Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

sobota, 3 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 9

Camillie
Obudził mnie natarczywy dźwięku dobijania się do drzwi.
Na początku myślałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni, ale niestety nie.

Powoli otworzyłam zaspane oczy kilkakrotnie mrugając nimi.
W pokoju było okropnie jasno.Promienie słoneczne świeciły mi prosto w twarz, przez co wykręciła się w lekki grymas.
Czułam ja moja głowa pulsuje przez uporczywy ból, a w dodatku okropnie  paliło mnie w gardło.
Wody,wody!
Spojrzałam w dół i zobaczyłam na moim brzuchu znajomą jasno brązową czuprynę.
Justin
Nie miała siły go nawet z siebie zepchnąć.A może nie chciałam. Mniejsza z tym.
Rozejrzałam się po pokoju, który napewno nie należał do mnie.
Nie pamiętałam nic z dzisiejszej nocy.
Nic.Pustka.
Wyciągnęłam powoli obolałą rękę spod kołdry i lekko potrząsnęłam nią ramieniem chłopaka.
Nie zareagował. 
Spróbowałam jeszcze raz.
Nadal nic.
-Justin -szepnęłam zachrypniętym głosem i cicho odkaszlnęłam -obudź się. 
-Mmm.Jeszcze chwila, mamo.-odparł łaskocząc mnie troszkę w brzuch na co cicho zachichotałam.
-To łaskocze.-powiedziałam delikatnie się śmiejąc.
-Camillie?-energicznie zabrał głowę z mojego brzucha i spojrzał na mnie.
Jego oczy były trochę podpuchnięte, a włosy potargane.
Chęć przeczesania ich była nie do zniesienia.
Włożyłam palce między kosmyki jego  włosów i ogarnęłam je do góry odsłaniając czoło.
Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
-Podobają ci się?  -spytał
W odpowiedzi pociagnęłam lekko za ich końcówki.
-Przestań, bo mi stanie.-odparł, a jego głowa wylądowała na poduszce obok mojej.
Dopiero wredy zabrałam dłoń i lekko się zarumieniłam.
-Ktoś pukał.-oznajmiłam mając nadzieję, że nie zauważył czerwieni na moich policzkach.
-Taa, pewnie Zayn.-powiedział uginając rękę w łokciu i opierając na niej głowę. -Już trzynasta.
-Jak to? Skąd wiesz?-dopytywałam zaskoczona.-Dlaczego nie obudził nas wcześniej? -wcisnęłam głowę w poduszki -Babcia da mi szlaban do dwudziestki.
-Nie przesadzaj. Wystarczy, że powiesz, że byłaś ze mną. - odparł jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale..-zaczęłam.
-Ale jeśli chcesz mogę jej to wyjaśnić. -uśmiechnął się.
-Um.Tak, było by miło. -powiedziałam lekko zakłopotana.-Dalaczego twój kolega poprostu nie wejdzie?Przecież jest u siebie... -dodałam chcąc uniknąć nie ręcznej atmosfery.
Justin udawał chwilę, że zastanawia się nad odpowiedzią.
-Myślę, że doś nie komfortowe byłoby zastać swojego kumpla z jakąś dziwką.-mruknął kpiąco.Zamrugałam kilka razy.
Dlaczego on jest w taki obrzydliwy? I czy wszyscy jego koledzy mają prywatne prostytutki? 
-Czy ty właśnie nazwałeś mnie dziwką?-spytałam oburzona zaraz po tym jak zrozumiałam dokładny sens jego wypowiedzi.
-Co? Nie..Nie.Oczywiście, że nie.-spojrzał na mnie z góry i przecząco pokręcił głową- Boże nie chodziło mi o ciebie, Camillie.Przecież miedzy nami nawet do niczego nie doszło.
-Mam nadzieję.-bąknęłam.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam się za głowę, która nie przedstawała boleć. Wręcz przeciwnie, ból narastał.Zwłaszcza w okolicach skroni.
To nie był mój pierwszy kac, ale na pewno jeden z najgorszych.
Nogami zepchnęłam z siebie kołdrę i niezdarnie wstałam z łóżka.
Poczułam, że zbiera mi się na wymioty.
O nie.Łazienka,szybko.
Zakryłam dłonią usta i nerwowo rozglądnęłam się po pokoju szukając drzwi .
-Chodź, lepiej żebyś tu nie wymiotowała.-Justin delikatnie szarpnął mnie za ramię prowadząc do wyjścia z pomieszczenia.

-Babciu? Jesteśmy! -krzyknęłam wchodząc do domu.
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc spróbowałam jeszcze raz.
-Halo?
-Camillie?Jest z tobą Justin?-spytała babcia stając na schodach.
Podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Miałam nadzieję, że nie będzie na mnie bardzo zła.
-Tak, jest.-powiedziałam odsuwajac się od niej.
-Cieszy mnie to niezmiernie. -oznajmiła i powoli zeszła ze schodów przytrzymując się poręczy.
-Dzień dobry. -przywitał się chłopak wychodząc zza rogu.
-Cześć kochany.Mógłbyś wytłumaczyć mi, gdzie moja wnuczka spędziła tę noc?
Justin wziął głęboki wdech po czym powolutku wypuścił powietrze.
-Była u mnie.Bardzo dobrze się dogadujemy i postanowiłem,że zaproszę ją do domu.Okazało się,że moja mama bardzo ją polubiła i zaprosiła ją na noc.-uśmiechnął się.
Mam nadzieję,że babcia to kupi.Proooszę.
Babcia zmróżyła oczy, ponieważ zapewne nie uwierzyła mu w to niewinne kłamstewko.
-To bardzo interesujące, ponieważ dzwoniłam wczoraj do twojej mamy.-uniosła brew.-Oj Justin, Justin.-poklepała go po ramieniu i obróciła się w moją stronę. -A z tobą jeszcze porozmawiam na ten temat.Dzwoniłam do szkoły i powiedziałam, że się źle czujesz, co oznacza, że masz dzisiaj wolne.Obydwoje posprzątacie kuchnie i zrobicie obiad.Ja muszę lecieć do pracy, wzięłam drugą zmianę.-przyznam się, że nie znałam jej z tej strony.No ale cóż,zasłużyłam na godzinną przemowę i pożądną karę.
Chociaż co do kary, myślałam, że będzie gorzej.
Nim się zdążyłam cokolwiek powiedzieć,babcia wyszła z domu trochę za mocno zamykając drzwi.

-Uh, nie mam już siły.-rzuciłam w Justina ścierką, którą przed chwilą wycierałam kurze w kuchni.-Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego?
-Mogłaś mi pomóc.Nie lubie kłamać.-powiedział zciągając z głowy moją ścierkę.
-Widać.Nie wychodzi ci to najlepiej.-oparłam się łokciami o blat.
-Co powiedziałaś? Może nie lubię kłamać,ale to nie znaczy,że nie potrafię tego robić.-udawał urażonego i dla lepszego efektu przyłożył dłoń do serca.
-Ph.Pięciolatek wymyśliłby coś lepszego.
Chłopak podszedł do mnie i przyglądnął mi się uważnie.
-Powtórz to.-powiedział poważnie,ale w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia.
-A co?Masz problemy ze słuchem?-spytałam ironicznie stając z nim twarzą w twarz,a raczej twarzą w brodę.Więc uniosłam wzrok by móc spojrzeć mu w oczy.
-A ty ze wzrostem?-tym razem to on ze mnie zakpił unosząc jedną brew.
Westchnęłam i oparłam głowę o jego klatkę piersiową.Słyszałam jak jego serce lekko przyśpiesza,ale zignorowałam to i oplotłam rękoma jego tors.
Mimo,że ta kłótnia była całkowiecie udawana,to nie miałam zamiaru brnąć w nią dalej.
Justin wydawał się trochę zszokowany moim gestem,ale już po chwili również mnie przytulił.
Wtedy zrozumiałam,jak bardzo brakuje mi przyjaciela.Kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o wszystkich.Śmiać się z byle czego i nie udawać przed nim nikogo innego.
Niby taki mały gest,a tak dużo dla mnie znaczył.
-Co robisz?-swoją dużą dłonią gładził moje rozgrzane plecy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bo "Poprostu miałam ochotę się trochę poprzytulać i teraz chcę,żebyś był moim przyjacielem" zdecydowanie nie wchodzi w grę.
-Nie wiem.-głupio wymamrotałam w jego klatkę piersiową.Czułam się taka zagubiona i bezbronna.
Weź się w garść,Cam.
Otarłam jedną zabłąkaną łzę z policzka i odsunęłam się od chłopaka.
-Chyba musimy zabrać się za obiad.-zakasałam rękawy i zmusiłam się do uśmiechu.

-Mm.To jest pyszne!-wykrzyczałam niewyraźnie z buzią pełną pizzy,którą właśnie sami ugotowaliśmy.(O ile pizze można ugotować.)
Wyglądałam jak wygłodniałe,dzikie zwierze,które nie jadło nic od kilku tygodni.
-Mi też smakuje.-odparł śmiejąc się ze mnie.
Ugryzłam kolejny kawałek zastanawiając się ile to może mieć kalorii.
Dużo.Bardzo dużo.
Upiłam duży łyk wody chcąc w ten sposób zagłuszyc moje myśli.
Nie jedz tego.
Nerwowo przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się kłócąc z samą sobą.
Ugryzłam mały kawałek ciasta przełykając go z trudem.
Będziesz g r u b a.
Zacisnęłam piąstki i zwilżyłam usta.
-Wszystko okej?-Justin zauważył moje dziwne zachowanie i podniósł lewą brew.
Nie.
-Tak,czemu pytasz?- w myślach błagałam,żeby nie drążył temetu.
Sama bałam się swoich myśli anorktycznych ,które ostatnio powróciły i odwiedzały mnie dość często.
Nigdy nie odważyłabym się powiedzieć mu o mojej chorobie.
Strach przed odrzuceniem był zbyt duży.
-Nie wygląda.Źle się czujesz?
-Tak,tak...Co?Znaczy nie.-przetarłam rękoma twarz i odsunęłam od siebie talerz z jedzeniem.-Ja poprostu..Poprostu boli mnie brzuch.-nie skłamałam za dużo,
ponieważ zrobiło mi się nie dobrze.-Chyba pójdę się położyć.
Głupio mi było zostawiać go samego,ale nie mogłam dopuścić do wymiotowaniapo jedzeniu.
Stwierdziłam,że jeśli nic nie zjem to nie będzie takiej potrzeby.

Leżałam wbita w łóżko z głową przyłożoną do poduszki i cichutko płakałam.
Przestań się nad sobą użalać.
 Po czasie,po którym stwierdziłam,że pozbyłam się połowy łez z mojego organizmu sięgnęłam po opakowanie jednorazowych chusteczek i wyciągnęłam jedną.
Podniosłam się do pozycji siędzącej i wysmarkałam nos.
Pocwiczę.
No właśnie,czemu nie?Tak wiem,że cwiczenia po jedzeniu są niezdrowe,ale:
a) zostawiłam prawie pełny talerz;
b) minęło dobre pół godziny.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne leginsy i luzną bokserkę tego samego koloru.
Szybko się przebrałam,a następnie związałam włosy w wysokiego kucyka.
Rozłożyłam czerwona matę do cwiczeń i położyłam się na niej z zamiarem zrobienia kilkunastu lub kilkudziesięciu brzuszków.
O ile dam radę zrobi pięc...Nie cwiczyłam już tak dawno.
Okej,więc zaczynam.

Udało mi się zrobi pięcdziesiąt brzuszków,dwadzieścia pięc pompek,sto pięcdziesiąt pajacyków i tylko dziesięc przysiadów.
Nienawidziłam ich,mimo,że to na wyrobieniu tyłka zależało mi najbardziej.

Zdyszana i spocona niczym świnia opadłam na moje idealnie zaścielone łóżko i nagle...zaczęłam płakac.
Dlaczego?Nie mam pojęcia.
Po raz kolejny dzisiaj cała zalałam się łzami.
Głęboko odetchnęłam chcąc się uspokoic,ale jedyne co mi to dało to uświadomienie sobie,że śmierdzę.
Skrzywiłam się.
fuj.
Zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Co mi odbija?
Nie ważne,chcę zapalic.
Po omacku włożyłam rękę do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę.
Otworzyłam okno i wgramoliłam się na parapet.
Podpaliłam fajkę i tępo wpatrywałam się przed siebie.
Miałam widok na dom wrednych sąsiadów.A dokładniej na ich okropnego jedenastoletniego syna.
Ugh. Na samą myśl o nim robiłam się czerwona ze złości.
Kidyś ten mały glut oświadczył mi się,wręczając mi pierścionek z lukrecji,
Po tym jak oczywiscie nie przyjęłam tych jakże "romantycznych zaręczyn" zaczął mnie nękac i przesladywac.
Dopytywał moją babcie czy przyjadę,kiedy,o której i czy na pewno.
Ta oczywiście udzielała mu tych informacji bedąc święcie przekonana,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Nie winie jej za to.
Carl(bo tak miał na imię)ciągle za mną chodził i we wszystkim przeszkadzał.
Całował mnie znienacka na oczach moich "przyjaciółek",
oczywiście w policzek
Zaciągnęłam się papierosem po raz ostatni i zgasiłam go o parapet zostawiając go tam.

-Halo?-spytałam odbierając telefon od babci.
-O kochanie,dobrze,że odebrałaś.
-Coś się stało?Dlaczego jeszcze nie ma cię w domu?
-No właśnie w tej sprawie dzwonie...Wrócę dopiero jutro po południu i mam nadzieję,że wybierasz się do szkoły.
-Uhm.
-Okej.Więc dobranoc,skarbie.
-Dobranoc ,babciu.
-A,i nie zapomnij o kolacji.
-Oczywiście.-skłamałam,ponieważ niemiałam najmniejszej ochoty na jedzenie.

Wyciągnęłam z szafy świeże leginsy i obszerną koszulkę na krótki rękaw,ten zestaw miał mi posłużyć jako dzisiejsza piżama.
Luźnym krokiem powędrowałam do łazienki.

Ułożyłam się wygodnie w moim cieplutkim łóżeczku i opatuliłam ślicznie pachnącą kołderką.
Chwyciłam telefon i zalogowałam się na twitterze i tumbrlrze.
Byłam w trakcie reblogowania posta,gdy usłyszałam z dołu głos Justina.
-Camillie!-darł się jak opentany.
-Co?!
Westchnęłam gdy zaczął  głośno wchodzić po schodach.
Chwycił klamkę od moich drzwi i dość mocno za nią szarpnął.
Wygramoliłam się z łóżka poraz kolejny wzdychając,ponieważ drzwi otwiera się w drugą stronę.
Wpuściłam go do środka i od razu tego pożałowałam.Był naćpany.
-Co cię tu sprowadza?-warknęłam zirytowana.
Dopiero co wytrzeźwiał!
-Zluzuj stringi,niunia.Wpadłem do Jackea.-powiedział uśmiechając się tak szeroko,że miałam wrażenie,że za moment rozerwie sobie wargi.
Zamrugałam oczami.
To wy się znacie?!
-Co?-plunęłam coraz bardziej zdenerwowana.
-Spoko,twojej babci nie będzie na noc.Za chwile wpadnie tu Zayn,Luke i Austin.-objaśnił,a ja znieruchomiałam,ponieważ czy on ma zamiar urządzić tu imprezę?!
-Jeszcze raz,co?!
-Psie gówno.-zaśmiał się-Jack za chwile też będzie.Nie miałem pojęcia,że to twój kuzyn.
Stałam w drzwiach kręcąc głową,po tym jak chłopak rozepchał się i wszedł do pomieszczenia lekko się zataczając.
Rozwalił się na moim łóżku i podłożył ręce pod głowę,która leżała na mojej poduszce.
Podeszłam do niego i wyrwałam mu ją,przez co jego zryta bania wylądowała na materacu lekko się obijając.
-Ej!-zawołał oburzony.
-Co?To jest m o j e.
-No i co?-bez większego problemu wyszarpał mi miękki przedmiot z ręki z powrotem podłożył go pod swoją głowę.-Wygodna.-mruknął układając się wygodniej.
Zdenerwowana przygryzłam wnętrze policzków i opadłam na fotel stojący przy biurku.
Justin zaczął nucić nieznaną mi melodję i dodrygiwać stopą do jej rytmu.
Obserwowałam go dobre dziesięć cholernych minut,aż w końcu na dole raptownie otworzyły się drzwi i kilkoro starszych chłopaków hałaśliwie wparowało do domu.
Rozpoznałam głosy Austina i Jackea.Oprócz nich słychać było dwa inne,głębokie głosy oraz obijające się butelki alkoholu w reklamówkach.
No to się porobiło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za wyświetlenia pod ostatnim rozdziałem!
Uwielbiam Was!
Prosiłabym jeszcze o więcej komentarzy,ponieważ bardzo motywują do pisania kolejnych rozdziałów.
No i przepraszam za dość długą przerwę.
Mam nadzieję,że wszystkiem udały się Święta i Sylwester.:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ