Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

niedziela, 12 lipca 2015

PRZEPRASZAM

Więc tak, zdaję sobię sprawę z tego, że zawiodłam. Bardzo Was zawiodłam.
Wiem, że nie było wielu czytelników tego bloga, ale ta garstka pięciu czy dziesięciu osób, które odwiedzały go w miarę regularnie zawsze się znalazła.

Dość długo zwlekałam z napisaniem tej notki i za to też bardzo przepraszam.
Ale jak już się domyślacie, nie będę dalej pisać rozdziałów i prawdopodobnie usunę tego bloga.
Nie będę zaczynać pisać tutaj czegoś nowego, bo jest mi tu trudno.
Jakiś czas temu przeniosłam się na wattpada. Zapewne wiele osó zna tą stronę/aplikację, i zaczęłam pisać nowe ff z całkiem inną fabułą i całkiem innymi bohaterami. Głównymi postaciami są Jai Brooks i Olivia.
Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam.

Dziękuję osobą, które mimo mojej baaardzo długiej nieobecności zaglądały tutaj czasem i sprawdzały czy przypadkiem nie wróciłam.
A wiem, że takie były.
Cóż,to chyba tyle ode mnie w tej notce.

LINK DO WATTPADA  http://w.tt/1TrQ6C9

Olivia jest jedną z najpopularniejszych osób w szkole. Jest zapraszana na każdą imprezę (co nie oznacza, że na każdą przychodzi), ponieważ nawet najnudniejszą domówkę bez alkoholu potrafi zamienić w taką, którą każdy zapamięta przez następne kilka miesięcy. Nawet jeśli go na niej nie było.

Oprócz nieświadomego wyznaczania nowych trendów, chodzenia na fitness i cheerleading raz w tygodniu, bycia dobra przyjaciółką, córką, a także dziewczyną znajduje czas na bycie najlepszą uczennicą, po to, by jej rodzina mogła chwalić się jej bardzo dobrymi osiągnięciami w nauce.

Można nazwac ją Panną Idealną. Bo dlaczego by nie?

Jak co roku w pierwszy dzień wakacji wyjeżdża do Melbourne odwiedzic ciocię, wujka i ich siedemnastoletnią kuzynkę - Abigail. Co zmieni się gdy pozna Jaia? 

Czy cokolwiek się zmieni? A może zostanie tą samą popularną i perfekcyjną Liv? 

JESZCZE RAZ BARDZO PRZEPRASZAM I BYĆ MOŻE DO ZOBACZENIA NA WATTPADZIE

                                                                                                        Tereska w dreskach xx

piątek, 27 lutego 2015

ROZDZIAŁ 10


ROZDZIAŁ 10

Camillie
Zmroziłam Justina najgrozniejszym spojrzeniem na jakie było mnie stać i wyszłam z mojego pokoju.
Szybko zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni w której chłopcy zdążyli się już rozgościc.
-Jack-moja szczęka wyraznie się zacisnęła,gdy zakrwione oczy chłopaka zwróciły się w moją stronę-co tu się do cholery dzieje?
-Cam?Myślałem,że..że -jąkał się podczas gdy moja krew gotowała się w żyłach.
Babcia nas z a b i j e.
-Wydaje mi się,że właśnie nie myślałeś.-syknęłam i wyrwałam mu szklaną butelkę piwa z reki.
Co on sobie myślał?!
-Ej.Oddawaj.-bełklotał
-Może przedstawiłbyś mi swoich kolegów?-uśmiechnęłam się sztucznie i wskazałam głową na chłopców,którzy bacznie obserwowali zaistniałą sytuacje.
-Luke,Zayn i Austin,ale go już znasz.-odwróciłam się do tyłu;Justin stanął za mną,a jego dłonie znalazły miejsce na mojej talii.
Natychmiast energicznie je zepchnęłam.
-Zabieraj łapy.-odwróciłam się z powrotem.-Macie być cicho.Jutro mam szkołę i mam zamiar się wyspać.-rzuciłam  wściekle.
 Mimo,że godzina   była dość wczesna, marzyłam o ciepłym łóżeczku i kojącym,długim śnie.
-Nie musisz się od razu denerwować.Złośc piękności szkodzi..-Jack dwukrotnie poruszał brwiami,na co się skrzwiłam ,ponieważ to jest mój kuzyn,do jasnej cholery!
Przetarłam rękoma twarz i oddałam Jackeowi butelkę z trunkiem.
Ostatni raz posłałam im wszystkim mrożące spojrzenie i wyszłam z kuchni.

Przykryłam twarz poduszką za raz po tym,gdy trochę za mocno rzuciłam się na łóżko.
Wydałam z siebię głośny,całe szczęście zduszony przez pościel,jęk frustracji.
Obydwoje działali mi na nerwy!I to bardzo!
Czułam,że moje policzki robią się czerwone od złości na którą nie mogłam nic poradzić.
 Wygoń ich!

-Przecież nie mogę..

Wszyscy bawili się wczoraj u Zayna,a ty nie zaśniesz przez te hałasy.Nie możesz opuścić kolejnego dnia zajęć!
Jak na zawołanie,po domu rozniosły się głośne śmiechy chłopaków.

-Nie mogę.

Nie możesz,co?

-Jedno i drugie!Nie mogę nie iść do szkoły i nie mogę ich wyprosić.To nie moi znajomi,a Jack jest dorosły;robi co chce i nie musi się mnie pytać o zgodę.-westchnęłam.-Co ja w ogóle robię?Rozmawiam sama ze sobą,co jest ze mną nie tak?
Postanowiłam włączyć telewizor wiszący na przeciwnej ścianie do mojego łóżka.
Przewijałam kanały z dołu do góry próbując znalezć coś w miarę sensownego,ponieważ żaden z moich ukochanych seriali nie leciał już o tej godzinie.
Po nie udanej próbie,wyłączyłam telewizor i chwyciłam telefon leżący na szafce nocnej.
Podłączyłam słuchawki i odnalazłam  jedną z moich ulubionych playlist z głośną muzyką.W moich uszach rozległ się śliczny głos Demi Lovato, przy którym odpłynęłam daleko,daleko od otaczającej mnie rzeczywistości.

Poczułam jak ktoś kładzię się obok mnie ,i to wcale nie delikatnie.
Otoczył mnie ręką w pasie i mogłabym przysiąc,że się we mnie wpatrywał,co bardzo mnie irytowało.
Powoli otworzyłam moje zaspane oczy i w ciemnościach dostrzegłam miodowe,świecące oczy,które należały oczywiście  do Justin; ponieważ kto inny o zdrowych zmysłach przeszkadzałby mi w śnie?

Nie dokońca zorientowana co się dzieje,energicznie podniosłam głowę zderzają się czołami z chłopakiem.
Syknęłam i wyciągnęłam rękę spod kołdry,przecierając nią obolałe miejsce.
Justin śmiejąc się opadł na poduszkę obok i rozbawiony spojrzał na mnie.
-Co to było?
-Mogę zapytać o to samo.Dlaczego ciągle mi przeszkadasz,gdy próbuję spokojnie spać i odpocząć od wszystkiego?

Czy ja wspominałam,że chciałabym się zaprzyjaźnić z tym człowiekiem?Cóż,cofam to.

-Nie udawaj,że nie podoba ci się to,że leżymy w jednym łóżku,Camillie.-znacząco poruszał brwiami.Powstrzymałam się przed wybuchem nerwów i stwierdziłam,że zignorowanie myśli,którą przed chwilą wypowiedział będzie najlepszym rozwiązaniem.

-Wasi koledzy poszli już do domu?-spytałam opanowana.
-Więc teraz będziesz zbywać moje zboczone wypowiedzi?-nastąpiła chwila,w której mogłam oficjalnie stwierdzić,że jest mocno pijany.
-Gdzie jest Jacke?
Justin wybełkotał coś niezrozumiałego pod nosem i przeniósł wzrok na ścianę przed nami.
-Chłopaki śpią na dole,a twój kuzyn jest ledwo przytomny i poprosił mnie żebym po ciebie przyszedł.-nagle stał się obojętny i jakby nieobecny.
-Co?!Co ma znaczyć,że jest ledwo przytomny?Co mu się stało?Wszystko z nim w porządku?-zasypałam go pytaniami podnosząc się z łóżka.Wsunęłam różowe,puchate kapcie na bose stopy i niemalże wyleciałam z pokoju zbiegając po schodach jak wariatka.
Nie mogłam znieść myśli,że coś mogło mu się stać.
Nie wiadomo czego się naćpali i nie byłabym w stanie mu pomóc.

Ogarnij się dziewczyno,bo za chwilę sama dostaniesz zawału!

-Racja.-wymamrotałam do siebie i uspokoiłam moje drżące ręce.
Wzięłam głęboki oddech i zapaliłam światło w salonie.
Na ten widok zrobiło mi się słabo,a moja twarz przybrała kolr białej ściany,której musiałam się przytrzymać,ponieważ straciłam kontrolę nad nogami.

Szklane butelki i puszki po piwie walały się po całej podłodze.Niektóre z nich były porozbijane,przez co jeszcze bardziej się zmartwiłam,bo co jeśli któryś z chłopaków wbił sobie kawałek szkła w rękę albo stopę,a ja nie przybyłam na czas aby zatamować krwawienie?
Zayn leżał obok kanapy z uśmiechem na twarzy i zamkniętymi oczami,przez co wydawo się,że spał.Dokładnie jak Luke,który znajdował się w podobnej pozycji co jego kolega,tyle że po drugiej stronie pokoju.Jego ręka spoczywała na brzuchu obok śpiącego Austina.
Jacke siedział na kanapie ze spuszczoną głową ukrytą w dłonie.
Oddychał nie równo i wydawał z siebie dzwięki przypominające szloch.

Ostrożnie do niego podeszłam,nie wiedząc w jakim jest stanie.
Usiadłam obok niego i przygryzłam wargę.Chciałam zapytać czy wszystko w okej,ale bałam się jego reakcji.
Nigdy wcześniej nie widziałam go naćpanego,a sądząc po leżących woreczkach na stole z pozostałością białego proszku i przyćpanych oczach Justina,właśnie tym zajmowali się dzisiejszej nocy.

-Wszystko jest do dupy.-odezwał się pierwszy.
Zamknęłam usta,tak szybko jak je otworzyłam,ponieważ nie miałam pojęcia co powiedzieć.
-Jacke..-z trudem wydusiłam,jednak przerwał mi.
-Nie.Tu zepsułem,tam zepsułem.Teraz oni..To wszystko mnie przerasta,wiesz?
Kilkakrotnie zamrugałam oczami, nie  mając pojęcia o czym mówi.

Miałam ochotę spytać się,co zepsuł,ale wolałam poczekać aż sam się otworzy,ponieważ sama nie lubię, gdy ktoś na mnie naciska.
-Wyjechałem,bo popełniłem kilka poważnych błędów,których nie byłem w stanie naprawić w krótkim czasie.Sądziłem,że po moim powrocie wszyscy zapomną i będzie jak dawniej.-uniósł głowę i beznamiętnie wpatrywał nie w ścianę.-Ale tam też nawaliłem.Jestem do dupy.

Zmarszczyłam brwi będąc w totalnej dezorientacji.W mojej głowie roiło się od kłopotów tak ważnych,aby musieć się wyprowadzić bez informowania o tym rodziny.
Pokręciłam głową,gdy nadal nic nie rozumiałam.
-Jacke?
-Hm?-serce niemal mi stanęło,gdy zobaczyłam jego policzki mokre od łez.Nie zwracałam nawet na czerwone od alkoholu i narkotyków oczy.
Moja dolna warga zaczęła zadrżała.Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić.Nigdy nie widziałam go w takiej rozsypce.
Zazwyczaj było go wszędzie pełno.Dożo gadał,zrobiłby wszystko co chcesz,wystarczyło poprosić.
Chodził wesoły i niczym się nie martwił.Nie wiedziałam jak mu pomóc,tym bardziej,że nadal nie rozumiałam co ma na myśli.

Wpatrywaliśmy się w siebie przez czas,który wydawał się być wiecznością.
Po raz pierwszy to nie mnie było trzeba pocieszyć.
Zwilżyłam usta i delikatnie się do niego przysunęłam.
Ułożyłam rękę na jego kolanie i spojrzałam w jego zapłakane oczy.
Głośno odetchnęłam i przytuliłam się do niego.
Jacke opłutł wokół mnie ramiona i ułożył głowę w zagłębieniu mojej szyji.
Jego oddech lekko mnie łaskotał przez co cichutko zachichotałam.
Chłopak odsunął się ode mnie i uśmiechnął się.
-Dziękuję ,Cam.
-Jeśli jeszcze kiedyś będziesz chciał się komuś wyżalić,służę pomocą.-delikatnie się zaśmiałam.
-Idź już spać,jutro masz szkołę.-westchnął.
-Ta,niestety.-cmoknęłam go w policzek i rozejrzałam się po pokoju.
Podeszłam do Zayna i narzuciłam na niego wcześniej wzięty koc.
Zabrałam rękę Austina z twarzy Lukea i ich również przykryłam.
Miałam już wychodzić z pokoju,ale postanowiłam jeszcze raz się za siebie obejrzeć.
Mój kuzyn zdążył już zasnąć,a Austin powoli się rozbudzał.
-Justin?-spytał ziewając,na co się zaśmiałam.
-Nie,Austin.Śpij.-podeszłam do niego i naciągnęłam mu koc pod samą szyję.
-Lubię cię.-wymamrotał
-Ja ciebie też,dobranoc.
-Zostań ze mną, skoro mnie lubisz.-pociągnął mnie za rękę,sprawiając,że prawie na niego upadłam.
-Nie ma mowy.Nie lubię cię w ten sposób.-wyrwałam się z jego uścisku i uśmiechnęłam się tłumacząc sobie,że jest nieprzytomny i bredzi.
-Dobra,dobra.-uniósł ręce w geście obronnym-słodkich snów.-puścił mi oczko.Żartobliwie wywróciłam oczami i pokręciłam głową.-Dziękuję.

Wchodząc do swojego pokoju zastałam Justina smacznie śpiącego w moim łóżku.
Po raz setny tego dnia,a raczej nocy westchnęłam i szturchnęłam nim lekko,chcąc go obudzić.
-Justin-jęknął odwracając się w drugą stronę.-Justin
-Co?-nakrył moją  poduszką  głowę  tak naprawdę nie chcąc mnie słuchać.
-Przesuń się,nie mam gdzie spać.-powiedziałam trochę zirytowana.
Chłopak przesunął się bliżej ściany i odwrócił się w moją stronę.
Jego oczy nie były już tak bardzo czerwone,a źrenice otrzymały swój naturalny rozmiar.Podniósł skrawek kołdry,zapraszając mnie tum,żebym położyłam się obok niego.I zrobiłam to.
Kładąc się obok,nakryłam się pierzyną po samą głowę.
Odpłynęłam w przeciągu kilku sekund.


Duża,męska ręka z rozmachem pacnęła mnie w twarz,rozbudzając mnie.
-Ała?-w moim głosie można było wyczuc poranną chrypkę.
Zrzuciłam dłoń  ciągle śpiącego Justina po czym zamrugałam kilkakrotnie.
Ziewając spojrzałam na zegarek wskazujący godzinę 7:23.
Nerwowo przełknęłam ślinę i wyskakując z łóżka pobiegłam do łazienki.

spóznię się,spóznię się,spóznię się

 Jedna ręką myłam zęby ,drugą  doprowadzałam moje włosy do porządku za pomocą szczotki.
Po zrobieniu lekkiego makijażu,by nie wyglądac jak zoombie wyszłam z łazienki i wyciągnęłam z szafy bieliznę,czarne,przylegające spodnie oraz czerwoną koszulę w kratkę.

-Justin obudz się!-krzyknęłam pakując książki na zajęcia do torby.-Do diabła z tobą..
Zbiegłam po schodach mając nadzieję zastać tam Jackea,który będzie w stanie zawieźć mnie do szkoły.
Ale na moje nie szczęście,nie było go tam.
Nie miałam czasu zastanawiac się gdzie on  i jego koledzy się do cholery podziali.
Nałożyłam czerwone trampki,nie zawracając sobie głowy sznórówkami,które wsadziłam do środka buta,zarzuciłam na siebie parkę  khaki i wyszłam z domu zamykając go na klucz.
Przez to całe zamieszanie serce waliło mi jak młotem,zastanawiałam się dlaczego tak bardzo zależało mi na nie spóznieniu się do szkoły.

Wbiegając po betonowych schodach z rozmachem  pchnęłam duże,szkolne drzwi przez które prawie spotkałam się z okropną,wydeptaną podłogą.
Rozglądając się dookoła wzięłam kilka głebokich wdechów i ruszyłam przed siebie uważając by nie potknąć się o własne nogi.
Dochodząc do mojej szafki  wyjęłam książki od historii,wcześnniej wprowadzając pin i sprawdzając plan lekcj.
To nie to,że nie lubiłam tego przedmiotu,ale lekcje z jakim kolwiek nauczycielem o ósmej rano nie są moim ulubionym zajęciem,nie wspominając już o piskliwej Pannie Wallker.Mimo,że miałam z nią lekcje dopiero dwa razy odkąd chodziłam do tej szkoły,miałam jej dosyć,a myśl,że będę musiałam wysłuchiwać jej okropnie wysokiego głosu przyprawiała mnie o nie przyjemne dreszcze na plecach.
Wzdrygnęłam się lekko,gdy ktoś delikatnie postukał mnie w ramię,tym samym wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
Odwróciwszy się do tyłu napotkałam wesołą twarz Amandy.

-Cześć-zdobyłam się na lekki uśmiech,mając nadzieję,że nie wyglądała na bardzo sztuczny.
-Hejka.-wyśpiewała rudowłosa energicznie machając mi ręką przed twarzą.-Miałabyś ochotę wyjść dziś ze mną na lunch?Mogłybyśmy lepiej się poznać,no wiesz.O,i może poopowiadała bym ci trochę o zwyczajach szkoły i ludziach stąd.Widać,że jeszcze trudno ci się odnaleźć.-paplała nakręcona nawet nie dając mi dojść do słowa.-Aw,nie mogę się już doczekać aż będę mogła z tobą poplotkować.Przy okazji muszę powiedzieć ci coś meeega ważnego,bynajmniej dla mnie.Ale to nie teraz,nie mamy na to czasu.Lecę na angielski.Do zobaczenia,skarbie.-przytuliła mnie pod koniec swojego monologu i pobiegła w kierunku swojej klasy,zostawiając mnie oniemiałą z otwartą buzią.
Nie rozumiałam jak ta dziewczyna może mieć w sobie tyle energii;to nie normalne.
Zamrugałam kilka razy i przetarłam otwartą dłonią twarz,chcą przywołać się do porządku.
Wzmacniając uścisk na książkach powoli i leniwie poczłapałam na zajęcia z moją ulubioną nauczycielką o niebiańskim głosie.sarkazm.

 Pół przytomna wysłuchiwałam wypowiedzi Panny Wallker,gdy dostałam papierową kulką w plecy.
Spoglądając,czy nie patrzy podniosłam papierek z podłogi i delikatnie,by nie narobić hałasu,rozwinęłam go.
 
                 Nie śpij,shawty 

Rozglądnęłam się w poszukiwaniu nadawcy, jakże ciekawego,liściku zauważyłam,że większość uczniów przysypia na siedząco zupełnie jak ja przed chwilą.
Mój wzrok zatrzymał się na brązowowłosym chłopaku ;jeśli  pamięć mnie nie myli,miał na imię Jackob i wydawał się być całkiem miły,sądząc po tym,że uśmiechał się do mnie przyjaźnie.
Bezgłośnie pytając się,czy to on "wysłał" mi wiadomość również się uśmiechnęłam.
Chłopak poprawił się na swoim krześle i lekko przytaknął.

-Otwórzcie zeszyty i przepiszcie notatkę z tablicy,a następnie zróbcie ćwiczenia  do tematu.-zaskwierczała nauczycielka,przez co lekko się skrzywiłam,a ciągle patrzący na mnie Jackob cicho się zaśmiał.


Po kolejnych trzydziestu minutach męczarni słysząc dzwonek na przerwę zerwałam się z miejsca i zapewne wyfrunęłabym z klasy na  moich pięknych skrzydłach,gdybym je miała.
Przerwę spędziłam w ubikacji poprawiając makijaż i załatwiając sprawy fizjologiczne.
Kolejne lekcje mijały bardzo wolno i musiałam powstrzymywać swoje oczy przed zamknięciem.Ale mimo sprzeciwów moje powieki zamknęły się na kilka minut podczas lekcji geografii.Całe szczęście obudziła mnie Carly,kopnięciem w nóżkę krzesła zanim ktokolwiek inny mógłby zauważyć,że mi się przysnęło.

-W końcu cię znalazłam!Gdzie ty się podziewałaś przez wszystkie przerwy?-zawołała Amanda magicznie wyrastając obok mojego boku.
-Cóż,nie czułam się najlepiej.-powiedziałam nie kłamoąc za bardzo,ponieważ cholernie bolał mnie brzuch od niezjedzenia śniadania.
-Biedactwo.Chodz,zabieram cię do KFC.Ja stawiam!-chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia ze szkoły.

Stałyśmy w kilkumetrowej kolejce by odebrać nasze zamówienia.
Poprosiłam o sałatkę i colę dietetyczną,licząc na to,że nie będzie miała za dużo cukru.Amanda wzięła dwa cheeseburgery i zwykłą colę,będąc przekonana,że wszystko pójdzie w cycki.

Z tego co mi już zdążyła powiedzieć,chodzi do fastfoodów około trzy razy w tygodniu i nie tyje.
Tego zazdrościła jej chuba każda dziewczyna,niezależnie od wieku.
Wąska talia ,długie,smukłe nogi, biały uśmiech ,idealne piersi i masa gęstych pomarańczowych loków.

Eh,marzenia.

Nim zdążyłam się zorientować,chłopak o intęsywnie niebieskich oczach wręczył nam nasze zamówienie uśmiechając się do Amandy,przez co oblała się rumieńcem.
Aw

Ledwo zdążyłyśmy wybrać stolik(przy oknie),a Andy,bo tak prosiła by ją nazywać,ponieważ uważa to za urocze, już zaczęła gadać.
-O mój Boże!Widziałaś to?Ten jego uśmiech...i te oczy.. O jejuśku.
Zaśmiałam się z jej zauroczenia chłopakiem,którego widziała poraz pierwszy.
-Nie śmiej się,Cam.No nie mów,że nie był słodki.-fuknęła z udawanym gniewem.
-Myślałam,że chłopak powinien być przystojny,a nie słodki.-znowu się zaśmiałam.
-Oj dobra,dobra-machnęła ręką,dając znak bym odpuściła.-Jak ci się podoba w naszej szkole?Wpadł ci już ktoś w oko?A jak okolica?W jakiej części miasta mieszkasz?Masz daleko od szkoły?Co u twojej babci?Słyszałam,że jest kochana. Jeszcze nie rozmawiałam z nią osobiście,ale musisz wiedzieć,że jest dość znaną osobą w dzielnicy.No,a teraz skoro już się znamy,może będę miała okazję ją poznać; co o tym myślisz?-jak zwykle zasypała mnie mnustwem pytań,które trudno mi było spamiętać,aczkolwiek miałam zamiar odpowiedzieć na każde.

-Więc,szkoła jak szkoła,ludzie wydają się całkiem fajni,a może poprostu na takich trafiłam do tej pory.Nie mam daleko,jakieś piętnaście minut piechotą..
-Ale ci zazdroszczę!-kolejny niespodziewany wybuch rudowłosej,powinnam się już przyzwyczaić.-Ja muszę wstawać przed szóstą,żeby się wyszykować i nie spóźnić.Całe szczęście nie myję rano włosów,bo wtedy już całkiem nie miałabym czasu na nic.Robię to wieczorem, bo wtedy jest mi łatwiej.Samo czesanie ich zajmuję mi jakieś dziesięć minut.Nawet nie wiesz jak uciążliwe potrafią być loki.-oplotła kosmyk swoich włosów wokół palca wskazującego.-Za to ty masz śliczne włosy!Nie są ani proste,ani kręcone,takie lekkie fale,idealne.I ten ich kolor,jasny brąz.To naturalne,czy farbowane?
-Eee,dzięki?Naturalne.Czasem farbuję końcówki,ale tylko latem.-uśmiechnęłam się słabo,ponieważ chciałam dodać,że robiłam to tylko wtedy,gdy pozwalała mi na to mama,której już nie ma i nigdy już nie będę miała okazji się z nią wykłócać na ten temat.
-Są śliczne.Jakiego szamponu używasz?-podparła głowę na łokciach czekając na moją odpowiedz.
-Różnych,nie mam stałego.Zazwyczaj kupuję pierwszy z brzegu.A ty?
-Raczej do włosów kręconych i puszących się.Czasem trudno jest mi zapanować nad tymi kłakami.-westchnęła.

Rozmawiałyśmy jeszcze trochę, poczym musiałyśmy już wracać.Okazało się, że tak ważną sprawą dla Amandy, było to, że zdecydowała się zostać cheeliderką.Cóż, osobiście przeżyłabym bez tej informacji, ale skoro miałyśmy zostać przyjaciółkami powinnyśmy mówić sobie o wszystkim.
Po wejściu do szkoły każda z nas udała się w swoją stronę.

Yeeey fizyka!
To oczywiście sarkazm,ponieważ nienawidzę przedmiotów ścisłych.
Powoli krocząc w stronę odpowiedniego gabinetu przeszukiwałam torebkę w celu odnalezienia telefonu,gdy usłyszałam za sobą nieznany mi do tąd głos kobiety.Obracając się do tyłu zobaczyłam stojącą za mną sekretarkę z założożonymi rękami na piersi.
-Tak,ty.Do gabinetu,proszę.Pan dyrektor chciałby z tobą porozmawiać.

Super,a więc co tym razem?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

Więc witajcie po dłuuugiej przerwie.Trochę czasu zajęło mi pisanie tego rozdziału,mimo,że nie jest dokońca taki jak bym chciała.Ale cóż.
Do następnego!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Twitter @awwhmrbieber








czwartek, 26 lutego 2015

przepraszam

UWAGA

Więc, nie było mnie tutaj dłuugi czas.Chodź tak naprawdę byłam tu prawie codziennie i próbowałam napisać jakiś sensowny rozdział, ale jak można zauważyć-nie wychodziło mi to.Ale nie martwcie się, nie zostawiłam was na zawsze.Mam już napisany rozdział; może nie jest genialny, ale ja uważam, że wyszedł całkiem nieźle.Ogólnie chcę was uprzedzić, że rozdziały będą dodawane w zależności od mojej weny.Postaram się pisać dość długie notki, by zrekompensować wam długie przerwy.Hm.No dobrze, dość mocno się rozpisałam, więc już kończę.

Całuje mocno i proszę Was baaaardzo mocno o komentarze, ponieważ one dodają mi kopa do pisania, dzięki temu rozdziały będą pojawaiały się częściej.

Mój twitter @awwhmrbieber  zapraszam

sobota, 3 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 9

Camillie
Obudził mnie natarczywy dźwięku dobijania się do drzwi.
Na początku myślałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni, ale niestety nie.

Powoli otworzyłam zaspane oczy kilkakrotnie mrugając nimi.
W pokoju było okropnie jasno.Promienie słoneczne świeciły mi prosto w twarz, przez co wykręciła się w lekki grymas.
Czułam ja moja głowa pulsuje przez uporczywy ból, a w dodatku okropnie  paliło mnie w gardło.
Wody,wody!
Spojrzałam w dół i zobaczyłam na moim brzuchu znajomą jasno brązową czuprynę.
Justin
Nie miała siły go nawet z siebie zepchnąć.A może nie chciałam. Mniejsza z tym.
Rozejrzałam się po pokoju, który napewno nie należał do mnie.
Nie pamiętałam nic z dzisiejszej nocy.
Nic.Pustka.
Wyciągnęłam powoli obolałą rękę spod kołdry i lekko potrząsnęłam nią ramieniem chłopaka.
Nie zareagował. 
Spróbowałam jeszcze raz.
Nadal nic.
-Justin -szepnęłam zachrypniętym głosem i cicho odkaszlnęłam -obudź się. 
-Mmm.Jeszcze chwila, mamo.-odparł łaskocząc mnie troszkę w brzuch na co cicho zachichotałam.
-To łaskocze.-powiedziałam delikatnie się śmiejąc.
-Camillie?-energicznie zabrał głowę z mojego brzucha i spojrzał na mnie.
Jego oczy były trochę podpuchnięte, a włosy potargane.
Chęć przeczesania ich była nie do zniesienia.
Włożyłam palce między kosmyki jego  włosów i ogarnęłam je do góry odsłaniając czoło.
Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
-Podobają ci się?  -spytał
W odpowiedzi pociagnęłam lekko za ich końcówki.
-Przestań, bo mi stanie.-odparł, a jego głowa wylądowała na poduszce obok mojej.
Dopiero wredy zabrałam dłoń i lekko się zarumieniłam.
-Ktoś pukał.-oznajmiłam mając nadzieję, że nie zauważył czerwieni na moich policzkach.
-Taa, pewnie Zayn.-powiedział uginając rękę w łokciu i opierając na niej głowę. -Już trzynasta.
-Jak to? Skąd wiesz?-dopytywałam zaskoczona.-Dlaczego nie obudził nas wcześniej? -wcisnęłam głowę w poduszki -Babcia da mi szlaban do dwudziestki.
-Nie przesadzaj. Wystarczy, że powiesz, że byłaś ze mną. - odparł jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale..-zaczęłam.
-Ale jeśli chcesz mogę jej to wyjaśnić. -uśmiechnął się.
-Um.Tak, było by miło. -powiedziałam lekko zakłopotana.-Dalaczego twój kolega poprostu nie wejdzie?Przecież jest u siebie... -dodałam chcąc uniknąć nie ręcznej atmosfery.
Justin udawał chwilę, że zastanawia się nad odpowiedzią.
-Myślę, że doś nie komfortowe byłoby zastać swojego kumpla z jakąś dziwką.-mruknął kpiąco.Zamrugałam kilka razy.
Dlaczego on jest w taki obrzydliwy? I czy wszyscy jego koledzy mają prywatne prostytutki? 
-Czy ty właśnie nazwałeś mnie dziwką?-spytałam oburzona zaraz po tym jak zrozumiałam dokładny sens jego wypowiedzi.
-Co? Nie..Nie.Oczywiście, że nie.-spojrzał na mnie z góry i przecząco pokręcił głową- Boże nie chodziło mi o ciebie, Camillie.Przecież miedzy nami nawet do niczego nie doszło.
-Mam nadzieję.-bąknęłam.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam się za głowę, która nie przedstawała boleć. Wręcz przeciwnie, ból narastał.Zwłaszcza w okolicach skroni.
To nie był mój pierwszy kac, ale na pewno jeden z najgorszych.
Nogami zepchnęłam z siebie kołdrę i niezdarnie wstałam z łóżka.
Poczułam, że zbiera mi się na wymioty.
O nie.Łazienka,szybko.
Zakryłam dłonią usta i nerwowo rozglądnęłam się po pokoju szukając drzwi .
-Chodź, lepiej żebyś tu nie wymiotowała.-Justin delikatnie szarpnął mnie za ramię prowadząc do wyjścia z pomieszczenia.

-Babciu? Jesteśmy! -krzyknęłam wchodząc do domu.
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc spróbowałam jeszcze raz.
-Halo?
-Camillie?Jest z tobą Justin?-spytała babcia stając na schodach.
Podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Miałam nadzieję, że nie będzie na mnie bardzo zła.
-Tak, jest.-powiedziałam odsuwajac się od niej.
-Cieszy mnie to niezmiernie. -oznajmiła i powoli zeszła ze schodów przytrzymując się poręczy.
-Dzień dobry. -przywitał się chłopak wychodząc zza rogu.
-Cześć kochany.Mógłbyś wytłumaczyć mi, gdzie moja wnuczka spędziła tę noc?
Justin wziął głęboki wdech po czym powolutku wypuścił powietrze.
-Była u mnie.Bardzo dobrze się dogadujemy i postanowiłem,że zaproszę ją do domu.Okazało się,że moja mama bardzo ją polubiła i zaprosiła ją na noc.-uśmiechnął się.
Mam nadzieję,że babcia to kupi.Proooszę.
Babcia zmróżyła oczy, ponieważ zapewne nie uwierzyła mu w to niewinne kłamstewko.
-To bardzo interesujące, ponieważ dzwoniłam wczoraj do twojej mamy.-uniosła brew.-Oj Justin, Justin.-poklepała go po ramieniu i obróciła się w moją stronę. -A z tobą jeszcze porozmawiam na ten temat.Dzwoniłam do szkoły i powiedziałam, że się źle czujesz, co oznacza, że masz dzisiaj wolne.Obydwoje posprzątacie kuchnie i zrobicie obiad.Ja muszę lecieć do pracy, wzięłam drugą zmianę.-przyznam się, że nie znałam jej z tej strony.No ale cóż,zasłużyłam na godzinną przemowę i pożądną karę.
Chociaż co do kary, myślałam, że będzie gorzej.
Nim się zdążyłam cokolwiek powiedzieć,babcia wyszła z domu trochę za mocno zamykając drzwi.

-Uh, nie mam już siły.-rzuciłam w Justina ścierką, którą przed chwilą wycierałam kurze w kuchni.-Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego?
-Mogłaś mi pomóc.Nie lubie kłamać.-powiedział zciągając z głowy moją ścierkę.
-Widać.Nie wychodzi ci to najlepiej.-oparłam się łokciami o blat.
-Co powiedziałaś? Może nie lubię kłamać,ale to nie znaczy,że nie potrafię tego robić.-udawał urażonego i dla lepszego efektu przyłożył dłoń do serca.
-Ph.Pięciolatek wymyśliłby coś lepszego.
Chłopak podszedł do mnie i przyglądnął mi się uważnie.
-Powtórz to.-powiedział poważnie,ale w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia.
-A co?Masz problemy ze słuchem?-spytałam ironicznie stając z nim twarzą w twarz,a raczej twarzą w brodę.Więc uniosłam wzrok by móc spojrzeć mu w oczy.
-A ty ze wzrostem?-tym razem to on ze mnie zakpił unosząc jedną brew.
Westchnęłam i oparłam głowę o jego klatkę piersiową.Słyszałam jak jego serce lekko przyśpiesza,ale zignorowałam to i oplotłam rękoma jego tors.
Mimo,że ta kłótnia była całkowiecie udawana,to nie miałam zamiaru brnąć w nią dalej.
Justin wydawał się trochę zszokowany moim gestem,ale już po chwili również mnie przytulił.
Wtedy zrozumiałam,jak bardzo brakuje mi przyjaciela.Kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o wszystkich.Śmiać się z byle czego i nie udawać przed nim nikogo innego.
Niby taki mały gest,a tak dużo dla mnie znaczył.
-Co robisz?-swoją dużą dłonią gładził moje rozgrzane plecy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bo "Poprostu miałam ochotę się trochę poprzytulać i teraz chcę,żebyś był moim przyjacielem" zdecydowanie nie wchodzi w grę.
-Nie wiem.-głupio wymamrotałam w jego klatkę piersiową.Czułam się taka zagubiona i bezbronna.
Weź się w garść,Cam.
Otarłam jedną zabłąkaną łzę z policzka i odsunęłam się od chłopaka.
-Chyba musimy zabrać się za obiad.-zakasałam rękawy i zmusiłam się do uśmiechu.

-Mm.To jest pyszne!-wykrzyczałam niewyraźnie z buzią pełną pizzy,którą właśnie sami ugotowaliśmy.(O ile pizze można ugotować.)
Wyglądałam jak wygłodniałe,dzikie zwierze,które nie jadło nic od kilku tygodni.
-Mi też smakuje.-odparł śmiejąc się ze mnie.
Ugryzłam kolejny kawałek zastanawiając się ile to może mieć kalorii.
Dużo.Bardzo dużo.
Upiłam duży łyk wody chcąc w ten sposób zagłuszyc moje myśli.
Nie jedz tego.
Nerwowo przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się kłócąc z samą sobą.
Ugryzłam mały kawałek ciasta przełykając go z trudem.
Będziesz g r u b a.
Zacisnęłam piąstki i zwilżyłam usta.
-Wszystko okej?-Justin zauważył moje dziwne zachowanie i podniósł lewą brew.
Nie.
-Tak,czemu pytasz?- w myślach błagałam,żeby nie drążył temetu.
Sama bałam się swoich myśli anorktycznych ,które ostatnio powróciły i odwiedzały mnie dość często.
Nigdy nie odważyłabym się powiedzieć mu o mojej chorobie.
Strach przed odrzuceniem był zbyt duży.
-Nie wygląda.Źle się czujesz?
-Tak,tak...Co?Znaczy nie.-przetarłam rękoma twarz i odsunęłam od siebie talerz z jedzeniem.-Ja poprostu..Poprostu boli mnie brzuch.-nie skłamałam za dużo,
ponieważ zrobiło mi się nie dobrze.-Chyba pójdę się położyć.
Głupio mi było zostawiać go samego,ale nie mogłam dopuścić do wymiotowaniapo jedzeniu.
Stwierdziłam,że jeśli nic nie zjem to nie będzie takiej potrzeby.

Leżałam wbita w łóżko z głową przyłożoną do poduszki i cichutko płakałam.
Przestań się nad sobą użalać.
 Po czasie,po którym stwierdziłam,że pozbyłam się połowy łez z mojego organizmu sięgnęłam po opakowanie jednorazowych chusteczek i wyciągnęłam jedną.
Podniosłam się do pozycji siędzącej i wysmarkałam nos.
Pocwiczę.
No właśnie,czemu nie?Tak wiem,że cwiczenia po jedzeniu są niezdrowe,ale:
a) zostawiłam prawie pełny talerz;
b) minęło dobre pół godziny.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne leginsy i luzną bokserkę tego samego koloru.
Szybko się przebrałam,a następnie związałam włosy w wysokiego kucyka.
Rozłożyłam czerwona matę do cwiczeń i położyłam się na niej z zamiarem zrobienia kilkunastu lub kilkudziesięciu brzuszków.
O ile dam radę zrobi pięc...Nie cwiczyłam już tak dawno.
Okej,więc zaczynam.

Udało mi się zrobi pięcdziesiąt brzuszków,dwadzieścia pięc pompek,sto pięcdziesiąt pajacyków i tylko dziesięc przysiadów.
Nienawidziłam ich,mimo,że to na wyrobieniu tyłka zależało mi najbardziej.

Zdyszana i spocona niczym świnia opadłam na moje idealnie zaścielone łóżko i nagle...zaczęłam płakac.
Dlaczego?Nie mam pojęcia.
Po raz kolejny dzisiaj cała zalałam się łzami.
Głęboko odetchnęłam chcąc się uspokoic,ale jedyne co mi to dało to uświadomienie sobie,że śmierdzę.
Skrzywiłam się.
fuj.
Zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Co mi odbija?
Nie ważne,chcę zapalic.
Po omacku włożyłam rękę do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę.
Otworzyłam okno i wgramoliłam się na parapet.
Podpaliłam fajkę i tępo wpatrywałam się przed siebie.
Miałam widok na dom wrednych sąsiadów.A dokładniej na ich okropnego jedenastoletniego syna.
Ugh. Na samą myśl o nim robiłam się czerwona ze złości.
Kidyś ten mały glut oświadczył mi się,wręczając mi pierścionek z lukrecji,
Po tym jak oczywiscie nie przyjęłam tych jakże "romantycznych zaręczyn" zaczął mnie nękac i przesladywac.
Dopytywał moją babcie czy przyjadę,kiedy,o której i czy na pewno.
Ta oczywiście udzielała mu tych informacji bedąc święcie przekonana,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Nie winie jej za to.
Carl(bo tak miał na imię)ciągle za mną chodził i we wszystkim przeszkadzał.
Całował mnie znienacka na oczach moich "przyjaciółek",
oczywiście w policzek
Zaciągnęłam się papierosem po raz ostatni i zgasiłam go o parapet zostawiając go tam.

-Halo?-spytałam odbierając telefon od babci.
-O kochanie,dobrze,że odebrałaś.
-Coś się stało?Dlaczego jeszcze nie ma cię w domu?
-No właśnie w tej sprawie dzwonie...Wrócę dopiero jutro po południu i mam nadzieję,że wybierasz się do szkoły.
-Uhm.
-Okej.Więc dobranoc,skarbie.
-Dobranoc ,babciu.
-A,i nie zapomnij o kolacji.
-Oczywiście.-skłamałam,ponieważ niemiałam najmniejszej ochoty na jedzenie.

Wyciągnęłam z szafy świeże leginsy i obszerną koszulkę na krótki rękaw,ten zestaw miał mi posłużyć jako dzisiejsza piżama.
Luźnym krokiem powędrowałam do łazienki.

Ułożyłam się wygodnie w moim cieplutkim łóżeczku i opatuliłam ślicznie pachnącą kołderką.
Chwyciłam telefon i zalogowałam się na twitterze i tumbrlrze.
Byłam w trakcie reblogowania posta,gdy usłyszałam z dołu głos Justina.
-Camillie!-darł się jak opentany.
-Co?!
Westchnęłam gdy zaczął  głośno wchodzić po schodach.
Chwycił klamkę od moich drzwi i dość mocno za nią szarpnął.
Wygramoliłam się z łóżka poraz kolejny wzdychając,ponieważ drzwi otwiera się w drugą stronę.
Wpuściłam go do środka i od razu tego pożałowałam.Był naćpany.
-Co cię tu sprowadza?-warknęłam zirytowana.
Dopiero co wytrzeźwiał!
-Zluzuj stringi,niunia.Wpadłem do Jackea.-powiedział uśmiechając się tak szeroko,że miałam wrażenie,że za moment rozerwie sobie wargi.
Zamrugałam oczami.
To wy się znacie?!
-Co?-plunęłam coraz bardziej zdenerwowana.
-Spoko,twojej babci nie będzie na noc.Za chwile wpadnie tu Zayn,Luke i Austin.-objaśnił,a ja znieruchomiałam,ponieważ czy on ma zamiar urządzić tu imprezę?!
-Jeszcze raz,co?!
-Psie gówno.-zaśmiał się-Jack za chwile też będzie.Nie miałem pojęcia,że to twój kuzyn.
Stałam w drzwiach kręcąc głową,po tym jak chłopak rozepchał się i wszedł do pomieszczenia lekko się zataczając.
Rozwalił się na moim łóżku i podłożył ręce pod głowę,która leżała na mojej poduszce.
Podeszłam do niego i wyrwałam mu ją,przez co jego zryta bania wylądowała na materacu lekko się obijając.
-Ej!-zawołał oburzony.
-Co?To jest m o j e.
-No i co?-bez większego problemu wyszarpał mi miękki przedmiot z ręki z powrotem podłożył go pod swoją głowę.-Wygodna.-mruknął układając się wygodniej.
Zdenerwowana przygryzłam wnętrze policzków i opadłam na fotel stojący przy biurku.
Justin zaczął nucić nieznaną mi melodję i dodrygiwać stopą do jej rytmu.
Obserwowałam go dobre dziesięć cholernych minut,aż w końcu na dole raptownie otworzyły się drzwi i kilkoro starszych chłopaków hałaśliwie wparowało do domu.
Rozpoznałam głosy Austina i Jackea.Oprócz nich słychać było dwa inne,głębokie głosy oraz obijające się butelki alkoholu w reklamówkach.
No to się porobiło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za wyświetlenia pod ostatnim rozdziałem!
Uwielbiam Was!
Prosiłabym jeszcze o więcej komentarzy,ponieważ bardzo motywują do pisania kolejnych rozdziałów.
No i przepraszam za dość długą przerwę.
Mam nadzieję,że wszystkiem udały się Święta i Sylwester.:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ