Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

czwartek, 27 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 4

Camillie
Obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z dołu.
Nadal leżąc na moim bardzo wygodnym łóżku chwyciłam telefon zaplątany w kołdrę. Odblokowałam go, była godzina 9 rano, niedziela, czyli mój ostatni wolny dzień przed pójściem do szkoły. Przez ostatnie kilka dni praktycznie nie wychodziłam z mojego pokoju.Próbowałam wszystko sobie poukładać i pogodzić się ze śmiercią moich rodziców.Jednak nie wychodziło mi to dobrze.Dzień za dniem wylewałam z siebie litry łez.Nie potrafiłam się opanować.Na dodatek jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie. Oprócz tego, myślałam też o tajemniczym chłopaku, którego spotkałam wtedy w parku.Chiałam go poznać, miał w sobie coś interesującego.No i chciałam się dowiedzieć za co mi  dziękował.To było dziwne.
Wstałam z łóżka i narzuciłam na siebie mój różowy, puchaty szlafrok w kwiatki i ubrałam moje cieplutkie kapciuszki.
Zeszłam na dół, chciałam sie dowiedzieć dlaczego babcia krzątała się o tak wczesnej godzinie.
To co zobaczyłam..Sama nie wiem jak to opisać.
Zamiast babci, ujrzałam Justina  podśpiewującego jakąś melodię i smażącego pięknie pachnącą jajecznice.
Przetarłam piąstkami moje szeroko otwarte oczy,myślałam, że jeszcze się nie obudziłam, a widok tego bardzo przystojnego chłopaka to tylko wytwór mojej wyobraźni.
-Justin?-odezwałam się cicho lekko zachrypniętym i zaspanym głosem.
Chłopak lekko zaskoczony przestał nucić i obrócił się do mnie przodem.
Zauważyłam, że był lekko zdenerwowany i skrępowany.
-Cześć, ym długo już tu jesteś? -spytał  powoli lekko się rumieniąc.
Stałam tam chwilę nadal się w niego wpatrując ze zdziwieniem, ponieważ nadal nie wiedziałam co tu robi.Jednak widok go, wyraźnie zakłopotanego i w dodatku rumieniącego się bardzo mnie rozśmieszył.Był taki uroczy i słodki.
Nagle wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
Justin wyglądał teraz na jeszcze bardziej zmieszanego, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.Jedną ręką oparłam się o ścianę, a drugą trzymałam się za  bolący od śmiania się brzuch.
-Okej, po pierwsze jesteś słodki, kiedy się rumienisz.-powiedziałam nie przestając się śmiać.Chciałam kontynuować moją wypowiedź, jednak Justin mnie wyprzedził.
-Wcale się nie rumienię.-Odparł szybko przecierając rękoma swoją twarz, jakby chciał przywrócić swoim policzkom normalny odcień.
-Oh nie udawaj.Po drugie, odpowiadając na twoje pytanie, przyszłam tutaj dopiero przed chwilą.Po trzecie, ślicznie śpiewasz.Po czwarte i już ostatnie ale najważniejsze, co ty tu właściwie robisz?-spytałam już bardzie opanowana.
-Więc Ellen ci nie powiedziała?-odpowiedział pytaniem na pytanie, o ile można było uznać to za odpowiedź.
-Przepraszam, ale co miała mi powiedzieć? -nie rozumiałam.-A poza tym to skąd znasz imię mojej babci?
Justin przełożył jajecznicę na talerz i postawił go na stole.
-Siadaj, już ci wszystko tłumaczę.
Zgodnie z poleceniem Justina usiadłam przy stole i zaczęłam jeść jajka.
-Ontarino to małe miasteczko, wszyscy się tu znają i nikt nie ma przed sobą tajemnic.Nawet jakby je miał, to wszystko szybko by wyszło na jaw i szybko sie rozeszło po okolicy.-Justin zajął miejsce naprzeciwko mnie.-
Znam twoją babcie bardzo dobrze, ponieważ jakby u niej pracuję. No wiesz, trochę posprzątam, czasem coś ugotuję.Pomagam twojej babci w codziennych czynnościach. Ellen nie zawsze ma na wszystko czas.
Jakiś miesiąc temu wspomniała coś o przyjeździe swojej wnuczki.
Całkiem o tym zapomniałem i przypomniało mi się dopiero w tedy wieczorem, gdy odprowdziłem cie do domu.
-Babcia nigdy nie wspomniała, że zatrudniła kogoś do pomocy.-odezwałam się po chwili ciszy.-A propo, gdzie ona teraz jest?
-Wyszła do miasta,  powiedziała, że musi załatwić kilka spraw.
-Mhm-mruknęłam cicho i wstałam, aby odnieść naczynia do zmywarki.
Ciągle czułam na sobie wzrok chłopaka, jednak nie odezwałam się.
Chwyciłam czajnik i nalałam do niego wody.
-Chcesz herbaty?-spytałam Justina.
-Tak, poproszę.-odparł lekko nadal wypalajac wzrokiem dziurę w mojej twarzy.Teraz już nie wytrzymałam.
-Okej-przeciągnęłam w wyrazie literkę 'e'.-Dlaczego się taka na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy?
-Ym, ja..nie.Przepraszam, nie chciałem cię urazić.Poprostu mam wrażenie, że już kiedyś cię widziałem.
Włączyłam czajnik i wyjęłam z szafki dwa kubki.Stanęłam na przeciw chłopaka, który ciągle siedział na krześle.
-Oh, też mam takie wrażenie. O no tak, widzieliśmy sie jakiś tydzień temu w parku, pamiętasz?-spytałam sarkastycznie.
-Daj spokój.Chodzi mi o to, że czuję jakbym znał cię od dawna.
Zamrugałam kilka razy.
-Dobra, powinnam się ciebie bać? -spytałam lekko przerażona, chociaż w głebi duszy czułam podobnie.Czułam, że mogę mu zaufać.
-Nie, nie.Ale jesteś pewna, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy?
-No wiesz, tego nie mogę obiecać.Być może, że kiedyś się już widzieliśmy.Przyjeżdzałam doś często do babci.Z resztą, już ci to mówiłam.-odparłam i rozlałam wrzątek do kubków.
Chwyciłam herbaty i podałam jedną Justinowi.
-No tak.-powiedział i zaczął pić swoją gorącą herbatę.
Wykorzystałam moment ciszy aby lepiej mu się przyjrzeć.
Chłopak był wysoki i dobrze zbudowany.Jego jasno brązow włosy były idealnie zaczesane do tylu, a oczy w kolorze czekoladowo-miodowym były bardzo hipnotyzujące.Był ubrany w czarne dresy z opuszczonym krokiem i zwykłą białą koszulkę w serek.Na stopach miał tylko czarne skarpetki.
Justin był bardzo przystojnym facetem, pewnie nie jedna dziewczyna chciałaby, żeby był tylko jej.Jednak mój umysł podpowiadał mi, że jest w nim coś niebezpiecznego, ale nie zwracałam uwagi na ten cichy głos w mojej głowie.
  -Też cię chyba gdzieś widziałam. -nie dając sibie z tego sprawy, wypowiedziałam swoje myśli na głos.
-No widzisz.-odpowiedział szatyn usmiechając się lekko.
◆◆◆
Po kilku godzinnej rozmowie,do Justina ktoś zadzwonił. Chłopak wyszedł i zostawił mnie samą.Moje myśli znów pokierowały się w stronę moich rodziców. Osób, które były w moim życiu tak cholernie ważne.
Poraz kolejny zaczęłam płakać.Nigdy nie czułam się tak okropnie. To tak, jakby ktoś wyrwał cząstkę ciebie.
Rodzice dali mi życie, to oni mnie wychowywali.Oni uczuli mówić,  chodzić i korzystać z ubikacji.To oni pokazali mi miłość.
A teraz..teraz już ich nie ma i nigdy już nie bedzie.

Moje myśli przerwał odgłos otwieranych drzwi.
-Babciu?-spytalam cicho.Czułam smak słonych łez, które spływały po moich policzkach prosto do buzi.
-Kochanie -babcia stanęła przede mną i chwyciła moje mokre policzki w swoje lekko pomarszczone ale ciągle delikatne dłonie. -Nie płacz, to nic nie zmieni.Mi też jest bardzo ciężko. Przecież wiesz, że zostałaś mi tylko ty.Twój dziadek też mnie zostawił, ale wiem, że tego nie chciał. Twoi rodzice też nie chcieli cię zostawiać. To był nieszczęśliwy wypadek.Oni nie chcieli by, żebyś płakała. -przytuliła mnie i delikatnie pogłaskała moje plecy.
Babcia idealnie mnie rozumiała, w końcu przeżywa dokładnie to samo.Lecz w tej chwili byłam zbyt wielką egoistką aby to zauważyć.Myślałam tylko o sobie, o tym, że tylko ja cierpię. Nie przyszło mi do głowy, że babci też jest smutno, , ponieważ straciła swoją  jedyną córkę, czyli moją mamę.
-Przepraszm babciu, ja ...ja nie pomyślałam o tobie.-powiedziałam cichutko I spojrzałam na nnią swoimi brązowymi , mokrymi od łez oczami w jej zielone, zawsze pełne radości, teraz smutne z wyrazem współczucia. -Jestem tylko głupią, egoistyczną małolatą.Czasem popełniam błędy, a nawet bardzo często.
Ja poprostu nie wiem co mam ze sobą zrobić w tym momencie.-otarłam wierzchiem dłoni zagubioną łzę, która łagodnie spływała po moim wilgotnym policzku.
-Spokojnie kochanie, nie płacz już. Razem napewno damy radę.-kobieta delikatnie pogładziła moje plecy, chcąc dodać mi otuchy tym gestem.
-Dziękuję babciu, dziekuję, że jesteś i próbujesz mnie zrozumieć.-szepnęłam.
-Już zawsze z tobą będę i dobrze o tym wiesz.Staram się ciebie zrozumieć i mam nadzieję, że jak narazie dobrze mi to wychodzi.-uśmiechnęła się lekko.
-Tak, tdobrze ci to wychodzi.-zaśmiałam się. -Jak narazie.Wiesz mam dość trudny charakter.
-Oczywiście, że wiem.Dlatego nie obiecuję, że tak zawsze będzie. Musisz mi dawać jakieś znaki,pamiętaj, że jeśli ciś się będzie działo, masz obowiązek mi o tym mówić.-babcia pogroziła zabawnie palcem.-A teraz, powiedz mi dziecko, był tutaj Justin?-spytała.
-Um, tak.Tak był tutaj.Zrobił mi nawet śniadanie.-uśmiechnęłam się na samą myśl o poranku spędzonym w towarzystwie chłopaka.
Bardzo dobrze nam się rozmawialo i miałam nadzieję, na to, że zostaniemy przyjaciółmi. Justin dużo o mnie wiedział, zapewne to zasługa mojej gadatliwej babci. Opowiadałam mu o sobie i potwierdzałam wszystko to co wiedział na mój temat. Jednak ja nie dowiedziałam się o nim praktycznie niczego.Być może wyciągnę coś od babci.
-O, to świetnie.-kobieta odrazu rozpromieniła się. -Justin to bardzo dobry chłopak.Niestety jest dość zamknięty w sobie.
Też mi odkrycie. 
Ma dość trudną sytuację w rodzinie.Pracuje u mnie, ponieważ chce udowodnić rodzicom, że jest samodzielny i może się już wyprowadzić z domu.
Według mnie rodzice się poprostu o niego martwią i nie chcą, żeby coś mu się stało.No ale ma Justin ma już swoje lata i sądzę, że powinni mu w końcu zaufać.
-A tak dokładnie to ile? -ciekawość wzięła górę i nawet nie zorientowałam się kiedy te słowa wpłynęły z mojego gardła.
Babcia zamyśliła się chwilę.
-Z tego co pamietam ma w marcu tego roku skończył 19 lat.-w koncu odezwała się. -A dlaczego pytasz?
-A, no wiesz, tak poprostu.. -powiedziałam lekko zmieszana.
-Dobrze, tylko bez żadnych sztuczek.On jest już dorosły, a ty mas dopiero 15 lat.-babcia popatrzył na mnie poważnie.
Czy ona naprawdę myślała, że mogę się zakochać w Justinie?  A tym bardziej on we mnie?
Ha, śmieszne babciu,  to ci sie udało.
Zaśmiałam się tym razem na głos.
-Ty tak naprawdę? Chciałabym być jedynie jego przyjaciółką, chociaż nie jestem pewna czy nawet to wypali..
Babcia nadal wpatrywała się w moje tęczówki, jakby chciała doszukać sie prawdy.
-Nie ci będzie.-odezwała się w końcu.-Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że pogrzeb będzie w sobotę.
Po tych słowach poczułam pod powiekami łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć
-Okej, ale..ja nie wiem czy dam radę. -próbowałam być silna, ale nie wytrzymałam.Kilka łez  wydostało się spod mojej powieki i spłnęło po moim policzku.
-Oczywiście, że dasz radę.Jesteś silną dziewczyną, już o tym rozmawiałyśmy.-kobieta uśmiechnęła się deliaktnie.
Po chwili usłyszałam głiśne pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? -spytałam patrząc w stronę drzwi.
-Właściwie to tak, myślę, że się ucieszysz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję Wam za tyle wyświetleń,z dnia na dzień jest was coraz więcej.
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, kompletnie nie miałam weny na ten rozdział.
CZYTASZ - KOMENTUJ






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz