Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

wtorek, 16 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 7

Justin
Otworzyłem powoli moje zaspane oczy.Było ciemno, jednak mogłem poznać, że nie leżałem w swojej sypialni.
Przez jakiś czas zdezorientowany wpatrywałem się w sufit.
Gdzie ja do kurwy jestem? 
Po mojej głowie krążyły wydarzenia z wczorajszego wieczoru.
Ostra impreza
Jakaś laska
Chwila, może to u niej jestem?
Czy wypiłem, aż tyle, że byłem w stanie przespać się z przypadkową panienką?
Nie...Przecież ja spławiłem.
Jakiś koleś dostał ode mnie w mordę.
Wyszedłem z klubu i...
No właśnie, dalej nic nie pamiętam. Totalnie urwał mi się film.Totalna pustka.
Już chciałem się podnieść do pozycji siedzącej i następnie wstać z łóżka, gdy poczułem drobne ciałko leżące na moim torsie, uniemożliwiające mi to.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem młodą , smacznie śpiącą dziewczynę wtuloną w moją klatkę piersiową. 
Kto to jest?
Zaraz, zaraz..
To niemożliwe.
Camillie?
Przyjrzałem sie dokładniej jej delikatnym rysom twarzy.
A jednak! Tak to napewno ona.
Ale..Czy my?
-Oczywiście, że nie, idoto!-odezwał się głos w mojej głowie. -Nie pozwoliłaby ci na to.
A co jeśli ją do tego zmusiłem? 
Napewno nie, Cam jest zbyt silna psychicznie, dałaby sobie ze mną radę. 
No ale byłem pijany, czyli nieobliczalny. 
Uh, koniec!
Między nami do niczego nie doszło, jestem w ubraniu.

Powoli zszunąłem z sobie Camillie i wstałem z dużego, wygodnego łóżka.
Zakreciło mi się w głowie. Musiałem oprzeć się o ścianę, aby nie utrzymać się na nogach.
Chwyciłem telefon dziewczyny ,leżący na stoliku nocnym.
Była dopiero piąta rano.
Rozejrzałem sie po nadal słabo oświetlonym pokoju.
Znałem ten dom na wylot, jednak tutaj jeszcze nigdy nie byłem. To musiało być to pomieszczenie, do którego pani Parker, zdecydowanie zabroniła mi wchodzić.
Ups.
To nie tak, że jej nie lubiłem. Wręcz przeciwnie, czasem zastępowała mi moją babcie, z którą nie miałem zbytnio dobrych kontaktów.
Poprostu czasem była za bardzo przesadna i opiekuńcza.

Wyszedlem z pokoju i bezdzwięcznie zamknąłem drzwi.
Powoli, nie robiąc hałasu zszedłem na dół i pokierowałem się do kuchni.
Z górnej szafki wyciągnąłem czystą szklankę, do której nalałem wody mineralnej.
Z małego koszyczka wydobyłem dwie tabletki przeciwbólowe i popiłem je.
Odstawiłem kubek do zlewu i z powrotem ruszyłem do pokoju Cam.
Odszukałem drzwi do łazienki i chwyciłem jej szczoteczkę do zębów z zamiarem użycia jej.
Chyba sie nie obrazi...
Umyłem zęby i opłukałem twarz zimną wodą.
Rozczesałem palcami moje rozwichrzone włosy i wyszedłem z  łazienki.

Chwyciłem małą kartkę i długopis leżące na biurku i napisałem krótki liścik.
Podszedłem do łożka i postanowiłem przyglądnąć się trochę dziewczynie.
Miała długie, jasno brązowe włosy, falami opoadące na jej zgrabne ramiona.
Jej ciemne oczy były teraz zamknięte.Widziałem tylko długie czarne rzęsy.
Reszty ciała nie mogłem przestudiować, ponieważ była przykryta kołdrą pod samą szyję.
Pamiętałem, że był bardzo szczupła, mogła by troszkę przytyć.
Ale nie oszukujmy się, była śliczna.

Wyszedłem na dwór, cicho zamykając za sobą drzwi na klucz.
Włożyłem go do doniczki z kwiatkiem stojącym obok i ruszyłem przed siebie, prosto do domu.

Camillie
Powoli wcierałam w swoje ciało owocowy żel  i rozkoszowałam się gorącą wodą spływającą po nim.
Włosy umyłam truskawkowym szamponem.
Następnie spłukałam całą pianę i wyszłam spod prysznica, owijając się białym ręcznikiem.
Tylko nie mówcie mi, że znowu nie wzięłam ubrań...
Rozgłądnęłam się po łazience.
Ugh, a jednak.
Weszłam do pokoju i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym położyłam czarne leginsy, dużą, granatową bluzę i bieliznę.
Jednak moją uwagę zwrócił skrawek zapisanej, a raczej zabazgranej kartki.

Hej Cam,
Nie mam pojęcia co robiłem w Twoim łóżku, ale mam nadzieję, że nie zrobiłem niczego nie odpowiedniego.
Myślę, że wybaczysz mi moje pijackie zachowanie.
                                                                                                                Xx Justin
Ps:Klucze są w doniczce na werandzie.
   
Mam wrażenie, że ten człowiek ma dwa oblicza.
Raz jest zboczonym I pewnym siebie ,nastoletnim dupkiem, ale z drugiej strony jest wychowanym dżentelmenem z dobrego domu.
Coś mi się wydaję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Do mojej torby spakowałam jedynie kilka zeszytów I piórnik, ponieważ nie wiedziałam jakie będę miała dziś zajęcia, na które swoją drogą baardzo nie chciałam iść.
-Babciu!-krzyknęłam.-Za chwilę wychodzę!
-Dobrze kochanie, na stole leży śniadanie. Spakój je sobie.
-Taa.-mruknęłam pod nosem i zgarnęłam ze stołu szczelnie opakowaną kanapkę, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak jej nie zjem.
Ale kto normalny kłóciłby się z babcią o jedzenie...

Ubrałam moje krótkie, matowe Martensy i brudno-zieloną parkę.
Na szyję zarzuciłam czarny komin.
Chwyciłam torbę i wyszłam na ganek.
Z doniczki wyciągnęłam klucz, który spakowałam do plecaka i ruszyłam w kierunku szkoły,  zgodnie z instrukcją babci.

Może z zewnątrz wyglądałam na opanowaną, ale w środku byłam kłębkiem nerwów.
Nie chodziło tutaj o moich rówieśników, ponieważ ich opinia obchodziła mnie jakoś najmniej.
Nauczycieli też się nie obawiałam.
Więc skąd ten stres?
Właściwie, to sam nie wiem.

Stanęłam na schodach do piekła, potocznie zwanego jako Szkoła.
Była dużo mniejsza niż moja poprzednia, mimo to nie zaliczyłabym jej do najmniejszych.
Pchnęłam duże, szklane drzwi i rozglądnęłam się po przepełnionym od uczniów korytarzu przygryzając lekko wargi.
Jak na zawołanie wszystkie rozmowy ucichły, a oczy całej spłeczności zwróciły się w moją stronę.
Nie ukrywam, to było cholernie niezręczne i irytujące.
Czy oni nie mogą skupić sie na sobie i rzeczach, które jeszcze przed chwilą ich interesowały?

Wszystkim tym, którzy nadal stali jak ostatnie przygłupy przypatrując mi się, posłałam zirytowane spojrzenie i wredny uśmiech.
Taa, nie ma to jak pierwsze, dobre wrażenie.

Idąc korytarzem dotarłam do gabinetu dyrektora.
Babcia opowiadała o nim, jak o dobrym przyjacielu.Co oznacza, że musiał być w miarę normalny.
Bo przecież moja babcia zadaje się tylko z normalnymi ludźmi, prawda?
Prawda?
O Boże, to będzie katastrofa.

Delikatnie zapukałam i powoli uchyliłam ciemne, drewniane  drzwi wychylając głowę.
-Dzień dobry..-powiedziałam cicho i weszłam do pokoju, gdy zobaczyłam faceta po pięćdziesiątce siedzącego za biurkiem.
Ubrany w czarny, elegancki garnitur i błękitną koszulę.Na nosie miał  śmieszne, małe okularki, które psuły cały efekt poważnego dyrektora.
Był w połowie łysy, a jego ostatnie siwe włoski tworzyły zakola.
-O, dziennik dobry panno..- urwał w połowie zdania, chcąc wiedzieć jak mam na imię.
Co to za dyrek co nie zna swoich nowych uczniów.?
Pffh
-Camillie Jons, jestem tu nowa.
-Ah no tak.Siadaj dziecko, nie krępuj się. -powiedział uśmiechając się  do mnie.
Okeeej, czy tylko ja pomyślałam, że to dziwne?
Usiadłam na czerwonym krześle stojący przy biurku i zaczęłam uważnie słychać tego, co miał mi do powiedzenia.
-Więc nazywam się Pan Dyrektor Green.-zaczął.-Oczywiście mam imię, ale dla wszystkiech  uczniów mojej szkoły brzmi ono właśnie Dyrektor.
Jedyne co zrobiłam, to uśmiechnęłam sie do niego i skinęłam głową na znak, że wszystko rozumiem jednak pomyślałam:Jeny, co za idiota.
-Tutaj masz plan zajęć na dzisiaj i na resztę tygodnia.-podsunął mi kartkę pod sam nos.-Mam nadzieję, iż rozumiesz, że nie w tej szkole nie toleruje się ucieczek z lekcji, alkocholu i papierosów?-uniósł znacząco swoje krzaczaste brwi.
Taa, super.Czyli  zero fajek przez około osiem godzin dziennie?
Oczywiście Panie Green, jestem w siódmym niebie.
-Um..Tak, oczywiscie.
-Wszystkie rodzaje używek,  również są zabronione i grożą wydaleniem ze szkoły. To też rozumiesz?
Gościu, za kogo ty mnie masz?
-Tak, wszystko rozumiem.-wycedziłam przez sztuczny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy . Twój numer szafki to..chwila, niech sprawdzę..-zaczął klikać coś w swoim komputerze.-Jons..Jons..O , mam.
Szafka 68 jest twoja.Trzymaj kluczyk i zmykaj na lekcję. -uśmiechnął sie życzliwie i podał mi mały metalowy przedmiot.
Czy ten facet jest bipolarny, czy to tylko ja?

Weszłam do klasy jeszcze przed dzwonkiem na lekcje.Przepychanie się przez tłumy znudzonych nastolatków, to nie na moje nerwy.
Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie koło okna.Lubiłam mieć dostęp do świeżego powietrza.
Zdjęłam kurtkę i powiesliłam ją na oparciu małego, drewnianego i jakże niewygodnego krzesła.
Położyłam torbę na kolanach i wyjęłam z niej czarny zeszyt i mój ukochany piórnik.
Był puchaty, różowy i z boku cały poobklejany różnymi śmiesznymi naklejkami.
Dostałam go na moje dziewiąte urodziny
Uśmiechnęłam się do siebi wspominając tę wspaniałą imprezę na sali zabaw z dużym tortm truskawkowym
Tych urodzin zazdrościła mi każda dziewczynka w szkole.

To była chyba najnudniejsza lekcja historii jaką kiedykolwiek przeżyłam.
Nauczycielem był jakiś starszy pan, którego nazwiska nie pamiętałam.
Jąkał się co drugie słowo i non stop się powtarzał.
Ten człowiek nawet nie zauważył, że połowa uczniów go wogóle nie słuchała, ponieważ była zajęta odsypianiem nocy!
Po pierwszych dziesięciu minutach, wiedziałam już, że nie będę odwiedzała tego gabinetu za często.
Taak, wiem, że Dyrektor dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie wolno zrywać się z lekcji, ale...
No cóż, jeśli szukacie osoby trzymającej się zasad to napewno nie przychodźcie do mnie.

Otworzyłam moją szafkę i odłożyłam do niej wszystkie nie potrzebne mi rzeczy na następną lekcje, czyli najgorsza z najgorszych -fizyka.
Wyjęłam tylko jakiś zeszyt i chciałam iść pod klasę, gdy niespodziewanie przede mną stanął przystojny brunet.
-Cześć laleczko.-Uśmiechnął się przyjaźnie i położył obie ręce po bokach mojej głowy tworząc pułapkę.
Przełknęłam ślinę i newnowo przygryzłam wargi.
-Ymm...Hej? -powiedziałam niepewnie.-Mógłbyś się przesunąć? -spytałam przyciskając zeszyt do piersi.
-Chyba się mnie nie boisz? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
Pffh, oczywiście, że nie.No może troszkę...
-A mam do tego powody?-odezwałam się pewniej unosząc prawą brew. -Wszystko zależy od ciebie...-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Woah, kolego.- zaśmiałam się nerwowo i odepchnęłam go lekko kładąc dłoń na jego umięśnionej klatce piersiowej.-Nie tak szybko, ja nie szukam chłopaka.A teraz, jeśli wybaczysz, śpieszy mi się.-powiedziałam i wykorzystałam moment , w którym nieznajomy był na tyle zdezorientowany całą sytuacją, że swobodnie mogłam wyswobodzić się z jego pułapki i ruszyć na dalsze, męczące lekcje.
-Ej, ty zatrzymaj się!-usłyszałam za sobą dziewczęcy głos.
Najwyraźniej, nie jest mi dane przeżyć ten dzień spokojnie.
Odwróciłam się do tyłu poszukując wzrokiem mojego nawoływacza.
-Tak, ty-podbiegła do mnie  zdyszana rudowłosa dziewczyna.-Zaczekaj.-wydyszała i chwyciła ręką moje ramię podpierając sie na nim i próbując ustabilizować swój oddech.
-Wybacz, ale chyba mnie z kimś pomyliłaś.Jestem tu nowa.-powiedziałam lekko zakłopotana.
-Ugh, no przecież wiem!-wykrzyczała jakby to była najbardzoej oczywista rzecz na świecie. -Jestem Amanda, chodzimy do równoległych klas.-popatrzyła na mnie swoimi  dużymi, wesołymi, zielonymi oczami i odgarnęła burzę pomarańczowych loków spadających na jej czoło.
-Camillie-powiedziałam podając jej rękę, by uścisnęła ją na powitanie.Ta jednak popatrzyła na nią i wybuchła melodyjnym śmiechem przytulając mnie.
Lekko zszokowana oddałam jej uścisk.
Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale wydaje się być miła i pozytywnie nastawiona do życia.
Amanda odsunęła sie ode mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Widziałam tę akcję przy szafkach.-wydawała się bardzo podniecona tym co mówi, jednak ja nie widziałam nic specjalnego w zaistniałej niedawno sytuacji.
Uniosłam swoje brwi oczekując,że wyjaśni co w tym takiego ciekawego.-Dziewczyno, postawiłaś się Austinowi!-prawie, że krzyczała ze szczęścia, jednak ja dalej nic nie rozumiałam.
-Mogła byś trochę ciszej?-spytałam próbując ją nieco uspokoić.
-Laska, tu chyba nie wiesz, co się tutaj dzieje! Ale będzie jazda! O Mój Boże!-zaczęła wachlować się rękoma.
-Mogła byś trochę jaśniej?
-O matko..-westchnęła.-Jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła Austinowi, byłaś pierwsza.I w dodatku odmówiłaś pocałunku żartując z niego! Napewno się wściekł.A jak jest zły, to nie dobrze.Widzisz..on potrafi być niebezpieczny.-tłumaczyła.
-Czyli, mam rozumieć, że mam u niego przesrane?-spytałam z grymasem na twarzy.
-Nazywaj to jak chcesz. Ale nie martw się, pomogę ci przez to przejść! -niemal tryskało od niej optymizmem.Niewiarygodne, że można być aż tak kopniętym, żeby cieszyć się w chwili, gdy opowiada się komuś, że ma przerąbane u szkolnego bad boya.
-Dzięki. -powiedziałam cicho i ruszyła w strone klasy od fizyki.
-Co masz teraz?-spytała Amanda idąc ze mną ramię w ramię.
-Fizykę-wymamrotałam.
-Ja też! Popatrz jak sie złożyło.-zaśmiała się głośno.

Nareszcie do domu! - to jedyne co miałam w głowie po męczących ośmiu godzinach spędzonych w szkole.
Spakowałam moje rzeczy do torby i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.
-Hej! Ym, Camillie?!-usłyszałam za sobą  trochę znajomy głos.
C o  z n o w u ?
Obróciłam się w kierunku głosu i kogo zobaczyłam?
Jak mu tam było? Austin? Taa, chyba jakoś tak.
-Co? -warknęłam niekontrolowanie na co on jedynie się lekko zaśmiał.-No czego chcesz? Nie mam całego cholernego dnia.
-Posłuchaj dziecinko..-zaczął niedoczekanie
-Ha! To ty mnie lepiej posłuchaj - wystawiłam w jego kierunku mój palec wskazujący -  po pierwsze, ile ty masz w ogóle lat, że tak do mnie mówisz? Hmm?Po drugie, nie mam ochoty z tobą rozmawiać na żaden temat.-powiedziałam wolno i wyraźnie mając nadzieję, że doskonale zrozumiał moje słowa i nie zbliży się do mnie więcej.
Kątem oka widziałam, że wokół bas zbieraz się coraz to więcej osób.
-A wy co się tak patrzcie? Wasze życie nie jest wystarczająco interesujące? -posłałam wszystkim najbardziej groźne spojrzenie, na jakie było mnie stać, poprawiłam torbę na prawym ramieniu, odrzuciłam kilka kosmyków włosów do tyłu i udałam się w kierunku, do którego zmierzałam zanim ten imbecyl mi przeszkodził.

Chłodne, październikowe powietrze uderzyło o moje rozgrzane policzki.
Przytrzymałam torbę między moimi nogami i zarzuciłam na siebie moją parkę.
Szyję owinęłam szczelnie moim czarnym szlikiem i zeszłam po dużych betonowych schodach.
Do uszu dobiegł dźwięk mojej komórki.

 Od Dupek (Justin) :
                                 Chyba o czymś zapomniałaś...
                                                                      Justin

Zmarszczyłam brwi, ponieważ, coo


Od Dupek (Justin) :
                                Rozglądnij się po parkingu, ślepaku

Oderwałam iczy od telefonu i wykonałam jego polecenie.
Na parkingu stało dość dużo samochodów różnej marki, wielkości i kolorów.
Tylko jedno znacznie się wyróżniało.
Przy czarnym, sportowym Lexusie stał Justin ubrany w dżinsy z lekko zwieszonym krokiem, biała bokserkę, skórzaną kurtkę i z tego co dobrze widziałam to na stopach miał Supry.
Uśmiechał się i mi machał.
Ah, no przecież. Miałam sie z nim spotkać dzisiaj po szkole..
Odmachałam mu i podeszłam do niego przepychając się przez ciasno ustawione samochody.
-Hej.-powiedziałam uśmiechając się.
-Siemka, chodź muszę pogadać chwilę z moim kumplem.Podobno jakaś laska nieźle go wkurwiła.-powiedział i delikatnie pociągnął mnie  za ramię z  powrotem w stronę szkoły.

Na moje nieszczęście , przy wejściu zastaliśmy Austina.
-Chodź do tego twojego kolegi szybciej ,nie mam ochoty patrzeć na tego debila.-powiedziałam do Justina.
-To jest właśnie Ten Mój Kolega.-odpowiedział śmiejąc się.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

          CZYTASZ=KOMENTUJESZ  


                                                   


         





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz