łokcie na zimnej barierce i opodziwiałam piękny ogród.
Gdzie niedziele posadzone były jakieś krzaczki, a przed nimi grządka róż. Nie byłam w stanie określić ich koloru.Być może to wina odległości, a może mojego stanu trzeźwości.A może poprostu tego, że nadchodziła zima, co oznacza, że wszystkie niegdyś kolorowe płatki leżały teraz na chłodnej ziemi.
Przy bramie stała ogromna wierzba. Jej gałęzie opadały, co wyglądało jakby kłaniała się nisko witając kogoś bardzo ważnego.
Niedaleko stały trzy wysokie sosny i inne drzewa kolczaste, których nazw nie znam.
Na środku ogrodu stała całkiem przyzwoita jak na mój gust fontanna.
Niestety nie działała, a szkoda.

Wypaliłam całego papierosa i zagasiłam go na barierce.
Wrociłam do nieznanego mi pokoju i położyłam się na łóżku wtulając się w poduszkę. Pachniała cudowni, męskimi perfumami.
Zachichotałam ,ponieważ uświadomiłam sobie, że wbiłam się do cudzego pokoju.
Robiłam się coraz bardziej śpiąca i powoli zapadałam w sen.
Jednak nie było mi dane odpocząć nawet chwilę, ponieważ ktoś zaczął uporczywie szarpać za klamkę.
Dziwne, przrzecież nie zamykałam drzwi.

Ziewnęłam i chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi tylko po to, by zobaczyć za nimi Justina namiętnie obściskującego blond łaskę, której ustąpiłam miejsce na parkiecie.
Dziewczyna mruczała mu z zadowoleniem przy uchu, a on wystawił rękę szukając klamki, którą oczywiście trzymałam ja.
Zamrugałam kilka razy ospale patrząc raz na nią, a raz na niego.
Chłopak zaklnął pod nosem i oderwał głowę od jej szyji przestając ją ssać.
Widząc mnie, od razu odsunął od siebie tę Kaczuchę ,bo tak ją właśnie nazwałam.
Dziewczyna miała rzadkie blond włosy, przypominające kacze pierze i pomarańczową twarz od nadmiaru makijażu, która odgrywała rolę dzioba.
Stąd Kaczucha.


Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Jego mina bezcenna
Chwyciłam się za brzuch, gdy  Justin próbował jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Anna, do jasnej cholery!Między nami nigdy nic nie było i nigdy nie będzie!-krzyczał
-Czyli chciałeś sie mną tylko pobawić?-bardziej stwierdziła niż spytała. Trochę jej współczułam, ale z drugiej strony zsunęłam się na podłogę odchylając głowę do tyłu i śmiejąc się jeszcze głośniej.
Chłopak westchnął przeczesując włosy i ciągnąć za ich końcówki.Wydawał się być bardzo zmieszany.
Pewnie chciał ja tylko wykorzystać, ale nie chciał jej ranić mówiąc jej to prosto w twarz.
Dupek
-Dobra, wiesz co? Mam cię dosyć! Jesteś cholernym idiotą! Nienawidzę cię! -wyrzuciła ręce w powietrze i zaczęła wymachiwać nimi ciągle się drąc.-Tylko nie dzwoń do mnie, gdy nie będziesz miał sie z kim poruchać! Słyszysz?! Nie dzwoń, nie pisz, nie przychodz do mnie! Nigdy! Zrywam naszą umowę!
-Nie możesz!
-Nie? To patrz.-zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Anna, zaczekaj! Nie masz prawa!-krzyczał jednak ona wystawiła mu środkowy palec przez ramię. -Kurwa!-kopnął butem w ścianę.

Wzięłam głęboki oddech  i chwyciłam się ściany, by łatwiej było mi wstać.
Powoli się uspokoiłam biorąc kilka głębokich wdechów.
-Dlaczego byłeś dla niej taki okrutny?-zwróciłam się do Justina
-Mieliśmy układ -powiedział niejasno wchodząc do pokoju.-Co ty tu właściwie robisz? Szukałem cię chyba wszędzie! -powiedział trochę głośniej.Jednak zbyłam jego pytanie i zaintesowałam się wcześniejszą wypowiedzią
-Jaki układ? Na czym miał polegać? To było dla ciebie ważne? -spytałam siadając po turecku na środku łóżka.
-To nie twoja sprawa. To nie są sprawy dla grzecznych dziewczynek, takich jak ty.- zdania wypowiadał oschle i dość cicho
-Chcę wiedzieć. -zaprotestowałam
-Byliśmy przyjaciółmi... od seksu.-wzruszył ramionami
-Fuj.To obrzydliwe.
Chłopak roześmiał się i usiadł obok mnie.
-Mogę ci pokazać, że to nie jest takie obrzydliwe jak ci się wydaje.-trącił nosem moją szyję. W normalnych okolicznościach podobałoby mi się, ale odtrąciłabym go.
Jednak po alkoholu wszystkie wspomnienia wracały.
Momentalnie odepchałam go od siebie i przykryłam twarz poduszką.
Justin był całkiem zdezorientowany.
-Zostaw mnie.-warknęłam w poduszkę, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na wnętrzu mojego uda.
-Spokojnie Camillie, będzie fajnie.-przygryzł moje ucho, pod moimi powiekami zebrało się kilka łez.
-Powiedziałam, że masz mnie nie dotykać. -warknęłam odsłaniając buzie i patrząc mu w oczy.-Jesteś naćpany.
-Tylko troszeczkę.A poza tym, ty jesteś pijana.-stwierdził nadal nachalnie całują moją szyję. -Śmierdzisz tytoniem.Dlaczego?
-Ja wcale nie śmierdzę!-oburzona rzuciłam w niego poduszką.
-Palisz?-zignorował mój ruch.Dla mnie liczyło się tylko to, że przestał mnie obmacywać.
-Może tak, a może nie.-udawałam tajemniczą zapominając o tym, że przed chwilą prawie mnie zgwałcił. Pijana nie byłam sobą.
-Dlaczego? Dlaczego to robisz?
Zmarszczyłam brwi.
-A dlaczego bierzesz?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Narkotyki nie zagrażają mojemu życiu.
-Ha.Gówno prawda.-wypowiedziałam powoli i wyraźnie.
-Tylko jeśli przedawkuje, a do tego nigdy nie dopuszczę.-bronił się.
-Cóż, może umrę szybciej, ale przynajmniej będę świadoma tego, że tracę życie.
A ty umierając pod wpływem, nawet nie będziesz zdawał sobie sprawy z tego, żee już nigdy nic nie zobaczysz.-uśmiechnęłam się słodko -A teraz złaź ze mnie.Chcę spać.
Chłopak zsunął się ze mnie i położył sie obok przykrywając nas kołdrą.
- Odsuń się. -powiedziałam
-Nie mogę-wyszeptał mi melodyjnie do ucha.
-Bo?-spytałam poirytowana.Nie miałam ochoty kolejnej nocy spędzić z nim w jednym łóżku.
-Bo jestem dupkiem.
-Napalonym dupkiem.-poprawiłam
-Na ciebie, zawsze.-szepnął I cichutko s.się zaśmiał.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1.Baardzo Was przepraszam, że nie dodałam rozdziału na czas ale byłam na wyjeździe i nie miałam internetu.
2.Cieszę się niezmiernie, że jest kilka osób, które czytają mojego bloga regularnie.
Przypominam:nowe rozdziały pojawiają się W NIEDZIELE  bądź PONIEDZIAŁKI.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ