ROZDZIAŁ 6
Camillie
Serce podeszło mi do gardła, gdy poczułam na swoich biodrach duże, męskie dłonie.
Oddychłam coraz szybciej, mimo to powietrze nie dochodziło do moich płuc. Mój oddech stawał się coraz płytszy.
Chciałam zacząć krzyczeć i wołać o pomoc, kogokolwiek.
Nie mogłam..
Nie mogłam wydobyć z siebie chociażby najcichszego dźwięku.
Co jeśli to jakiś morderca, który chce mnie brutalnie zgwałcić, a później zadźgadź nożem?
-Spokojnie Camillie, nie chciałem cię wystraszyć.-wychrypiał kładąc głowę na moim ramieniu. Znałam tę cudowną barwę głosu, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należała. -Nie bój się, to tylko ja.-wybełkotał prosto do mojego ucha.Spokojnie mogłam stwierdzić, że był pijany.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i powoli wypuściłam powietrze z ust.
Przygryzłam wargę i spokojnie odwróciłam się tak, że stałam z nim twarzą w twarz.
Moje oczy nienaturalnie się rozszerzyły, gdy zobaczyłam przed sobą Justina zalotnie uśmiechającego się.
Starch przeistoczył się w złość.
Co za kretyn!
Jak on mógł mnie tak wystraszyć?!
-Co ty tutaj robisz człowieku?! -krzyknęłam szeptem, tak, aby nie obudzić śpiącej babci. -Prawie dostałam przez ciebie zawału! Jak mogłeś?! Po co tu przeszedłeś?!-bulwersowałam się niepotrzebnie, do niego i tak nic nie docierało.
Stwierdzić, że był pijany, to źłe określenie, on ledwo trzymał się na nogach.
Energicznie strzepnęłam jegi ręce ze swojej talii i zrobiłam krok do tyłu.
Zaczęłam mierzyć go wzrokiem od góry do dołu.
Był ubrany w czarne spodnie, lekko opuszczone w kroku, białą, wymiętoloną koszulkę w serek i jeansową kurtkę.Jego włosy ułożone były w artystyczny nieład, to chyba nie był zamierzony efekt.Mimo to wyglądał dobrze.
Justin stał w miejscu, przytrzymując się ręką ściany i uśmiechał się jak człowiek psychicznie chorych. -Jesteś nawalony w trzy dupy,a poza tym masz rozciętą wargę i łuk brwiowy.Gdzie ty się tak urzadziłeś, huh?-spytałam podchodząc do niego i wycierając krew z podbródka.-Odpowiesz mi?
-Też cię lubię Cam, ale wydaje mi się, że na obmacywanki to jeszcze trochę za wcześnie. -powiedział nie do końca wyraźnie i puścił mi oczko.
Zamrugałam kilka razy, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie swobodnie wypłynęły z jego ust.To niemożliwe, że ten poukładany chłopak z bogatej rodziny, po pijaku zamienia się w pewnego siebie , zarozumiałego dupka.
-Cokolwiek.-powiedziałam i chwyciłam go za ramię, porowadzą do łazienki.
Całe szczęście Justin nie stawiał żadnego oporu i posłusznie poszedł za mną
Ugh, on się raczej potoczył.Nie było mowy, żeby w ty stanie samodzielnie utrzymywał sie na nogach, a co dopiero chodził.
Po wejściu do łazienki zamknęła drzwi i rozkazałam chłopakowi usiąść na brzegu wanny.
Justin zachichotał.
Odwróciłam się w jego kierunku i uniosłam brwi, oczekując, że powie mi co go tak bardzo śmieszy.
-No wiesz..Ja, ty, łazienka..Po co zamknęłaś drzwi? Masz mi voś do powiedzenia? -bełkotał rozglądając się po łazience. Ja natomiast wywróciłam teatralne oczami i zabrałam się w przeglądanie szafek w poszukiwaniu wody utlenionej i wacików.-Szafka po lewej, trzecia szuflada.-odezwał się, uśmiech nadal nie zchodził mu z twarzy.-Wiesz, świat po alkoholu jest piękny, zupełnie inny niż wtedy, gdy jesteśmy trzeźwi.Nie ma żadnych problemów, żadnych zmartwień i smutków.Ale i tak wole raz na jakiś czas zapalić zioło.Oo tak.Wtedy życie to już bajka, wszystko staje się kolorowe, widzisz tylko rzeczy, które chcesz widzieć.-gadał bez opamiętania, z początku starałam się go nie słuchać i skupić się tylko na przygotowaniu opatrunku, ale później stwierdziłam, że przez tą jego paplaninę, mogę się czegoś o nim dowiedzieć. No i chciałaś babo, to masz.
Nie koniecznie chciałam się dowiedzieć, że jest alkoholikiem i narkomanem.
Ale może będę skłonna mu pomóc w nałogu?-A ty? Próbowałaś kiedyś?-spytał, wygrywając mnie z zamyśleń.
-Ja..Ja nie, nie próbowałam.-powiedziałam myśląc, że chodzi mu o narkotyli, bo w końcu przed chwilą właśnie o tym gadał.
-Naprawdę?! Nie możliwe, napewno je jadłaś! Nie kłam.-wykrzyczał śmuejąc się jak wariat.
Przyłożyłam mu opatrunek do rozciętej brwi, na co on lekko syknął i wykrzywił twarz w grymasie.Tym razem to ja się zasmiałam.
-Naprawdę, i nie mam zamiaru próbować. -odpowiedziałam na jego pytanie przykładają wacik tym razem do jego lekko krwawiącej wargi.
Justin jęknął i zabrał moją rękę.
-Uważaj trochę, to boli. -powiedział marszcząc brwi.
-Wiem głupku, ale muszę ci to odkazić.Chyba nie chcesz mieć zakażenia? -uśmiechnęłam się do niego i z powrotem zabrałam się za oczyszczanie rany.
-A co do tych frytek z musztardą, to koniecznie musisz ich spróbować.
-C-Co? Jakich frytek?-spytałam zdezorientowana.
-Noo, bo mówiłaś, że nigdy ich nie jadłaś.O, mam pomysł!
Zabiorę cię jutro do baru w mieście, tam są najlepsze! -wykrzyczał, przez co zakryłam mu buzie ręką, żeby nie był tak głośno.
-Taaak, świetny pomysł..-powiedziałam i naklejiłam mu plaster na łuk brwiowy, z którego jeszcze przed chwilą, lekko sączyła się krew.
-Mogę iść już do domu?-zapytał ziewając.Przysięgam, będąc pijanym, zachowywał się jak słodki przedszkolak.
Zachichotałam.Był naprawdę uroczy, myśląc, że pozwolę mu wyjść na ulicę w takim stanie.
-Jeszcze nie.-Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu.
Wskazałam palcem kanapę, dając mu do zrozumienia, że ma się na niej położyć.
Justin uśmiechnął się chytrze i podszedł do mnie.Zwinnym ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię. Zaczęłam się śmiać i wyrywać, biłam jego umięśnione plecy, swoimi małymi piąstkami, oczywiście to nic nie dawało.
-Justin, debilu, puść mnie.Co ty robisz?! -pytałam, ale jak zwykle nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Chłopak delikatnie upuścił mnie na kanapę i sam położył się obok.
-Czemu to zrobiłeś? Odbiło ci? Nie mam zamiaru z tobą spać. -udałam oburzoną.
-Ale ja nie lubię spać sam.-szepnął mi do ucha, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki.
-Nie Justin, nie wyobrażaj sobie za dużo. -zażartowałam i lekko odepchnęłam go od siebie.Chłopak zrobił minę zbitego psa.
Jejku był naprawdę prze słodki. -Ty zostajesz tutaj, a ja idę spać do swojego pokoju.Zrozumiałeś?-spytałam wypowiadając każde słowo wolno i wyraźnie, takaby wszystko napewno do niego dotarło.
-Taaak mamo.-wybełkotał pod nosem.
Zaśmiałam się cicho.Pogłaskałam Justina po głowie, przeczesując delikatnue jego puszyste włosy.
Chłopak cicho mruknął, a ja speszona, szybko zabrałam rękę i wstałam z kanapy.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryłam kołdrą po czubek nosa.
Przez kolejne minuty bez skutecznie próbowałam znaleźć wygodną pozycję w której będę mogła spokojnie zasnąć.
Westchnęłam z rezygnacją i skopałam kołdrę ze swojego ciała.
Chwyciałam telefon
'3:46'
Taa, chyba się już nie zasnę.Ciekawe ile w ogóle dzisiaj spałam?
Sięgnęłam ręką po szklankę z wodą, która stała na małej szafce nocnej znajdującej się obok łóżka.
Upiłam kilka łyków i bezsilnie opadłam na łóżko.
Co ja mam robić przez te kilka godzin?
To wszystko przez tego idiotę. Po co on tu w ogóle przyszedł? Nie mógł iść do domu, do jakiegoś kolegi, gdzie kolwiek? Czemu akurat tutaj? I z kim się pobił? Chociaż, mógł sie poprostu wywalić gdzieś po drodze, taką opcję też trzrba brać pod uwagę. No co?W takim stanie mógł wywrócić sie nawet na płaskiej drodze, potykając się o własne nogi.
Niespodziewanie drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanął nikt inny niż Justin.
Ugh, naprawdę? Co znowu?
-Cam..-wychrypiał wchodząc do środkai zamykając za sobą drzwi.-Cam, śpisz? Bo ja nie..-powiedział pochodząc bliżej mojego dużego łóżka.
-Eh, no co ty? Nie zauważyłam.- westchnęłam sarkastycznie.-Ja też nie mogę spać, i to wszystko przez ciebie-wysyczałam, ale tak naprawdę nue byłam na niego zła.Nie można długo się gniewać na takiego słodziaka jak on.
Boże, Camillie ogarnij się wreszcie!
-Przepraszam, nie chciałem cię wtedy obudzić. -spuścił głowę i usiadł na skraju mojego łóżka.
-Okeeej,Justin źle się czujesz, czy popristu trzeźwiejesz?-spytałam
-Co? Ja nie byłem i nie jestem pijany.-oburzył się, a mi zachciało się śmiać.
Tak, zdecydowanie nadal był pijany.-Ja jestem poprostu śpiący, ale na dole coś lata, hmm chyba jakaś jaskółka, czy coś. No i widzisz..ja nie lubię jaskółek.-przyznał nieśmiało.Teraz to już nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać, jednak na tyle cicho, aby nie obudzić mojej babci, która spała dwa pokoje obok, niczego nieświadoma.-Z czego się śmiejesz? One są straszne.-powiedział zdezorientowany.
-Czy Justin Bieber boi się małego ptaka, którego tak naprawdę nie ma?-spytałam nadal się smiejąc.
-Nigdy! Justin Bieber niczego się nie boi.-poklepał się dumnie po piersi i opadł na łóżko, tuż obok moich nóg. -A co do tej jaskółki, to masz rację-jej tak naprawdę nie ma.Chyba to sobie wymyśliłem, bo nie chciałem spać sam.-uśmiechnął sie z udawanym zakłopotaniem.
Znowu wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-I co ja mam z tobą zrobić, co?-spytałam zamyślajac się.
-Co chcesz.Jestem do twojej dyspozycji.-poruszał znacząco brwiami, przez do oberwał ode mnie w głowę.
Justin wgramolił się na miejsce obok mnie i przykrył się kocem leżącym kawałek dalej.
-Co ty robisz? Wynocha! To moje łóżko, idz stąd, słyszysz? -zaczęłam krzyczeć i wyganiać go.Szturchnęłam dość mocno jego ramię.Ale zamiast jakiej kolwiek obelgi, usłyszałam tylko jego chichot.
Westchnęłam z premedytacją.
Jak on mnie cholernie irytował!Miał szczęście, że był pijany, bo inaczej wygoniłabym go stąd, zaraz po tym ja dostał by w tą swoją śliczną buźkę.
Odwróciłam się do niego tyłem i wtuliłam się w poduszkę.Może jednak uda mi się z powrotem zasnąć?
Poczułam, że robię się coraz bardziej senna i powoli odpływam w kraine Morfeusza, gdy nagle (najwyraźniej nie było mi dane spać tej nocy spokojnie) poczułam silną rękę Justina, oplatającą mnje w talii.Chłopak delikatnie przysunął mnie do siebie i zatopił swoją twarz w moich włosach.
-Justin..-szepnęłam próbując strącić jego rękę, oczywiście bez skutku.Był za silny.-Uh, nie mogę oddychać.-wysapałam, po czym poczułam, że uścisk Justina poluźnia się trochę, jednak nie na tyle mocno, abym mogła odsunąć się od niego na bezpieczną odległość.
Czyli jednak nie spał i zrobił to zupełnie świadomie.
Dupek.
Ułożyłam się wygodnie w ramionach chłopaka i zapadłam w głęboki sen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym rozdziale dowiadujemy się trochę o Justinie.
Wedlug mnie jest trochę krotki, ale zawiera to co mial zawierac, a to najwazniejsze.
Postaram sie dodawac rozdzialy w niedziele lub poniedzialki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Nie koniecznie chciałam się dowiedzieć, że jest alkoholikiem i narkomanem.
Ale może będę skłonna mu pomóc w nałogu?-A ty? Próbowałaś kiedyś?-spytał, wygrywając mnie z zamyśleń.
-Ja..Ja nie, nie próbowałam.-powiedziałam myśląc, że chodzi mu o narkotyli, bo w końcu przed chwilą właśnie o tym gadał.
-Naprawdę?! Nie możliwe, napewno je jadłaś! Nie kłam.-wykrzyczał śmuejąc się jak wariat.
Przyłożyłam mu opatrunek do rozciętej brwi, na co on lekko syknął i wykrzywił twarz w grymasie.Tym razem to ja się zasmiałam.
-Naprawdę, i nie mam zamiaru próbować. -odpowiedziałam na jego pytanie przykładają wacik tym razem do jego lekko krwawiącej wargi.
Justin jęknął i zabrał moją rękę.
-Uważaj trochę, to boli. -powiedział marszcząc brwi.
-Wiem głupku, ale muszę ci to odkazić.Chyba nie chcesz mieć zakażenia? -uśmiechnęłam się do niego i z powrotem zabrałam się za oczyszczanie rany.
-A co do tych frytek z musztardą, to koniecznie musisz ich spróbować.
-C-Co? Jakich frytek?-spytałam zdezorientowana.
-Noo, bo mówiłaś, że nigdy ich nie jadłaś.O, mam pomysł!
Zabiorę cię jutro do baru w mieście, tam są najlepsze! -wykrzyczał, przez co zakryłam mu buzie ręką, żeby nie był tak głośno.
-Taaak, świetny pomysł..-powiedziałam i naklejiłam mu plaster na łuk brwiowy, z którego jeszcze przed chwilą, lekko sączyła się krew.
-Mogę iść już do domu?-zapytał ziewając.Przysięgam, będąc pijanym, zachowywał się jak słodki przedszkolak.
Zachichotałam.Był naprawdę uroczy, myśląc, że pozwolę mu wyjść na ulicę w takim stanie.
-Jeszcze nie.-Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu.
Wskazałam palcem kanapę, dając mu do zrozumienia, że ma się na niej położyć.
Justin uśmiechnął się chytrze i podszedł do mnie.Zwinnym ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię. Zaczęłam się śmiać i wyrywać, biłam jego umięśnione plecy, swoimi małymi piąstkami, oczywiście to nic nie dawało.
-Justin, debilu, puść mnie.Co ty robisz?! -pytałam, ale jak zwykle nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Chłopak delikatnie upuścił mnie na kanapę i sam położył się obok.
-Czemu to zrobiłeś? Odbiło ci? Nie mam zamiaru z tobą spać. -udałam oburzoną.
-Ale ja nie lubię spać sam.-szepnął mi do ucha, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki.
-Nie Justin, nie wyobrażaj sobie za dużo. -zażartowałam i lekko odepchnęłam go od siebie.Chłopak zrobił minę zbitego psa.
Jejku był naprawdę prze słodki. -Ty zostajesz tutaj, a ja idę spać do swojego pokoju.Zrozumiałeś?-spytałam wypowiadając każde słowo wolno i wyraźnie, takaby wszystko napewno do niego dotarło.
-Taaak mamo.-wybełkotał pod nosem.
Zaśmiałam się cicho.Pogłaskałam Justina po głowie, przeczesując delikatnue jego puszyste włosy.
Chłopak cicho mruknął, a ja speszona, szybko zabrałam rękę i wstałam z kanapy.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryłam kołdrą po czubek nosa.
Przez kolejne minuty bez skutecznie próbowałam znaleźć wygodną pozycję w której będę mogła spokojnie zasnąć.
Westchnęłam z rezygnacją i skopałam kołdrę ze swojego ciała.
Chwyciałam telefon
'3:46'
Taa, chyba się już nie zasnę.Ciekawe ile w ogóle dzisiaj spałam?
Sięgnęłam ręką po szklankę z wodą, która stała na małej szafce nocnej znajdującej się obok łóżka.
Upiłam kilka łyków i bezsilnie opadłam na łóżko.
Co ja mam robić przez te kilka godzin?
To wszystko przez tego idiotę. Po co on tu w ogóle przyszedł? Nie mógł iść do domu, do jakiegoś kolegi, gdzie kolwiek? Czemu akurat tutaj? I z kim się pobił? Chociaż, mógł sie poprostu wywalić gdzieś po drodze, taką opcję też trzrba brać pod uwagę. No co?W takim stanie mógł wywrócić sie nawet na płaskiej drodze, potykając się o własne nogi.
Niespodziewanie drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanął nikt inny niż Justin.
Ugh, naprawdę? Co znowu?
-Cam..-wychrypiał wchodząc do środkai zamykając za sobą drzwi.-Cam, śpisz? Bo ja nie..-powiedział pochodząc bliżej mojego dużego łóżka.
-Eh, no co ty? Nie zauważyłam.- westchnęłam sarkastycznie.-Ja też nie mogę spać, i to wszystko przez ciebie-wysyczałam, ale tak naprawdę nue byłam na niego zła.Nie można długo się gniewać na takiego słodziaka jak on.
Boże, Camillie ogarnij się wreszcie!
-Przepraszam, nie chciałem cię wtedy obudzić. -spuścił głowę i usiadł na skraju mojego łóżka.
-Okeeej,Justin źle się czujesz, czy popristu trzeźwiejesz?-spytałam
-Co? Ja nie byłem i nie jestem pijany.-oburzył się, a mi zachciało się śmiać.
Tak, zdecydowanie nadal był pijany.-Ja jestem poprostu śpiący, ale na dole coś lata, hmm chyba jakaś jaskółka, czy coś. No i widzisz..ja nie lubię jaskółek.-przyznał nieśmiało.Teraz to już nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać, jednak na tyle cicho, aby nie obudzić mojej babci, która spała dwa pokoje obok, niczego nieświadoma.-Z czego się śmiejesz? One są straszne.-powiedział zdezorientowany.
-Czy Justin Bieber boi się małego ptaka, którego tak naprawdę nie ma?-spytałam nadal się smiejąc.
-Nigdy! Justin Bieber niczego się nie boi.-poklepał się dumnie po piersi i opadł na łóżko, tuż obok moich nóg. -A co do tej jaskółki, to masz rację-jej tak naprawdę nie ma.Chyba to sobie wymyśliłem, bo nie chciałem spać sam.-uśmiechnął sie z udawanym zakłopotaniem.
Znowu wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-I co ja mam z tobą zrobić, co?-spytałam zamyślajac się.
-Co chcesz.Jestem do twojej dyspozycji.-poruszał znacząco brwiami, przez do oberwał ode mnie w głowę.
Justin wgramolił się na miejsce obok mnie i przykrył się kocem leżącym kawałek dalej.
-Co ty robisz? Wynocha! To moje łóżko, idz stąd, słyszysz? -zaczęłam krzyczeć i wyganiać go.Szturchnęłam dość mocno jego ramię.Ale zamiast jakiej kolwiek obelgi, usłyszałam tylko jego chichot.
Westchnęłam z premedytacją.
Jak on mnie cholernie irytował!Miał szczęście, że był pijany, bo inaczej wygoniłabym go stąd, zaraz po tym ja dostał by w tą swoją śliczną buźkę.
Odwróciłam się do niego tyłem i wtuliłam się w poduszkę.Może jednak uda mi się z powrotem zasnąć?
Poczułam, że robię się coraz bardziej senna i powoli odpływam w kraine Morfeusza, gdy nagle (najwyraźniej nie było mi dane spać tej nocy spokojnie) poczułam silną rękę Justina, oplatającą mnje w talii.Chłopak delikatnie przysunął mnie do siebie i zatopił swoją twarz w moich włosach.
-Justin..-szepnęłam próbując strącić jego rękę, oczywiście bez skutku.Był za silny.-Uh, nie mogę oddychać.-wysapałam, po czym poczułam, że uścisk Justina poluźnia się trochę, jednak nie na tyle mocno, abym mogła odsunąć się od niego na bezpieczną odległość.
Czyli jednak nie spał i zrobił to zupełnie świadomie.
Dupek.
Ułożyłam się wygodnie w ramionach chłopaka i zapadłam w głęboki sen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym rozdziale dowiadujemy się trochę o Justinie.
Wedlug mnie jest trochę krotki, ale zawiera to co mial zawierac, a to najwazniejsze.
Postaram sie dodawac rozdzialy w niedziele lub poniedzialki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Mega rozdział :) Może i krótki ale jest dobry :D
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie ;) http://new-life-for-us-baby.blogspot.ie