Więc tak, zdaję sobię sprawę z tego, że zawiodłam. Bardzo Was zawiodłam.
Wiem, że nie było wielu czytelników tego bloga, ale ta garstka pięciu czy dziesięciu osób, które odwiedzały go w miarę regularnie zawsze się znalazła.
Dość długo zwlekałam z napisaniem tej notki i za to też bardzo przepraszam.
Ale jak już się domyślacie, nie będę dalej pisać rozdziałów i prawdopodobnie usunę tego bloga.
Nie będę zaczynać pisać tutaj czegoś nowego, bo jest mi tu trudno.
Jakiś czas temu przeniosłam się na wattpada. Zapewne wiele osó zna tą stronę/aplikację, i zaczęłam pisać nowe ff z całkiem inną fabułą i całkiem innymi bohaterami. Głównymi postaciami są Jai Brooks i Olivia.
Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam.
Dziękuję osobą, które mimo mojej baaardzo długiej nieobecności zaglądały tutaj czasem i sprawdzały czy przypadkiem nie wróciłam.
A wiem, że takie były.
Cóż,to chyba tyle ode mnie w tej notce.
LINK DO WATTPADA http://w.tt/1TrQ6C9
Olivia jest jedną z najpopularniejszych osób w szkole. Jest zapraszana na każdą imprezę (co nie oznacza, że na każdą przychodzi), ponieważ nawet najnudniejszą domówkę bez alkoholu potrafi zamienić w taką, którą każdy zapamięta przez następne kilka miesięcy. Nawet jeśli go na niej nie było.
Oprócz nieświadomego wyznaczania nowych trendów, chodzenia na fitness i cheerleading raz w tygodniu, bycia dobra przyjaciółką, córką, a także dziewczyną znajduje czas na bycie najlepszą uczennicą, po to, by jej rodzina mogła chwalić się jej bardzo dobrymi osiągnięciami w nauce.
Można nazwac ją Panną Idealną. Bo dlaczego by nie?
Jak co roku w pierwszy dzień wakacji wyjeżdża do Melbourne odwiedzic ciocię, wujka i ich siedemnastoletnią kuzynkę - Abigail. Co zmieni się gdy pozna Jaia?
Czy cokolwiek się zmieni? A może zostanie tą samą popularną i perfekcyjną Liv?
JESZCZE RAZ BARDZO PRZEPRASZAM I BYĆ MOŻE DO ZOBACZENIA NA WATTPADZIE
Tereska w dreskach xx
This is very misleading, baby
Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.
mój Twitter - @awwhmrbieber
niedziela, 12 lipca 2015
piątek, 27 lutego 2015
ROZDZIAŁ 10
ROZDZIAŁ 10
Camillie
Zmroziłam Justina najgrozniejszym spojrzeniem na jakie było mnie stać i wyszłam z mojego pokoju.
Szybko zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni w której chłopcy zdążyli się już rozgościc.
-Jack-moja szczęka wyraznie się zacisnęła,gdy zakrwione oczy chłopaka zwróciły się w moją stronę-co tu się do cholery dzieje?
-Cam?Myślałem,że..że -jąkał się podczas gdy moja krew gotowała się w żyłach.
Babcia nas z a b i j e.
-Wydaje mi się,że właśnie nie myślałeś.-syknęłam i wyrwałam mu szklaną butelkę piwa z reki.
Co on sobie myślał?!
-Ej.Oddawaj.-bełklotał
-Może przedstawiłbyś mi swoich kolegów?-uśmiechnęłam się sztucznie i wskazałam głową na chłopców,którzy bacznie obserwowali zaistniałą sytuacje.
-Luke,Zayn i Austin,ale go już znasz.-odwróciłam się do tyłu;Justin stanął za mną,a jego dłonie znalazły miejsce na mojej talii.
Natychmiast energicznie je zepchnęłam.
-Zabieraj łapy.-odwróciłam się z powrotem.-Macie być cicho.Jutro mam szkołę i mam zamiar się wyspać.-rzuciłam wściekle.
Mimo,że godzina była dość wczesna, marzyłam o ciepłym łóżeczku i kojącym,długim śnie.
-Zabieraj łapy.-odwróciłam się z powrotem.-Macie być cicho.Jutro mam szkołę i mam zamiar się wyspać.-rzuciłam wściekle.
Mimo,że godzina była dość wczesna, marzyłam o ciepłym łóżeczku i kojącym,długim śnie.
-Nie musisz się od razu denerwować.Złośc piękności szkodzi..-Jack dwukrotnie poruszał brwiami,na co się skrzwiłam ,ponieważ to jest mój kuzyn,do jasnej cholery!
Przetarłam rękoma twarz i oddałam Jackeowi butelkę z trunkiem.
Ostatni raz posłałam im wszystkim mrożące spojrzenie i wyszłam z kuchni.
Przykryłam twarz poduszką za raz po tym,gdy trochę za mocno rzuciłam się na łóżko.
Wydałam z siebię głośny,całe szczęście zduszony przez pościel,jęk frustracji.
Obydwoje działali mi na nerwy!I to bardzo!
Czułam,że moje policzki robią się czerwone od złości na którą nie mogłam nic poradzić.
Wygoń ich!
-Przecież nie mogę..
Wszyscy bawili się wczoraj u Zayna,a ty nie zaśniesz przez te hałasy.Nie możesz opuścić kolejnego dnia zajęć!
Jak na zawołanie,po domu rozniosły się głośne śmiechy chłopaków.
-Nie mogę.
Nie możesz,co?
-Jedno i drugie!Nie mogę nie iść do szkoły i nie mogę ich wyprosić.To nie moi znajomi,a Jack jest dorosły;robi co chce i nie musi się mnie pytać o zgodę.-westchnęłam.-Co ja w ogóle robię?Rozmawiam sama ze sobą,co jest ze mną nie tak?
Postanowiłam włączyć telewizor wiszący na przeciwnej ścianie do mojego łóżka.
Przewijałam kanały z dołu do góry próbując znalezć coś w miarę sensownego,ponieważ żaden z moich ukochanych seriali nie leciał już o tej godzinie.
Po nie udanej próbie,wyłączyłam telewizor i chwyciłam telefon leżący na szafce nocnej.
Podłączyłam słuchawki i odnalazłam jedną z moich ulubionych playlist z głośną muzyką.W moich uszach rozległ się śliczny głos Demi Lovato, przy którym odpłynęłam daleko,daleko od otaczającej mnie rzeczywistości.
Poczułam jak ktoś kładzię się obok mnie ,i to wcale nie delikatnie.
Otoczył mnie ręką w pasie i mogłabym przysiąc,że się we mnie wpatrywał,co bardzo mnie irytowało.
Powoli otworzyłam moje zaspane oczy i w ciemnościach dostrzegłam miodowe,świecące oczy,które należały oczywiście do Justin; ponieważ kto inny o zdrowych zmysłach przeszkadzałby mi w śnie?
Nie dokońca zorientowana co się dzieje,energicznie podniosłam głowę zderzają się czołami z chłopakiem.
Syknęłam i wyciągnęłam rękę spod kołdry,przecierając nią obolałe miejsce.
Justin śmiejąc się opadł na poduszkę obok i rozbawiony spojrzał na mnie.
-Co to było?
-Mogę zapytać o to samo.Dlaczego ciągle mi przeszkadasz,gdy próbuję spokojnie spać i odpocząć od wszystkiego?
Czy ja wspominałam,że chciałabym się zaprzyjaźnić z tym człowiekiem?Cóż,cofam to.
-Nie udawaj,że nie podoba ci się to,że leżymy w jednym łóżku,Camillie.-znacząco poruszał brwiami.Powstrzymałam się przed wybuchem nerwów i stwierdziłam,że zignorowanie myśli,którą przed chwilą wypowiedział będzie najlepszym rozwiązaniem.
-Wasi koledzy poszli już do domu?-spytałam opanowana.
-Więc teraz będziesz zbywać moje zboczone wypowiedzi?-nastąpiła chwila,w której mogłam oficjalnie stwierdzić,że jest mocno pijany.
-Gdzie jest Jacke?
Justin wybełkotał coś niezrozumiałego pod nosem i przeniósł wzrok na ścianę przed nami.
-Chłopaki śpią na dole,a twój kuzyn jest ledwo przytomny i poprosił mnie żebym po ciebie przyszedł.-nagle stał się obojętny i jakby nieobecny.
-Co?!Co ma znaczyć,że jest ledwo przytomny?Co mu się stało?Wszystko z nim w porządku?-zasypałam go pytaniami podnosząc się z łóżka.Wsunęłam różowe,puchate kapcie na bose stopy i niemalże wyleciałam z pokoju zbiegając po schodach jak wariatka.
Nie mogłam znieść myśli,że coś mogło mu się stać.
Nie wiadomo czego się naćpali i nie byłabym w stanie mu pomóc.
Ogarnij się dziewczyno,bo za chwilę sama dostaniesz zawału!
-Racja.-wymamrotałam do siebie i uspokoiłam moje drżące ręce.
Wzięłam głęboki oddech i zapaliłam światło w salonie.
Na ten widok zrobiło mi się słabo,a moja twarz przybrała kolr białej ściany,której musiałam się przytrzymać,ponieważ straciłam kontrolę nad nogami.
Szklane butelki i puszki po piwie walały się po całej podłodze.Niektóre z nich były porozbijane,przez co jeszcze bardziej się zmartwiłam,bo co jeśli któryś z chłopaków wbił sobie kawałek szkła w rękę albo stopę,a ja nie przybyłam na czas aby zatamować krwawienie?
Zayn leżał obok kanapy z uśmiechem na twarzy i zamkniętymi oczami,przez co wydawo się,że spał.Dokładnie jak Luke,który znajdował się w podobnej pozycji co jego kolega,tyle że po drugiej stronie pokoju.Jego ręka spoczywała na brzuchu obok śpiącego Austina.
Jacke siedział na kanapie ze spuszczoną głową ukrytą w dłonie.
Oddychał nie równo i wydawał z siebie dzwięki przypominające szloch.
Ostrożnie do niego podeszłam,nie wiedząc w jakim jest stanie.
Usiadłam obok niego i przygryzłam wargę.Chciałam zapytać czy wszystko w okej,ale bałam się jego reakcji.
Nigdy wcześniej nie widziałam go naćpanego,a sądząc po leżących woreczkach na stole z pozostałością białego proszku i przyćpanych oczach Justina,właśnie tym zajmowali się dzisiejszej nocy.
-Wszystko jest do dupy.-odezwał się pierwszy.
Zamknęłam usta,tak szybko jak je otworzyłam,ponieważ nie miałam pojęcia co powiedzieć.
-Jacke..-z trudem wydusiłam,jednak przerwał mi.
-Nie.Tu zepsułem,tam zepsułem.Teraz oni..To wszystko mnie przerasta,wiesz?
Kilkakrotnie zamrugałam oczami, nie mając pojęcia o czym mówi.
Miałam ochotę spytać się,co zepsuł,ale wolałam poczekać aż sam się otworzy,ponieważ sama nie lubię, gdy ktoś na mnie naciska.
-Wyjechałem,bo popełniłem kilka poważnych błędów,których nie byłem w stanie naprawić w krótkim czasie.Sądziłem,że po moim powrocie wszyscy zapomną i będzie jak dawniej.-uniósł głowę i beznamiętnie wpatrywał nie w ścianę.-Ale tam też nawaliłem.Jestem do dupy.
Zmarszczyłam brwi będąc w totalnej dezorientacji.W mojej głowie roiło się od kłopotów tak ważnych,aby musieć się wyprowadzić bez informowania o tym rodziny.
Pokręciłam głową,gdy nadal nic nie rozumiałam.
-Jacke?
-Hm?-serce niemal mi stanęło,gdy zobaczyłam jego policzki mokre od łez.Nie zwracałam nawet na czerwone od alkoholu i narkotyków oczy.
Moja dolna warga zaczęła zadrżała.Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić.Nigdy nie widziałam go w takiej rozsypce.
Zazwyczaj było go wszędzie pełno.Dożo gadał,zrobiłby wszystko co chcesz,wystarczyło poprosić.
Chodził wesoły i niczym się nie martwił.Nie wiedziałam jak mu pomóc,tym bardziej,że nadal nie rozumiałam co ma na myśli.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez czas,który wydawał się być wiecznością.
Po raz pierwszy to nie mnie było trzeba pocieszyć.
Zwilżyłam usta i delikatnie się do niego przysunęłam.
Ułożyłam rękę na jego kolanie i spojrzałam w jego zapłakane oczy.
Głośno odetchnęłam i przytuliłam się do niego.
Jacke opłutł wokół mnie ramiona i ułożył głowę w zagłębieniu mojej szyji.
Jego oddech lekko mnie łaskotał przez co cichutko zachichotałam.
Chłopak odsunął się ode mnie i uśmiechnął się.
-Dziękuję ,Cam.
-Jeśli jeszcze kiedyś będziesz chciał się komuś wyżalić,służę pomocą.-delikatnie się zaśmiałam.
-Idź już spać,jutro masz szkołę.-westchnął.
-Ta,niestety.-cmoknęłam go w policzek i rozejrzałam się po pokoju.
Podeszłam do Zayna i narzuciłam na niego wcześniej wzięty koc.
Zabrałam rękę Austina z twarzy Lukea i ich również przykryłam.
Miałam już wychodzić z pokoju,ale postanowiłam jeszcze raz się za siebie obejrzeć.
Mój kuzyn zdążył już zasnąć,a Austin powoli się rozbudzał.
-Justin?-spytał ziewając,na co się zaśmiałam.
-Nie,Austin.Śpij.-podeszłam do niego i naciągnęłam mu koc pod samą szyję.
-Lubię cię.-wymamrotał
-Ja ciebie też,dobranoc.
-Zostań ze mną, skoro mnie lubisz.-pociągnął mnie za rękę,sprawiając,że prawie na niego upadłam.
-Nie ma mowy.Nie lubię cię w ten sposób.-wyrwałam się z jego uścisku i uśmiechnęłam się tłumacząc sobie,że jest nieprzytomny i bredzi.
-Dobra,dobra.-uniósł ręce w geście obronnym-słodkich snów.-puścił mi oczko.Żartobliwie wywróciłam oczami i pokręciłam głową.-Dziękuję.
Wchodząc do swojego pokoju zastałam Justina smacznie śpiącego w moim łóżku.
Po raz setny tego dnia,a raczej nocy westchnęłam i szturchnęłam nim lekko,chcąc go obudzić.
-Justin-jęknął odwracając się w drugą stronę.-Justin
-Co?-nakrył moją poduszką głowę tak naprawdę nie chcąc mnie słuchać.
-Przesuń się,nie mam gdzie spać.-powiedziałam trochę zirytowana.
Chłopak przesunął się bliżej ściany i odwrócił się w moją stronę.
Jego oczy nie były już tak bardzo czerwone,a źrenice otrzymały swój naturalny rozmiar.Podniósł skrawek kołdry,zapraszając mnie tum,żebym położyłam się obok niego.I zrobiłam to.
Kładąc się obok,nakryłam się pierzyną po samą głowę.
Odpłynęłam w przeciągu kilku sekund.
Duża,męska ręka z rozmachem pacnęła mnie w twarz,rozbudzając mnie.
-Ała?-w moim głosie można było wyczuc poranną chrypkę.
Zrzuciłam dłoń ciągle śpiącego Justina po czym zamrugałam kilkakrotnie.
Ziewając spojrzałam na zegarek wskazujący godzinę 7:23.
Nerwowo przełknęłam ślinę i wyskakując z łóżka pobiegłam do łazienki.
spóznię się,spóznię się,spóznię się
Jedna ręką myłam zęby ,drugą doprowadzałam moje włosy do porządku za pomocą szczotki.
Po zrobieniu lekkiego makijażu,by nie wyglądac jak zoombie wyszłam z łazienki i wyciągnęłam z szafy bieliznę,czarne,przylegające spodnie oraz czerwoną koszulę w kratkę.
-Justin obudz się!-krzyknęłam pakując książki na zajęcia do torby.-Do diabła z tobą..
Zbiegłam po schodach mając nadzieję zastać tam Jackea,który będzie w stanie zawieźć mnie do szkoły.
Ale na moje nie szczęście,nie było go tam.
Nie miałam czasu zastanawiac się gdzie on i jego koledzy się do cholery podziali.
Nałożyłam czerwone trampki,nie zawracając sobie głowy sznórówkami,które wsadziłam do środka buta,zarzuciłam na siebie parkę khaki i wyszłam z domu zamykając go na klucz.
Przez to całe zamieszanie serce waliło mi jak młotem,zastanawiałam się dlaczego tak bardzo zależało mi na nie spóznieniu się do szkoły.
Wbiegając po betonowych schodach z rozmachem pchnęłam duże,szkolne drzwi przez które prawie spotkałam się z okropną,wydeptaną podłogą.
Rozglądając się dookoła wzięłam kilka głebokich wdechów i ruszyłam przed siebie uważając by nie potknąć się o własne nogi.
Dochodząc do mojej szafki wyjęłam książki od historii,wcześnniej wprowadzając pin i sprawdzając plan lekcj.
To nie to,że nie lubiłam tego przedmiotu,ale lekcje z jakim kolwiek nauczycielem o ósmej rano nie są moim ulubionym zajęciem,nie wspominając już o piskliwej Pannie Wallker.Mimo,że miałam z nią lekcje dopiero dwa razy odkąd chodziłam do tej szkoły,miałam jej dosyć,a myśl,że będę musiałam wysłuchiwać jej okropnie wysokiego głosu przyprawiała mnie o nie przyjemne dreszcze na plecach.
Wzdrygnęłam się lekko,gdy ktoś delikatnie postukał mnie w ramię,tym samym wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
Odwróciwszy się do tyłu napotkałam wesołą twarz Amandy.
-Cześć-zdobyłam się na lekki uśmiech,mając nadzieję,że nie wyglądała na bardzo sztuczny.
-Hejka.-wyśpiewała rudowłosa energicznie machając mi ręką przed twarzą.-Miałabyś ochotę wyjść dziś ze mną na lunch?Mogłybyśmy lepiej się poznać,no wiesz.O,i może poopowiadała bym ci trochę o zwyczajach szkoły i ludziach stąd.Widać,że jeszcze trudno ci się odnaleźć.-paplała nakręcona nawet nie dając mi dojść do słowa.-Aw,nie mogę się już doczekać aż będę mogła z tobą poplotkować.Przy okazji muszę powiedzieć ci coś meeega ważnego,bynajmniej dla mnie.Ale to nie teraz,nie mamy na to czasu.Lecę na angielski.Do zobaczenia,skarbie.-przytuliła mnie pod koniec swojego monologu i pobiegła w kierunku swojej klasy,zostawiając mnie oniemiałą z otwartą buzią.
Nie rozumiałam jak ta dziewczyna może mieć w sobie tyle energii;to nie normalne.
Zamrugałam kilka razy i przetarłam otwartą dłonią twarz,chcą przywołać się do porządku.
Wzmacniając uścisk na książkach powoli i leniwie poczłapałam na zajęcia z moją ulubioną nauczycielką o niebiańskim głosie.sarkazm.
Pół przytomna wysłuchiwałam wypowiedzi Panny Wallker,gdy dostałam papierową kulką w plecy.
Spoglądając,czy nie patrzy podniosłam papierek z podłogi i delikatnie,by nie narobić hałasu,rozwinęłam go.
Nie śpij,shawty
Rozglądnęłam się w poszukiwaniu nadawcy, jakże ciekawego,liściku zauważyłam,że większość uczniów przysypia na siedząco zupełnie jak ja przed chwilą.
Mój wzrok zatrzymał się na brązowowłosym chłopaku ;jeśli pamięć mnie nie myli,miał na imię Jackob i wydawał się być całkiem miły,sądząc po tym,że uśmiechał się do mnie przyjaźnie.
Bezgłośnie pytając się,czy to on "wysłał" mi wiadomość również się uśmiechnęłam.
Chłopak poprawił się na swoim krześle i lekko przytaknął.
-Otwórzcie zeszyty i przepiszcie notatkę z tablicy,a następnie zróbcie ćwiczenia do tematu.-zaskwierczała nauczycielka,przez co lekko się skrzywiłam,a ciągle patrzący na mnie Jackob cicho się zaśmiał.
Po kolejnych trzydziestu minutach męczarni słysząc dzwonek na przerwę zerwałam się z miejsca i zapewne wyfrunęłabym z klasy na moich pięknych skrzydłach,gdybym je miała.
Przerwę spędziłam w ubikacji poprawiając makijaż i załatwiając sprawy fizjologiczne.
Kolejne lekcje mijały bardzo wolno i musiałam powstrzymywać swoje oczy przed zamknięciem.Ale mimo sprzeciwów moje powieki zamknęły się na kilka minut podczas lekcji geografii.Całe szczęście obudziła mnie Carly,kopnięciem w nóżkę krzesła zanim ktokolwiek inny mógłby zauważyć,że mi się przysnęło.
-W końcu cię znalazłam!Gdzie ty się podziewałaś przez wszystkie przerwy?-zawołała Amanda magicznie wyrastając obok mojego boku.
-Cóż,nie czułam się najlepiej.-powiedziałam nie kłamoąc za bardzo,ponieważ cholernie bolał mnie brzuch od niezjedzenia śniadania.
-Biedactwo.Chodz,zabieram cię do KFC.Ja stawiam!-chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia ze szkoły.
Stałyśmy w kilkumetrowej kolejce by odebrać nasze zamówienia.
Poprosiłam o sałatkę i colę dietetyczną,licząc na to,że nie będzie miała za dużo cukru.Amanda wzięła dwa cheeseburgery i zwykłą colę,będąc przekonana,że wszystko pójdzie w cycki.
Z tego co mi już zdążyła powiedzieć,chodzi do fastfoodów około trzy razy w tygodniu i nie tyje.
Tego zazdrościła jej chuba każda dziewczyna,niezależnie od wieku.
Wąska talia ,długie,smukłe nogi, biały uśmiech ,idealne piersi i masa gęstych pomarańczowych loków.
Eh,marzenia.
Nim zdążyłam się zorientować,chłopak o intęsywnie niebieskich oczach wręczył nam nasze zamówienie uśmiechając się do Amandy,przez co oblała się rumieńcem.
Aw
Ledwo zdążyłyśmy wybrać stolik(przy oknie),a Andy,bo tak prosiła by ją nazywać,ponieważ uważa to za urocze, już zaczęła gadać.
-O mój Boże!Widziałaś to?Ten jego uśmiech...i te oczy.. O jejuśku.
Zaśmiałam się z jej zauroczenia chłopakiem,którego widziała poraz pierwszy.
-Nie śmiej się,Cam.No nie mów,że nie był słodki.-fuknęła z udawanym gniewem.
-Myślałam,że chłopak powinien być przystojny,a nie słodki.-znowu się zaśmiałam.
-Oj dobra,dobra-machnęła ręką,dając znak bym odpuściła.-Jak ci się podoba w naszej szkole?Wpadł ci już ktoś w oko?A jak okolica?W jakiej części miasta mieszkasz?Masz daleko od szkoły?Co u twojej babci?Słyszałam,że jest kochana. Jeszcze nie rozmawiałam z nią osobiście,ale musisz wiedzieć,że jest dość znaną osobą w dzielnicy.No,a teraz skoro już się znamy,może będę miała okazję ją poznać; co o tym myślisz?-jak zwykle zasypała mnie mnustwem pytań,które trudno mi było spamiętać,aczkolwiek miałam zamiar odpowiedzieć na każde.
-Więc,szkoła jak szkoła,ludzie wydają się całkiem fajni,a może poprostu na takich trafiłam do tej pory.Nie mam daleko,jakieś piętnaście minut piechotą..
-Ale ci zazdroszczę!-kolejny niespodziewany wybuch rudowłosej,powinnam się już przyzwyczaić.-Ja muszę wstawać przed szóstą,żeby się wyszykować i nie spóźnić.Całe szczęście nie myję rano włosów,bo wtedy już całkiem nie miałabym czasu na nic.Robię to wieczorem, bo wtedy jest mi łatwiej.Samo czesanie ich zajmuję mi jakieś dziesięć minut.Nawet nie wiesz jak uciążliwe potrafią być loki.-oplotła kosmyk swoich włosów wokół palca wskazującego.-Za to ty masz śliczne włosy!Nie są ani proste,ani kręcone,takie lekkie fale,idealne.I ten ich kolor,jasny brąz.To naturalne,czy farbowane?
-Eee,dzięki?Naturalne.Czasem farbuję końcówki,ale tylko latem.-uśmiechnęłam się słabo,ponieważ chciałam dodać,że robiłam to tylko wtedy,gdy pozwalała mi na to mama,której już nie ma i nigdy już nie będę miała okazji się z nią wykłócać na ten temat.
-Są śliczne.Jakiego szamponu używasz?-podparła głowę na łokciach czekając na moją odpowiedz.
-Różnych,nie mam stałego.Zazwyczaj kupuję pierwszy z brzegu.A ty?
-Raczej do włosów kręconych i puszących się.Czasem trudno jest mi zapanować nad tymi kłakami.-westchnęła.
Rozmawiałyśmy jeszcze trochę, poczym musiałyśmy już wracać.Okazało się, że tak ważną sprawą dla Amandy, było to, że zdecydowała się zostać cheeliderką.Cóż, osobiście przeżyłabym bez tej informacji, ale skoro miałyśmy zostać przyjaciółkami powinnyśmy mówić sobie o wszystkim.
Po wejściu do szkoły każda z nas udała się w swoją stronę.
Yeeey fizyka!
To oczywiście sarkazm,ponieważ nienawidzę przedmiotów ścisłych.
Powoli krocząc w stronę odpowiedniego gabinetu przeszukiwałam torebkę w celu odnalezienia telefonu,gdy usłyszałam za sobą nieznany mi do tąd głos kobiety.Obracając się do tyłu zobaczyłam stojącą za mną sekretarkę z założożonymi rękami na piersi.
-Tak,ty.Do gabinetu,proszę.Pan dyrektor chciałby z tobą porozmawiać.
Super,a więc co tym razem?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc witajcie po dłuuugiej przerwie.Trochę czasu zajęło mi pisanie tego rozdziału,mimo,że nie jest dokońca taki jak bym chciała.Ale cóż.
Do następnego!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Twitter @awwhmrbieber
czwartek, 26 lutego 2015
przepraszam
UWAGA
Więc, nie było mnie tutaj dłuugi czas.Chodź tak naprawdę byłam tu prawie codziennie i próbowałam napisać jakiś sensowny rozdział, ale jak można zauważyć-nie wychodziło mi to.Ale nie martwcie się, nie zostawiłam was na zawsze.Mam już napisany rozdział; może nie jest genialny, ale ja uważam, że wyszedł całkiem nieźle.Ogólnie chcę was uprzedzić, że rozdziały będą dodawane w zależności od mojej weny.Postaram się pisać dość długie notki, by zrekompensować wam długie przerwy.Hm.No dobrze, dość mocno się rozpisałam, więc już kończę.
Całuje mocno i proszę Was baaaardzo mocno o komentarze, ponieważ one dodają mi kopa do pisania, dzięki temu rozdziały będą pojawaiały się częściej.
Mój twitter @awwhmrbieber zapraszam
sobota, 3 stycznia 2015
ROZDZIAŁ 9
ROZDZIAŁ 9
Camillie
Obudził mnie natarczywy dźwięku dobijania się do drzwi.
Na początku myślałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni, ale niestety nie.
Powoli otworzyłam zaspane oczy kilkakrotnie mrugając nimi.
W pokoju było okropnie jasno.Promienie słoneczne świeciły mi prosto w twarz, przez co wykręciła się w lekki grymas.
Czułam ja moja głowa pulsuje przez uporczywy ból, a w dodatku okropnie paliło mnie w gardło.
Wody,wody!
Spojrzałam w dół i zobaczyłam na moim brzuchu znajomą jasno brązową czuprynę.
Wody,wody!
Spojrzałam w dół i zobaczyłam na moim brzuchu znajomą jasno brązową czuprynę.
Justin
Nie miała siły go nawet z siebie zepchnąć.A może nie chciałam. Mniejsza z tym.
Rozejrzałam się po pokoju, który napewno nie należał do mnie.
Nie pamiętałam nic z dzisiejszej nocy.
Nic.Pustka.
Wyciągnęłam powoli obolałą rękę spod kołdry i lekko potrząsnęłam nią ramieniem chłopaka.
Nie zareagował.
Spróbowałam jeszcze raz.
Nadal nic.
-Justin -szepnęłam zachrypniętym głosem i cicho odkaszlnęłam -obudź się.
-Mmm.Jeszcze chwila, mamo.-odparł łaskocząc mnie troszkę w brzuch na co cicho zachichotałam.
-To łaskocze.-powiedziałam delikatnie się śmiejąc.
-Camillie?-energicznie zabrał głowę z mojego brzucha i spojrzał na mnie.
Jego oczy były trochę podpuchnięte, a włosy potargane.
Chęć przeczesania ich była nie do zniesienia.
Włożyłam palce między kosmyki jego włosów i ogarnęłam je do góry odsłaniając czoło.
Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
-Podobają ci się? -spytał
W odpowiedzi pociagnęłam lekko za ich końcówki.
-Przestań, bo mi stanie.-odparł, a jego głowa wylądowała na poduszce obok mojej.
Dopiero wredy zabrałam dłoń i lekko się zarumieniłam.
-Ktoś pukał.-oznajmiłam mając nadzieję, że nie zauważył czerwieni na moich policzkach.
-Taa, pewnie Zayn.-powiedział uginając rękę w łokciu i opierając na niej głowę. -Już trzynasta.
-Jak to? Skąd wiesz?-dopytywałam zaskoczona.-Dlaczego nie obudził nas wcześniej? -wcisnęłam głowę w poduszki -Babcia da mi szlaban do dwudziestki.
-Nie przesadzaj. Wystarczy, że powiesz, że byłaś ze mną. - odparł jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale..-zaczęłam.
-Ale jeśli chcesz mogę jej to wyjaśnić. -uśmiechnął się.
-Um.Tak, było by miło. -powiedziałam lekko zakłopotana.-Dalaczego twój kolega poprostu nie wejdzie?Przecież jest u siebie... -dodałam chcąc uniknąć nie ręcznej atmosfery.
Justin udawał chwilę, że zastanawia się nad odpowiedzią.
-Myślę, że doś nie komfortowe byłoby zastać swojego kumpla z jakąś dziwką.-mruknął kpiąco.Zamrugałam kilka razy.
Dlaczego on jest w taki obrzydliwy? I czy wszyscy jego koledzy mają prywatne prostytutki?
-Czy ty właśnie nazwałeś mnie dziwką?-spytałam oburzona zaraz po tym jak zrozumiałam dokładny sens jego wypowiedzi.
-Co? Nie..Nie.Oczywiście, że nie.-spojrzał na mnie z góry i przecząco pokręcił głową- Boże nie chodziło mi o ciebie, Camillie.Przecież miedzy nami nawet do niczego nie doszło.
-Mam nadzieję.-bąknęłam.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam się za głowę, która nie przedstawała boleć. Wręcz przeciwnie, ból narastał.Zwłaszcza w okolicach skroni.
To nie był mój pierwszy kac, ale na pewno jeden z najgorszych.
Nogami zepchnęłam z siebie kołdrę i niezdarnie wstałam z łóżka.
Poczułam, że zbiera mi się na wymioty.
O nie.Łazienka,szybko.
Zakryłam dłonią usta i nerwowo rozglądnęłam się po pokoju szukając drzwi .
-Chodź, lepiej żebyś tu nie wymiotowała.-Justin delikatnie szarpnął mnie za ramię prowadząc do wyjścia z pomieszczenia.
-Babciu? Jesteśmy! -krzyknęłam wchodząc do domu.
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc spróbowałam jeszcze raz.
-Halo?
-Camillie?Jest z tobą Justin?-spytała babcia stając na schodach.
Podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Miałam nadzieję, że nie będzie na mnie bardzo zła.
-Tak, jest.-powiedziałam odsuwajac się od niej.
-Cieszy mnie to niezmiernie. -oznajmiła i powoli zeszła ze schodów przytrzymując się poręczy.
-Dzień dobry. -przywitał się chłopak wychodząc zza rogu.
-Cześć kochany.Mógłbyś wytłumaczyć mi, gdzie moja wnuczka spędziła tę noc?
Justin wziął głęboki wdech po czym powolutku wypuścił powietrze.
-Była u mnie.Bardzo dobrze się dogadujemy i postanowiłem,że zaproszę ją do domu.Okazało się,że moja mama bardzo ją polubiła i zaprosiła ją na noc.-uśmiechnął się.
Mam nadzieję,że babcia to kupi.Proooszę.
Babcia zmróżyła oczy, ponieważ zapewne nie uwierzyła mu w to niewinne kłamstewko.
-To bardzo interesujące, ponieważ dzwoniłam wczoraj do twojej mamy.-uniosła brew.-Oj Justin, Justin.-poklepała go po ramieniu i obróciła się w moją stronę. -A z tobą jeszcze porozmawiam na ten temat.Dzwoniłam do szkoły i powiedziałam, że się źle czujesz, co oznacza, że masz dzisiaj wolne.Obydwoje posprzątacie kuchnie i zrobicie obiad.Ja muszę lecieć do pracy, wzięłam drugą zmianę.-przyznam się, że nie znałam jej z tej strony.No ale cóż,zasłużyłam na godzinną przemowę i pożądną karę.
Chociaż co do kary, myślałam, że będzie gorzej.
Nim się zdążyłam cokolwiek powiedzieć,babcia wyszła z domu trochę za mocno zamykając drzwi.
-Uh, nie mam już siły.-rzuciłam w Justina ścierką, którą przed chwilą wycierałam kurze w kuchni.-Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego?
-Mogłaś mi pomóc.Nie lubie kłamać.-powiedział zciągając z głowy moją ścierkę.
-Widać.Nie wychodzi ci to najlepiej.-oparłam się łokciami o blat.
-Co powiedziałaś? Może nie lubię kłamać,ale to nie znaczy,że nie potrafię tego robić.-udawał urażonego i dla lepszego efektu przyłożył dłoń do serca.
-Ph.Pięciolatek wymyśliłby coś lepszego.
Chłopak podszedł do mnie i przyglądnął mi się uważnie.
-Powtórz to.-powiedział poważnie,ale w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia.
-A co?Masz problemy ze słuchem?-spytałam ironicznie stając z nim twarzą w twarz,a raczej twarzą w brodę.Więc uniosłam wzrok by móc spojrzeć mu w oczy.
-A ty ze wzrostem?-tym razem to on ze mnie zakpił unosząc jedną brew.
Westchnęłam i oparłam głowę o jego klatkę piersiową.Słyszałam jak jego serce lekko przyśpiesza,ale zignorowałam to i oplotłam rękoma jego tors.
Mimo,że ta kłótnia była całkowiecie udawana,to nie miałam zamiaru brnąć w nią dalej.
Justin wydawał się trochę zszokowany moim gestem,ale już po chwili również mnie przytulił.
Wtedy zrozumiałam,jak bardzo brakuje mi przyjaciela.Kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o wszystkich.Śmiać się z byle czego i nie udawać przed nim nikogo innego.
Niby taki mały gest,a tak dużo dla mnie znaczył.
-Co robisz?-swoją dużą dłonią gładził moje rozgrzane plecy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bo "Poprostu miałam ochotę się trochę poprzytulać i teraz chcę,żebyś był moim przyjacielem" zdecydowanie nie wchodzi w grę.
-Nie wiem.-głupio wymamrotałam w jego klatkę piersiową.Czułam się taka zagubiona i bezbronna.
Weź się w garść,Cam.
Otarłam jedną zabłąkaną łzę z policzka i odsunęłam się od chłopaka.
-Chyba musimy zabrać się za obiad.-zakasałam rękawy i zmusiłam się do uśmiechu.
-Mm.To jest pyszne!-wykrzyczałam niewyraźnie z buzią pełną pizzy,którą właśnie sami ugotowaliśmy.(O ile pizze można ugotować.)
Wyglądałam jak wygłodniałe,dzikie zwierze,które nie jadło nic od kilku tygodni.
-Mi też smakuje.-odparł śmiejąc się ze mnie.
Ugryzłam kolejny kawałek zastanawiając się ile to może mieć kalorii.
Dużo.Bardzo dużo.
Upiłam duży łyk wody chcąc w ten sposób zagłuszyc moje myśli.
Nie jedz tego.
Nerwowo przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się kłócąc z samą sobą.
Ugryzłam mały kawałek ciasta przełykając go z trudem.
Będziesz g r u b a.
Zacisnęłam piąstki i zwilżyłam usta.
-Wszystko okej?-Justin zauważył moje dziwne zachowanie i podniósł lewą brew.
Nie.
-Tak,czemu pytasz?- w myślach błagałam,żeby nie drążył temetu.
Sama bałam się swoich myśli anorktycznych ,które ostatnio powróciły i odwiedzały mnie dość często.
Nigdy nie odważyłabym się powiedzieć mu o mojej chorobie.
Strach przed odrzuceniem był zbyt duży.
-Nie wygląda.Źle się czujesz?
-Tak,tak...Co?Znaczy nie.-przetarłam rękoma twarz i odsunęłam od siebie talerz z jedzeniem.-Ja poprostu..Poprostu boli mnie brzuch.-nie skłamałam za dużo,
ponieważ zrobiło mi się nie dobrze.-Chyba pójdę się położyć.
Głupio mi było zostawiać go samego,ale nie mogłam dopuścić do wymiotowaniapo jedzeniu.
Stwierdziłam,że jeśli nic nie zjem to nie będzie takiej potrzeby.
Leżałam wbita w łóżko z głową przyłożoną do poduszki i cichutko płakałam.
Przestań się nad sobą użalać.
Po czasie,po którym stwierdziłam,że pozbyłam się połowy łez z mojego organizmu sięgnęłam po opakowanie jednorazowych chusteczek i wyciągnęłam jedną.
Podniosłam się do pozycji siędzącej i wysmarkałam nos.
Pocwiczę.
No właśnie,czemu nie?Tak wiem,że cwiczenia po jedzeniu są niezdrowe,ale:
a) zostawiłam prawie pełny talerz;
b) minęło dobre pół godziny.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne leginsy i luzną bokserkę tego samego koloru.
Szybko się przebrałam,a następnie związałam włosy w wysokiego kucyka.
Rozłożyłam czerwona matę do cwiczeń i położyłam się na niej z zamiarem zrobienia kilkunastu lub kilkudziesięciu brzuszków.
O ile dam radę zrobi pięc...Nie cwiczyłam już tak dawno.
Okej,więc zaczynam.
Udało mi się zrobi pięcdziesiąt brzuszków,dwadzieścia pięc pompek,sto pięcdziesiąt pajacyków i tylko dziesięc przysiadów.
Nienawidziłam ich,mimo,że to na wyrobieniu tyłka zależało mi najbardziej.
Zdyszana i spocona niczym świnia opadłam na moje idealnie zaścielone łóżko i nagle...zaczęłam płakac.
Dlaczego?Nie mam pojęcia.
Po raz kolejny dzisiaj cała zalałam się łzami.
Głęboko odetchnęłam chcąc się uspokoic,ale jedyne co mi to dało to uświadomienie sobie,że śmierdzę.
Skrzywiłam się.
fuj.
Zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Co mi odbija?
Nie ważne,chcę zapalic.
Po omacku włożyłam rękę do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę.
Otworzyłam okno i wgramoliłam się na parapet.
Podpaliłam fajkę i tępo wpatrywałam się przed siebie.
Miałam widok na dom wrednych sąsiadów.A dokładniej na ich okropnego jedenastoletniego syna.
Ugh. Na samą myśl o nim robiłam się czerwona ze złości.
Kidyś ten mały glut oświadczył mi się,wręczając mi pierścionek z lukrecji,
Po tym jak oczywiscie nie przyjęłam tych jakże "romantycznych zaręczyn" zaczął mnie nękac i przesladywac.
Dopytywał moją babcie czy przyjadę,kiedy,o której i czy na pewno.
Ta oczywiście udzielała mu tych informacji bedąc święcie przekonana,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Nie winie jej za to.
Carl(bo tak miał na imię)ciągle za mną chodził i we wszystkim przeszkadzał.
Całował mnie znienacka na oczach moich "przyjaciółek",
oczywiście w policzek
Zaciągnęłam się papierosem po raz ostatni i zgasiłam go o parapet zostawiając go tam.
-Halo?-spytałam odbierając telefon od babci.
-O kochanie,dobrze,że odebrałaś.
-Coś się stało?Dlaczego jeszcze nie ma cię w domu?
-No właśnie w tej sprawie dzwonie...Wrócę dopiero jutro po południu i mam nadzieję,że wybierasz się do szkoły.
-Uhm.
-Okej.Więc dobranoc,skarbie.
-Dobranoc ,babciu.
-A,i nie zapomnij o kolacji.
-Oczywiście.-skłamałam,ponieważ niemiałam najmniejszej ochoty na jedzenie.
Wyciągnęłam z szafy świeże leginsy i obszerną koszulkę na krótki rękaw,ten zestaw miał mi posłużyć jako dzisiejsza piżama.
Luźnym krokiem powędrowałam do łazienki.
Ułożyłam się wygodnie w moim cieplutkim łóżeczku i opatuliłam ślicznie pachnącą kołderką.
Chwyciłam telefon i zalogowałam się na twitterze i tumbrlrze.
Byłam w trakcie reblogowania posta,gdy usłyszałam z dołu głos Justina.
-Camillie!-darł się jak opentany.
-Co?!
Westchnęłam gdy zaczął głośno wchodzić po schodach.
Chwycił klamkę od moich drzwi i dość mocno za nią szarpnął.
Wygramoliłam się z łóżka poraz kolejny wzdychając,ponieważ drzwi otwiera się w drugą stronę.
Wpuściłam go do środka i od razu tego pożałowałam.Był naćpany.
-Co cię tu sprowadza?-warknęłam zirytowana.
Dopiero co wytrzeźwiał!
-Zluzuj stringi,niunia.Wpadłem do Jackea.-powiedział uśmiechając się tak szeroko,że miałam wrażenie,że za moment rozerwie sobie wargi.
Zamrugałam oczami.
To wy się znacie?!
-Co?-plunęłam coraz bardziej zdenerwowana.
-Spoko,twojej babci nie będzie na noc.Za chwile wpadnie tu Zayn,Luke i Austin.-objaśnił,a ja znieruchomiałam,ponieważ czy on ma zamiar urządzić tu imprezę?!
-Jeszcze raz,co?!
-Psie gówno.-zaśmiał się-Jack za chwile też będzie.Nie miałem pojęcia,że to twój kuzyn.
Stałam w drzwiach kręcąc głową,po tym jak chłopak rozepchał się i wszedł do pomieszczenia lekko się zataczając.
Rozwalił się na moim łóżku i podłożył ręce pod głowę,która leżała na mojej poduszce.
Podeszłam do niego i wyrwałam mu ją,przez co jego zryta bania wylądowała na materacu lekko się obijając.
-Ej!-zawołał oburzony.
-Co?To jest m o j e.
-No i co?-bez większego problemu wyszarpał mi miękki przedmiot z ręki z powrotem podłożył go pod swoją głowę.-Wygodna.-mruknął układając się wygodniej.
Zdenerwowana przygryzłam wnętrze policzków i opadłam na fotel stojący przy biurku.
Justin zaczął nucić nieznaną mi melodję i dodrygiwać stopą do jej rytmu.
Obserwowałam go dobre dziesięć cholernych minut,aż w końcu na dole raptownie otworzyły się drzwi i kilkoro starszych chłopaków hałaśliwie wparowało do domu.
Rozpoznałam głosy Austina i Jackea.Oprócz nich słychać było dwa inne,głębokie głosy oraz obijające się butelki alkoholu w reklamówkach.
No to się porobiło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za wyświetlenia pod ostatnim rozdziałem!
Uwielbiam Was!
Prosiłabym jeszcze o więcej komentarzy,ponieważ bardzo motywują do pisania kolejnych rozdziałów.
No i przepraszam za dość długą przerwę.
Mam nadzieję,że wszystkiem udały się Święta i Sylwester.:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Jego oczy były trochę podpuchnięte, a włosy potargane.
Chęć przeczesania ich była nie do zniesienia.
Włożyłam palce między kosmyki jego włosów i ogarnęłam je do góry odsłaniając czoło.
Chłopak uśmiechnął się szelmowsko.
-Podobają ci się? -spytał
W odpowiedzi pociagnęłam lekko za ich końcówki.
-Przestań, bo mi stanie.-odparł, a jego głowa wylądowała na poduszce obok mojej.
Dopiero wredy zabrałam dłoń i lekko się zarumieniłam.
-Ktoś pukał.-oznajmiłam mając nadzieję, że nie zauważył czerwieni na moich policzkach.
-Taa, pewnie Zayn.-powiedział uginając rękę w łokciu i opierając na niej głowę. -Już trzynasta.
-Jak to? Skąd wiesz?-dopytywałam zaskoczona.-Dlaczego nie obudził nas wcześniej? -wcisnęłam głowę w poduszki -Babcia da mi szlaban do dwudziestki.
-Nie przesadzaj. Wystarczy, że powiesz, że byłaś ze mną. - odparł jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Ale..-zaczęłam.
-Ale jeśli chcesz mogę jej to wyjaśnić. -uśmiechnął się.
-Um.Tak, było by miło. -powiedziałam lekko zakłopotana.-Dalaczego twój kolega poprostu nie wejdzie?Przecież jest u siebie... -dodałam chcąc uniknąć nie ręcznej atmosfery.
Justin udawał chwilę, że zastanawia się nad odpowiedzią.
-Myślę, że doś nie komfortowe byłoby zastać swojego kumpla z jakąś dziwką.-mruknął kpiąco.Zamrugałam kilka razy.
Dlaczego on jest w taki obrzydliwy? I czy wszyscy jego koledzy mają prywatne prostytutki?
-Czy ty właśnie nazwałeś mnie dziwką?-spytałam oburzona zaraz po tym jak zrozumiałam dokładny sens jego wypowiedzi.
-Co? Nie..Nie.Oczywiście, że nie.-spojrzał na mnie z góry i przecząco pokręcił głową- Boże nie chodziło mi o ciebie, Camillie.Przecież miedzy nami nawet do niczego nie doszło.
-Mam nadzieję.-bąknęłam.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam się za głowę, która nie przedstawała boleć. Wręcz przeciwnie, ból narastał.Zwłaszcza w okolicach skroni.
To nie był mój pierwszy kac, ale na pewno jeden z najgorszych.
Nogami zepchnęłam z siebie kołdrę i niezdarnie wstałam z łóżka.
Poczułam, że zbiera mi się na wymioty.
O nie.Łazienka,szybko.
Zakryłam dłonią usta i nerwowo rozglądnęłam się po pokoju szukając drzwi .
-Chodź, lepiej żebyś tu nie wymiotowała.-Justin delikatnie szarpnął mnie za ramię prowadząc do wyjścia z pomieszczenia.
-Babciu? Jesteśmy! -krzyknęłam wchodząc do domu.
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc spróbowałam jeszcze raz.
-Halo?
-Camillie?Jest z tobą Justin?-spytała babcia stając na schodach.
Podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Miałam nadzieję, że nie będzie na mnie bardzo zła.
-Tak, jest.-powiedziałam odsuwajac się od niej.
-Cieszy mnie to niezmiernie. -oznajmiła i powoli zeszła ze schodów przytrzymując się poręczy.
-Dzień dobry. -przywitał się chłopak wychodząc zza rogu.
-Cześć kochany.Mógłbyś wytłumaczyć mi, gdzie moja wnuczka spędziła tę noc?
Justin wziął głęboki wdech po czym powolutku wypuścił powietrze.
-Była u mnie.Bardzo dobrze się dogadujemy i postanowiłem,że zaproszę ją do domu.Okazało się,że moja mama bardzo ją polubiła i zaprosiła ją na noc.-uśmiechnął się.
Mam nadzieję,że babcia to kupi.Proooszę.
Babcia zmróżyła oczy, ponieważ zapewne nie uwierzyła mu w to niewinne kłamstewko.
-To bardzo interesujące, ponieważ dzwoniłam wczoraj do twojej mamy.-uniosła brew.-Oj Justin, Justin.-poklepała go po ramieniu i obróciła się w moją stronę. -A z tobą jeszcze porozmawiam na ten temat.Dzwoniłam do szkoły i powiedziałam, że się źle czujesz, co oznacza, że masz dzisiaj wolne.Obydwoje posprzątacie kuchnie i zrobicie obiad.Ja muszę lecieć do pracy, wzięłam drugą zmianę.-przyznam się, że nie znałam jej z tej strony.No ale cóż,zasłużyłam na godzinną przemowę i pożądną karę.
Chociaż co do kary, myślałam, że będzie gorzej.
Nim się zdążyłam cokolwiek powiedzieć,babcia wyszła z domu trochę za mocno zamykając drzwi.
-Uh, nie mam już siły.-rzuciłam w Justina ścierką, którą przed chwilą wycierałam kurze w kuchni.-Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego?
-Mogłaś mi pomóc.Nie lubie kłamać.-powiedział zciągając z głowy moją ścierkę.
-Widać.Nie wychodzi ci to najlepiej.-oparłam się łokciami o blat.
-Co powiedziałaś? Może nie lubię kłamać,ale to nie znaczy,że nie potrafię tego robić.-udawał urażonego i dla lepszego efektu przyłożył dłoń do serca.
-Ph.Pięciolatek wymyśliłby coś lepszego.
Chłopak podszedł do mnie i przyglądnął mi się uważnie.
-Powtórz to.-powiedział poważnie,ale w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia.
-A co?Masz problemy ze słuchem?-spytałam ironicznie stając z nim twarzą w twarz,a raczej twarzą w brodę.Więc uniosłam wzrok by móc spojrzeć mu w oczy.
-A ty ze wzrostem?-tym razem to on ze mnie zakpił unosząc jedną brew.
Westchnęłam i oparłam głowę o jego klatkę piersiową.Słyszałam jak jego serce lekko przyśpiesza,ale zignorowałam to i oplotłam rękoma jego tors.
Mimo,że ta kłótnia była całkowiecie udawana,to nie miałam zamiaru brnąć w nią dalej.
Justin wydawał się trochę zszokowany moim gestem,ale już po chwili również mnie przytulił.
Wtedy zrozumiałam,jak bardzo brakuje mi przyjaciela.Kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o wszystkich.Śmiać się z byle czego i nie udawać przed nim nikogo innego.
Niby taki mały gest,a tak dużo dla mnie znaczył.
-Co robisz?-swoją dużą dłonią gładził moje rozgrzane plecy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Bo "Poprostu miałam ochotę się trochę poprzytulać i teraz chcę,żebyś był moim przyjacielem" zdecydowanie nie wchodzi w grę.
-Nie wiem.-głupio wymamrotałam w jego klatkę piersiową.Czułam się taka zagubiona i bezbronna.
Weź się w garść,Cam.
Otarłam jedną zabłąkaną łzę z policzka i odsunęłam się od chłopaka.
-Chyba musimy zabrać się za obiad.-zakasałam rękawy i zmusiłam się do uśmiechu.
-Mm.To jest pyszne!-wykrzyczałam niewyraźnie z buzią pełną pizzy,którą właśnie sami ugotowaliśmy.(O ile pizze można ugotować.)
Wyglądałam jak wygłodniałe,dzikie zwierze,które nie jadło nic od kilku tygodni.
-Mi też smakuje.-odparł śmiejąc się ze mnie.
Ugryzłam kolejny kawałek zastanawiając się ile to może mieć kalorii.
Dużo.Bardzo dużo.
Upiłam duży łyk wody chcąc w ten sposób zagłuszyc moje myśli.
Nie jedz tego.
Nerwowo przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się kłócąc z samą sobą.
Ugryzłam mały kawałek ciasta przełykając go z trudem.
Będziesz g r u b a.
Zacisnęłam piąstki i zwilżyłam usta.
-Wszystko okej?-Justin zauważył moje dziwne zachowanie i podniósł lewą brew.
Nie.
-Tak,czemu pytasz?- w myślach błagałam,żeby nie drążył temetu.
Sama bałam się swoich myśli anorktycznych ,które ostatnio powróciły i odwiedzały mnie dość często.
Nigdy nie odważyłabym się powiedzieć mu o mojej chorobie.
Strach przed odrzuceniem był zbyt duży.
-Nie wygląda.Źle się czujesz?
-Tak,tak...Co?Znaczy nie.-przetarłam rękoma twarz i odsunęłam od siebie talerz z jedzeniem.-Ja poprostu..Poprostu boli mnie brzuch.-nie skłamałam za dużo,
ponieważ zrobiło mi się nie dobrze.-Chyba pójdę się położyć.
Głupio mi było zostawiać go samego,ale nie mogłam dopuścić do wymiotowaniapo jedzeniu.
Stwierdziłam,że jeśli nic nie zjem to nie będzie takiej potrzeby.
Leżałam wbita w łóżko z głową przyłożoną do poduszki i cichutko płakałam.
Przestań się nad sobą użalać.
Po czasie,po którym stwierdziłam,że pozbyłam się połowy łez z mojego organizmu sięgnęłam po opakowanie jednorazowych chusteczek i wyciągnęłam jedną.
Podniosłam się do pozycji siędzącej i wysmarkałam nos.
Pocwiczę.
No właśnie,czemu nie?Tak wiem,że cwiczenia po jedzeniu są niezdrowe,ale:
a) zostawiłam prawie pełny talerz;
b) minęło dobre pół godziny.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarne leginsy i luzną bokserkę tego samego koloru.
Szybko się przebrałam,a następnie związałam włosy w wysokiego kucyka.
Rozłożyłam czerwona matę do cwiczeń i położyłam się na niej z zamiarem zrobienia kilkunastu lub kilkudziesięciu brzuszków.
O ile dam radę zrobi pięc...Nie cwiczyłam już tak dawno.
Okej,więc zaczynam.
Udało mi się zrobi pięcdziesiąt brzuszków,dwadzieścia pięc pompek,sto pięcdziesiąt pajacyków i tylko dziesięc przysiadów.
Nienawidziłam ich,mimo,że to na wyrobieniu tyłka zależało mi najbardziej.
Zdyszana i spocona niczym świnia opadłam na moje idealnie zaścielone łóżko i nagle...zaczęłam płakac.
Dlaczego?Nie mam pojęcia.
Po raz kolejny dzisiaj cała zalałam się łzami.
Głęboko odetchnęłam chcąc się uspokoic,ale jedyne co mi to dało to uświadomienie sobie,że śmierdzę.
Skrzywiłam się.
fuj.
Zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Co mi odbija?
Nie ważne,chcę zapalic.
Po omacku włożyłam rękę do szafki nocnej i wyciągnęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę.
Otworzyłam okno i wgramoliłam się na parapet.
Podpaliłam fajkę i tępo wpatrywałam się przed siebie.
Miałam widok na dom wrednych sąsiadów.A dokładniej na ich okropnego jedenastoletniego syna.
Ugh. Na samą myśl o nim robiłam się czerwona ze złości.
Kidyś ten mały glut oświadczył mi się,wręczając mi pierścionek z lukrecji,
Po tym jak oczywiscie nie przyjęłam tych jakże "romantycznych zaręczyn" zaczął mnie nękac i przesladywac.
Dopytywał moją babcie czy przyjadę,kiedy,o której i czy na pewno.
Ta oczywiście udzielała mu tych informacji bedąc święcie przekonana,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Nie winie jej za to.
Carl(bo tak miał na imię)ciągle za mną chodził i we wszystkim przeszkadzał.
Całował mnie znienacka na oczach moich "przyjaciółek",
oczywiście w policzek
Zaciągnęłam się papierosem po raz ostatni i zgasiłam go o parapet zostawiając go tam.
-Halo?-spytałam odbierając telefon od babci.
-O kochanie,dobrze,że odebrałaś.
-Coś się stało?Dlaczego jeszcze nie ma cię w domu?
-No właśnie w tej sprawie dzwonie...Wrócę dopiero jutro po południu i mam nadzieję,że wybierasz się do szkoły.
-Uhm.
-Okej.Więc dobranoc,skarbie.
-Dobranoc ,babciu.
-A,i nie zapomnij o kolacji.
-Oczywiście.-skłamałam,ponieważ niemiałam najmniejszej ochoty na jedzenie.
Wyciągnęłam z szafy świeże leginsy i obszerną koszulkę na krótki rękaw,ten zestaw miał mi posłużyć jako dzisiejsza piżama.
Luźnym krokiem powędrowałam do łazienki.
Ułożyłam się wygodnie w moim cieplutkim łóżeczku i opatuliłam ślicznie pachnącą kołderką.
Chwyciłam telefon i zalogowałam się na twitterze i tumbrlrze.
Byłam w trakcie reblogowania posta,gdy usłyszałam z dołu głos Justina.
-Camillie!-darł się jak opentany.
-Co?!
Westchnęłam gdy zaczął głośno wchodzić po schodach.
Chwycił klamkę od moich drzwi i dość mocno za nią szarpnął.
Wygramoliłam się z łóżka poraz kolejny wzdychając,ponieważ drzwi otwiera się w drugą stronę.
Wpuściłam go do środka i od razu tego pożałowałam.Był naćpany.
-Co cię tu sprowadza?-warknęłam zirytowana.
Dopiero co wytrzeźwiał!
-Zluzuj stringi,niunia.Wpadłem do Jackea.-powiedział uśmiechając się tak szeroko,że miałam wrażenie,że za moment rozerwie sobie wargi.
Zamrugałam oczami.
To wy się znacie?!
-Co?-plunęłam coraz bardziej zdenerwowana.
-Spoko,twojej babci nie będzie na noc.Za chwile wpadnie tu Zayn,Luke i Austin.-objaśnił,a ja znieruchomiałam,ponieważ czy on ma zamiar urządzić tu imprezę?!
-Jeszcze raz,co?!
-Psie gówno.-zaśmiał się-Jack za chwile też będzie.Nie miałem pojęcia,że to twój kuzyn.
Stałam w drzwiach kręcąc głową,po tym jak chłopak rozepchał się i wszedł do pomieszczenia lekko się zataczając.
Rozwalił się na moim łóżku i podłożył ręce pod głowę,która leżała na mojej poduszce.
Podeszłam do niego i wyrwałam mu ją,przez co jego zryta bania wylądowała na materacu lekko się obijając.
-Ej!-zawołał oburzony.
-Co?To jest m o j e.
-No i co?-bez większego problemu wyszarpał mi miękki przedmiot z ręki z powrotem podłożył go pod swoją głowę.-Wygodna.-mruknął układając się wygodniej.
Zdenerwowana przygryzłam wnętrze policzków i opadłam na fotel stojący przy biurku.
Justin zaczął nucić nieznaną mi melodję i dodrygiwać stopą do jej rytmu.
Obserwowałam go dobre dziesięć cholernych minut,aż w końcu na dole raptownie otworzyły się drzwi i kilkoro starszych chłopaków hałaśliwie wparowało do domu.
Rozpoznałam głosy Austina i Jackea.Oprócz nich słychać było dwa inne,głębokie głosy oraz obijające się butelki alkoholu w reklamówkach.
No to się porobiło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za wyświetlenia pod ostatnim rozdziałem!
Uwielbiam Was!
Prosiłabym jeszcze o więcej komentarzy,ponieważ bardzo motywują do pisania kolejnych rozdziałów.
No i przepraszam za dość długą przerwę.
Mam nadzieję,że wszystkiem udały się Święta i Sylwester.:)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
wtorek, 23 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 8
ROZDZIAŁ 8
Camillie
No oczywiście, a czego ja się spodziewałam...
Patrzyłam kolejno na twarze chłopaków próbują wyczytać z nich jakiekolwiek emocje.
Justina wyraźnie rozbawiła moja wcześniejsza postawa, dlatego teraz uśmiechał się szeroko.
Austin wywiercał mi dziurę w glowie swoim intensywnym spojrzeniem.
Czułam się dość nieswojo stojąc pomiędzy nimi.
Domyślam się już, że tą laską, co go tak wkurwiła byłam ja.
-Więc Austin, nie mam zbyt dużo czasu.Kim była ta dziewica? -spytał zozśmieszony Justin
-Widzę, że macie dobre kontakty.-powiedział Austin przenosząc wzrok na chłopaka
-Taa.Powiedzmy.-rzucił od niechcenia, ale kilka sekund później popatrzył się na mnie i uśmiechnął się. -Do rzeczy stary, zdobądź jej adres i wyślij mi go jutro po południu. Zajmę się nią.-przeszły mnie nieprzyjemne ciarki na plecach, ponieważ, cooo
-Jak chcesz . Chociaż, myślę, że to wszystko nie będzie potrzebne. -puściłi oczko.Momentalnie ogarnęła mnie ulga.
-Dobra, nie rozumiem cię.Zachowujesz się jak baba w ciąży. Najpierw dzwonisz do mnie i mówisz, że laska to niezła suka, a teraz odpuszczasz?! Jesteś idiotą!-krzyknął wyraźnie rozwścieczony.Jego szczęka się zacisnęła, a mięśnie napięły.
Uh. Obydwaj zachowujecie się jakbyście mieli okres!
-Justin -położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, gdy zbliżał się do bruneta z zaciśniętymi pięściami.
Ten jednak nie zwracał na mnie w ogóle uwagi.Zaczynałam się naprawdę bać i panikować.
Szarpnęłam go lekko za skórzaną kurtkę. -Justin..-powiedziałam trochę głośniej.
Mimo to on ciągle nibezpiecznie zbliżał sie do Austina.
Myśl. Myśl. Myśl. Przecież nie może dojść do rękoczynów...
Niestety nic sensownego nie wymyśliłam i jedyne na co było mnie stać to krzyknięcie "Justin, do jasnej cholery, zostaw go!".
Chłopak, nadal ostro wkurwiony odwrócił się w moją stronę.
-Co?! Czemu go bronisz?!-wydarł się -A może to ty mu odmówiłaś, co?
O kurwa..I co ja mam mu powiedzieć?
-Nie krzycz na mnie. -powiedziałam spokojnie, zachowując zimną krew.-Tak, to byłam ja, ale nie widze w tym nic złego. -wyjąkałam i ze strachu, że może mnie uderzyć (bo jak widać ,nie ma pochamowań) cofnęłam się o krok, prawie spadając ze schodów. Całe szczęście para silnych rąk przytrzymała mnie w talii.
Popatrzyłam swoimi przestraszonymi oczami w duże oczy Austina.
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej a on postawił mnie w bezpiecznym miejscu przy drzwiach i delikatnie uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się. Powiedziałam ciche "dziękuję", na co on tylko kiwnął głową.
No co ty Camillie?! Co z tobą? To idiota, dupek,debil..oh zamknij się.
Kątem oka spojrzałam na Justina, króry stał jak kołek przyglądając się całej sytuacji z kamiennym wyrazem twarzy.
-Cam -odezwał się -idziemy.
Zamurowało mnie.
Jaki on ma problem?
-Co?Co jest z tobą nie tak?-warknęłam z wyrzutem.Jak on śmiał.
Przez niego prawie nie rozbiłam sobie głowy, a on mi rozkazaywał? To żart?
Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry, zatrzymał się na moich oczach i powiedział "Jedziesz, czy nie?".Powiedział to zupełnie innym tonem.Nie był juz chłodny i wredny.Jego głos był delikatny i przepraszający (?)
-Tak-wymamrotałam i ostatni raz spojrzałam na wyraźnie speszonego Austina, pokazując mu tym jeszcze raz, że bardzo dziękuję. Odpowiedział mi swoim cudownym uśmiechem i wszedł do szkoły.
-Więc, gdzie jedziemy? -spytałam zapinając pas
-Nie wiem.-zamyślił się -Chociaż...Możemy pojechać do Zayna.Miał robić dzisiaj imprezę.
-Ale..ja nie jestem ubrana.W sensie odpowiednio.
Justin zlustrował mnie wzrokiem i przygryzł wargę.
-Dobra, pojedziemy do ciebie, szybko się przebierzesz i lecimy.Okej?
-Yy, dobra.
-Cieszę się. -powiedział zadziornie się uśmiechając.
Ubrałam koszulkę z napisem 'Nirvana' , którą włożyłam w dżinsowe, lekko poszarpane szorty.Gołe nogi zasłoniłam cienkimi, czarnymi rajstopami.
Na stopy wsunęłam czerwone conversy.Zarzuciłam na siebie czarną ramoneskę i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki i podeszłam do Justina siedzącego wygodnie na moim łóżku z telefonem w ręku.
-Wolałabym wyjść zanim wróci babcia.-powiedziałam
-Mhm.-mruknął pod nosem, wstał i wyszedł z pokoju.
Co za człowiek....
Weszliśmy do dużej willi kolegi Justina.Z oddali kilku metrów słychać było głośną muzykę,całe szczęście nie przeszkadzało mi to.
Uwielbiałam imprezować, dlatego nie zważając na Justina ruszyłam przed siebie.
Szłam prosto przez długi i szeroki korytarz. Ściany były koloru białego ,a na podłodze leżały jasne, drewniane panele.Ogólnie rzecz ujmując, było bardzo elegancko.Następnie skręciłam w lewo i weszłam do dużego, zatłoczonego pomieszczenia, zapewne salonu.
Byłam już po kilku drinkach i kieliszku czystej.
Cholernie kręciło mi się w głowie i czułam jak moje wnętrzności próbują wydostać się ze mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do jakiegoś chłopaka z brązową czupryną , który stał do mnie tyłem i poklepałam go w ramię.
-Austin? Co ty tutaj robisz?-spytałam, ale to raczej brzmiało jak Austjin? So tys tju tajj robiszzz?
-O Boże, Camillie? Jesteś tu z Justinem, prawda? Gdzie on jest? Dobrze się czujesz? Ile ty do cholery wypiłaś?-chłopak zasypał mnie masą pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Jedynie uśmiechałam się do niego głupio i przytakiwałam głową energicznie mrugając .
Widząc jego minę, wybuchłam głośnym śmiechem jednak po chwili znowu zrobiło mi się niedobrze i przypomniałam sobie, czemu w ogóle z nim rozmawiam.
-Wiesz gdzie jest łazienka? -spytałam zakrywając ręką usta na wypadek, gdyby moje śniadanie znalazło drogę ucieczki z żołądka.
-No pewnie, chodź.-pociągnął mnje za rękę w kierunku wyjścia z pokoju.
Dreptałam za nim wesoło ciągle chichocząc z byle czego.Śmieszyły mnie obrazy wiszące na ścianach i same ściany.
Chłopak zatrzymał się przy jednych z drzwi i spojrzał na mnie swoimi zakrwionymi oczami.
No kolego, trochę się wypiło, co?
Pomyślałam, chociaż moje napewno nie wyglądały lepiej.
-Iść z tobą, czy poradzisz sobie sama?
Nie odpowiedziałam, tylko bez pukania weszłam do przestrzennej łazienkii nie zamykając za sobą drzwi.Całe szczęście nie zastałam tam całującej się pary, czy coś.
Nawet jeśli, napewno nie przeszkadzało by mi to, ponieważ moje myśli skupione były jedynie na tym, aby pozbyć sie z mojego organizmu pewnej ilości alkoholu.
Uklękłam przed ubikacją, wcześniej niezdarnie ją otwietając.
Włożyłam dwa palce do gardła i zwymiotowałam.
Szczęście lub nie szczęście, miałam w tym wyprawę. Ale opowiem o tym kiedy indziej.
Poczułam, że duże ręce chwytają moje włosy i przytrzymują je z tylu głowy.
Oparłam jedną rękę o deskę a drugą włożyłam jeszcze głębiej, do gardła i znowu zwymiotowałam.
Ogarnęło mnie uczucie ulgi i lekkości.
Powoli się podniosłam i stanęła na chwiejnych nogach przytrzymując sie jedną ręką ramienia Austina.
Oddychałam szybko i nie równo.
-No, gładko poszło. -powiedziałam patrząc tempo w ścianę przed sobą.-Dokładnie tak, jak pamiętałam.-dodałam znacznie ciszej i spojrzałam na przyglądającego mi się chłopaka. Trzymał rękę oplecioną wokół moich bioder.
Przełknęłam głośno ślinę i poczułam obrzydliwy smak wymiocin w gardle.Wyswobadzając się z uścisku podeszłam do umywalki i odkręciłam kurek.Przepukałam kilka razy usta i nalałam trochę wody na dłonie.Napiłam się i zadowolona z pozbycia się okropnego drapania w gardle podeszłam do bruneta.
-Przepraszam, że musiałeś to oglądać.-westchnęłam- To było takie upokarzające.
-Spoko.Czujesz się już lepiej?-powiedział po chwili ciszy.
-Taak, ale nadal jestem trochę pijana.
-Często to robisz?
Jego pytanie wybiło mnie z rytmu.
Wewnętrznie zaczęłam panikować.
O Boże, przecież nie mogę mu powiedzieć, że byłam bulimiczką.Aż tak to było widać? Rany Boskie, myśl Camillie, myśl.
-Co?-to jedyne na co było mnie stać
-Noo..często pijesz?
Uff...
Moje serce zaczęło się uspokajać i pracować w normalnym tępie.
-Um.Ostatnio jakiś miesiąc temu . Kiedyś często się upijałam.-wzruszyłam ramionami -Ale staram się to ograniczać. -zdobyłam się na lekki uśmiech -Dzięki, że tu byłeś.-potarłam swoje ramię dłonią. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca.Pewnie gdybym była całkiem trzeźwa, poprostu wyszła bym z tego domu i położyła siesię w swoim ciepłym łóżeczku.
Ale nie.
-To co, impreza chyba się jeszcze nie skończyła.
-Jesteś pewna? Jutro jest szkoła i takie tam.
-Chyba nie wmówisz mi, że wymiękasz, koleś.-puściłam mu oczko i wyszłam z łazienki kręcąc biodrami.
Brunet jedynie się zasmiał i poszedł w moje ślady.
Austin chwycił dwie puszki piwa.Jedną podał mi a drugą wziął dla siebie.
Zwinnie otworzyłam ją i upiłam duży łyk delektując sie goszkawym smakiem.
Ruszyłam na prowizoryczny parkiet przepychając się przez spocone ciała obściskujących się ludzi.
Przetańczyłam dwie piosenki samotnie na środku parkietu nie przyjmując się dziwnymi spojrzeniami dookoła.
Zaczęła się piosenka, za którą nie przepadałam więc ustawiłam miejsca jakiejś mega pijanej blond lasce i weszłam do korytarza, którym wcześniej szłam z Austinem do łazienki.
Tak mi się bynajmniej wydawało.
Przyglądałam się ścianom i obrazom.Jednak wydawały się jakieś inne.
Uśmiechałam się sama do siebie z nie wiadomych powodów.Normalnie mogło by się to wydawać dziwne, ale chwila, jestem pijana.
Uchyliłam drzwi po mojej lewej stronie.Ujrzałam młodego mężczyznę dziko kochającego się z jakąś panienką.
-Ups...Przepraszam.-zachchotałam i delikatnie zamknęłam drzwi, żeby im nie przeszkadzać.Chociaż oni pewnie nawet mnie nie zauważyli.Ale nie obchodziło mnie to.Byłam nawalona w trzy dupy i normalnie spaliła bym się ze wstydu, przerywając komukolwiek w tak intymnej chwili.
Nagle poczułam silną chęć zapalenia nikotyny.
Przeszukałam kieszenie od spodni, ale niestety nie znalazłam ani zapalniczki, ani papierosów.
-Kurwa-bąknęłam i dalej szłam przed siebie z nadzieją, że napotkam kogoś kto będzie miał fajki.
Czy te korytarze kiedyś się kończą?
Bez zastanowienia pchnęłam dębowe drzwi i weszłam do pokoju.
W pomieszczeniu było dość ciemno, a mgła przed oczyma jeszcze bardziej pogarszała sytuację.
Moją uwagę przykuło ogromne łóżko na środku.
Podreptałam do niego i usiadłam na skraju.
Otworzyłam małą szufladkę od szafki nocnej stojącej obok.
Znalazłam tak kilka paczuszek prezerwatyw, długopis, kilka kartek,masę kurzu, papierosy i zapalniczkę.
W moich oczach zawirowały iskierki szczęścia.
Wyjęłam jedną fajkę z opakowania i chwyciłam zapalniczkę.
Rozglądnęłam się po pokoju szukając okna.
Byłam przyzwyczajona do palenia tylko na świeżym powietrzu.
Nie lubiłam gdy w moim pokoju śmierdziało dymem, więc pomyślałam, że ktoś, do kogo należy ten pokój też tego nie lubi.
Jedyne okno jakie znalazłam to drzwi wyjściowe na balkon.
Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz wdychając chłodne powietrze.
Przytrzymałam papierosa między dwoma palcami-środkowym i wskazującym, po czym zapaliłam go.
Dym nikotynowy rozniósł się pooich płucach. Cudowne uczucie, niestety bardzo uzależniające.
Oparłam łokcie na zimnej barierce i opodziwiałam piękny ogród.
Gdzie niedziele posadzone były jakieś krzaczki, a przed nimi grządka róż. Nie byłam w stanie określić ich koloru.Być może to wina odległości, a może mojego stanu trzeźwości.A może poprostu tego, że nadchodziła zima, co oznacza, że wszystkie niegdyś kolorowe płatki leżały teraz na chłodnej ziemi.
Przy bramie stała ogromna wierzba. Jej gałęzie opadały, co wyglądało jakby kłaniała się nisko witając kogoś bardzo ważnego.
Niedaleko stały trzy wysokie sosny i inne drzewa kolczaste, których nazw nie znam.
Na środku ogrodu stała całkiem przyzwoita jak na mój gust fontanna.
Niestety nie działała, a szkoda.
Wypaliłam całego papierosa i zagasiłam go na barierce.
Wrociłam do nieznanego mi pokoju i położyłam się na łóżku wtulając się w poduszkę. Pachniała cudowni, męskimi perfumami.
Zachichotałam ,ponieważ uświadomiłam sobie, że wbiłam się do cudzego pokoju.
Robiłam się coraz bardziej śpiąca i powoli zapadałam w sen.
Jednak nie było mi dane odpocząć nawet chwilę, ponieważ ktoś zaczął uporczywie szarpać za klamkę.
Dziwne, przrzecież nie zamykałam drzwi.
Ziewnęłam i chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi tylko po to, by zobaczyć za nimi Justina namiętnie obściskującego blond łaskę, której ustąpiłam miejsce na parkiecie.
Dziewczyna mruczała mu z zadowoleniem przy uchu, a on wystawił rękę szukając klamki, którą oczywiście trzymałam ja.
Zamrugałam kilka razy ospale patrząc raz na nią, a raz na niego.
Chłopak zaklnął pod nosem i oderwał głowę od jej szyji przestając ją ssać.
Widząc mnie, od razu odsunął od siebie tę Kaczuchę ,bo tak ją właśnie nazwałam.
Dziewczyna miała rzadkie blond włosy, przypominające kacze pierze i pomarańczową twarz od nadmiaru makijażu, która odgrywała rolę dzioba.
Stąd Kaczucha.
Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Jego mina bezcenna
Chwyciłam się za brzuch, gdy Justin próbował jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Anna, do jasnej cholery!Między nami nigdy nic nie było i nigdy nie będzie!-krzyczał
-Czyli chciałeś sie mną tylko pobawić?-bardziej stwierdziła niż spytała. Trochę jej współczułam, ale z drugiej strony zsunęłam się na podłogę odchylając głowę do tyłu i śmiejąc się jeszcze głośniej.
Chłopak westchnął przeczesując włosy i ciągnąć za ich końcówki.Wydawał się być bardzo zmieszany.
Pewnie chciał ja tylko wykorzystać, ale nie chciał jej ranić mówiąc jej to prosto w twarz.
Dupek
-Dobra, wiesz co? Mam cię dosyć! Jesteś cholernym idiotą! Nienawidzę cię! -wyrzuciła ręce w powietrze i zaczęła wymachiwać nimi ciągle się drąc.-Tylko nie dzwoń do mnie, gdy nie będziesz miał sie z kim poruchać! Słyszysz?! Nie dzwoń, nie pisz, nie przychodz do mnie! Nigdy! Zrywam naszą umowę!
-Nie możesz!
-Nie? To patrz.-zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Anna, zaczekaj! Nie masz prawa!-krzyczał jednak ona wystawiła mu środkowy palec przez ramię. -Kurwa!-kopnął butem w ścianę.
Wzięłam głęboki oddech i chwyciłam się ściany, by łatwiej było mi wstać.
Powoli się uspokoiłam biorąc kilka głębokich wdechów.
-Dlaczego byłeś dla niej taki okrutny?-zwróciłam się do Justina
-Mieliśmy układ -powiedział niejasno wchodząc do pokoju.-Co ty tu właściwie robisz? Szukałem cię chyba wszędzie! -powiedział trochę głośniej.Jednak zbyłam jego pytanie i zaintesowałam się wcześniejszą wypowiedzią
-Jaki układ? Na czym miał polegać? To było dla ciebie ważne? -spytałam siadając po turecku na środku łóżka.
-To nie twoja sprawa. To nie są sprawy dla grzecznych dziewczynek, takich jak ty.- zdania wypowiadał oschle i dość cicho
-Chcę wiedzieć. -zaprotestowałam
-Byliśmy przyjaciółmi... od seksu.-wzruszył ramionami
-Fuj.To obrzydliwe.
Chłopak roześmiał się i usiadł obok mnie.
-Mogę ci pokazać, że to nie jest takie obrzydliwe jak ci się wydaje.-trącił nosem moją szyję. W normalnych okolicznościach podobałoby mi się, ale odtrąciłabym go.
Jednak po alkoholu wszystkie wspomnienia wracały.
Momentalnie odepchałam go od siebie i przykryłam twarz poduszką.
Justin był całkiem zdezorientowany.
-Zostaw mnie.-warknęłam w poduszkę, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na wnętrzu mojego uda.
-Spokojnie Camillie, będzie fajnie.-przygryzł moje ucho, pod moimi powiekami zebrało się kilka łez.
-Powiedziałam, że masz mnie nie dotykać. -warknęłam odsłaniając buzie i patrząc mu w oczy.-Jesteś naćpany.
-Tylko troszeczkę.A poza tym, ty jesteś pijana.-stwierdził nadal nachalnie całują moją szyję. -Śmierdzisz tytoniem.Dlaczego?
-Ja wcale nie śmierdzę!-oburzona rzuciłam w niego poduszką.
-Palisz?-zignorował mój ruch.Dla mnie liczyło się tylko to, że przestał mnie obmacywać.
-Może tak, a może nie.-udawałam tajemniczą zapominając o tym, że przed chwilą prawie mnie zgwałcił. Pijana nie byłam sobą.
-Dlaczego? Dlaczego to robisz?
Zmarszczyłam brwi.
-A dlaczego bierzesz?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Narkotyki nie zagrażają mojemu życiu.
-Ha.Gówno prawda.-wypowiedziałam powoli i wyraźnie.
-Tylko jeśli przedawkuje, a do tego nigdy nie dopuszczę.-bronił się.
-Cóż, może umrę szybciej, ale przynajmniej będę świadoma tego, że tracę życie.
A ty umierając pod wpływem, nawet nie będziesz zdawał sobie sprawy z tego, żee już nigdy nic nie zobaczysz.-uśmiechnęłam się słodko -A teraz złaź ze mnie.Chcę spać.
Chłopak zsunął się ze mnie i położył sie obok przykrywając nas kołdrą.
- Odsuń się. -powiedziałam
-Nie mogę-wyszeptał mi melodyjnie do ucha.
-Bo?-spytałam poirytowana.Nie miałam ochoty kolejnej nocy spędzić z nim w jednym łóżku.
-Bo jestem dupkiem.
-Napalonym dupkiem.-poprawiłam
-Na ciebie, zawsze.-szepnął I cichutko s.się zaśmiał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1.Baardzo Was przepraszam, że nie dodałam rozdziału na czas ale byłam na wyjeździe i nie miałam internetu.
2.Cieszę się niezmiernie, że jest kilka osób, które czytają mojego bloga regularnie.
Przypominam:nowe rozdziały pojawiają się W NIEDZIELE bądź PONIEDZIAŁKI.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
No oczywiście, a czego ja się spodziewałam...
Patrzyłam kolejno na twarze chłopaków próbują wyczytać z nich jakiekolwiek emocje.
Justina wyraźnie rozbawiła moja wcześniejsza postawa, dlatego teraz uśmiechał się szeroko.
Austin wywiercał mi dziurę w glowie swoim intensywnym spojrzeniem.
Czułam się dość nieswojo stojąc pomiędzy nimi.
Domyślam się już, że tą laską, co go tak wkurwiła byłam ja.
-Więc Austin, nie mam zbyt dużo czasu.Kim była ta dziewica? -spytał zozśmieszony Justin
-Widzę, że macie dobre kontakty.-powiedział Austin przenosząc wzrok na chłopaka
-Taa.Powiedzmy.-rzucił od niechcenia, ale kilka sekund później popatrzył się na mnie i uśmiechnął się. -Do rzeczy stary, zdobądź jej adres i wyślij mi go jutro po południu. Zajmę się nią.-przeszły mnie nieprzyjemne ciarki na plecach, ponieważ, cooo
-Jak chcesz . Chociaż, myślę, że to wszystko nie będzie potrzebne. -puściłi oczko.Momentalnie ogarnęła mnie ulga.
-Dobra, nie rozumiem cię.Zachowujesz się jak baba w ciąży. Najpierw dzwonisz do mnie i mówisz, że laska to niezła suka, a teraz odpuszczasz?! Jesteś idiotą!-krzyknął wyraźnie rozwścieczony.Jego szczęka się zacisnęła, a mięśnie napięły.
Uh. Obydwaj zachowujecie się jakbyście mieli okres!
-Justin -położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, gdy zbliżał się do bruneta z zaciśniętymi pięściami.
Ten jednak nie zwracał na mnie w ogóle uwagi.Zaczynałam się naprawdę bać i panikować.
Szarpnęłam go lekko za skórzaną kurtkę. -Justin..-powiedziałam trochę głośniej.
Mimo to on ciągle nibezpiecznie zbliżał sie do Austina.
Myśl. Myśl. Myśl. Przecież nie może dojść do rękoczynów...
Niestety nic sensownego nie wymyśliłam i jedyne na co było mnie stać to krzyknięcie "Justin, do jasnej cholery, zostaw go!".
Chłopak, nadal ostro wkurwiony odwrócił się w moją stronę.
-Co?! Czemu go bronisz?!-wydarł się -A może to ty mu odmówiłaś, co?
O kurwa..I co ja mam mu powiedzieć?
-Nie krzycz na mnie. -powiedziałam spokojnie, zachowując zimną krew.-Tak, to byłam ja, ale nie widze w tym nic złego. -wyjąkałam i ze strachu, że może mnie uderzyć (bo jak widać ,nie ma pochamowań) cofnęłam się o krok, prawie spadając ze schodów. Całe szczęście para silnych rąk przytrzymała mnie w talii.
Popatrzyłam swoimi przestraszonymi oczami w duże oczy Austina.
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej a on postawił mnie w bezpiecznym miejscu przy drzwiach i delikatnie uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się. Powiedziałam ciche "dziękuję", na co on tylko kiwnął głową.
No co ty Camillie?! Co z tobą? To idiota, dupek,debil..oh zamknij się.
Kątem oka spojrzałam na Justina, króry stał jak kołek przyglądając się całej sytuacji z kamiennym wyrazem twarzy.
-Cam -odezwał się -idziemy.
Zamurowało mnie.
Jaki on ma problem?
-Co?Co jest z tobą nie tak?-warknęłam z wyrzutem.Jak on śmiał.
Przez niego prawie nie rozbiłam sobie głowy, a on mi rozkazaywał? To żart?
Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry, zatrzymał się na moich oczach i powiedział "Jedziesz, czy nie?".Powiedział to zupełnie innym tonem.Nie był juz chłodny i wredny.Jego głos był delikatny i przepraszający (?)
-Tak-wymamrotałam i ostatni raz spojrzałam na wyraźnie speszonego Austina, pokazując mu tym jeszcze raz, że bardzo dziękuję. Odpowiedział mi swoim cudownym uśmiechem i wszedł do szkoły.
-Więc, gdzie jedziemy? -spytałam zapinając pas
-Nie wiem.-zamyślił się -Chociaż...Możemy pojechać do Zayna.Miał robić dzisiaj imprezę.
-Ale..ja nie jestem ubrana.W sensie odpowiednio.
Justin zlustrował mnie wzrokiem i przygryzł wargę.
-Dobra, pojedziemy do ciebie, szybko się przebierzesz i lecimy.Okej?
-Yy, dobra.
-Cieszę się. -powiedział zadziornie się uśmiechając.
Ubrałam koszulkę z napisem 'Nirvana' , którą włożyłam w dżinsowe, lekko poszarpane szorty.Gołe nogi zasłoniłam cienkimi, czarnymi rajstopami.
Na stopy wsunęłam czerwone conversy.Zarzuciłam na siebie czarną ramoneskę i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki i podeszłam do Justina siedzącego wygodnie na moim łóżku z telefonem w ręku.
-Wolałabym wyjść zanim wróci babcia.-powiedziałam
-Mhm.-mruknął pod nosem, wstał i wyszedł z pokoju.
Co za człowiek....
Weszliśmy do dużej willi kolegi Justina.Z oddali kilku metrów słychać było głośną muzykę,całe szczęście nie przeszkadzało mi to.
Uwielbiałam imprezować, dlatego nie zważając na Justina ruszyłam przed siebie.
Szłam prosto przez długi i szeroki korytarz. Ściany były koloru białego ,a na podłodze leżały jasne, drewniane panele.Ogólnie rzecz ujmując, było bardzo elegancko.Następnie skręciłam w lewo i weszłam do dużego, zatłoczonego pomieszczenia, zapewne salonu.
Byłam już po kilku drinkach i kieliszku czystej.
Cholernie kręciło mi się w głowie i czułam jak moje wnętrzności próbują wydostać się ze mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do jakiegoś chłopaka z brązową czupryną , który stał do mnie tyłem i poklepałam go w ramię.
-Austin? Co ty tutaj robisz?-spytałam, ale to raczej brzmiało jak Austjin? So tys tju tajj robiszzz?
-O Boże, Camillie? Jesteś tu z Justinem, prawda? Gdzie on jest? Dobrze się czujesz? Ile ty do cholery wypiłaś?-chłopak zasypał mnie masą pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Jedynie uśmiechałam się do niego głupio i przytakiwałam głową energicznie mrugając .
Widząc jego minę, wybuchłam głośnym śmiechem jednak po chwili znowu zrobiło mi się niedobrze i przypomniałam sobie, czemu w ogóle z nim rozmawiam.
-Wiesz gdzie jest łazienka? -spytałam zakrywając ręką usta na wypadek, gdyby moje śniadanie znalazło drogę ucieczki z żołądka.
-No pewnie, chodź.-pociągnął mnje za rękę w kierunku wyjścia z pokoju.
Dreptałam za nim wesoło ciągle chichocząc z byle czego.Śmieszyły mnie obrazy wiszące na ścianach i same ściany.
Chłopak zatrzymał się przy jednych z drzwi i spojrzał na mnie swoimi zakrwionymi oczami.
No kolego, trochę się wypiło, co?
Pomyślałam, chociaż moje napewno nie wyglądały lepiej.
-Iść z tobą, czy poradzisz sobie sama?
Nie odpowiedziałam, tylko bez pukania weszłam do przestrzennej łazienkii nie zamykając za sobą drzwi.Całe szczęście nie zastałam tam całującej się pary, czy coś.
Nawet jeśli, napewno nie przeszkadzało by mi to, ponieważ moje myśli skupione były jedynie na tym, aby pozbyć sie z mojego organizmu pewnej ilości alkoholu.
Uklękłam przed ubikacją, wcześniej niezdarnie ją otwietając.
Włożyłam dwa palce do gardła i zwymiotowałam.
Szczęście lub nie szczęście, miałam w tym wyprawę. Ale opowiem o tym kiedy indziej.
Poczułam, że duże ręce chwytają moje włosy i przytrzymują je z tylu głowy.
Oparłam jedną rękę o deskę a drugą włożyłam jeszcze głębiej, do gardła i znowu zwymiotowałam.
Ogarnęło mnie uczucie ulgi i lekkości.
Powoli się podniosłam i stanęła na chwiejnych nogach przytrzymując sie jedną ręką ramienia Austina.
Oddychałam szybko i nie równo.
-No, gładko poszło. -powiedziałam patrząc tempo w ścianę przed sobą.-Dokładnie tak, jak pamiętałam.-dodałam znacznie ciszej i spojrzałam na przyglądającego mi się chłopaka. Trzymał rękę oplecioną wokół moich bioder.
Przełknęłam głośno ślinę i poczułam obrzydliwy smak wymiocin w gardle.Wyswobadzając się z uścisku podeszłam do umywalki i odkręciłam kurek.Przepukałam kilka razy usta i nalałam trochę wody na dłonie.Napiłam się i zadowolona z pozbycia się okropnego drapania w gardle podeszłam do bruneta.
-Przepraszam, że musiałeś to oglądać.-westchnęłam- To było takie upokarzające.
-Spoko.Czujesz się już lepiej?-powiedział po chwili ciszy.
-Taak, ale nadal jestem trochę pijana.
-Często to robisz?
Jego pytanie wybiło mnie z rytmu.
Wewnętrznie zaczęłam panikować.
O Boże, przecież nie mogę mu powiedzieć, że byłam bulimiczką.Aż tak to było widać? Rany Boskie, myśl Camillie, myśl.
-Co?-to jedyne na co było mnie stać
-Noo..często pijesz?
Uff...
Moje serce zaczęło się uspokajać i pracować w normalnym tępie.
-Um.Ostatnio jakiś miesiąc temu . Kiedyś często się upijałam.-wzruszyłam ramionami -Ale staram się to ograniczać. -zdobyłam się na lekki uśmiech -Dzięki, że tu byłeś.-potarłam swoje ramię dłonią. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca.Pewnie gdybym była całkiem trzeźwa, poprostu wyszła bym z tego domu i położyła siesię w swoim ciepłym łóżeczku.
Ale nie.
-To co, impreza chyba się jeszcze nie skończyła.
-Jesteś pewna? Jutro jest szkoła i takie tam.
-Chyba nie wmówisz mi, że wymiękasz, koleś.-puściłam mu oczko i wyszłam z łazienki kręcąc biodrami.
Brunet jedynie się zasmiał i poszedł w moje ślady.
Austin chwycił dwie puszki piwa.Jedną podał mi a drugą wziął dla siebie.
Zwinnie otworzyłam ją i upiłam duży łyk delektując sie goszkawym smakiem.
Ruszyłam na prowizoryczny parkiet przepychając się przez spocone ciała obściskujących się ludzi.
Przetańczyłam dwie piosenki samotnie na środku parkietu nie przyjmując się dziwnymi spojrzeniami dookoła.
Zaczęła się piosenka, za którą nie przepadałam więc ustawiłam miejsca jakiejś mega pijanej blond lasce i weszłam do korytarza, którym wcześniej szłam z Austinem do łazienki.
Tak mi się bynajmniej wydawało.
Przyglądałam się ścianom i obrazom.Jednak wydawały się jakieś inne.
Uśmiechałam się sama do siebie z nie wiadomych powodów.Normalnie mogło by się to wydawać dziwne, ale chwila, jestem pijana.
Uchyliłam drzwi po mojej lewej stronie.Ujrzałam młodego mężczyznę dziko kochającego się z jakąś panienką.
-Ups...Przepraszam.-zachchotałam i delikatnie zamknęłam drzwi, żeby im nie przeszkadzać.Chociaż oni pewnie nawet mnie nie zauważyli.Ale nie obchodziło mnie to.Byłam nawalona w trzy dupy i normalnie spaliła bym się ze wstydu, przerywając komukolwiek w tak intymnej chwili.
Nagle poczułam silną chęć zapalenia nikotyny.
Przeszukałam kieszenie od spodni, ale niestety nie znalazłam ani zapalniczki, ani papierosów.
-Kurwa-bąknęłam i dalej szłam przed siebie z nadzieją, że napotkam kogoś kto będzie miał fajki.
Czy te korytarze kiedyś się kończą?
Bez zastanowienia pchnęłam dębowe drzwi i weszłam do pokoju.
W pomieszczeniu było dość ciemno, a mgła przed oczyma jeszcze bardziej pogarszała sytuację.
Moją uwagę przykuło ogromne łóżko na środku.
Podreptałam do niego i usiadłam na skraju.
Otworzyłam małą szufladkę od szafki nocnej stojącej obok.
Znalazłam tak kilka paczuszek prezerwatyw, długopis, kilka kartek,masę kurzu, papierosy i zapalniczkę.
W moich oczach zawirowały iskierki szczęścia.
Wyjęłam jedną fajkę z opakowania i chwyciłam zapalniczkę.
Rozglądnęłam się po pokoju szukając okna.
Byłam przyzwyczajona do palenia tylko na świeżym powietrzu.
Nie lubiłam gdy w moim pokoju śmierdziało dymem, więc pomyślałam, że ktoś, do kogo należy ten pokój też tego nie lubi.
Jedyne okno jakie znalazłam to drzwi wyjściowe na balkon.
Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz wdychając chłodne powietrze.
Przytrzymałam papierosa między dwoma palcami-środkowym i wskazującym, po czym zapaliłam go.
Dym nikotynowy rozniósł się pooich płucach. Cudowne uczucie, niestety bardzo uzależniające.
Oparłam łokcie na zimnej barierce i opodziwiałam piękny ogród.
Gdzie niedziele posadzone były jakieś krzaczki, a przed nimi grządka róż. Nie byłam w stanie określić ich koloru.Być może to wina odległości, a może mojego stanu trzeźwości.A może poprostu tego, że nadchodziła zima, co oznacza, że wszystkie niegdyś kolorowe płatki leżały teraz na chłodnej ziemi.
Przy bramie stała ogromna wierzba. Jej gałęzie opadały, co wyglądało jakby kłaniała się nisko witając kogoś bardzo ważnego.
Niedaleko stały trzy wysokie sosny i inne drzewa kolczaste, których nazw nie znam.
Na środku ogrodu stała całkiem przyzwoita jak na mój gust fontanna.
Niestety nie działała, a szkoda.
Wypaliłam całego papierosa i zagasiłam go na barierce.
Wrociłam do nieznanego mi pokoju i położyłam się na łóżku wtulając się w poduszkę. Pachniała cudowni, męskimi perfumami.
Zachichotałam ,ponieważ uświadomiłam sobie, że wbiłam się do cudzego pokoju.
Robiłam się coraz bardziej śpiąca i powoli zapadałam w sen.
Jednak nie było mi dane odpocząć nawet chwilę, ponieważ ktoś zaczął uporczywie szarpać za klamkę.
Dziwne, przrzecież nie zamykałam drzwi.
Ziewnęłam i chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi tylko po to, by zobaczyć za nimi Justina namiętnie obściskującego blond łaskę, której ustąpiłam miejsce na parkiecie.
Dziewczyna mruczała mu z zadowoleniem przy uchu, a on wystawił rękę szukając klamki, którą oczywiście trzymałam ja.
Zamrugałam kilka razy ospale patrząc raz na nią, a raz na niego.
Chłopak zaklnął pod nosem i oderwał głowę od jej szyji przestając ją ssać.
Widząc mnie, od razu odsunął od siebie tę Kaczuchę ,bo tak ją właśnie nazwałam.
Dziewczyna miała rzadkie blond włosy, przypominające kacze pierze i pomarańczową twarz od nadmiaru makijażu, która odgrywała rolę dzioba.
Stąd Kaczucha.
Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Jego mina bezcenna
Chwyciłam się za brzuch, gdy Justin próbował jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Anna, do jasnej cholery!Między nami nigdy nic nie było i nigdy nie będzie!-krzyczał
-Czyli chciałeś sie mną tylko pobawić?-bardziej stwierdziła niż spytała. Trochę jej współczułam, ale z drugiej strony zsunęłam się na podłogę odchylając głowę do tyłu i śmiejąc się jeszcze głośniej.
Chłopak westchnął przeczesując włosy i ciągnąć za ich końcówki.Wydawał się być bardzo zmieszany.
Pewnie chciał ja tylko wykorzystać, ale nie chciał jej ranić mówiąc jej to prosto w twarz.
Dupek
-Dobra, wiesz co? Mam cię dosyć! Jesteś cholernym idiotą! Nienawidzę cię! -wyrzuciła ręce w powietrze i zaczęła wymachiwać nimi ciągle się drąc.-Tylko nie dzwoń do mnie, gdy nie będziesz miał sie z kim poruchać! Słyszysz?! Nie dzwoń, nie pisz, nie przychodz do mnie! Nigdy! Zrywam naszą umowę!
-Nie możesz!
-Nie? To patrz.-zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Anna, zaczekaj! Nie masz prawa!-krzyczał jednak ona wystawiła mu środkowy palec przez ramię. -Kurwa!-kopnął butem w ścianę.
Wzięłam głęboki oddech i chwyciłam się ściany, by łatwiej było mi wstać.
Powoli się uspokoiłam biorąc kilka głębokich wdechów.
-Dlaczego byłeś dla niej taki okrutny?-zwróciłam się do Justina
-Mieliśmy układ -powiedział niejasno wchodząc do pokoju.-Co ty tu właściwie robisz? Szukałem cię chyba wszędzie! -powiedział trochę głośniej.Jednak zbyłam jego pytanie i zaintesowałam się wcześniejszą wypowiedzią
-Jaki układ? Na czym miał polegać? To było dla ciebie ważne? -spytałam siadając po turecku na środku łóżka.
-To nie twoja sprawa. To nie są sprawy dla grzecznych dziewczynek, takich jak ty.- zdania wypowiadał oschle i dość cicho
-Chcę wiedzieć. -zaprotestowałam
-Byliśmy przyjaciółmi... od seksu.-wzruszył ramionami
-Fuj.To obrzydliwe.
Chłopak roześmiał się i usiadł obok mnie.
-Mogę ci pokazać, że to nie jest takie obrzydliwe jak ci się wydaje.-trącił nosem moją szyję. W normalnych okolicznościach podobałoby mi się, ale odtrąciłabym go.
Jednak po alkoholu wszystkie wspomnienia wracały.
Momentalnie odepchałam go od siebie i przykryłam twarz poduszką.
Justin był całkiem zdezorientowany.
-Zostaw mnie.-warknęłam w poduszkę, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na wnętrzu mojego uda.
-Spokojnie Camillie, będzie fajnie.-przygryzł moje ucho, pod moimi powiekami zebrało się kilka łez.
-Powiedziałam, że masz mnie nie dotykać. -warknęłam odsłaniając buzie i patrząc mu w oczy.-Jesteś naćpany.
-Tylko troszeczkę.A poza tym, ty jesteś pijana.-stwierdził nadal nachalnie całują moją szyję. -Śmierdzisz tytoniem.Dlaczego?
-Ja wcale nie śmierdzę!-oburzona rzuciłam w niego poduszką.
-Palisz?-zignorował mój ruch.Dla mnie liczyło się tylko to, że przestał mnie obmacywać.
-Może tak, a może nie.-udawałam tajemniczą zapominając o tym, że przed chwilą prawie mnie zgwałcił. Pijana nie byłam sobą.
-Dlaczego? Dlaczego to robisz?
Zmarszczyłam brwi.
-A dlaczego bierzesz?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Narkotyki nie zagrażają mojemu życiu.
-Ha.Gówno prawda.-wypowiedziałam powoli i wyraźnie.
-Tylko jeśli przedawkuje, a do tego nigdy nie dopuszczę.-bronił się.
-Cóż, może umrę szybciej, ale przynajmniej będę świadoma tego, że tracę życie.
A ty umierając pod wpływem, nawet nie będziesz zdawał sobie sprawy z tego, żee już nigdy nic nie zobaczysz.-uśmiechnęłam się słodko -A teraz złaź ze mnie.Chcę spać.
Chłopak zsunął się ze mnie i położył sie obok przykrywając nas kołdrą.
- Odsuń się. -powiedziałam
-Nie mogę-wyszeptał mi melodyjnie do ucha.
-Bo?-spytałam poirytowana.Nie miałam ochoty kolejnej nocy spędzić z nim w jednym łóżku.
-Bo jestem dupkiem.
-Napalonym dupkiem.-poprawiłam
-Na ciebie, zawsze.-szepnął I cichutko s.się zaśmiał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1.Baardzo Was przepraszam, że nie dodałam rozdziału na czas ale byłam na wyjeździe i nie miałam internetu.
2.Cieszę się niezmiernie, że jest kilka osób, które czytają mojego bloga regularnie.
Przypominam:nowe rozdziały pojawiają się W NIEDZIELE bądź PONIEDZIAŁKI.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
wtorek, 16 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 7
ROZDZIAŁ 7
Justin
Otworzyłem powoli moje zaspane oczy.Było ciemno, jednak mogłem poznać, że nie leżałem w swojej sypialni.
Przez jakiś czas zdezorientowany wpatrywałem się w sufit.
Gdzie ja do kurwy jestem?
Po mojej głowie krążyły wydarzenia z wczorajszego wieczoru.
Ostra impreza
Jakaś laska
Chwila, może to u niej jestem?
Czy wypiłem, aż tyle, że byłem w stanie przespać się z przypadkową panienką?
Nie...Przecież ja spławiłem.
Jakiś koleś dostał ode mnie w mordę.
Wyszedłem z klubu i...
No właśnie, dalej nic nie pamiętam. Totalnie urwał mi się film.Totalna pustka.
Już chciałem się podnieść do pozycji siedzącej i następnie wstać z łóżka, gdy poczułem drobne ciałko leżące na moim torsie, uniemożliwiające mi to.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem młodą , smacznie śpiącą dziewczynę wtuloną w moją klatkę piersiową.
Kto to jest?
Zaraz, zaraz..
To niemożliwe.
Camillie?
Przyjrzałem sie dokładniej jej delikatnym rysom twarzy.
A jednak! Tak to napewno ona.
Ale..Czy my?
-Oczywiście, że nie, idoto!-odezwał się głos w mojej głowie. -Nie pozwoliłaby ci na to.
A co jeśli ją do tego zmusiłem?
Napewno nie, Cam jest zbyt silna psychicznie, dałaby sobie ze mną radę.
No ale byłem pijany, czyli nieobliczalny.
Uh, koniec!
Między nami do niczego nie doszło, jestem w ubraniu.
Powoli zszunąłem z sobie Camillie i wstałem z dużego, wygodnego łóżka.
Zakreciło mi się w głowie. Musiałem oprzeć się o ścianę, aby nie utrzymać się na nogach.
Chwyciłem telefon dziewczyny ,leżący na stoliku nocnym.
Była dopiero piąta rano.
Rozejrzałem sie po nadal słabo oświetlonym pokoju.
Znałem ten dom na wylot, jednak tutaj jeszcze nigdy nie byłem. To musiało być to pomieszczenie, do którego pani Parker, zdecydowanie zabroniła mi wchodzić.
Ups.
To nie tak, że jej nie lubiłem. Wręcz przeciwnie, czasem zastępowała mi moją babcie, z którą nie miałem zbytnio dobrych kontaktów.
Poprostu czasem była za bardzo przesadna i opiekuńcza.
Wyszedlem z pokoju i bezdzwięcznie zamknąłem drzwi.
Powoli, nie robiąc hałasu zszedłem na dół i pokierowałem się do kuchni.
Z górnej szafki wyciągnąłem czystą szklankę, do której nalałem wody mineralnej.
Z małego koszyczka wydobyłem dwie tabletki przeciwbólowe i popiłem je.
Odstawiłem kubek do zlewu i z powrotem ruszyłem do pokoju Cam.
Odszukałem drzwi do łazienki i chwyciłem jej szczoteczkę do zębów z zamiarem użycia jej.
Chyba sie nie obrazi...
Umyłem zęby i opłukałem twarz zimną wodą.
Rozczesałem palcami moje rozwichrzone włosy i wyszedłem z łazienki.
Chwyciłem małą kartkę i długopis leżące na biurku i napisałem krótki liścik.
Podszedłem do łożka i postanowiłem przyglądnąć się trochę dziewczynie.
Miała długie, jasno brązowe włosy, falami opoadące na jej zgrabne ramiona.
Jej ciemne oczy były teraz zamknięte.Widziałem tylko długie czarne rzęsy.
Reszty ciała nie mogłem przestudiować, ponieważ była przykryta kołdrą pod samą szyję.
Pamiętałem, że był bardzo szczupła, mogła by troszkę przytyć.
Ale nie oszukujmy się, była śliczna.
Wyszedłem na dwór, cicho zamykając za sobą drzwi na klucz.
Włożyłem go do doniczki z kwiatkiem stojącym obok i ruszyłem przed siebie, prosto do domu.
Camillie
Powoli wcierałam w swoje ciało owocowy żel i rozkoszowałam się gorącą wodą spływającą po nim.
Włosy umyłam truskawkowym szamponem.
Następnie spłukałam całą pianę i wyszłam spod prysznica, owijając się białym ręcznikiem.
Tylko nie mówcie mi, że znowu nie wzięłam ubrań...
Rozgłądnęłam się po łazience.
Ugh, a jednak.
Weszłam do pokoju i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym położyłam czarne leginsy, dużą, granatową bluzę i bieliznę.
Jednak moją uwagę zwrócił skrawek zapisanej, a raczej zabazgranej kartki.
Hej Cam,
Nie mam pojęcia co robiłem w Twoim łóżku, ale mam nadzieję, że nie zrobiłem niczego nie odpowiedniego.
Myślę, że wybaczysz mi moje pijackie zachowanie.
Xx Justin
Ps:Klucze są w doniczce na werandzie.
Mam wrażenie, że ten człowiek ma dwa oblicza.
Raz jest zboczonym I pewnym siebie ,nastoletnim dupkiem, ale z drugiej strony jest wychowanym dżentelmenem z dobrego domu.
Coś mi się wydaję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczy.
Do mojej torby spakowałam jedynie kilka zeszytów I piórnik, ponieważ nie wiedziałam jakie będę miała dziś zajęcia, na które swoją drogą baardzo nie chciałam iść.
-Babciu!-krzyknęłam.-Za chwilę wychodzę!
-Dobrze kochanie, na stole leży śniadanie. Spakój je sobie.
-Taa.-mruknęłam pod nosem i zgarnęłam ze stołu szczelnie opakowaną kanapkę, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak jej nie zjem.
Ale kto normalny kłóciłby się z babcią o jedzenie...
Ubrałam moje krótkie, matowe Martensy i brudno-zieloną parkę.
Na szyję zarzuciłam czarny komin.
Chwyciłam torbę i wyszłam na ganek.
Z doniczki wyciągnęłam klucz, który spakowałam do plecaka i ruszyłam w kierunku szkoły, zgodnie z instrukcją babci.
Może z zewnątrz wyglądałam na opanowaną, ale w środku byłam kłębkiem nerwów.
Nie chodziło tutaj o moich rówieśników, ponieważ ich opinia obchodziła mnie jakoś najmniej.
Nauczycieli też się nie obawiałam.
Więc skąd ten stres?
Właściwie, to sam nie wiem.
Stanęłam na schodach do piekła, potocznie zwanego jako Szkoła.
Była dużo mniejsza niż moja poprzednia, mimo to nie zaliczyłabym jej do najmniejszych.
Pchnęłam duże, szklane drzwi i rozglądnęłam się po przepełnionym od uczniów korytarzu przygryzając lekko wargi.
Jak na zawołanie wszystkie rozmowy ucichły, a oczy całej spłeczności zwróciły się w moją stronę.
Nie ukrywam, to było cholernie niezręczne i irytujące.
Czy oni nie mogą skupić sie na sobie i rzeczach, które jeszcze przed chwilą ich interesowały?
Wszystkim tym, którzy nadal stali jak ostatnie przygłupy przypatrując mi się, posłałam zirytowane spojrzenie i wredny uśmiech.
Taa, nie ma to jak pierwsze, dobre wrażenie.
Idąc korytarzem dotarłam do gabinetu dyrektora.
Babcia opowiadała o nim, jak o dobrym przyjacielu.Co oznacza, że musiał być w miarę normalny.
Bo przecież moja babcia zadaje się tylko z normalnymi ludźmi, prawda?
Prawda?
O Boże, to będzie katastrofa.
Delikatnie zapukałam i powoli uchyliłam ciemne, drewniane drzwi wychylając głowę.
-Dzień dobry..-powiedziałam cicho i weszłam do pokoju, gdy zobaczyłam faceta po pięćdziesiątce siedzącego za biurkiem.
Ubrany w czarny, elegancki garnitur i błękitną koszulę.Na nosie miał śmieszne, małe okularki, które psuły cały efekt poważnego dyrektora.
Był w połowie łysy, a jego ostatnie siwe włoski tworzyły zakola.
-O, dziennik dobry panno..- urwał w połowie zdania, chcąc wiedzieć jak mam na imię.
Co to za dyrek co nie zna swoich nowych uczniów.?
Pffh
-Camillie Jons, jestem tu nowa.
-Ah no tak.Siadaj dziecko, nie krępuj się. -powiedział uśmiechając się do mnie.
Okeeej, czy tylko ja pomyślałam, że to dziwne?
Usiadłam na czerwonym krześle stojący przy biurku i zaczęłam uważnie słychać tego, co miał mi do powiedzenia.
-Więc nazywam się Pan Dyrektor Green.-zaczął.-Oczywiście mam imię, ale dla wszystkiech uczniów mojej szkoły brzmi ono właśnie Dyrektor.
Jedyne co zrobiłam, to uśmiechnęłam sie do niego i skinęłam głową na znak, że wszystko rozumiem jednak pomyślałam:Jeny, co za idiota.
-Tutaj masz plan zajęć na dzisiaj i na resztę tygodnia.-podsunął mi kartkę pod sam nos.-Mam nadzieję, iż rozumiesz, że nie w tej szkole nie toleruje się ucieczek z lekcji, alkocholu i papierosów?-uniósł znacząco swoje krzaczaste brwi.
Taa, super.Czyli zero fajek przez około osiem godzin dziennie?
Oczywiście Panie Green, jestem w siódmym niebie.
-Um..Tak, oczywiscie.
-Wszystkie rodzaje używek, również są zabronione i grożą wydaleniem ze szkoły. To też rozumiesz?
Gościu, za kogo ty mnie masz?
-Tak, wszystko rozumiem.-wycedziłam przez sztuczny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy . Twój numer szafki to..chwila, niech sprawdzę..-zaczął klikać coś w swoim komputerze.-Jons..Jons..O , mam.
Szafka 68 jest twoja.Trzymaj kluczyk i zmykaj na lekcję. -uśmiechnął sie życzliwie i podał mi mały metalowy przedmiot.
Czy ten facet jest bipolarny, czy to tylko ja?
Weszłam do klasy jeszcze przed dzwonkiem na lekcje.Przepychanie się przez tłumy znudzonych nastolatków, to nie na moje nerwy.
Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie koło okna.Lubiłam mieć dostęp do świeżego powietrza.
Zdjęłam kurtkę i powiesliłam ją na oparciu małego, drewnianego i jakże niewygodnego krzesła.
Położyłam torbę na kolanach i wyjęłam z niej czarny zeszyt i mój ukochany piórnik.
Był puchaty, różowy i z boku cały poobklejany różnymi śmiesznymi naklejkami.
Dostałam go na moje dziewiąte urodziny
Uśmiechnęłam się do siebi wspominając tę wspaniałą imprezę na sali zabaw z dużym tortm truskawkowym
Tych urodzin zazdrościła mi każda dziewczynka w szkole.
To była chyba najnudniejsza lekcja historii jaką kiedykolwiek przeżyłam.
Nauczycielem był jakiś starszy pan, którego nazwiska nie pamiętałam.
Jąkał się co drugie słowo i non stop się powtarzał.
Ten człowiek nawet nie zauważył, że połowa uczniów go wogóle nie słuchała, ponieważ była zajęta odsypianiem nocy!
Po pierwszych dziesięciu minutach, wiedziałam już, że nie będę odwiedzała tego gabinetu za często.
Taak, wiem, że Dyrektor dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie wolno zrywać się z lekcji, ale...
No cóż, jeśli szukacie osoby trzymającej się zasad to napewno nie przychodźcie do mnie.
Otworzyłam moją szafkę i odłożyłam do niej wszystkie nie potrzebne mi rzeczy na następną lekcje, czyli najgorsza z najgorszych -fizyka.
Wyjęłam tylko jakiś zeszyt i chciałam iść pod klasę, gdy niespodziewanie przede mną stanął przystojny brunet.
-Cześć laleczko.-Uśmiechnął się przyjaźnie i położył obie ręce po bokach mojej głowy tworząc pułapkę.
Przełknęłam ślinę i newnowo przygryzłam wargi.
-Ymm...Hej? -powiedziałam niepewnie.-Mógłbyś się przesunąć? -spytałam przyciskając zeszyt do piersi.
-Chyba się mnie nie boisz? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
Pffh, oczywiście, że nie.No może troszkę...
-A mam do tego powody?-odezwałam się pewniej unosząc prawą brew. -Wszystko zależy od ciebie...-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Woah, kolego.- zaśmiałam się nerwowo i odepchnęłam go lekko kładąc dłoń na jego umięśnionej klatce piersiowej.-Nie tak szybko, ja nie szukam chłopaka.A teraz, jeśli wybaczysz, śpieszy mi się.-powiedziałam i wykorzystałam moment , w którym nieznajomy był na tyle zdezorientowany całą sytuacją, że swobodnie mogłam wyswobodzić się z jego pułapki i ruszyć na dalsze, męczące lekcje.
-Ej, ty zatrzymaj się!-usłyszałam za sobą dziewczęcy głos.
Najwyraźniej, nie jest mi dane przeżyć ten dzień spokojnie.
Odwróciłam się do tyłu poszukując wzrokiem mojego nawoływacza.
-Tak, ty-podbiegła do mnie zdyszana rudowłosa dziewczyna.-Zaczekaj.-wydyszała i chwyciła ręką moje ramię podpierając sie na nim i próbując ustabilizować swój oddech.
-Wybacz, ale chyba mnie z kimś pomyliłaś.Jestem tu nowa.-powiedziałam lekko zakłopotana.
-Ugh, no przecież wiem!-wykrzyczała jakby to była najbardzoej oczywista rzecz na świecie. -Jestem Amanda, chodzimy do równoległych klas.-popatrzyła na mnie swoimi dużymi, wesołymi, zielonymi oczami i odgarnęła burzę pomarańczowych loków spadających na jej czoło.
-Camillie-powiedziałam podając jej rękę, by uścisnęła ją na powitanie.Ta jednak popatrzyła na nią i wybuchła melodyjnym śmiechem przytulając mnie.
Lekko zszokowana oddałam jej uścisk.
Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale wydaje się być miła i pozytywnie nastawiona do życia.
Amanda odsunęła sie ode mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Widziałam tę akcję przy szafkach.-wydawała się bardzo podniecona tym co mówi, jednak ja nie widziałam nic specjalnego w zaistniałej niedawno sytuacji.
Uniosłam swoje brwi oczekując,że wyjaśni co w tym takiego ciekawego.-Dziewczyno, postawiłaś się Austinowi!-prawie, że krzyczała ze szczęścia, jednak ja dalej nic nie rozumiałam.
-Mogła byś trochę ciszej?-spytałam próbując ją nieco uspokoić.
-Laska, tu chyba nie wiesz, co się tutaj dzieje! Ale będzie jazda! O Mój Boże!-zaczęła wachlować się rękoma.
-Mogła byś trochę jaśniej?
-O matko..-westchnęła.-Jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła Austinowi, byłaś pierwsza.I w dodatku odmówiłaś pocałunku żartując z niego! Napewno się wściekł.A jak jest zły, to nie dobrze.Widzisz..on potrafi być niebezpieczny.-tłumaczyła.
-Czyli, mam rozumieć, że mam u niego przesrane?-spytałam z grymasem na twarzy.
-Nazywaj to jak chcesz. Ale nie martw się, pomogę ci przez to przejść! -niemal tryskało od niej optymizmem.Niewiarygodne, że można być aż tak kopniętym, żeby cieszyć się w chwili, gdy opowiada się komuś, że ma przerąbane u szkolnego bad boya.
-Dzięki. -powiedziałam cicho i ruszyła w strone klasy od fizyki.
-Co masz teraz?-spytała Amanda idąc ze mną ramię w ramię.
-Fizykę-wymamrotałam.
-Ja też! Popatrz jak sie złożyło.-zaśmiała się głośno.
Nareszcie do domu! - to jedyne co miałam w głowie po męczących ośmiu godzinach spędzonych w szkole.
Spakowałam moje rzeczy do torby i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.
-Hej! Ym, Camillie?!-usłyszałam za sobą trochę znajomy głos.
C o z n o w u ?
Obróciłam się w kierunku głosu i kogo zobaczyłam?
Jak mu tam było? Austin? Taa, chyba jakoś tak.
-Co? -warknęłam niekontrolowanie na co on jedynie się lekko zaśmiał.-No czego chcesz? Nie mam całego cholernego dnia.
-Posłuchaj dziecinko..-zaczął niedoczekanie
-Ha! To ty mnie lepiej posłuchaj - wystawiłam w jego kierunku mój palec wskazujący - po pierwsze, ile ty masz w ogóle lat, że tak do mnie mówisz? Hmm?Po drugie, nie mam ochoty z tobą rozmawiać na żaden temat.-powiedziałam wolno i wyraźnie mając nadzieję, że doskonale zrozumiał moje słowa i nie zbliży się do mnie więcej.
Kątem oka widziałam, że wokół bas zbieraz się coraz to więcej osób.
-A wy co się tak patrzcie? Wasze życie nie jest wystarczająco interesujące? -posłałam wszystkim najbardziej groźne spojrzenie, na jakie było mnie stać, poprawiłam torbę na prawym ramieniu, odrzuciłam kilka kosmyków włosów do tyłu i udałam się w kierunku, do którego zmierzałam zanim ten imbecyl mi przeszkodził.
Chłodne, październikowe powietrze uderzyło o moje rozgrzane policzki.
Przytrzymałam torbę między moimi nogami i zarzuciłam na siebie moją parkę.
Szyję owinęłam szczelnie moim czarnym szlikiem i zeszłam po dużych betonowych schodach.
Do uszu dobiegł dźwięk mojej komórki.
Od Dupek (Justin) :
Chyba o czymś zapomniałaś...
Justin
Zmarszczyłam brwi, ponieważ, coo
Od Dupek (Justin) :
Rozglądnij się po parkingu, ślepaku
Oderwałam iczy od telefonu i wykonałam jego polecenie.
Na parkingu stało dość dużo samochodów różnej marki, wielkości i kolorów.
Tylko jedno znacznie się wyróżniało.
Przy czarnym, sportowym Lexusie stał Justin ubrany w dżinsy z lekko zwieszonym krokiem, biała bokserkę, skórzaną kurtkę i z tego co dobrze widziałam to na stopach miał Supry.
Uśmiechał się i mi machał.
Ah, no przecież. Miałam sie z nim spotkać dzisiaj po szkole..
Odmachałam mu i podeszłam do niego przepychając się przez ciasno ustawione samochody.
-Hej.-powiedziałam uśmiechając się.
-Siemka, chodź muszę pogadać chwilę z moim kumplem.Podobno jakaś laska nieźle go wkurwiła.-powiedział i delikatnie pociągnął mnie za ramię z powrotem w stronę szkoły.
Na moje nieszczęście , przy wejściu zastaliśmy Austina.
-Chodź do tego twojego kolegi szybciej ,nie mam ochoty patrzeć na tego debila.-powiedziałam do Justina.
-To jest właśnie Ten Mój Kolega.-odpowiedział śmiejąc się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
A co jeśli ją do tego zmusiłem?
Napewno nie, Cam jest zbyt silna psychicznie, dałaby sobie ze mną radę.
No ale byłem pijany, czyli nieobliczalny.
Uh, koniec!
Między nami do niczego nie doszło, jestem w ubraniu.
Powoli zszunąłem z sobie Camillie i wstałem z dużego, wygodnego łóżka.
Zakreciło mi się w głowie. Musiałem oprzeć się o ścianę, aby nie utrzymać się na nogach.
Chwyciłem telefon dziewczyny ,leżący na stoliku nocnym.
Była dopiero piąta rano.
Rozejrzałem sie po nadal słabo oświetlonym pokoju.
Znałem ten dom na wylot, jednak tutaj jeszcze nigdy nie byłem. To musiało być to pomieszczenie, do którego pani Parker, zdecydowanie zabroniła mi wchodzić.
Ups.
To nie tak, że jej nie lubiłem. Wręcz przeciwnie, czasem zastępowała mi moją babcie, z którą nie miałem zbytnio dobrych kontaktów.
Poprostu czasem była za bardzo przesadna i opiekuńcza.
Wyszedlem z pokoju i bezdzwięcznie zamknąłem drzwi.
Powoli, nie robiąc hałasu zszedłem na dół i pokierowałem się do kuchni.
Z górnej szafki wyciągnąłem czystą szklankę, do której nalałem wody mineralnej.
Z małego koszyczka wydobyłem dwie tabletki przeciwbólowe i popiłem je.
Odstawiłem kubek do zlewu i z powrotem ruszyłem do pokoju Cam.
Odszukałem drzwi do łazienki i chwyciłem jej szczoteczkę do zębów z zamiarem użycia jej.
Chyba sie nie obrazi...
Umyłem zęby i opłukałem twarz zimną wodą.
Rozczesałem palcami moje rozwichrzone włosy i wyszedłem z łazienki.
Chwyciłem małą kartkę i długopis leżące na biurku i napisałem krótki liścik.
Podszedłem do łożka i postanowiłem przyglądnąć się trochę dziewczynie.
Miała długie, jasno brązowe włosy, falami opoadące na jej zgrabne ramiona.
Jej ciemne oczy były teraz zamknięte.Widziałem tylko długie czarne rzęsy.
Reszty ciała nie mogłem przestudiować, ponieważ była przykryta kołdrą pod samą szyję.
Pamiętałem, że był bardzo szczupła, mogła by troszkę przytyć.
Ale nie oszukujmy się, była śliczna.
Wyszedłem na dwór, cicho zamykając za sobą drzwi na klucz.
Włożyłem go do doniczki z kwiatkiem stojącym obok i ruszyłem przed siebie, prosto do domu.
Camillie
Powoli wcierałam w swoje ciało owocowy żel i rozkoszowałam się gorącą wodą spływającą po nim.
Włosy umyłam truskawkowym szamponem.
Następnie spłukałam całą pianę i wyszłam spod prysznica, owijając się białym ręcznikiem.
Tylko nie mówcie mi, że znowu nie wzięłam ubrań...
Rozgłądnęłam się po łazience.
Ugh, a jednak.
Weszłam do pokoju i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym położyłam czarne leginsy, dużą, granatową bluzę i bieliznę.
Jednak moją uwagę zwrócił skrawek zapisanej, a raczej zabazgranej kartki.
Hej Cam,
Nie mam pojęcia co robiłem w Twoim łóżku, ale mam nadzieję, że nie zrobiłem niczego nie odpowiedniego.
Myślę, że wybaczysz mi moje pijackie zachowanie.
Xx Justin
Ps:Klucze są w doniczce na werandzie.
Mam wrażenie, że ten człowiek ma dwa oblicza.
Raz jest zboczonym I pewnym siebie ,nastoletnim dupkiem, ale z drugiej strony jest wychowanym dżentelmenem z dobrego domu.
Coś mi się wydaję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczy.
Do mojej torby spakowałam jedynie kilka zeszytów I piórnik, ponieważ nie wiedziałam jakie będę miała dziś zajęcia, na które swoją drogą baardzo nie chciałam iść.
-Babciu!-krzyknęłam.-Za chwilę wychodzę!
-Dobrze kochanie, na stole leży śniadanie. Spakój je sobie.
-Taa.-mruknęłam pod nosem i zgarnęłam ze stołu szczelnie opakowaną kanapkę, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak jej nie zjem.
Ale kto normalny kłóciłby się z babcią o jedzenie...
Ubrałam moje krótkie, matowe Martensy i brudno-zieloną parkę.
Na szyję zarzuciłam czarny komin.
Chwyciłam torbę i wyszłam na ganek.
Z doniczki wyciągnęłam klucz, który spakowałam do plecaka i ruszyłam w kierunku szkoły, zgodnie z instrukcją babci.
Może z zewnątrz wyglądałam na opanowaną, ale w środku byłam kłębkiem nerwów.
Nie chodziło tutaj o moich rówieśników, ponieważ ich opinia obchodziła mnie jakoś najmniej.
Nauczycieli też się nie obawiałam.
Więc skąd ten stres?
Właściwie, to sam nie wiem.
Stanęłam na schodach do piekła, potocznie zwanego jako Szkoła.
Była dużo mniejsza niż moja poprzednia, mimo to nie zaliczyłabym jej do najmniejszych.
Pchnęłam duże, szklane drzwi i rozglądnęłam się po przepełnionym od uczniów korytarzu przygryzając lekko wargi.
Jak na zawołanie wszystkie rozmowy ucichły, a oczy całej spłeczności zwróciły się w moją stronę.
Nie ukrywam, to było cholernie niezręczne i irytujące.
Czy oni nie mogą skupić sie na sobie i rzeczach, które jeszcze przed chwilą ich interesowały?
Wszystkim tym, którzy nadal stali jak ostatnie przygłupy przypatrując mi się, posłałam zirytowane spojrzenie i wredny uśmiech.
Taa, nie ma to jak pierwsze, dobre wrażenie.
Idąc korytarzem dotarłam do gabinetu dyrektora.
Babcia opowiadała o nim, jak o dobrym przyjacielu.Co oznacza, że musiał być w miarę normalny.
Bo przecież moja babcia zadaje się tylko z normalnymi ludźmi, prawda?
Prawda?
O Boże, to będzie katastrofa.
Delikatnie zapukałam i powoli uchyliłam ciemne, drewniane drzwi wychylając głowę.
-Dzień dobry..-powiedziałam cicho i weszłam do pokoju, gdy zobaczyłam faceta po pięćdziesiątce siedzącego za biurkiem.
Ubrany w czarny, elegancki garnitur i błękitną koszulę.Na nosie miał śmieszne, małe okularki, które psuły cały efekt poważnego dyrektora.
Był w połowie łysy, a jego ostatnie siwe włoski tworzyły zakola.
-O, dziennik dobry panno..- urwał w połowie zdania, chcąc wiedzieć jak mam na imię.
Co to za dyrek co nie zna swoich nowych uczniów.?
Pffh
-Camillie Jons, jestem tu nowa.
-Ah no tak.Siadaj dziecko, nie krępuj się. -powiedział uśmiechając się do mnie.
Okeeej, czy tylko ja pomyślałam, że to dziwne?
Usiadłam na czerwonym krześle stojący przy biurku i zaczęłam uważnie słychać tego, co miał mi do powiedzenia.
-Więc nazywam się Pan Dyrektor Green.-zaczął.-Oczywiście mam imię, ale dla wszystkiech uczniów mojej szkoły brzmi ono właśnie Dyrektor.
Jedyne co zrobiłam, to uśmiechnęłam sie do niego i skinęłam głową na znak, że wszystko rozumiem jednak pomyślałam:Jeny, co za idiota.
-Tutaj masz plan zajęć na dzisiaj i na resztę tygodnia.-podsunął mi kartkę pod sam nos.-Mam nadzieję, iż rozumiesz, że nie w tej szkole nie toleruje się ucieczek z lekcji, alkocholu i papierosów?-uniósł znacząco swoje krzaczaste brwi.
Taa, super.Czyli zero fajek przez około osiem godzin dziennie?
Oczywiście Panie Green, jestem w siódmym niebie.
-Um..Tak, oczywiscie.
-Wszystkie rodzaje używek, również są zabronione i grożą wydaleniem ze szkoły. To też rozumiesz?
Gościu, za kogo ty mnie masz?
-Tak, wszystko rozumiem.-wycedziłam przez sztuczny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy . Twój numer szafki to..chwila, niech sprawdzę..-zaczął klikać coś w swoim komputerze.-Jons..Jons..O , mam.
Szafka 68 jest twoja.Trzymaj kluczyk i zmykaj na lekcję. -uśmiechnął sie życzliwie i podał mi mały metalowy przedmiot.
Czy ten facet jest bipolarny, czy to tylko ja?
Weszłam do klasy jeszcze przed dzwonkiem na lekcje.Przepychanie się przez tłumy znudzonych nastolatków, to nie na moje nerwy.
Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie koło okna.Lubiłam mieć dostęp do świeżego powietrza.
Zdjęłam kurtkę i powiesliłam ją na oparciu małego, drewnianego i jakże niewygodnego krzesła.
Położyłam torbę na kolanach i wyjęłam z niej czarny zeszyt i mój ukochany piórnik.
Był puchaty, różowy i z boku cały poobklejany różnymi śmiesznymi naklejkami.
Dostałam go na moje dziewiąte urodziny
Uśmiechnęłam się do siebi wspominając tę wspaniałą imprezę na sali zabaw z dużym tortm truskawkowym
Tych urodzin zazdrościła mi każda dziewczynka w szkole.
To była chyba najnudniejsza lekcja historii jaką kiedykolwiek przeżyłam.
Nauczycielem był jakiś starszy pan, którego nazwiska nie pamiętałam.
Jąkał się co drugie słowo i non stop się powtarzał.
Ten człowiek nawet nie zauważył, że połowa uczniów go wogóle nie słuchała, ponieważ była zajęta odsypianiem nocy!
Po pierwszych dziesięciu minutach, wiedziałam już, że nie będę odwiedzała tego gabinetu za często.
Taak, wiem, że Dyrektor dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie wolno zrywać się z lekcji, ale...
No cóż, jeśli szukacie osoby trzymającej się zasad to napewno nie przychodźcie do mnie.
Otworzyłam moją szafkę i odłożyłam do niej wszystkie nie potrzebne mi rzeczy na następną lekcje, czyli najgorsza z najgorszych -fizyka.
Wyjęłam tylko jakiś zeszyt i chciałam iść pod klasę, gdy niespodziewanie przede mną stanął przystojny brunet.
-Cześć laleczko.-Uśmiechnął się przyjaźnie i położył obie ręce po bokach mojej głowy tworząc pułapkę.
Przełknęłam ślinę i newnowo przygryzłam wargi.
-Ymm...Hej? -powiedziałam niepewnie.-Mógłbyś się przesunąć? -spytałam przyciskając zeszyt do piersi.
-Chyba się mnie nie boisz? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
Pffh, oczywiście, że nie.No może troszkę...
-A mam do tego powody?-odezwałam się pewniej unosząc prawą brew. -Wszystko zależy od ciebie...-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Woah, kolego.- zaśmiałam się nerwowo i odepchnęłam go lekko kładąc dłoń na jego umięśnionej klatce piersiowej.-Nie tak szybko, ja nie szukam chłopaka.A teraz, jeśli wybaczysz, śpieszy mi się.-powiedziałam i wykorzystałam moment , w którym nieznajomy był na tyle zdezorientowany całą sytuacją, że swobodnie mogłam wyswobodzić się z jego pułapki i ruszyć na dalsze, męczące lekcje.
-Ej, ty zatrzymaj się!-usłyszałam za sobą dziewczęcy głos.
Najwyraźniej, nie jest mi dane przeżyć ten dzień spokojnie.
Odwróciłam się do tyłu poszukując wzrokiem mojego nawoływacza.
-Tak, ty-podbiegła do mnie zdyszana rudowłosa dziewczyna.-Zaczekaj.-wydyszała i chwyciła ręką moje ramię podpierając sie na nim i próbując ustabilizować swój oddech.
-Wybacz, ale chyba mnie z kimś pomyliłaś.Jestem tu nowa.-powiedziałam lekko zakłopotana.
-Ugh, no przecież wiem!-wykrzyczała jakby to była najbardzoej oczywista rzecz na świecie. -Jestem Amanda, chodzimy do równoległych klas.-popatrzyła na mnie swoimi dużymi, wesołymi, zielonymi oczami i odgarnęła burzę pomarańczowych loków spadających na jej czoło.
-Camillie-powiedziałam podając jej rękę, by uścisnęła ją na powitanie.Ta jednak popatrzyła na nią i wybuchła melodyjnym śmiechem przytulając mnie.
Lekko zszokowana oddałam jej uścisk.
Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale wydaje się być miła i pozytywnie nastawiona do życia.
Amanda odsunęła sie ode mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Widziałam tę akcję przy szafkach.-wydawała się bardzo podniecona tym co mówi, jednak ja nie widziałam nic specjalnego w zaistniałej niedawno sytuacji.
Uniosłam swoje brwi oczekując,że wyjaśni co w tym takiego ciekawego.-Dziewczyno, postawiłaś się Austinowi!-prawie, że krzyczała ze szczęścia, jednak ja dalej nic nie rozumiałam.
-Mogła byś trochę ciszej?-spytałam próbując ją nieco uspokoić.
-Laska, tu chyba nie wiesz, co się tutaj dzieje! Ale będzie jazda! O Mój Boże!-zaczęła wachlować się rękoma.
-Mogła byś trochę jaśniej?
-O matko..-westchnęła.-Jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła Austinowi, byłaś pierwsza.I w dodatku odmówiłaś pocałunku żartując z niego! Napewno się wściekł.A jak jest zły, to nie dobrze.Widzisz..on potrafi być niebezpieczny.-tłumaczyła.
-Czyli, mam rozumieć, że mam u niego przesrane?-spytałam z grymasem na twarzy.
-Nazywaj to jak chcesz. Ale nie martw się, pomogę ci przez to przejść! -niemal tryskało od niej optymizmem.Niewiarygodne, że można być aż tak kopniętym, żeby cieszyć się w chwili, gdy opowiada się komuś, że ma przerąbane u szkolnego bad boya.
-Dzięki. -powiedziałam cicho i ruszyła w strone klasy od fizyki.
-Co masz teraz?-spytała Amanda idąc ze mną ramię w ramię.
-Fizykę-wymamrotałam.
-Ja też! Popatrz jak sie złożyło.-zaśmiała się głośno.
Nareszcie do domu! - to jedyne co miałam w głowie po męczących ośmiu godzinach spędzonych w szkole.
Spakowałam moje rzeczy do torby i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.
-Hej! Ym, Camillie?!-usłyszałam za sobą trochę znajomy głos.
C o z n o w u ?
Obróciłam się w kierunku głosu i kogo zobaczyłam?
Jak mu tam było? Austin? Taa, chyba jakoś tak.
-Co? -warknęłam niekontrolowanie na co on jedynie się lekko zaśmiał.-No czego chcesz? Nie mam całego cholernego dnia.
-Posłuchaj dziecinko..-zaczął niedoczekanie
-Ha! To ty mnie lepiej posłuchaj - wystawiłam w jego kierunku mój palec wskazujący - po pierwsze, ile ty masz w ogóle lat, że tak do mnie mówisz? Hmm?Po drugie, nie mam ochoty z tobą rozmawiać na żaden temat.-powiedziałam wolno i wyraźnie mając nadzieję, że doskonale zrozumiał moje słowa i nie zbliży się do mnie więcej.
Kątem oka widziałam, że wokół bas zbieraz się coraz to więcej osób.
-A wy co się tak patrzcie? Wasze życie nie jest wystarczająco interesujące? -posłałam wszystkim najbardziej groźne spojrzenie, na jakie było mnie stać, poprawiłam torbę na prawym ramieniu, odrzuciłam kilka kosmyków włosów do tyłu i udałam się w kierunku, do którego zmierzałam zanim ten imbecyl mi przeszkodził.
Chłodne, październikowe powietrze uderzyło o moje rozgrzane policzki.
Przytrzymałam torbę między moimi nogami i zarzuciłam na siebie moją parkę.
Szyję owinęłam szczelnie moim czarnym szlikiem i zeszłam po dużych betonowych schodach.
Do uszu dobiegł dźwięk mojej komórki.
Od Dupek (Justin) :
Chyba o czymś zapomniałaś...
Justin
Zmarszczyłam brwi, ponieważ, coo
Od Dupek (Justin) :
Rozglądnij się po parkingu, ślepaku
Oderwałam iczy od telefonu i wykonałam jego polecenie.
Na parkingu stało dość dużo samochodów różnej marki, wielkości i kolorów.
Tylko jedno znacznie się wyróżniało.
Przy czarnym, sportowym Lexusie stał Justin ubrany w dżinsy z lekko zwieszonym krokiem, biała bokserkę, skórzaną kurtkę i z tego co dobrze widziałam to na stopach miał Supry.
Uśmiechał się i mi machał.
Ah, no przecież. Miałam sie z nim spotkać dzisiaj po szkole..
Odmachałam mu i podeszłam do niego przepychając się przez ciasno ustawione samochody.
-Hej.-powiedziałam uśmiechając się.
-Siemka, chodź muszę pogadać chwilę z moim kumplem.Podobno jakaś laska nieźle go wkurwiła.-powiedział i delikatnie pociągnął mnie za ramię z powrotem w stronę szkoły.
Na moje nieszczęście , przy wejściu zastaliśmy Austina.
-Chodź do tego twojego kolegi szybciej ,nie mam ochoty patrzeć na tego debila.-powiedziałam do Justina.
-To jest właśnie Ten Mój Kolega.-odpowiedział śmiejąc się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
poniedziałek, 8 grudnia 2014
ROZDZIAŁ 6
ROZDZIAŁ 6
Camillie
Serce podeszło mi do gardła, gdy poczułam na swoich biodrach duże, męskie dłonie.
Oddychłam coraz szybciej, mimo to powietrze nie dochodziło do moich płuc. Mój oddech stawał się coraz płytszy.
Chciałam zacząć krzyczeć i wołać o pomoc, kogokolwiek.
Nie mogłam..
Nie mogłam wydobyć z siebie chociażby najcichszego dźwięku.
Co jeśli to jakiś morderca, który chce mnie brutalnie zgwałcić, a później zadźgadź nożem?
-Spokojnie Camillie, nie chciałem cię wystraszyć.-wychrypiał kładąc głowę na moim ramieniu. Znałam tę cudowną barwę głosu, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należała. -Nie bój się, to tylko ja.-wybełkotał prosto do mojego ucha.Spokojnie mogłam stwierdzić, że był pijany.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i powoli wypuściłam powietrze z ust.
Przygryzłam wargę i spokojnie odwróciłam się tak, że stałam z nim twarzą w twarz.
Moje oczy nienaturalnie się rozszerzyły, gdy zobaczyłam przed sobą Justina zalotnie uśmiechającego się.
Starch przeistoczył się w złość.
Co za kretyn!
Jak on mógł mnie tak wystraszyć?!
-Co ty tutaj robisz człowieku?! -krzyknęłam szeptem, tak, aby nie obudzić śpiącej babci. -Prawie dostałam przez ciebie zawału! Jak mogłeś?! Po co tu przeszedłeś?!-bulwersowałam się niepotrzebnie, do niego i tak nic nie docierało.
Stwierdzić, że był pijany, to źłe określenie, on ledwo trzymał się na nogach.
Energicznie strzepnęłam jegi ręce ze swojej talii i zrobiłam krok do tyłu.
Zaczęłam mierzyć go wzrokiem od góry do dołu.
Był ubrany w czarne spodnie, lekko opuszczone w kroku, białą, wymiętoloną koszulkę w serek i jeansową kurtkę.Jego włosy ułożone były w artystyczny nieład, to chyba nie był zamierzony efekt.Mimo to wyglądał dobrze.
Justin stał w miejscu, przytrzymując się ręką ściany i uśmiechał się jak człowiek psychicznie chorych. -Jesteś nawalony w trzy dupy,a poza tym masz rozciętą wargę i łuk brwiowy.Gdzie ty się tak urzadziłeś, huh?-spytałam podchodząc do niego i wycierając krew z podbródka.-Odpowiesz mi?
-Też cię lubię Cam, ale wydaje mi się, że na obmacywanki to jeszcze trochę za wcześnie. -powiedział nie do końca wyraźnie i puścił mi oczko.
Zamrugałam kilka razy, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie swobodnie wypłynęły z jego ust.To niemożliwe, że ten poukładany chłopak z bogatej rodziny, po pijaku zamienia się w pewnego siebie , zarozumiałego dupka.
-Cokolwiek.-powiedziałam i chwyciłam go za ramię, porowadzą do łazienki.
Całe szczęście Justin nie stawiał żadnego oporu i posłusznie poszedł za mną
Ugh, on się raczej potoczył.Nie było mowy, żeby w ty stanie samodzielnie utrzymywał sie na nogach, a co dopiero chodził.
Po wejściu do łazienki zamknęła drzwi i rozkazałam chłopakowi usiąść na brzegu wanny.
Justin zachichotał.
Odwróciłam się w jego kierunku i uniosłam brwi, oczekując, że powie mi co go tak bardzo śmieszy.
-No wiesz..Ja, ty, łazienka..Po co zamknęłaś drzwi? Masz mi voś do powiedzenia? -bełkotał rozglądając się po łazience. Ja natomiast wywróciłam teatralne oczami i zabrałam się w przeglądanie szafek w poszukiwaniu wody utlenionej i wacików.-Szafka po lewej, trzecia szuflada.-odezwał się, uśmiech nadal nie zchodził mu z twarzy.-Wiesz, świat po alkoholu jest piękny, zupełnie inny niż wtedy, gdy jesteśmy trzeźwi.Nie ma żadnych problemów, żadnych zmartwień i smutków.Ale i tak wole raz na jakiś czas zapalić zioło.Oo tak.Wtedy życie to już bajka, wszystko staje się kolorowe, widzisz tylko rzeczy, które chcesz widzieć.-gadał bez opamiętania, z początku starałam się go nie słuchać i skupić się tylko na przygotowaniu opatrunku, ale później stwierdziłam, że przez tą jego paplaninę, mogę się czegoś o nim dowiedzieć. No i chciałaś babo, to masz.
Nie koniecznie chciałam się dowiedzieć, że jest alkoholikiem i narkomanem.
Ale może będę skłonna mu pomóc w nałogu?-A ty? Próbowałaś kiedyś?-spytał, wygrywając mnie z zamyśleń.
-Ja..Ja nie, nie próbowałam.-powiedziałam myśląc, że chodzi mu o narkotyli, bo w końcu przed chwilą właśnie o tym gadał.
-Naprawdę?! Nie możliwe, napewno je jadłaś! Nie kłam.-wykrzyczał śmuejąc się jak wariat.
Przyłożyłam mu opatrunek do rozciętej brwi, na co on lekko syknął i wykrzywił twarz w grymasie.Tym razem to ja się zasmiałam.
-Naprawdę, i nie mam zamiaru próbować. -odpowiedziałam na jego pytanie przykładają wacik tym razem do jego lekko krwawiącej wargi.
Justin jęknął i zabrał moją rękę.
-Uważaj trochę, to boli. -powiedział marszcząc brwi.
-Wiem głupku, ale muszę ci to odkazić.Chyba nie chcesz mieć zakażenia? -uśmiechnęłam się do niego i z powrotem zabrałam się za oczyszczanie rany.
-A co do tych frytek z musztardą, to koniecznie musisz ich spróbować.
-C-Co? Jakich frytek?-spytałam zdezorientowana.
-Noo, bo mówiłaś, że nigdy ich nie jadłaś.O, mam pomysł!
Zabiorę cię jutro do baru w mieście, tam są najlepsze! -wykrzyczał, przez co zakryłam mu buzie ręką, żeby nie był tak głośno.
-Taaak, świetny pomysł..-powiedziałam i naklejiłam mu plaster na łuk brwiowy, z którego jeszcze przed chwilą, lekko sączyła się krew.
-Mogę iść już do domu?-zapytał ziewając.Przysięgam, będąc pijanym, zachowywał się jak słodki przedszkolak.
Zachichotałam.Był naprawdę uroczy, myśląc, że pozwolę mu wyjść na ulicę w takim stanie.
-Jeszcze nie.-Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu.
Wskazałam palcem kanapę, dając mu do zrozumienia, że ma się na niej położyć.
Justin uśmiechnął się chytrze i podszedł do mnie.Zwinnym ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię. Zaczęłam się śmiać i wyrywać, biłam jego umięśnione plecy, swoimi małymi piąstkami, oczywiście to nic nie dawało.
-Justin, debilu, puść mnie.Co ty robisz?! -pytałam, ale jak zwykle nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Chłopak delikatnie upuścił mnie na kanapę i sam położył się obok.
-Czemu to zrobiłeś? Odbiło ci? Nie mam zamiaru z tobą spać. -udałam oburzoną.
-Ale ja nie lubię spać sam.-szepnął mi do ucha, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki.
-Nie Justin, nie wyobrażaj sobie za dużo. -zażartowałam i lekko odepchnęłam go od siebie.Chłopak zrobił minę zbitego psa.
Jejku był naprawdę prze słodki. -Ty zostajesz tutaj, a ja idę spać do swojego pokoju.Zrozumiałeś?-spytałam wypowiadając każde słowo wolno i wyraźnie, takaby wszystko napewno do niego dotarło.
-Taaak mamo.-wybełkotał pod nosem.
Zaśmiałam się cicho.Pogłaskałam Justina po głowie, przeczesując delikatnue jego puszyste włosy.
Chłopak cicho mruknął, a ja speszona, szybko zabrałam rękę i wstałam z kanapy.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryłam kołdrą po czubek nosa.
Przez kolejne minuty bez skutecznie próbowałam znaleźć wygodną pozycję w której będę mogła spokojnie zasnąć.
Westchnęłam z rezygnacją i skopałam kołdrę ze swojego ciała.
Chwyciałam telefon
'3:46'
Taa, chyba się już nie zasnę.Ciekawe ile w ogóle dzisiaj spałam?
Sięgnęłam ręką po szklankę z wodą, która stała na małej szafce nocnej znajdującej się obok łóżka.
Upiłam kilka łyków i bezsilnie opadłam na łóżko.
Co ja mam robić przez te kilka godzin?
To wszystko przez tego idiotę. Po co on tu w ogóle przyszedł? Nie mógł iść do domu, do jakiegoś kolegi, gdzie kolwiek? Czemu akurat tutaj? I z kim się pobił? Chociaż, mógł sie poprostu wywalić gdzieś po drodze, taką opcję też trzrba brać pod uwagę. No co?W takim stanie mógł wywrócić sie nawet na płaskiej drodze, potykając się o własne nogi.
Niespodziewanie drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanął nikt inny niż Justin.
Ugh, naprawdę? Co znowu?
-Cam..-wychrypiał wchodząc do środkai zamykając za sobą drzwi.-Cam, śpisz? Bo ja nie..-powiedział pochodząc bliżej mojego dużego łóżka.
-Eh, no co ty? Nie zauważyłam.- westchnęłam sarkastycznie.-Ja też nie mogę spać, i to wszystko przez ciebie-wysyczałam, ale tak naprawdę nue byłam na niego zła.Nie można długo się gniewać na takiego słodziaka jak on.
Boże, Camillie ogarnij się wreszcie!
-Przepraszam, nie chciałem cię wtedy obudzić. -spuścił głowę i usiadł na skraju mojego łóżka.
-Okeeej,Justin źle się czujesz, czy popristu trzeźwiejesz?-spytałam
-Co? Ja nie byłem i nie jestem pijany.-oburzył się, a mi zachciało się śmiać.
Tak, zdecydowanie nadal był pijany.-Ja jestem poprostu śpiący, ale na dole coś lata, hmm chyba jakaś jaskółka, czy coś. No i widzisz..ja nie lubię jaskółek.-przyznał nieśmiało.Teraz to już nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać, jednak na tyle cicho, aby nie obudzić mojej babci, która spała dwa pokoje obok, niczego nieświadoma.-Z czego się śmiejesz? One są straszne.-powiedział zdezorientowany.
-Czy Justin Bieber boi się małego ptaka, którego tak naprawdę nie ma?-spytałam nadal się smiejąc.
-Nigdy! Justin Bieber niczego się nie boi.-poklepał się dumnie po piersi i opadł na łóżko, tuż obok moich nóg. -A co do tej jaskółki, to masz rację-jej tak naprawdę nie ma.Chyba to sobie wymyśliłem, bo nie chciałem spać sam.-uśmiechnął sie z udawanym zakłopotaniem.
Znowu wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-I co ja mam z tobą zrobić, co?-spytałam zamyślajac się.
-Co chcesz.Jestem do twojej dyspozycji.-poruszał znacząco brwiami, przez do oberwał ode mnie w głowę.
Justin wgramolił się na miejsce obok mnie i przykrył się kocem leżącym kawałek dalej.
-Co ty robisz? Wynocha! To moje łóżko, idz stąd, słyszysz? -zaczęłam krzyczeć i wyganiać go.Szturchnęłam dość mocno jego ramię.Ale zamiast jakiej kolwiek obelgi, usłyszałam tylko jego chichot.
Westchnęłam z premedytacją.
Jak on mnie cholernie irytował!Miał szczęście, że był pijany, bo inaczej wygoniłabym go stąd, zaraz po tym ja dostał by w tą swoją śliczną buźkę.
Odwróciłam się do niego tyłem i wtuliłam się w poduszkę.Może jednak uda mi się z powrotem zasnąć?
Poczułam, że robię się coraz bardziej senna i powoli odpływam w kraine Morfeusza, gdy nagle (najwyraźniej nie było mi dane spać tej nocy spokojnie) poczułam silną rękę Justina, oplatającą mnje w talii.Chłopak delikatnie przysunął mnie do siebie i zatopił swoją twarz w moich włosach.
-Justin..-szepnęłam próbując strącić jego rękę, oczywiście bez skutku.Był za silny.-Uh, nie mogę oddychać.-wysapałam, po czym poczułam, że uścisk Justina poluźnia się trochę, jednak nie na tyle mocno, abym mogła odsunąć się od niego na bezpieczną odległość.
Czyli jednak nie spał i zrobił to zupełnie świadomie.
Dupek.
Ułożyłam się wygodnie w ramionach chłopaka i zapadłam w głęboki sen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym rozdziale dowiadujemy się trochę o Justinie.
Wedlug mnie jest trochę krotki, ale zawiera to co mial zawierac, a to najwazniejsze.
Postaram sie dodawac rozdzialy w niedziele lub poniedzialki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Nie koniecznie chciałam się dowiedzieć, że jest alkoholikiem i narkomanem.
Ale może będę skłonna mu pomóc w nałogu?-A ty? Próbowałaś kiedyś?-spytał, wygrywając mnie z zamyśleń.
-Ja..Ja nie, nie próbowałam.-powiedziałam myśląc, że chodzi mu o narkotyli, bo w końcu przed chwilą właśnie o tym gadał.
-Naprawdę?! Nie możliwe, napewno je jadłaś! Nie kłam.-wykrzyczał śmuejąc się jak wariat.
Przyłożyłam mu opatrunek do rozciętej brwi, na co on lekko syknął i wykrzywił twarz w grymasie.Tym razem to ja się zasmiałam.
-Naprawdę, i nie mam zamiaru próbować. -odpowiedziałam na jego pytanie przykładają wacik tym razem do jego lekko krwawiącej wargi.
Justin jęknął i zabrał moją rękę.
-Uważaj trochę, to boli. -powiedział marszcząc brwi.
-Wiem głupku, ale muszę ci to odkazić.Chyba nie chcesz mieć zakażenia? -uśmiechnęłam się do niego i z powrotem zabrałam się za oczyszczanie rany.
-A co do tych frytek z musztardą, to koniecznie musisz ich spróbować.
-C-Co? Jakich frytek?-spytałam zdezorientowana.
-Noo, bo mówiłaś, że nigdy ich nie jadłaś.O, mam pomysł!
Zabiorę cię jutro do baru w mieście, tam są najlepsze! -wykrzyczał, przez co zakryłam mu buzie ręką, żeby nie był tak głośno.
-Taaak, świetny pomysł..-powiedziałam i naklejiłam mu plaster na łuk brwiowy, z którego jeszcze przed chwilą, lekko sączyła się krew.
-Mogę iść już do domu?-zapytał ziewając.Przysięgam, będąc pijanym, zachowywał się jak słodki przedszkolak.
Zachichotałam.Był naprawdę uroczy, myśląc, że pozwolę mu wyjść na ulicę w takim stanie.
-Jeszcze nie.-Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu.
Wskazałam palcem kanapę, dając mu do zrozumienia, że ma się na niej położyć.
Justin uśmiechnął się chytrze i podszedł do mnie.Zwinnym ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię. Zaczęłam się śmiać i wyrywać, biłam jego umięśnione plecy, swoimi małymi piąstkami, oczywiście to nic nie dawało.
-Justin, debilu, puść mnie.Co ty robisz?! -pytałam, ale jak zwykle nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Chłopak delikatnie upuścił mnie na kanapę i sam położył się obok.
-Czemu to zrobiłeś? Odbiło ci? Nie mam zamiaru z tobą spać. -udałam oburzoną.
-Ale ja nie lubię spać sam.-szepnął mi do ucha, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki.
-Nie Justin, nie wyobrażaj sobie za dużo. -zażartowałam i lekko odepchnęłam go od siebie.Chłopak zrobił minę zbitego psa.
Jejku był naprawdę prze słodki. -Ty zostajesz tutaj, a ja idę spać do swojego pokoju.Zrozumiałeś?-spytałam wypowiadając każde słowo wolno i wyraźnie, takaby wszystko napewno do niego dotarło.
-Taaak mamo.-wybełkotał pod nosem.
Zaśmiałam się cicho.Pogłaskałam Justina po głowie, przeczesując delikatnue jego puszyste włosy.
Chłopak cicho mruknął, a ja speszona, szybko zabrałam rękę i wstałam z kanapy.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryłam kołdrą po czubek nosa.
Przez kolejne minuty bez skutecznie próbowałam znaleźć wygodną pozycję w której będę mogła spokojnie zasnąć.
Westchnęłam z rezygnacją i skopałam kołdrę ze swojego ciała.
Chwyciałam telefon
'3:46'
Taa, chyba się już nie zasnę.Ciekawe ile w ogóle dzisiaj spałam?
Sięgnęłam ręką po szklankę z wodą, która stała na małej szafce nocnej znajdującej się obok łóżka.
Upiłam kilka łyków i bezsilnie opadłam na łóżko.
Co ja mam robić przez te kilka godzin?
To wszystko przez tego idiotę. Po co on tu w ogóle przyszedł? Nie mógł iść do domu, do jakiegoś kolegi, gdzie kolwiek? Czemu akurat tutaj? I z kim się pobił? Chociaż, mógł sie poprostu wywalić gdzieś po drodze, taką opcję też trzrba brać pod uwagę. No co?W takim stanie mógł wywrócić sie nawet na płaskiej drodze, potykając się o własne nogi.
Niespodziewanie drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanął nikt inny niż Justin.
Ugh, naprawdę? Co znowu?
-Cam..-wychrypiał wchodząc do środkai zamykając za sobą drzwi.-Cam, śpisz? Bo ja nie..-powiedział pochodząc bliżej mojego dużego łóżka.
-Eh, no co ty? Nie zauważyłam.- westchnęłam sarkastycznie.-Ja też nie mogę spać, i to wszystko przez ciebie-wysyczałam, ale tak naprawdę nue byłam na niego zła.Nie można długo się gniewać na takiego słodziaka jak on.
Boże, Camillie ogarnij się wreszcie!
-Przepraszam, nie chciałem cię wtedy obudzić. -spuścił głowę i usiadł na skraju mojego łóżka.
-Okeeej,Justin źle się czujesz, czy popristu trzeźwiejesz?-spytałam
-Co? Ja nie byłem i nie jestem pijany.-oburzył się, a mi zachciało się śmiać.
Tak, zdecydowanie nadal był pijany.-Ja jestem poprostu śpiący, ale na dole coś lata, hmm chyba jakaś jaskółka, czy coś. No i widzisz..ja nie lubię jaskółek.-przyznał nieśmiało.Teraz to już nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać, jednak na tyle cicho, aby nie obudzić mojej babci, która spała dwa pokoje obok, niczego nieświadoma.-Z czego się śmiejesz? One są straszne.-powiedział zdezorientowany.
-Czy Justin Bieber boi się małego ptaka, którego tak naprawdę nie ma?-spytałam nadal się smiejąc.
-Nigdy! Justin Bieber niczego się nie boi.-poklepał się dumnie po piersi i opadł na łóżko, tuż obok moich nóg. -A co do tej jaskółki, to masz rację-jej tak naprawdę nie ma.Chyba to sobie wymyśliłem, bo nie chciałem spać sam.-uśmiechnął sie z udawanym zakłopotaniem.
Znowu wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-I co ja mam z tobą zrobić, co?-spytałam zamyślajac się.
-Co chcesz.Jestem do twojej dyspozycji.-poruszał znacząco brwiami, przez do oberwał ode mnie w głowę.
Justin wgramolił się na miejsce obok mnie i przykrył się kocem leżącym kawałek dalej.
-Co ty robisz? Wynocha! To moje łóżko, idz stąd, słyszysz? -zaczęłam krzyczeć i wyganiać go.Szturchnęłam dość mocno jego ramię.Ale zamiast jakiej kolwiek obelgi, usłyszałam tylko jego chichot.
Westchnęłam z premedytacją.
Jak on mnie cholernie irytował!Miał szczęście, że był pijany, bo inaczej wygoniłabym go stąd, zaraz po tym ja dostał by w tą swoją śliczną buźkę.
Odwróciłam się do niego tyłem i wtuliłam się w poduszkę.Może jednak uda mi się z powrotem zasnąć?
Poczułam, że robię się coraz bardziej senna i powoli odpływam w kraine Morfeusza, gdy nagle (najwyraźniej nie było mi dane spać tej nocy spokojnie) poczułam silną rękę Justina, oplatającą mnje w talii.Chłopak delikatnie przysunął mnie do siebie i zatopił swoją twarz w moich włosach.
-Justin..-szepnęłam próbując strącić jego rękę, oczywiście bez skutku.Był za silny.-Uh, nie mogę oddychać.-wysapałam, po czym poczułam, że uścisk Justina poluźnia się trochę, jednak nie na tyle mocno, abym mogła odsunąć się od niego na bezpieczną odległość.
Czyli jednak nie spał i zrobił to zupełnie świadomie.
Dupek.
Ułożyłam się wygodnie w ramionach chłopaka i zapadłam w głęboki sen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym rozdziale dowiadujemy się trochę o Justinie.
Wedlug mnie jest trochę krotki, ale zawiera to co mial zawierac, a to najwazniejsze.
Postaram sie dodawac rozdzialy w niedziele lub poniedzialki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)