ROZDZIAŁ 3
Camillie
Obudziły mnie promienie porannego słońca.Otworzyłam oczy i ospale je przetarłam myśląc, że ten gest pomoże mi sie rozbudzić. Oczywiście nie podziałało.Powoli usiadłam i przeciągnęłam się. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że jestem u babci.Z jednej z walizek wyjełam gruby, czarny notes.Aka mój pamiętnik. Chwyciłam długopis i zaczęłam pisać.
Drogi pamiętniku,
Dawno mnie tu nie było.Wczoraj przyjechaliśmy do babci Elly.Jak narazie jest bardzo wczesna godzina.Chciałabym dzisiaj iść do miasta kupić takie rzeczy jak np. pasta do zębów.
Postaram się częściej tutaj wpadać.
Twoja Cam
Zamknęłam zeszyt i włożyłam go pod materac. Tak aby nikt nie mógł go znaleźć. Pamiętnik towarzyszył mi w trudnych chwilach mojego życia.Otwierałam go zawsze wtedy, gdy nie miałam się komu wygadać.
Wstałam z łóżka i stanęłam na środku pokoju.Wczoraj nawet nie zdążyłam mu się przyjrzeć.
Nic się nie zmienił. Nadal miał jasno brązowe meble i błękitne ściany.
Napewno przyda się mały remont.Ale narazie spokojnie, nue ma się co spieszyć.
Wyszłam leniwym krokiem z pokoju i ruszyłam w kierunku łazienki.
Stanęłam przed dużym lustrem wiszącym nad umywalką i uświadomiłam sobie, że nadal miałam na sobie wczorajsze ubrania. Przewróciłam oczami.Byłam taka leniwa.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Tak, tego mi było trzeba. Chłodna woda od razu mnie rozbudziła.Umyłam ciało jakimś płynem i nałożyłam na włosy szampon.Dokładnie wypłukałam resztki płynu i wyszłam spod prysznica.Owinęłam się białym ręcznikiem i dokładnie wyszczotkowałam zęby.
Gdy byłam już w swoim pokoju, delikatnie zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do jednej z walizek.Wybrałam pierwszy lepszy komplet bielizny, czarne, dresowe szorty i szary top.
Ubrałam się i podeszłam do lustra wiszącego na ścianie obok łóżka.
Wyglądałam znośnie.Przeczesałam palcami włsy i związałam je w wysokiego kucyka.
Wyciągnęłam z walizki moje ciepłe, puchate, kremowe kapcie w norweskie wzorki i wsunęłam w nie stopy.
Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie szklankę wody.
-Jak się spało?-babcia weszła do kuchni.
-O, nie wiedziałam, że już nie śpisz babciu.Wyspałam się, dziękuję.-uśmiechnęłam się.
-Wstałam jakieś pół godziny temu.Twoi rodzice już są w garażu i szykują się do wyjazdu.-odwzajemniła uśmiech.
-Już? O rany, nie pożegnałam się z nimi!-Wybiegłam z kuchni i udałam się w kierunku drzwi frontowych.Wyszłam na dwór, chłodne powietrze uderzyło w moje gołe nogi na, których luźno wisiały krótkie szorty.Mimo to nie cofnęłam się.
Ruszyłam w kierunku garażu, z którego słychać było głosy moich rodziców.
-Zaczekajcie!-krzyknęłam w ich kierunku.
-Ohh Camillie, dziecko, wracaj do domu! Przeziębisz się!-odezwała się mama groźnym tonem, wyraźnie podirytowana moim szczeniackim zachowaniem.Faktycznie mogłam coś na siebie zarzucić.
-Ja..Ja chciałam się tylko pożegnać. -podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się lekko.
Rodzice spojrzeli na siebie.
Mam podeszła do mnie przytuliła mnie i ucałowała w głowę.
-Myślałam, że nie lubisz długich pożegnań.
-To prawda, ale..Nie zobaczymy się przez dłuższy czas, więc..
Ja poprostu bede za wami tęsknić.
-My za tobą też kochanie.Postaramy się przyjeżdzać raz w miesiącu,prawda?-spojrzała na tatę.
-Oczywiście, że tak.-przytulił nas obie.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam i odsunęłam się lekko.
Zauważyłam, że mama ociera jedną zagubioną łzę ze swojego policzka i uśmiecha się smutno.
-A, ym pożegnaliście się z babcią?-spytałam.
-Tak, kochanie.-odezwał się tato.-Zadzwonimy jak już będziemy na miejscu.
-Okej.-przygryzłam wargę.-To może ja już pójdę.-powiedziałam, ale nadal tam stałam jak wryta w ziemię, nie wykonując żadnego ruchu.
-Camillie..wszystko okej?-spytał się tato.
-T-tak.-Wskazałam kciukiem na wyjście od garażu.-To pójdę.
Mama pomachała mi.
Weszłam do domu, babcia już na mnie czekała.Wtuliłam się w ramię kobiety i miałam ochotę się rozpłakać, jednak nie uroniłam ani jednej łzy.
Babcia odsunęła się ode mnie lekko.
-Chodź, zrobiłam naleśniki.-uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni.
Zjadłyśmy śniadanie rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego.
Oowiadałam jej o szkole, ocenach, a babcia ciągle powtarzała, że i tak uczę się lepiej od Jecka.
Po zjedzeniu placków zabrałam się za rozpakowywanie moich rzeczy.
Starnnie poukładałam ubrania na półkach, a niektóre powiesiłam na wieszakach w dużej szafie.
Otworzyłam duży karton z napisem 'PAMIĄTKI I ZDJĘCIA'
Wyciągnęłam jeden album i zaczęłam go oglądać.
W pewnym momencie natknęłam się na zdjęcie z Niną.Byłyśmy przyjaciółkami do 5 klasy.Później jej rodzina wyprowadziła się, nawet nie pamiętam gdzie.Wiem tylko, że bardzo przeżywałam naszą rozłąkę i później nie znalazłam już sobie żadnej innej przyjaciółki.
Ułożyłam wszystkie albumy ze zdjęciami i wszystkie moje pamiętnki do półki przy biurku.
Rozpakowałam wszystkie książki do szkoły i starannie ułożyłam je na biurku.
Za tydzień musiałam być już w szkole.
Z zamyśleń wyrwał mnie szlochający głos mojej babci.
-Matko Boska! Cam-Camillie, dziecko, o Mó Boże, zejdz..-załkała.
Zbiegłam szybko po schodach i zobaczyłam babcie siedzącą na kanapie z chusteczką w reku.
-Co-co się stało?-spytałam zaniepokojona, mój głos się zahwiał.
-Ja..Twoi-Twoi rodzice..oni-rozpłakała się
Spojrzałam na telewizor, leciały wiadomości.
-Czarne, osobowe BMW poruszające się w kierunku Los Angeles zderzyło się z ciężarówką. Nikt nie przeżył. -męski głos odezwał sie w telewizji.
Nie..Nie.To nie..
-Co?!Nie...nie,nie,nie. Co to do cholery ma znaczyc?!Oni żyją! -wykrzyczałam ile sił w gardle, zaczęłam płakać. Patrzyłam raz na babcie,która nie potrafiła opanowac łez cieknących po jej policzkach ,a raz na ten głupi telewizor,który opowiadał same kłamstwa.Otarłam ręka twarz i puściłam się biegiem w kierunku wyjścia.
Zszokowana wybiegłam z domu.Nie wiedziałam co robię. Poprostu biegłam przed siebie, ile sił w nogach.Zatrzymałam się w pobliskim parku.Usiadłam na ławce,i podkuliłam nogi.Łzy leciały mi z oczu jak opentane.Co ja mam zrobic? Jak zyc?
Ból rozsadzał moja głowę od środka. Zresztą nie tylko głowę;czułam okropny ucisk w sercu,przez który ledwo łapałam oddech.
Patrzyłam przed siebie,i próbowałam wymazac z pamięci nie dawno usłyszane informacje.Przełknęłam gule w gardle i kątem oka zauważyłam, że obok mnie usiadł chłopak.Na oko miał 17 lat i uważnie mi się przyglądał.Był bardzo przystojny,i zapewne w innych okolicznościach skakała bym ze szczęścia,że zainteresował się mną osobnik płci męskiej;natomiast w tej chwili okropnie mnie irytował.
-No i czemu się tak patrzysz?-spytałam wkurzona.-Nigdy nie widziałeś płaczącej dziewczyny w parku o wieczorem?-zakpiłam.
Chłopak sie uśmiechnął,przez co miałam ochotę przyłożyc mu w twarz.
-Co się stało? Chcesz o tym porozmawiać?-wyglądał na tak spokojnego,podczas gdy mnie rozsadzało od środka.
-Co?
-Pytam sie czy..
-Słyszałam co powiedziałeś.-przerwałam mu szybko.-Ale dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? Chcesz mi cos zrobic?Powinnam się bac?-spytałam nerwowo bawiąc się swoimi palcami.
-w dodatku cała się trzęsiesz, pewnie jest Ci zimno-zaśmiał sie lekko i zdjął swoją czarną skórzaną kurtkę zarzucając mi ją na ramiona.Zszokowana jego gestem lekko rozchyliłam usta.
-Dzięki.-sapnęłam speszona.
-Więc, powiesz mi co się stało?-znów o to zapytał.Mimo,że absolutnie go nie znałam i widzaiłam tego człowieka po raz pierwszy, poczułam, że mogę mu zaufać i wszystko mu powiedzieć.
-Ja..Moi rodzice..oni..-nie wiedziałam co powiedzieć, mój głos znów się łamał.
-Shh, spokojnie-powiedział nieznajomy i przytulił mnie do siebie.Oddałam jego uścisk.
-Nie musisz mi mówić jeśli nie chcesz.
-Ja poprostu właśnie się dowiedziałam, że...Że samochód ,którym jechali moi rodzice zderzył się z ciężarówką i..i nikt nie przeżył.-starałam się uspokoić, ale nie potrafiłam, płakałam coraz bardziej. Została mi tylko babcia.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Wtuliłam się w szyję nieznajomego, a on mocniej mnie przytulił.
-Mogę powiedzieć Ci jak to było od początku?-spytałam w końcu sama zaskoczona słowami,które wypłynęły z moich ust,
-Ym,jeśli chcesz..
-Myślę, że poczuję się lepiej.
Opowiedziałam mu wszystko odkąd dowiedziałam się, że będę musiała wyprowadziać się do babci do momentu, w którym siedzieliśmy przytuleni na ławce.
-Czyli siedzisz tu teraz ze mną, człowiekiem, którego w ogóle nie znasz, zamiast
być z babcią?
-Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za wariatkę.
-Właściwie, nie przeszkadza mi przytulanie się z taką ślicznotką.-poruszał swoimi pełnymi brwiami, a ja zarumieniłam się na jego komplement i odsunęłam się troszkę.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo.-udałam oburzoną.
-Chyba się jeszcze nie przedstawiłem.Jestem Justin.-uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
-Ymm, tak.Camillie.-już chciałam uścisnąć jego dłoń, gdy on chwycił moją i ucałował ją. Tym gestem podbił moje serce.Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
-Myślę, że jednak powinnaś być teraz z babcią.-powiedział.
Milczałam.Zachowałam się jak idiotka ,wybiegając z domu i zostawiając bobcie samą w tej trudnej sytuacji.Byłam egoistką i nie myślałam wtedy, że babcia również była roztrzęsiona.
-Chodź, odprowadzę Cię do domu.-Justin wstał i pociągnął mnie za rękę.
Było już ciemno.Ledwo widziałam jego sylwetkę.Nie miałam pojęcia ile czasu przesiedzieliśmy w parku.Tak czy siak, nie żałuję, że go spotkałam.
Szliśmy w ciszy ,mimoto nie czułam się nie komfortowo.
-Tu mieszka Twoja babcia?-Justin spytał zdziwiony.
-Tak,a o co chodzi?
-Emm.Nie, nic.
-Okeej.Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.-powiedziałam i zarumieniłam się. Całe szczęście było ciemno i chłopak nie mógł tego zobaczyć.Idiotka.
-Prędzej, niż myślisz.-Uśmiechnął się tajemniczo i puścił mi oczko.
To słodkie. Jednak nie zrozumiałam jego komentarza.
Staliśmy na ganku, żadne z nas nie odważyło się nic powiedzieć.
Pierwsza zdecydowałam się na dość odważny gest.
Stanęłam na palcach, ponieważ Justin był co najmniej głowę wyższy ode mnie, i pocałowałam go w policzek.
I dała bym sobie rękę uciąć, że Justin się zarumienił.
Aww
-Dziękuję za-za wszystko, pa.- rzuciłam szybo, jednak całkiem szczerze i ruszyłam w stronę drzwi frontowych.
W ostaniej chwili Justin złapał mnie w talii i obrócił w swoją stronę.
Nachylił się i oparł swoje czoło o moje.
-To ja Ci dziękuję. -powiedział i ucałował mnie w nos.
Po tym odszedł zostawiając mnie oniemiałą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy 3rozdzaił i pierwsze spotkanie Camillie i Justina.
Rozdział bardzo długi, ale przyjemnie się go pisało, chociaż wydaję mi się, że początek jest trochę nudny.Ale to chyba normalne, tak mi sie wydaję.
Dziękuję za wyświetlenia, aczkolwiek PROSZĘ WAS O KOMENTARZE.
Dziękuję i pozdrawiam
Drogi pamiętniku,
Dawno mnie tu nie było.Wczoraj przyjechaliśmy do babci Elly.Jak narazie jest bardzo wczesna godzina.Chciałabym dzisiaj iść do miasta kupić takie rzeczy jak np. pasta do zębów.
Postaram się częściej tutaj wpadać.
Twoja Cam
Zamknęłam zeszyt i włożyłam go pod materac. Tak aby nikt nie mógł go znaleźć. Pamiętnik towarzyszył mi w trudnych chwilach mojego życia.Otwierałam go zawsze wtedy, gdy nie miałam się komu wygadać.
Wstałam z łóżka i stanęłam na środku pokoju.Wczoraj nawet nie zdążyłam mu się przyjrzeć.
Nic się nie zmienił. Nadal miał jasno brązowe meble i błękitne ściany.
Napewno przyda się mały remont.Ale narazie spokojnie, nue ma się co spieszyć.
Wyszłam leniwym krokiem z pokoju i ruszyłam w kierunku łazienki.
Stanęłam przed dużym lustrem wiszącym nad umywalką i uświadomiłam sobie, że nadal miałam na sobie wczorajsze ubrania. Przewróciłam oczami.Byłam taka leniwa.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Tak, tego mi było trzeba. Chłodna woda od razu mnie rozbudziła.Umyłam ciało jakimś płynem i nałożyłam na włosy szampon.Dokładnie wypłukałam resztki płynu i wyszłam spod prysznica.Owinęłam się białym ręcznikiem i dokładnie wyszczotkowałam zęby.
Gdy byłam już w swoim pokoju, delikatnie zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do jednej z walizek.Wybrałam pierwszy lepszy komplet bielizny, czarne, dresowe szorty i szary top.
Ubrałam się i podeszłam do lustra wiszącego na ścianie obok łóżka.
Wyglądałam znośnie.Przeczesałam palcami włsy i związałam je w wysokiego kucyka.
Wyciągnęłam z walizki moje ciepłe, puchate, kremowe kapcie w norweskie wzorki i wsunęłam w nie stopy.
Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie szklankę wody.
-Jak się spało?-babcia weszła do kuchni.
-O, nie wiedziałam, że już nie śpisz babciu.Wyspałam się, dziękuję.-uśmiechnęłam się.
-Wstałam jakieś pół godziny temu.Twoi rodzice już są w garażu i szykują się do wyjazdu.-odwzajemniła uśmiech.
-Już? O rany, nie pożegnałam się z nimi!-Wybiegłam z kuchni i udałam się w kierunku drzwi frontowych.Wyszłam na dwór, chłodne powietrze uderzyło w moje gołe nogi na, których luźno wisiały krótkie szorty.Mimo to nie cofnęłam się.
Ruszyłam w kierunku garażu, z którego słychać było głosy moich rodziców.
-Zaczekajcie!-krzyknęłam w ich kierunku.
-Ohh Camillie, dziecko, wracaj do domu! Przeziębisz się!-odezwała się mama groźnym tonem, wyraźnie podirytowana moim szczeniackim zachowaniem.Faktycznie mogłam coś na siebie zarzucić.
-Ja..Ja chciałam się tylko pożegnać. -podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się lekko.
Rodzice spojrzeli na siebie.
Mam podeszła do mnie przytuliła mnie i ucałowała w głowę.
-Myślałam, że nie lubisz długich pożegnań.
-To prawda, ale..Nie zobaczymy się przez dłuższy czas, więc..
Ja poprostu bede za wami tęsknić.
-My za tobą też kochanie.Postaramy się przyjeżdzać raz w miesiącu,prawda?-spojrzała na tatę.
-Oczywiście, że tak.-przytulił nas obie.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam i odsunęłam się lekko.
Zauważyłam, że mama ociera jedną zagubioną łzę ze swojego policzka i uśmiecha się smutno.
-A, ym pożegnaliście się z babcią?-spytałam.
-Tak, kochanie.-odezwał się tato.-Zadzwonimy jak już będziemy na miejscu.
-Okej.-przygryzłam wargę.-To może ja już pójdę.-powiedziałam, ale nadal tam stałam jak wryta w ziemię, nie wykonując żadnego ruchu.
-Camillie..wszystko okej?-spytał się tato.
-T-tak.-Wskazałam kciukiem na wyjście od garażu.-To pójdę.
Mama pomachała mi.
Weszłam do domu, babcia już na mnie czekała.Wtuliłam się w ramię kobiety i miałam ochotę się rozpłakać, jednak nie uroniłam ani jednej łzy.
Babcia odsunęła się ode mnie lekko.
-Chodź, zrobiłam naleśniki.-uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni.
Zjadłyśmy śniadanie rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego.
Oowiadałam jej o szkole, ocenach, a babcia ciągle powtarzała, że i tak uczę się lepiej od Jecka.
Po zjedzeniu placków zabrałam się za rozpakowywanie moich rzeczy.
Starnnie poukładałam ubrania na półkach, a niektóre powiesiłam na wieszakach w dużej szafie.
Otworzyłam duży karton z napisem 'PAMIĄTKI I ZDJĘCIA'
Wyciągnęłam jeden album i zaczęłam go oglądać.
W pewnym momencie natknęłam się na zdjęcie z Niną.Byłyśmy przyjaciółkami do 5 klasy.Później jej rodzina wyprowadziła się, nawet nie pamiętam gdzie.Wiem tylko, że bardzo przeżywałam naszą rozłąkę i później nie znalazłam już sobie żadnej innej przyjaciółki.
Ułożyłam wszystkie albumy ze zdjęciami i wszystkie moje pamiętnki do półki przy biurku.
Rozpakowałam wszystkie książki do szkoły i starannie ułożyłam je na biurku.
Za tydzień musiałam być już w szkole.
Z zamyśleń wyrwał mnie szlochający głos mojej babci.
-Matko Boska! Cam-Camillie, dziecko, o Mó Boże, zejdz..-załkała.
Zbiegłam szybko po schodach i zobaczyłam babcie siedzącą na kanapie z chusteczką w reku.
-Co-co się stało?-spytałam zaniepokojona, mój głos się zahwiał.
-Ja..Twoi-Twoi rodzice..oni-rozpłakała się
Spojrzałam na telewizor, leciały wiadomości.
-Czarne, osobowe BMW poruszające się w kierunku Los Angeles zderzyło się z ciężarówką. Nikt nie przeżył. -męski głos odezwał sie w telewizji.
Nie..Nie.To nie..
-Co?!Nie...nie,nie,nie. Co to do cholery ma znaczyc?!Oni żyją! -wykrzyczałam ile sił w gardle, zaczęłam płakać. Patrzyłam raz na babcie,która nie potrafiła opanowac łez cieknących po jej policzkach ,a raz na ten głupi telewizor,który opowiadał same kłamstwa.Otarłam ręka twarz i puściłam się biegiem w kierunku wyjścia.
Zszokowana wybiegłam z domu.Nie wiedziałam co robię. Poprostu biegłam przed siebie, ile sił w nogach.Zatrzymałam się w pobliskim parku.Usiadłam na ławce,i podkuliłam nogi.Łzy leciały mi z oczu jak opentane.Co ja mam zrobic? Jak zyc?
Ból rozsadzał moja głowę od środka. Zresztą nie tylko głowę;czułam okropny ucisk w sercu,przez który ledwo łapałam oddech.
Patrzyłam przed siebie,i próbowałam wymazac z pamięci nie dawno usłyszane informacje.Przełknęłam gule w gardle i kątem oka zauważyłam, że obok mnie usiadł chłopak.Na oko miał 17 lat i uważnie mi się przyglądał.Był bardzo przystojny,i zapewne w innych okolicznościach skakała bym ze szczęścia,że zainteresował się mną osobnik płci męskiej;natomiast w tej chwili okropnie mnie irytował.
-No i czemu się tak patrzysz?-spytałam wkurzona.-Nigdy nie widziałeś płaczącej dziewczyny w parku o wieczorem?-zakpiłam.
Chłopak sie uśmiechnął,przez co miałam ochotę przyłożyc mu w twarz.
-Co się stało? Chcesz o tym porozmawiać?-wyglądał na tak spokojnego,podczas gdy mnie rozsadzało od środka.
-Co?
-Pytam sie czy..
-Słyszałam co powiedziałeś.-przerwałam mu szybko.-Ale dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? Chcesz mi cos zrobic?Powinnam się bac?-spytałam nerwowo bawiąc się swoimi palcami.
-w dodatku cała się trzęsiesz, pewnie jest Ci zimno-zaśmiał sie lekko i zdjął swoją czarną skórzaną kurtkę zarzucając mi ją na ramiona.Zszokowana jego gestem lekko rozchyliłam usta.
-Dzięki.-sapnęłam speszona.
-Więc, powiesz mi co się stało?-znów o to zapytał.Mimo,że absolutnie go nie znałam i widzaiłam tego człowieka po raz pierwszy, poczułam, że mogę mu zaufać i wszystko mu powiedzieć.
-Ja..Moi rodzice..oni..-nie wiedziałam co powiedzieć, mój głos znów się łamał.
-Shh, spokojnie-powiedział nieznajomy i przytulił mnie do siebie.Oddałam jego uścisk.
-Nie musisz mi mówić jeśli nie chcesz.
-Ja poprostu właśnie się dowiedziałam, że...Że samochód ,którym jechali moi rodzice zderzył się z ciężarówką i..i nikt nie przeżył.-starałam się uspokoić, ale nie potrafiłam, płakałam coraz bardziej. Została mi tylko babcia.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Wtuliłam się w szyję nieznajomego, a on mocniej mnie przytulił.
-Mogę powiedzieć Ci jak to było od początku?-spytałam w końcu sama zaskoczona słowami,które wypłynęły z moich ust,
-Ym,jeśli chcesz..
-Myślę, że poczuję się lepiej.
Opowiedziałam mu wszystko odkąd dowiedziałam się, że będę musiała wyprowadziać się do babci do momentu, w którym siedzieliśmy przytuleni na ławce.
-Czyli siedzisz tu teraz ze mną, człowiekiem, którego w ogóle nie znasz, zamiast
być z babcią?
-Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za wariatkę.
-Właściwie, nie przeszkadza mi przytulanie się z taką ślicznotką.-poruszał swoimi pełnymi brwiami, a ja zarumieniłam się na jego komplement i odsunęłam się troszkę.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo.-udałam oburzoną.
-Chyba się jeszcze nie przedstawiłem.Jestem Justin.-uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w moim kierunku.
-Ymm, tak.Camillie.-już chciałam uścisnąć jego dłoń, gdy on chwycił moją i ucałował ją. Tym gestem podbił moje serce.Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
-Myślę, że jednak powinnaś być teraz z babcią.-powiedział.
Milczałam.Zachowałam się jak idiotka ,wybiegając z domu i zostawiając bobcie samą w tej trudnej sytuacji.Byłam egoistką i nie myślałam wtedy, że babcia również była roztrzęsiona.
-Chodź, odprowadzę Cię do domu.-Justin wstał i pociągnął mnie za rękę.
Było już ciemno.Ledwo widziałam jego sylwetkę.Nie miałam pojęcia ile czasu przesiedzieliśmy w parku.Tak czy siak, nie żałuję, że go spotkałam.
Szliśmy w ciszy ,mimoto nie czułam się nie komfortowo.
-Tu mieszka Twoja babcia?-Justin spytał zdziwiony.
-Tak,a o co chodzi?
-Emm.Nie, nic.
-Okeej.Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.-powiedziałam i zarumieniłam się. Całe szczęście było ciemno i chłopak nie mógł tego zobaczyć.Idiotka.
-Prędzej, niż myślisz.-Uśmiechnął się tajemniczo i puścił mi oczko.
To słodkie. Jednak nie zrozumiałam jego komentarza.
Staliśmy na ganku, żadne z nas nie odważyło się nic powiedzieć.
Pierwsza zdecydowałam się na dość odważny gest.
Stanęłam na palcach, ponieważ Justin był co najmniej głowę wyższy ode mnie, i pocałowałam go w policzek.
I dała bym sobie rękę uciąć, że Justin się zarumienił.
Aww
-Dziękuję za-za wszystko, pa.- rzuciłam szybo, jednak całkiem szczerze i ruszyłam w stronę drzwi frontowych.
W ostaniej chwili Justin złapał mnie w talii i obrócił w swoją stronę.
Nachylił się i oparł swoje czoło o moje.
-To ja Ci dziękuję. -powiedział i ucałował mnie w nos.
Po tym odszedł zostawiając mnie oniemiałą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy 3rozdzaił i pierwsze spotkanie Camillie i Justina.
Rozdział bardzo długi, ale przyjemnie się go pisało, chociaż wydaję mi się, że początek jest trochę nudny.Ale to chyba normalne, tak mi sie wydaję.
Dziękuję za wyświetlenia, aczkolwiek PROSZĘ WAS O KOMENTARZE.
Dziękuję i pozdrawiam
oj tam nudny.. wydaje ci się !
OdpowiedzUsuńrozdział super i dodaje bloga na lstę moich ulubionych :D
z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział
weny!
a o nastęonym rozdziale mogłabys mnie poinformować
*reklama*
na moim blogu?
http://letnobodyknow.blogspot.com/
+ było by mi bardzo miło gdyby pojawił się tam komentarz od ciebie apropo treści...
jeszcze raz weny!
O jejku Dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńRozdziały beda pojawiac sie w niedziele bądź poniedzialki.
Jak tylko bede miala chwile wolnego to postaram sie zajrzeć na twojego bloga.♥