Pojawianie się rozdziałów zależne jest od mojej weny.



mój Twitter - @awwhmrbieber

wtorek, 23 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 8

Camillie

No oczywiście, a czego ja się spodziewałam...
Patrzyłam kolejno na twarze chłopaków próbują wyczytać z nich jakiekolwiek emocje.
Justina wyraźnie rozbawiła moja wcześniejsza postawa, dlatego teraz uśmiechał się szeroko.
Austin wywiercał mi dziurę w glowie swoim intensywnym spojrzeniem.
Czułam się dość nieswojo stojąc pomiędzy nimi.
Domyślam się już, że tą laską, co go tak wkurwiła byłam ja.

-Więc Austin, nie mam zbyt dużo czasu.Kim była ta dziewica? -spytał zozśmieszony Justin
-Widzę, że macie dobre kontakty.-powiedział  Austin przenosząc wzrok na chłopaka
-Taa.Powiedzmy.-rzucił od niechcenia, ale kilka sekund później popatrzył się na mnie i uśmiechnął się. -Do rzeczy stary, zdobądź jej adres i wyślij mi go jutro po południu. Zajmę się nią.-przeszły mnie nieprzyjemne ciarki na plecach, ponieważ, cooo
-Jak chcesz . Chociaż, myślę, że to wszystko nie będzie potrzebne. -puściłi oczko.Momentalnie ogarnęła mnie ulga.
-Dobra, nie rozumiem cię.Zachowujesz się jak baba w ciąży. Najpierw dzwonisz do mnie i mówisz, że laska to niezła suka, a teraz odpuszczasz?! Jesteś idiotą!-krzyknął wyraźnie rozwścieczony.Jego szczęka się zacisnęła, a mięśnie napięły.
Uh. Obydwaj zachowujecie się jakbyście mieli okres!

-Justin -położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, gdy zbliżał się do bruneta z zaciśniętymi pięściami.
Ten jednak nie zwracał na mnie w ogóle uwagi.Zaczynałam się naprawdę bać i panikować.
Szarpnęłam go lekko za skórzaną kurtkę. -Justin..-powiedziałam trochę głośniej.
Mimo to on ciągle nibezpiecznie zbliżał sie do Austina.
Myśl. Myśl. Myśl. Przecież nie może dojść do rękoczynów...
Niestety nic sensownego nie wymyśliłam i jedyne na co było mnie stać to krzyknięcie "Justin, do jasnej cholery, zostaw go!".
Chłopak, nadal ostro wkurwiony odwrócił się w moją stronę.
-Co?! Czemu go bronisz?!-wydarł się -A może to ty mu odmówiłaś, co?
O kurwa..I co ja mam mu powiedzieć?
-Nie krzycz na mnie. -powiedziałam spokojnie, zachowując zimną krew.-Tak, to byłam ja, ale nie widze w tym nic złego. -wyjąkałam i ze strachu, że może mnie uderzyć (bo jak widać ,nie ma pochamowań) cofnęłam się o krok, prawie spadając ze schodów. Całe szczęście para silnych rąk przytrzymała mnie w talii.
Popatrzyłam swoimi przestraszonymi oczami w duże oczy Austina.
Położyłam ręce na jego klatce piersiowej a on postawił mnie w bezpiecznym miejscu przy drzwiach i delikatnie uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się. Powiedziałam ciche "dziękuję", na co on tylko kiwnął głową.
No co ty Camillie?! Co z tobą? To  idiota, dupek,debil..oh zamknij się. 

Kątem oka spojrzałam na Justina, króry stał jak kołek przyglądając się całej sytuacji z kamiennym wyrazem twarzy.
-Cam -odezwał się -idziemy.
Zamurowało mnie.
Jaki on ma problem? 
-Co?Co jest z tobą nie tak?-warknęłam z wyrzutem.Jak on śmiał.
Przez niego prawie nie rozbiłam sobie głowy, a on mi rozkazaywał? To żart? 
Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry, zatrzymał się na moich oczach i powiedział "Jedziesz, czy nie?".Powiedział to zupełnie innym tonem.Nie był juz chłodny i wredny.Jego głos był delikatny i przepraszający (?)
-Tak-wymamrotałam i ostatni raz spojrzałam na wyraźnie speszonego Austina, pokazując mu tym jeszcze raz, że bardzo dziękuję. Odpowiedział mi swoim cudownym uśmiechem i wszedł do szkoły.

-Więc, gdzie jedziemy?  -spytałam zapinając pas
-Nie wiem.-zamyślił się -Chociaż...Możemy pojechać do Zayna.Miał robić dzisiaj imprezę.
-Ale..ja nie jestem ubrana.W sensie odpowiednio.
 Justin zlustrował mnie wzrokiem i przygryzł wargę.
-Dobra, pojedziemy do ciebie, szybko się przebierzesz i lecimy.Okej?
-Yy, dobra.
-Cieszę się. -powiedział zadziornie się uśmiechając.

Ubrałam koszulkę z napisem 'Nirvana' , którą włożyłam w dżinsowe, lekko poszarpane szorty.Gołe nogi zasłoniłam cienkimi, czarnymi rajstopami.
Na stopy wsunęłam czerwone conversy.Zarzuciłam na siebie czarną ramoneskę i byłam gotowa.
Wyszłam z łazienki i podeszłam do Justina siedzącego wygodnie  na moim łóżku z telefonem w ręku.
-Wolałabym wyjść zanim wróci babcia.-powiedziałam
-Mhm.-mruknął pod nosem, wstał i wyszedł z pokoju.
Co za człowiek....

Weszliśmy do dużej willi kolegi Justina.Z oddali kilku metrów słychać było głośną muzykę,całe szczęście nie przeszkadzało mi to.
Uwielbiałam imprezować, dlatego nie zważając na Justina ruszyłam przed siebie.
Szłam prosto przez długi i szeroki korytarz. Ściany były koloru białego ,a  na podłodze leżały jasne, drewniane panele.Ogólnie rzecz ujmując, było bardzo elegancko.Następnie skręciłam w lewo i weszłam do dużego, zatłoczonego pomieszczenia, zapewne salonu.

Byłam już po kilku drinkach i kieliszku czystej.
Cholernie kręciło mi się w głowie i czułam jak moje wnętrzności próbują wydostać się ze mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do jakiegoś chłopaka z brązową czupryną , który stał do mnie tyłem i poklepałam go w ramię.
-Austin? Co ty tutaj robisz?-spytałam, ale to raczej brzmiało jak Austjin? So tys tju tajj robiszzz?
-O Boże, Camillie? Jesteś tu z Justinem, prawda? Gdzie on jest? Dobrze się czujesz? Ile ty do cholery wypiłaś?-chłopak zasypał mnie masą pytań na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Jedynie uśmiechałam się do niego głupio i przytakiwałam głową energicznie mrugając .
Widząc jego minę, wybuchłam głośnym śmiechem jednak po chwili znowu zrobiło mi się niedobrze i przypomniałam sobie, czemu w ogóle z nim rozmawiam.
-Wiesz gdzie jest łazienka? -spytałam zakrywając ręką usta na wypadek, gdyby moje śniadanie znalazło drogę ucieczki z żołądka.
-No pewnie, chodź.-pociągnął mnje za rękę w kierunku wyjścia z pokoju.
Dreptałam za nim wesoło ciągle chichocząc z byle czego.Śmieszyły mnie obrazy wiszące na ścianach i same ściany.
Chłopak zatrzymał się przy jednych z drzwi i spojrzał na mnie swoimi zakrwionymi oczami.
No kolego, trochę się wypiło, co?
Pomyślałam, chociaż moje napewno nie wyglądały lepiej.
-Iść z tobą, czy poradzisz sobie sama?
Nie odpowiedziałam, tylko bez pukania weszłam do przestrzennej łazienkii nie zamykając za sobą drzwi.Całe szczęście nie zastałam tam całującej się pary, czy coś.
Nawet jeśli, napewno nie przeszkadzało by mi to, ponieważ moje myśli skupione były jedynie na tym, aby pozbyć sie z mojego organizmu pewnej ilości alkoholu.
Uklękłam przed ubikacją, wcześniej niezdarnie ją otwietając.
Włożyłam dwa palce do gardła i zwymiotowałam.
Szczęście lub nie szczęście, miałam w tym wyprawę. Ale opowiem o tym kiedy indziej.
Poczułam, że duże ręce chwytają moje włosy i przytrzymują je z tylu głowy.
Oparłam jedną rękę o deskę a drugą włożyłam jeszcze głębiej, do gardła i znowu zwymiotowałam.
Ogarnęło mnie uczucie ulgi i lekkości.
Powoli się podniosłam i stanęła na chwiejnych nogach przytrzymując sie jedną ręką ramienia Austina.
Oddychałam szybko i nie równo.
-No, gładko poszło. -powiedziałam patrząc tempo w ścianę przed sobą.-Dokładnie tak, jak pamiętałam.-dodałam znacznie ciszej i spojrzałam na przyglądającego mi się chłopaka. Trzymał rękę oplecioną wokół moich bioder.
Przełknęłam głośno ślinę i poczułam obrzydliwy smak wymiocin  w gardle.Wyswobadzając się z uścisku podeszłam do umywalki i odkręciłam kurek.Przepukałam kilka razy usta i nalałam trochę wody na dłonie.Napiłam się i zadowolona z pozbycia się okropnego drapania w gardle podeszłam do bruneta.
-Przepraszam, że musiałeś to oglądać.-westchnęłam- To było takie upokarzające.
-Spoko.Czujesz się już lepiej?-powiedział po chwili ciszy.
-Taak, ale nadal jestem trochę pijana.
-Często to robisz?
Jego pytanie wybiło mnie z rytmu.
Wewnętrznie zaczęłam panikować.
O Boże, przecież nie mogę mu powiedzieć, że byłam bulimiczką.Aż tak to było widać? Rany Boskie, myśl Camillie, myśl.
-Co?-to jedyne na co było mnie stać
-Noo..często pijesz?
Uff...
Moje serce zaczęło się uspokajać i pracować w normalnym tępie.
-Um.Ostatnio jakiś miesiąc temu . Kiedyś często się upijałam.-wzruszyłam ramionami -Ale staram się to ograniczać. -zdobyłam się na lekki uśmiech -Dzięki, że tu byłeś.-potarłam swoje ramię dłonią. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca.Pewnie gdybym była całkiem trzeźwa, poprostu wyszła bym  z tego domu i położyła siesię w swoim ciepłym łóżeczku.
Ale nie.
-To co, impreza chyba się jeszcze nie skończyła.
-Jesteś pewna? Jutro jest szkoła i takie tam.
-Chyba nie wmówisz mi, że wymiękasz, koleś.-puściłam mu oczko i wyszłam z łazienki kręcąc biodrami.
Brunet jedynie się zasmiał i poszedł w moje ślady.

Austin chwycił dwie puszki piwa.Jedną podał mi a drugą wziął dla siebie.
Zwinnie otworzyłam ją i upiłam duży łyk delektując sie goszkawym smakiem.
Ruszyłam na prowizoryczny parkiet przepychając się przez spocone ciała obściskujących się ludzi.
Przetańczyłam dwie piosenki samotnie na środku parkietu nie przyjmując się dziwnymi spojrzeniami dookoła.
Zaczęła się piosenka, za którą nie przepadałam  więc ustawiłam miejsca jakiejś mega pijanej blond lasce i weszłam do korytarza, którym  wcześniej szłam z Austinem do łazienki.
Tak mi się bynajmniej wydawało.
Przyglądałam się ścianom i obrazom.Jednak wydawały się jakieś inne.
Uśmiechałam się sama do siebie z nie wiadomych powodów.Normalnie mogło by się to wydawać dziwne, ale chwila, jestem pijana.

Uchyliłam drzwi po mojej lewej stronie.Ujrzałam młodego mężczyznę dziko kochającego się z jakąś panienką.
-Ups...Przepraszam.-zachchotałam i delikatnie zamknęłam drzwi, żeby im nie przeszkadzać.Chociaż oni pewnie nawet mnie nie zauważyli.Ale nie obchodziło mnie to.Byłam nawalona w trzy dupy i normalnie spaliła bym się ze wstydu, przerywając komukolwiek w tak intymnej chwili.
Nagle poczułam silną chęć zapalenia nikotyny.
Przeszukałam kieszenie od spodni, ale niestety nie znalazłam ani zapalniczki, ani papierosów.
-Kurwa-bąknęłam i dalej szłam przed siebie z nadzieją, że napotkam kogoś kto będzie miał fajki.
Czy te korytarze kiedyś się kończą? 

Bez zastanowienia pchnęłam dębowe drzwi i weszłam do pokoju.
W pomieszczeniu było dość ciemno, a mgła przed oczyma jeszcze bardziej pogarszała sytuację.
Moją uwagę przykuło ogromne łóżko na środku.
Podreptałam do niego i usiadłam na skraju.
Otworzyłam małą szufladkę od szafki nocnej stojącej obok.
Znalazłam tak kilka paczuszek prezerwatyw, długopis, kilka kartek,masę kurzu, papierosy i zapalniczkę.
W moich oczach zawirowały iskierki szczęścia.
Wyjęłam jedną fajkę z opakowania i chwyciłam zapalniczkę.
Rozglądnęłam się po pokoju szukając okna.
Byłam przyzwyczajona do palenia tylko na świeżym powietrzu.
Nie lubiłam gdy w moim pokoju śmierdziało dymem, więc pomyślałam, że ktoś, do kogo należy ten pokój też tego nie lubi.
Jedyne okno jakie znalazłam to drzwi wyjściowe na balkon.
Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz wdychając chłodne powietrze.
Przytrzymałam papierosa między dwoma palcami-środkowym i wskazującym, po czym zapaliłam go.
Dym nikotynowy rozniósł się pooich płucach. Cudowne uczucie, niestety bardzo uzależniające.
Oparłam łokcie na zimnej barierce i opodziwiałam piękny ogród.
Gdzie niedziele posadzone były jakieś krzaczki, a przed nimi grządka róż. Nie byłam w stanie określić ich koloru.Być może to wina odległości, a może mojego stanu trzeźwości.A może poprostu tego, że nadchodziła zima, co oznacza, że wszystkie niegdyś kolorowe płatki leżały teraz na chłodnej ziemi.
Przy bramie stała ogromna wierzba. Jej gałęzie opadały, co wyglądało jakby kłaniała się nisko witając kogoś bardzo ważnego.
Niedaleko stały trzy wysokie sosny i inne drzewa kolczaste, których nazw nie znam.
Na środku ogrodu stała całkiem przyzwoita jak na mój gust fontanna.
Niestety nie działała, a szkoda.

Wypaliłam całego papierosa i zagasiłam go na barierce.
Wrociłam do nieznanego mi pokoju i położyłam się na łóżku wtulając się w poduszkę. Pachniała cudowni, męskimi perfumami.
Zachichotałam ,ponieważ uświadomiłam sobie, że wbiłam się do cudzego pokoju.
Robiłam się coraz bardziej śpiąca i powoli zapadałam w sen.
Jednak nie było mi dane odpocząć nawet chwilę, ponieważ ktoś zaczął uporczywie szarpać za klamkę.
Dziwne, przrzecież nie zamykałam drzwi.

Ziewnęłam i chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi tylko po to, by zobaczyć za nimi Justina namiętnie obściskującego blond łaskę, której ustąpiłam miejsce na parkiecie.
Dziewczyna mruczała mu z zadowoleniem przy uchu, a on wystawił rękę szukając klamki, którą oczywiście trzymałam ja.
Zamrugałam kilka razy ospale patrząc raz na nią, a raz na niego.
Chłopak zaklnął pod nosem i oderwał głowę od jej szyji przestając ją ssać.
Widząc mnie, od razu odsunął od siebie tę Kaczuchę ,bo tak ją właśnie nazwałam.
Dziewczyna miała rzadkie blond włosy, przypominające kacze pierze i pomarańczową twarz od nadmiaru makijażu, która odgrywała rolę dzioba.
Stąd Kaczucha.


Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Jego mina bezcenna
Chwyciłam się za brzuch, gdy  Justin próbował jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie.
-Anna, do jasnej cholery!Między nami nigdy nic nie było i nigdy nie będzie!-krzyczał
-Czyli chciałeś sie mną tylko pobawić?-bardziej stwierdziła niż spytała. Trochę jej współczułam, ale z drugiej strony zsunęłam się na podłogę odchylając głowę do tyłu i śmiejąc się jeszcze głośniej.
Chłopak westchnął przeczesując włosy i ciągnąć za ich końcówki.Wydawał się być bardzo zmieszany.
Pewnie chciał ja tylko wykorzystać, ale nie chciał jej ranić mówiąc jej to prosto w twarz.
Dupek
-Dobra, wiesz co? Mam cię dosyć! Jesteś cholernym idiotą! Nienawidzę cię! -wyrzuciła ręce w powietrze i zaczęła wymachiwać nimi ciągle się drąc.-Tylko nie dzwoń do mnie, gdy nie będziesz miał sie z kim poruchać! Słyszysz?! Nie dzwoń, nie pisz, nie przychodz do mnie! Nigdy! Zrywam naszą umowę!
-Nie możesz!
-Nie? To patrz.-zaczęła iść w przeciwnym kierunku.
-Anna, zaczekaj! Nie masz prawa!-krzyczał jednak ona wystawiła mu środkowy palec przez ramię. -Kurwa!-kopnął butem w ścianę.

Wzięłam głęboki oddech  i chwyciłam się ściany, by łatwiej było mi wstać.
Powoli się uspokoiłam biorąc kilka głębokich wdechów.
-Dlaczego byłeś dla niej taki okrutny?-zwróciłam się do Justina
-Mieliśmy układ -powiedział niejasno wchodząc do pokoju.-Co ty tu właściwie robisz? Szukałem cię chyba wszędzie! -powiedział trochę głośniej.Jednak zbyłam jego pytanie i zaintesowałam się wcześniejszą wypowiedzią
-Jaki układ? Na czym miał polegać? To było dla ciebie ważne? -spytałam siadając po turecku na środku łóżka.
-To nie twoja sprawa. To nie są sprawy dla grzecznych dziewczynek, takich jak ty.- zdania wypowiadał oschle i dość cicho
-Chcę wiedzieć. -zaprotestowałam
-Byliśmy przyjaciółmi... od seksu.-wzruszył ramionami
-Fuj.To obrzydliwe.
Chłopak roześmiał się i usiadł obok mnie.
-Mogę ci pokazać, że to nie jest takie obrzydliwe jak ci się wydaje.-trącił nosem moją szyję. W normalnych okolicznościach podobałoby mi się, ale odtrąciłabym go.
Jednak po alkoholu wszystkie wspomnienia wracały.
Momentalnie odepchałam go od siebie i przykryłam twarz poduszką.
Justin był całkiem zdezorientowany.
-Zostaw mnie.-warknęłam w poduszkę, gdy poczułam jego ciepłą dłoń na wnętrzu mojego uda.
-Spokojnie Camillie, będzie fajnie.-przygryzł moje ucho, pod moimi powiekami zebrało się kilka łez.
-Powiedziałam, że masz mnie nie dotykać. -warknęłam odsłaniając buzie i patrząc mu w oczy.-Jesteś naćpany.
-Tylko troszeczkę.A poza tym, ty jesteś pijana.-stwierdził nadal nachalnie całują moją szyję. -Śmierdzisz tytoniem.Dlaczego?
-Ja wcale nie śmierdzę!-oburzona rzuciłam w niego poduszką.
-Palisz?-zignorował mój ruch.Dla mnie liczyło się tylko to, że przestał mnie obmacywać.
-Może tak, a może nie.-udawałam tajemniczą zapominając o tym, że przed chwilą prawie mnie zgwałcił. Pijana nie byłam sobą.
-Dlaczego? Dlaczego to robisz?
Zmarszczyłam brwi.
-A dlaczego bierzesz?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Narkotyki nie zagrażają mojemu życiu.
-Ha.Gówno prawda.-wypowiedziałam powoli i wyraźnie.
-Tylko jeśli przedawkuje, a do tego nigdy nie dopuszczę.-bronił się.
-Cóż, może umrę szybciej, ale przynajmniej będę świadoma tego, że tracę życie.
A ty umierając pod wpływem, nawet nie będziesz zdawał sobie sprawy z tego, żee już nigdy nic nie zobaczysz.-uśmiechnęłam się słodko -A teraz złaź ze mnie.Chcę spać.
Chłopak zsunął się ze mnie i położył sie obok przykrywając nas kołdrą.
- Odsuń się. -powiedziałam
-Nie mogę-wyszeptał mi melodyjnie do ucha.
-Bo?-spytałam poirytowana.Nie miałam ochoty kolejnej nocy spędzić z nim w jednym łóżku.
-Bo jestem dupkiem.
-Napalonym dupkiem.-poprawiłam
-Na ciebie, zawsze.-szepnął I cichutko s.się zaśmiał.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1.Baardzo Was przepraszam, że nie dodałam rozdziału na czas ale byłam na wyjeździe i nie miałam internetu.
2.Cieszę się niezmiernie, że jest kilka osób, które czytają mojego bloga regularnie.
Przypominam:nowe rozdziały pojawiają się W NIEDZIELE  bądź PONIEDZIAŁKI.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 16 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 7

Justin
Otworzyłem powoli moje zaspane oczy.Było ciemno, jednak mogłem poznać, że nie leżałem w swojej sypialni.
Przez jakiś czas zdezorientowany wpatrywałem się w sufit.
Gdzie ja do kurwy jestem? 
Po mojej głowie krążyły wydarzenia z wczorajszego wieczoru.
Ostra impreza
Jakaś laska
Chwila, może to u niej jestem?
Czy wypiłem, aż tyle, że byłem w stanie przespać się z przypadkową panienką?
Nie...Przecież ja spławiłem.
Jakiś koleś dostał ode mnie w mordę.
Wyszedłem z klubu i...
No właśnie, dalej nic nie pamiętam. Totalnie urwał mi się film.Totalna pustka.
Już chciałem się podnieść do pozycji siedzącej i następnie wstać z łóżka, gdy poczułem drobne ciałko leżące na moim torsie, uniemożliwiające mi to.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem młodą , smacznie śpiącą dziewczynę wtuloną w moją klatkę piersiową. 
Kto to jest?
Zaraz, zaraz..
To niemożliwe.
Camillie?
Przyjrzałem sie dokładniej jej delikatnym rysom twarzy.
A jednak! Tak to napewno ona.
Ale..Czy my?
-Oczywiście, że nie, idoto!-odezwał się głos w mojej głowie. -Nie pozwoliłaby ci na to.
A co jeśli ją do tego zmusiłem? 
Napewno nie, Cam jest zbyt silna psychicznie, dałaby sobie ze mną radę. 
No ale byłem pijany, czyli nieobliczalny. 
Uh, koniec!
Między nami do niczego nie doszło, jestem w ubraniu.

Powoli zszunąłem z sobie Camillie i wstałem z dużego, wygodnego łóżka.
Zakreciło mi się w głowie. Musiałem oprzeć się o ścianę, aby nie utrzymać się na nogach.
Chwyciłem telefon dziewczyny ,leżący na stoliku nocnym.
Była dopiero piąta rano.
Rozejrzałem sie po nadal słabo oświetlonym pokoju.
Znałem ten dom na wylot, jednak tutaj jeszcze nigdy nie byłem. To musiało być to pomieszczenie, do którego pani Parker, zdecydowanie zabroniła mi wchodzić.
Ups.
To nie tak, że jej nie lubiłem. Wręcz przeciwnie, czasem zastępowała mi moją babcie, z którą nie miałem zbytnio dobrych kontaktów.
Poprostu czasem była za bardzo przesadna i opiekuńcza.

Wyszedlem z pokoju i bezdzwięcznie zamknąłem drzwi.
Powoli, nie robiąc hałasu zszedłem na dół i pokierowałem się do kuchni.
Z górnej szafki wyciągnąłem czystą szklankę, do której nalałem wody mineralnej.
Z małego koszyczka wydobyłem dwie tabletki przeciwbólowe i popiłem je.
Odstawiłem kubek do zlewu i z powrotem ruszyłem do pokoju Cam.
Odszukałem drzwi do łazienki i chwyciłem jej szczoteczkę do zębów z zamiarem użycia jej.
Chyba sie nie obrazi...
Umyłem zęby i opłukałem twarz zimną wodą.
Rozczesałem palcami moje rozwichrzone włosy i wyszedłem z  łazienki.

Chwyciłem małą kartkę i długopis leżące na biurku i napisałem krótki liścik.
Podszedłem do łożka i postanowiłem przyglądnąć się trochę dziewczynie.
Miała długie, jasno brązowe włosy, falami opoadące na jej zgrabne ramiona.
Jej ciemne oczy były teraz zamknięte.Widziałem tylko długie czarne rzęsy.
Reszty ciała nie mogłem przestudiować, ponieważ była przykryta kołdrą pod samą szyję.
Pamiętałem, że był bardzo szczupła, mogła by troszkę przytyć.
Ale nie oszukujmy się, była śliczna.

Wyszedłem na dwór, cicho zamykając za sobą drzwi na klucz.
Włożyłem go do doniczki z kwiatkiem stojącym obok i ruszyłem przed siebie, prosto do domu.

Camillie
Powoli wcierałam w swoje ciało owocowy żel  i rozkoszowałam się gorącą wodą spływającą po nim.
Włosy umyłam truskawkowym szamponem.
Następnie spłukałam całą pianę i wyszłam spod prysznica, owijając się białym ręcznikiem.
Tylko nie mówcie mi, że znowu nie wzięłam ubrań...
Rozgłądnęłam się po łazience.
Ugh, a jednak.
Weszłam do pokoju i podeszłam do krzesła przy biurku, na którym położyłam czarne leginsy, dużą, granatową bluzę i bieliznę.
Jednak moją uwagę zwrócił skrawek zapisanej, a raczej zabazgranej kartki.

Hej Cam,
Nie mam pojęcia co robiłem w Twoim łóżku, ale mam nadzieję, że nie zrobiłem niczego nie odpowiedniego.
Myślę, że wybaczysz mi moje pijackie zachowanie.
                                                                                                                Xx Justin
Ps:Klucze są w doniczce na werandzie.
   
Mam wrażenie, że ten człowiek ma dwa oblicza.
Raz jest zboczonym I pewnym siebie ,nastoletnim dupkiem, ale z drugiej strony jest wychowanym dżentelmenem z dobrego domu.
Coś mi się wydaję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

Do mojej torby spakowałam jedynie kilka zeszytów I piórnik, ponieważ nie wiedziałam jakie będę miała dziś zajęcia, na które swoją drogą baardzo nie chciałam iść.
-Babciu!-krzyknęłam.-Za chwilę wychodzę!
-Dobrze kochanie, na stole leży śniadanie. Spakój je sobie.
-Taa.-mruknęłam pod nosem i zgarnęłam ze stołu szczelnie opakowaną kanapkę, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak jej nie zjem.
Ale kto normalny kłóciłby się z babcią o jedzenie...

Ubrałam moje krótkie, matowe Martensy i brudno-zieloną parkę.
Na szyję zarzuciłam czarny komin.
Chwyciłam torbę i wyszłam na ganek.
Z doniczki wyciągnęłam klucz, który spakowałam do plecaka i ruszyłam w kierunku szkoły,  zgodnie z instrukcją babci.

Może z zewnątrz wyglądałam na opanowaną, ale w środku byłam kłębkiem nerwów.
Nie chodziło tutaj o moich rówieśników, ponieważ ich opinia obchodziła mnie jakoś najmniej.
Nauczycieli też się nie obawiałam.
Więc skąd ten stres?
Właściwie, to sam nie wiem.

Stanęłam na schodach do piekła, potocznie zwanego jako Szkoła.
Była dużo mniejsza niż moja poprzednia, mimo to nie zaliczyłabym jej do najmniejszych.
Pchnęłam duże, szklane drzwi i rozglądnęłam się po przepełnionym od uczniów korytarzu przygryzając lekko wargi.
Jak na zawołanie wszystkie rozmowy ucichły, a oczy całej spłeczności zwróciły się w moją stronę.
Nie ukrywam, to było cholernie niezręczne i irytujące.
Czy oni nie mogą skupić sie na sobie i rzeczach, które jeszcze przed chwilą ich interesowały?

Wszystkim tym, którzy nadal stali jak ostatnie przygłupy przypatrując mi się, posłałam zirytowane spojrzenie i wredny uśmiech.
Taa, nie ma to jak pierwsze, dobre wrażenie.

Idąc korytarzem dotarłam do gabinetu dyrektora.
Babcia opowiadała o nim, jak o dobrym przyjacielu.Co oznacza, że musiał być w miarę normalny.
Bo przecież moja babcia zadaje się tylko z normalnymi ludźmi, prawda?
Prawda?
O Boże, to będzie katastrofa.

Delikatnie zapukałam i powoli uchyliłam ciemne, drewniane  drzwi wychylając głowę.
-Dzień dobry..-powiedziałam cicho i weszłam do pokoju, gdy zobaczyłam faceta po pięćdziesiątce siedzącego za biurkiem.
Ubrany w czarny, elegancki garnitur i błękitną koszulę.Na nosie miał  śmieszne, małe okularki, które psuły cały efekt poważnego dyrektora.
Był w połowie łysy, a jego ostatnie siwe włoski tworzyły zakola.
-O, dziennik dobry panno..- urwał w połowie zdania, chcąc wiedzieć jak mam na imię.
Co to za dyrek co nie zna swoich nowych uczniów.?
Pffh
-Camillie Jons, jestem tu nowa.
-Ah no tak.Siadaj dziecko, nie krępuj się. -powiedział uśmiechając się  do mnie.
Okeeej, czy tylko ja pomyślałam, że to dziwne?
Usiadłam na czerwonym krześle stojący przy biurku i zaczęłam uważnie słychać tego, co miał mi do powiedzenia.
-Więc nazywam się Pan Dyrektor Green.-zaczął.-Oczywiście mam imię, ale dla wszystkiech  uczniów mojej szkoły brzmi ono właśnie Dyrektor.
Jedyne co zrobiłam, to uśmiechnęłam sie do niego i skinęłam głową na znak, że wszystko rozumiem jednak pomyślałam:Jeny, co za idiota.
-Tutaj masz plan zajęć na dzisiaj i na resztę tygodnia.-podsunął mi kartkę pod sam nos.-Mam nadzieję, iż rozumiesz, że nie w tej szkole nie toleruje się ucieczek z lekcji, alkocholu i papierosów?-uniósł znacząco swoje krzaczaste brwi.
Taa, super.Czyli  zero fajek przez około osiem godzin dziennie?
Oczywiście Panie Green, jestem w siódmym niebie.
-Um..Tak, oczywiscie.
-Wszystkie rodzaje używek,  również są zabronione i grożą wydaleniem ze szkoły. To też rozumiesz?
Gościu, za kogo ty mnie masz?
-Tak, wszystko rozumiem.-wycedziłam przez sztuczny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy . Twój numer szafki to..chwila, niech sprawdzę..-zaczął klikać coś w swoim komputerze.-Jons..Jons..O , mam.
Szafka 68 jest twoja.Trzymaj kluczyk i zmykaj na lekcję. -uśmiechnął sie życzliwie i podał mi mały metalowy przedmiot.
Czy ten facet jest bipolarny, czy to tylko ja?

Weszłam do klasy jeszcze przed dzwonkiem na lekcje.Przepychanie się przez tłumy znudzonych nastolatków, to nie na moje nerwy.
Zajęłam miejsce w ostatnim rzędzie koło okna.Lubiłam mieć dostęp do świeżego powietrza.
Zdjęłam kurtkę i powiesliłam ją na oparciu małego, drewnianego i jakże niewygodnego krzesła.
Położyłam torbę na kolanach i wyjęłam z niej czarny zeszyt i mój ukochany piórnik.
Był puchaty, różowy i z boku cały poobklejany różnymi śmiesznymi naklejkami.
Dostałam go na moje dziewiąte urodziny
Uśmiechnęłam się do siebi wspominając tę wspaniałą imprezę na sali zabaw z dużym tortm truskawkowym
Tych urodzin zazdrościła mi każda dziewczynka w szkole.

To była chyba najnudniejsza lekcja historii jaką kiedykolwiek przeżyłam.
Nauczycielem był jakiś starszy pan, którego nazwiska nie pamiętałam.
Jąkał się co drugie słowo i non stop się powtarzał.
Ten człowiek nawet nie zauważył, że połowa uczniów go wogóle nie słuchała, ponieważ była zajęta odsypianiem nocy!
Po pierwszych dziesięciu minutach, wiedziałam już, że nie będę odwiedzała tego gabinetu za często.
Taak, wiem, że Dyrektor dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie wolno zrywać się z lekcji, ale...
No cóż, jeśli szukacie osoby trzymającej się zasad to napewno nie przychodźcie do mnie.

Otworzyłam moją szafkę i odłożyłam do niej wszystkie nie potrzebne mi rzeczy na następną lekcje, czyli najgorsza z najgorszych -fizyka.
Wyjęłam tylko jakiś zeszyt i chciałam iść pod klasę, gdy niespodziewanie przede mną stanął przystojny brunet.
-Cześć laleczko.-Uśmiechnął się przyjaźnie i położył obie ręce po bokach mojej głowy tworząc pułapkę.
Przełknęłam ślinę i newnowo przygryzłam wargi.
-Ymm...Hej? -powiedziałam niepewnie.-Mógłbyś się przesunąć? -spytałam przyciskając zeszyt do piersi.
-Chyba się mnie nie boisz? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
Pffh, oczywiście, że nie.No może troszkę...
-A mam do tego powody?-odezwałam się pewniej unosząc prawą brew. -Wszystko zależy od ciebie...-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Woah, kolego.- zaśmiałam się nerwowo i odepchnęłam go lekko kładąc dłoń na jego umięśnionej klatce piersiowej.-Nie tak szybko, ja nie szukam chłopaka.A teraz, jeśli wybaczysz, śpieszy mi się.-powiedziałam i wykorzystałam moment , w którym nieznajomy był na tyle zdezorientowany całą sytuacją, że swobodnie mogłam wyswobodzić się z jego pułapki i ruszyć na dalsze, męczące lekcje.
-Ej, ty zatrzymaj się!-usłyszałam za sobą dziewczęcy głos.
Najwyraźniej, nie jest mi dane przeżyć ten dzień spokojnie.
Odwróciłam się do tyłu poszukując wzrokiem mojego nawoływacza.
-Tak, ty-podbiegła do mnie  zdyszana rudowłosa dziewczyna.-Zaczekaj.-wydyszała i chwyciła ręką moje ramię podpierając sie na nim i próbując ustabilizować swój oddech.
-Wybacz, ale chyba mnie z kimś pomyliłaś.Jestem tu nowa.-powiedziałam lekko zakłopotana.
-Ugh, no przecież wiem!-wykrzyczała jakby to była najbardzoej oczywista rzecz na świecie. -Jestem Amanda, chodzimy do równoległych klas.-popatrzyła na mnie swoimi  dużymi, wesołymi, zielonymi oczami i odgarnęła burzę pomarańczowych loków spadających na jej czoło.
-Camillie-powiedziałam podając jej rękę, by uścisnęła ją na powitanie.Ta jednak popatrzyła na nią i wybuchła melodyjnym śmiechem przytulając mnie.
Lekko zszokowana oddałam jej uścisk.
Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale wydaje się być miła i pozytywnie nastawiona do życia.
Amanda odsunęła sie ode mnie i szeroko się uśmiechnęła.
-Widziałam tę akcję przy szafkach.-wydawała się bardzo podniecona tym co mówi, jednak ja nie widziałam nic specjalnego w zaistniałej niedawno sytuacji.
Uniosłam swoje brwi oczekując,że wyjaśni co w tym takiego ciekawego.-Dziewczyno, postawiłaś się Austinowi!-prawie, że krzyczała ze szczęścia, jednak ja dalej nic nie rozumiałam.
-Mogła byś trochę ciszej?-spytałam próbując ją nieco uspokoić.
-Laska, tu chyba nie wiesz, co się tutaj dzieje! Ale będzie jazda! O Mój Boże!-zaczęła wachlować się rękoma.
-Mogła byś trochę jaśniej?
-O matko..-westchnęła.-Jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła Austinowi, byłaś pierwsza.I w dodatku odmówiłaś pocałunku żartując z niego! Napewno się wściekł.A jak jest zły, to nie dobrze.Widzisz..on potrafi być niebezpieczny.-tłumaczyła.
-Czyli, mam rozumieć, że mam u niego przesrane?-spytałam z grymasem na twarzy.
-Nazywaj to jak chcesz. Ale nie martw się, pomogę ci przez to przejść! -niemal tryskało od niej optymizmem.Niewiarygodne, że można być aż tak kopniętym, żeby cieszyć się w chwili, gdy opowiada się komuś, że ma przerąbane u szkolnego bad boya.
-Dzięki. -powiedziałam cicho i ruszyła w strone klasy od fizyki.
-Co masz teraz?-spytała Amanda idąc ze mną ramię w ramię.
-Fizykę-wymamrotałam.
-Ja też! Popatrz jak sie złożyło.-zaśmiała się głośno.

Nareszcie do domu! - to jedyne co miałam w głowie po męczących ośmiu godzinach spędzonych w szkole.
Spakowałam moje rzeczy do torby i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych.
-Hej! Ym, Camillie?!-usłyszałam za sobą  trochę znajomy głos.
C o  z n o w u ?
Obróciłam się w kierunku głosu i kogo zobaczyłam?
Jak mu tam było? Austin? Taa, chyba jakoś tak.
-Co? -warknęłam niekontrolowanie na co on jedynie się lekko zaśmiał.-No czego chcesz? Nie mam całego cholernego dnia.
-Posłuchaj dziecinko..-zaczął niedoczekanie
-Ha! To ty mnie lepiej posłuchaj - wystawiłam w jego kierunku mój palec wskazujący -  po pierwsze, ile ty masz w ogóle lat, że tak do mnie mówisz? Hmm?Po drugie, nie mam ochoty z tobą rozmawiać na żaden temat.-powiedziałam wolno i wyraźnie mając nadzieję, że doskonale zrozumiał moje słowa i nie zbliży się do mnie więcej.
Kątem oka widziałam, że wokół bas zbieraz się coraz to więcej osób.
-A wy co się tak patrzcie? Wasze życie nie jest wystarczająco interesujące? -posłałam wszystkim najbardziej groźne spojrzenie, na jakie było mnie stać, poprawiłam torbę na prawym ramieniu, odrzuciłam kilka kosmyków włosów do tyłu i udałam się w kierunku, do którego zmierzałam zanim ten imbecyl mi przeszkodził.

Chłodne, październikowe powietrze uderzyło o moje rozgrzane policzki.
Przytrzymałam torbę między moimi nogami i zarzuciłam na siebie moją parkę.
Szyję owinęłam szczelnie moim czarnym szlikiem i zeszłam po dużych betonowych schodach.
Do uszu dobiegł dźwięk mojej komórki.

 Od Dupek (Justin) :
                                 Chyba o czymś zapomniałaś...
                                                                      Justin

Zmarszczyłam brwi, ponieważ, coo


Od Dupek (Justin) :
                                Rozglądnij się po parkingu, ślepaku

Oderwałam iczy od telefonu i wykonałam jego polecenie.
Na parkingu stało dość dużo samochodów różnej marki, wielkości i kolorów.
Tylko jedno znacznie się wyróżniało.
Przy czarnym, sportowym Lexusie stał Justin ubrany w dżinsy z lekko zwieszonym krokiem, biała bokserkę, skórzaną kurtkę i z tego co dobrze widziałam to na stopach miał Supry.
Uśmiechał się i mi machał.
Ah, no przecież. Miałam sie z nim spotkać dzisiaj po szkole..
Odmachałam mu i podeszłam do niego przepychając się przez ciasno ustawione samochody.
-Hej.-powiedziałam uśmiechając się.
-Siemka, chodź muszę pogadać chwilę z moim kumplem.Podobno jakaś laska nieźle go wkurwiła.-powiedział i delikatnie pociągnął mnie  za ramię z  powrotem w stronę szkoły.

Na moje nieszczęście , przy wejściu zastaliśmy Austina.
-Chodź do tego twojego kolegi szybciej ,nie mam ochoty patrzeć na tego debila.-powiedziałam do Justina.
-To jest właśnie Ten Mój Kolega.-odpowiedział śmiejąc się.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

          CZYTASZ=KOMENTUJESZ  


                                                   


         





poniedziałek, 8 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 6

Camillie
Serce podeszło mi do gardła, gdy poczułam na swoich biodrach duże, męskie dłonie. 
Oddychłam coraz szybciej, mimo to powietrze nie dochodziło do moich płuc. Mój oddech stawał się coraz płytszy.
Chciałam zacząć krzyczeć i wołać o pomoc, kogokolwiek.
Nie mogłam..
Nie mogłam wydobyć z siebie chociażby najcichszego dźwięku. 
Co jeśli to jakiś morderca, który chce mnie brutalnie zgwałcić, a później zadźgadź nożem? 
-Spokojnie Camillie, nie chciałem cię wystraszyć.-wychrypiał kładąc głowę na moim ramieniu. Znałam tę cudowną barwę głosu, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należała. -Nie bój się, to tylko ja.-wybełkotał prosto do mojego ucha.Spokojnie mogłam stwierdzić, że był pijany. 
Wzięłam kilka głębokich wdechów i powoli wypuściłam powietrze z ust.
Przygryzłam wargę i spokojnie odwróciłam się tak, że stałam z nim twarzą w twarz.
Moje oczy nienaturalnie się rozszerzyły, gdy zobaczyłam przed sobą Justina zalotnie uśmiechającego się. 
Starch przeistoczył się w złość.
Co za kretyn!
Jak on mógł mnie tak wystraszyć?!

-Co ty tutaj robisz człowieku?! -krzyknęłam szeptem, tak, aby nie obudzić śpiącej babci. -Prawie dostałam przez ciebie zawału! Jak mogłeś?! Po co tu przeszedłeś?!-bulwersowałam się niepotrzebnie, do niego i tak nic nie docierało.
Stwierdzić, że był pijany, to źłe określenie, on ledwo trzymał się na nogach. 
Energicznie strzepnęłam jegi ręce ze swojej talii i zrobiłam krok do tyłu.
Zaczęłam mierzyć go wzrokiem od góry do dołu. 
Był ubrany w czarne spodnie, lekko opuszczone w kroku, białą, wymiętoloną koszulkę w serek i  jeansową kurtkę.Jego włosy ułożone były w artystyczny nieład, to chyba nie był zamierzony efekt.Mimo to wyglądał dobrze.
Justin stał w miejscu, przytrzymując się ręką ściany i uśmiechał się jak człowiek psychicznie chorych. -Jesteś nawalony w trzy dupy,a poza tym masz rozciętą wargę i łuk brwiowy.Gdzie ty się tak urzadziłeś, huh?-spytałam podchodząc do niego i wycierając krew z podbródka.-Odpowiesz mi?
-Też cię lubię Cam, ale wydaje mi się, że na obmacywanki to jeszcze trochę za wcześnie. -powiedział nie do końca wyraźnie i puścił mi oczko. 
Zamrugałam kilka razy, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie swobodnie wypłynęły z jego ust.To niemożliwe, że ten poukładany chłopak z bogatej rodziny,  po pijaku zamienia się w pewnego siebie , zarozumiałego dupka.
-Cokolwiek.-powiedziałam i chwyciłam go za ramię, porowadzą do łazienki.
Całe szczęście Justin nie stawiał żadnego oporu i posłusznie poszedł za mną
Ugh, on się raczej potoczył.Nie było mowy, żeby w ty stanie samodzielnie utrzymywał sie na nogach, a co dopiero chodził.

Po wejściu do łazienki zamknęła drzwi i rozkazałam chłopakowi usiąść na brzegu wanny.
Justin zachichotał.
Odwróciłam się w jego kierunku  i uniosłam brwi, oczekując, że powie mi co go tak bardzo śmieszy.
-No wiesz..Ja, ty, łazienka..Po co zamknęłaś drzwi? Masz mi voś do powiedzenia? -bełkotał rozglądając się po łazience. Ja natomiast wywróciłam teatralne oczami i zabrałam się w przeglądanie szafek w poszukiwaniu wody utlenionej i wacików.-Szafka po lewej, trzecia szuflada.-odezwał się, uśmiech nadal nie zchodził mu z twarzy.-Wiesz, świat po alkoholu jest piękny, zupełnie inny niż wtedy, gdy jesteśmy trzeźwi.Nie ma żadnych problemów, żadnych zmartwień i smutków.Ale i tak wole raz na jakiś czas zapalić zioło.Oo tak.Wtedy życie to już bajka, wszystko staje się kolorowe, widzisz tylko rzeczy, które chcesz widzieć.-gadał bez opamiętania, z początku starałam się go nie słuchać i skupić się tylko na przygotowaniu opatrunku, ale później stwierdziłam, że przez tą jego paplaninę, mogę się czegoś o nim dowiedzieć. No i chciałaś babo, to masz.
Nie koniecznie chciałam się dowiedzieć, że jest alkoholikiem i narkomanem.
Ale może będę skłonna mu  pomóc w nałogu?-A ty?  Próbowałaś kiedyś?-spytał, wygrywając mnie z zamyśleń.
-Ja..Ja nie, nie próbowałam.-powiedziałam myśląc, że chodzi mu o narkotyli, bo w końcu przed chwilą właśnie o tym gadał.
-Naprawdę?! Nie możliwe, napewno je jadłaś! Nie kłam.-wykrzyczał śmuejąc się jak wariat.
Przyłożyłam mu opatrunek do rozciętej brwi, na co on lekko syknął i wykrzywił twarz w grymasie.Tym razem to ja się zasmiałam.
-Naprawdę, i nie mam zamiaru próbować. -odpowiedziałam na jego pytanie przykładają wacik tym razem do jego lekko krwawiącej wargi.
Justin jęknął i zabrał moją rękę.
-Uważaj trochę, to boli. -powiedział marszcząc brwi.
-Wiem głupku, ale muszę ci to odkazić.Chyba nie chcesz mieć zakażenia? -uśmiechnęłam się do niego i z powrotem zabrałam się za oczyszczanie rany.
-A co do tych frytek z musztardą, to koniecznie musisz ich spróbować.
-C-Co? Jakich frytek?-spytałam zdezorientowana.
-Noo, bo mówiłaś, że nigdy ich nie jadłaś.O, mam pomysł!
Zabiorę cię jutro do baru w mieście, tam są najlepsze! -wykrzyczał, przez co zakryłam mu buzie ręką, żeby nie był tak głośno.
-Taaak, świetny pomysł..-powiedziałam i naklejiłam mu plaster na łuk brwiowy, z którego jeszcze przed chwilą, lekko sączyła się krew.
-Mogę iść już do domu?-zapytał ziewając.Przysięgam, będąc pijanym, zachowywał się jak słodki przedszkolak.
Zachichotałam.Był naprawdę uroczy, myśląc, że pozwolę mu wyjść na ulicę w takim stanie.
-Jeszcze nie.-Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu.
Wskazałam palcem kanapę, dając mu do zrozumienia, że ma się na niej położyć.
Justin uśmiechnął się chytrze i podszedł do mnie.Zwinnym ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię. Zaczęłam się śmiać i wyrywać, biłam jego umięśnione plecy, swoimi małymi piąstkami, oczywiście to nic nie dawało.
-Justin, debilu, puść mnie.Co ty robisz?! -pytałam, ale jak zwykle nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Chłopak delikatnie upuścił mnie na kanapę i sam położył się obok.
-Czemu to zrobiłeś? Odbiło ci? Nie mam zamiaru z tobą spać. -udałam oburzoną.
-Ale ja nie lubię spać sam.-szepnął mi do ucha, przez co przeszły mnie przyjemne ciarki.
-Nie Justin, nie wyobrażaj sobie za dużo. -zażartowałam i lekko odepchnęłam go od siebie.Chłopak zrobił minę zbitego psa.
Jejku był naprawdę prze słodki. -Ty zostajesz tutaj, a ja idę spać do swojego pokoju.Zrozumiałeś?-spytałam wypowiadając każde słowo wolno i wyraźnie, takaby wszystko napewno do niego dotarło.
-Taaak mamo.-wybełkotał pod nosem.
Zaśmiałam się cicho.Pogłaskałam Justina po głowie, przeczesując delikatnue jego puszyste włosy.
Chłopak cicho mruknął, a ja speszona, szybko zabrałam rękę i wstałam z kanapy.

Ułożyłam się wygodnie na łóżku i przykryłam kołdrą po czubek nosa.
Przez kolejne minuty  bez skutecznie próbowałam znaleźć wygodną pozycję w której będę mogła spokojnie zasnąć.
Westchnęłam z rezygnacją i skopałam kołdrę ze swojego ciała.
Chwyciałam telefon
'3:46'
Taa, chyba się już nie zasnę.Ciekawe ile w ogóle dzisiaj spałam?

Sięgnęłam ręką po szklankę z wodą, która stała na małej szafce nocnej znajdującej się obok łóżka.
Upiłam kilka łyków i bezsilnie opadłam na łóżko.
Co ja mam robić przez te kilka godzin? 
To wszystko przez tego idiotę. Po co on tu w ogóle przyszedł? Nie mógł iść do domu, do jakiegoś kolegi, gdzie kolwiek? Czemu akurat tutaj? I z kim się pobił? Chociaż, mógł sie poprostu wywalić gdzieś po drodze, taką opcję też trzrba brać pod uwagę. No co?W takim stanie mógł wywrócić sie nawet na płaskiej drodze, potykając się o własne nogi.
Niespodziewanie drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a w ich progu stanął nikt inny niż Justin.
Ugh, naprawdę? Co znowu?
-Cam..-wychrypiał wchodząc do środkai zamykając za sobą drzwi.-Cam, śpisz? Bo ja nie..-powiedział pochodząc bliżej mojego dużego łóżka.
-Eh, no co ty? Nie zauważyłam.- westchnęłam sarkastycznie.-Ja też nie mogę spać, i to wszystko przez ciebie-wysyczałam, ale tak naprawdę nue byłam na niego zła.Nie można długo się gniewać na takiego słodziaka jak on.
Boże, Camillie ogarnij się wreszcie!
-Przepraszam, nie chciałem cię wtedy obudzić. -spuścił głowę i usiadł na skraju mojego łóżka.
-Okeeej,Justin źle się czujesz, czy popristu trzeźwiejesz?-spytałam
-Co? Ja nie byłem i nie jestem pijany.-oburzył się, a mi zachciało się śmiać.
Tak, zdecydowanie nadal był pijany.-Ja jestem poprostu śpiący, ale na dole coś lata, hmm chyba jakaś jaskółka, czy coś. No i widzisz..ja nie lubię jaskółek.-przyznał nieśmiało.Teraz to już nie wytrzymałam i zaczęłam się głośno śmiać, jednak na tyle cicho, aby nie obudzić mojej babci, która spała dwa pokoje obok, niczego nieświadoma.-Z czego się śmiejesz? One są straszne.-powiedział zdezorientowany.
-Czy Justin Bieber boi się małego ptaka, którego tak naprawdę nie ma?-spytałam nadal się smiejąc.
-Nigdy! Justin Bieber niczego się nie boi.-poklepał się dumnie po piersi i opadł na łóżko, tuż obok moich nóg. -A co do tej  jaskółki, to masz rację-jej tak naprawdę nie ma.Chyba to sobie wymyśliłem, bo nie chciałem spać sam.-uśmiechnął sie z udawanym zakłopotaniem.
Znowu wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
-I co ja mam z tobą zrobić, co?-spytałam zamyślajac się.
-Co chcesz.Jestem do twojej dyspozycji.-poruszał znacząco brwiami, przez do oberwał ode mnie w głowę.
Justin wgramolił się na miejsce obok mnie i przykrył się kocem leżącym kawałek dalej.
-Co ty robisz? Wynocha! To moje łóżko, idz stąd, słyszysz? -zaczęłam krzyczeć i wyganiać go.Szturchnęłam dość mocno jego ramię.Ale zamiast jakiej kolwiek obelgi, usłyszałam tylko jego chichot.
Westchnęłam z premedytacją.
Jak on mnie cholernie irytował!Miał szczęście, że był pijany, bo inaczej wygoniłabym go stąd, zaraz po tym ja dostał by w tą swoją śliczną buźkę.
Odwróciłam się do niego tyłem i wtuliłam się w poduszkę.Może jednak uda mi się z powrotem zasnąć?
Poczułam, że robię się coraz bardziej senna i powoli odpływam w kraine Morfeusza, gdy nagle (najwyraźniej nie było mi dane spać tej nocy spokojnie) poczułam silną rękę Justina, oplatającą mnje w talii.Chłopak delikatnie przysunął mnie do siebie i zatopił swoją twarz w moich włosach.
-Justin..-szepnęłam próbując strącić jego rękę, oczywiście bez skutku.Był za silny.-Uh, nie mogę oddychać.-wysapałam, po czym poczułam, że uścisk Justina poluźnia się trochę, jednak nie na tyle mocno, abym mogła odsunąć się od niego na bezpieczną odległość.
Czyli jednak nie spał i zrobił to zupełnie świadomie.
Dupek.
Ułożyłam się wygodnie w ramionach chłopaka i zapadłam w głęboki sen.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W tym rozdziale dowiadujemy się trochę o Justinie.
Wedlug mnie jest trochę krotki, ale zawiera to co mial zawierac, a to najwazniejsze.
Postaram sie dodawac rozdzialy w niedziele lub poniedzialki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ






środa, 3 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 5

Camillie
Stanęłam jak wryta widząc stojącego w progu drzwi osiemnastoletniego bruneta wpatrującego się we mnie swoimi zielonymi, wesołymi oczami. 
Jack, bo tak miał na imię, teoretycznie był dla mnie bardzo dalekim kuzynem.Był on synem kuzynki mojej mamy, ktora była córką siostry mojej babci.

Mieliśmy bardzo dobry kontakt,można powiedzieć, że chłopak był moim przyjacielem. Oczywiście, do czasu...
Jack kilka lat temu wyprowadził się od mojej babci, a nasze drogi się rozeszły. 
Nie pamiętam kiedy ostatnio go widziałam, napewno dość dawno. 

Nie czekając na oklaski, rzarzuciłam mu  ręce na szyję i wtuliłam się w  jego klatkę piersiową. To nie tak, że byłam jakoś bardzo niska, miałam 1,68m.Ale mimo to Jack zawsze był ode mnie trochę wyższy, a teraz wyraźnie urósł przez te kilka lat.
Chłopak przytulił mnie do siebie mocniej i pogładził swoją ręką moje plecy.
Brakowało mi go, nawet bardzo.
-Ćwiczyłeś. - jak zwykle musiałam powiedzieć coś głupiego, nawet nie zastanawiając się nad sensem mojej wypowiedzi.Taak, cała ja.
-Też cię miło znowu zobaczyć słoneczko, ja również tęskniłem.-powiedział, a po drganiach jego ciała mogłam wyczuć, że się śmiał. 
Lekko odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego jak zwykle radosne tęczówki. 
-Będziecie tak stać, czy może wejdziecie? Robicie przeciąg.-usłyszałam za sobą głos babci.
-Witaj babciu.Skoro nalegasz to wejdziemy. -uśmiechnął się w jej kierunku i ruszył w głąb domu zabierając swoje dwie duże torby sportowe.
Odstawił je w salonie i wrócił, aby przytulić babcie.
-Tęskniłam za tobą, dlaczego nie wróciłeś wcześniej?-spytała babcia wyraźnie z presją  w głosie.
-Przepraszam,ja.. ja po prostu nie mogłem. Kiedyś wam wszystko wytłumaczę.Obiecuję...-uśmiechnął się blado.
-No... dobrze-babcia spojrzała na niego podejrzliwie.Jack wyraźnie coś ukrywał.
Ciekawe o co chodzi?
Dlaczego wtedy wyjechał?
Dlaczego mnie wtedy opuścił?
Kiedy odpowie na te pytania?
Ciekawe czy w ogóle odpowie..
Odpowie, przecież obiecał...
Prawda?
Gdy wkońcu wróciłam do rzeczywistości, babcia i mój kuzyn dalej stali w doś niezręcznej ciszy, którą postanowiłam w końcu przerwać.
-Hej, co na obiad?-spytałam bez namysłu.
Oboje odwrócił nagle głowy w moją stronę I popatrzyli na mnie jakbym była okropnym ,zielonym kosmitą z innej planety.
Zaczęłam się śmiać w niebo głosy.
Sama nie wiem czy to z mojej głupoty, czy z ich komicznych wyrazów twarzy.
Po chwili Jack i babcia dołączyli do mnie i również zaczęli się śmiać.

-No dobrze dzieci, co powiecie na spagetti?- kobieta uśmiechnęła się do nas.
Ucieszyłam się, ponieważ uwielbiałam to danie.Ale z drugiej strony, byłam na diecie...
Jako mała dziewczynka byłam nieco przykości.Lubiłam zjeść kilka czekoladowych wafelków podczas powrotu ze szkoły.
Po obiedzie chipsy, które popijałam colą.
W wieku dziesięciu lat stwierdziłam, że wyglądam dużo gorzej niż moje koleżanki z klasy.Zaczęłam wstydzić się swojego ciała.Na zajęciach wychowania fizycznego przebierałam się w łazience, tak, aby nikt nie widział moich wałeczków ba brzuchu.
Chłopcy wyzywali mnie od grubasek i tłuścioszków.
Miałam tego dosyć i postanowiłam skończyć z obrzeraniem się.
Powiedziałam sobie stop.
Ograniczyłam słodycze do minimum, nie brałam dokładek podczas obiadów, przestałam jeść pizze na kolacje.
To wszystko nie było dla mnie łatwe i wiele mnie kosztowało. Często bolała mnie głowa, byłam osłabiona i wczęsto chorowałam.Całe szczęście mój wysiłek nie poszedł na marnę.Po trzech miesiącach nie ważyłam już sześdziesiąt kilo, a trzydzieści pięć.Niestety po jakimś czasie mój organizm był tak bardzi wyczerpany, że skończyłam w szpitalu podpięta pod kroplówkę. Spędziłam tam kilka tygodni będąc pod stałą opieką lekarzy i psychologa.
Od tamtego czasu odżywiam się zdrowo i unikam tłustych dań i słodyczy.
-Raz na jakiś czas spagetti ci nie zaszkodzi. -odezwał się cichy głos w mojej głowie.Chyba miał rację, bo w końcu trochę pszennego makaronu i sosu pomidorowego nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Możecie uważać moje problemy za dziwne, a nawet głupie, ale dla mnie jest bardzo ważne to co jem.Nie  miałam zamiaru znów oglądać świata zza szyb szpitalnych. Nigdy więcej.
-Ja jestem bardzo chętny. -Odezwał sie Jack, tym samym wzbudzając mnie z transu nieprzyjemnych wspomnień.
-Tak, ja też. -posyłając babci wymuszony uśmiech.
-Dobrze kochani, w takim razie ja idę wszystko przygotować, a ty Cam pomóż Jack'owi się rozpakować. -powiedziała i ruszyła w stronę kuchni zostawiając mnie i mojego kuzyna w przedpokoju.
Oboje ruszyliśmy w stronę schodów prowadzących na górę.
Uchyliłam lekko drzwi, przepuszczając w nich chłopaka niosącego torby.
Podziękował mi lekkim uśmiechem,rzucił torby w kąt, zwinnym ruchem przeskoczyć przez pół pokoju i rozłożył się wygodnie na łóżku przymykając powieki.
Zachichotałam.
Nic się nie zmienił, dla mnie nadal był moim głupkowatym, nastoletnim kuzynem, którego bardzo kochałam.
Jack powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie.
Nadal stałam w progu pokoju śmiejąc sie cicho.
Chłopak poklepał miejsce obok, prosząc mnie tym samym, żebym usiadła koło niego.
Mozolnym krokiem ruszyłam w jego kierunku i położyłam się obok, opierając swoją głowę na jego klatce piersiowej.
Przyglądałam  mu się chwilę i postanowiłam przerwać ciszę.
-Jack?-wyszeptałam.
Chłopak ruszył głową, dając mi znak, że mnie słucha i mogę  mówić dalej. -Ty..Ty wiesz?-spytałam myśląc o moich rodzicach.
Mój kuzyn otworzył powoli oczy i głośno przełknął ślinę.
-Tak-wychrypiał-Tak Camillie, wiem.
-Czy to był powód dla którego wróciłeś?
-Nie, planowałem powrót już od jakiegoś czasu. Chciałem zrobić babci niespodziankę i wrócić za tydzień, no ale cóż...Ostatnie wydarzenia ponagliły mój powrót no i jestem.-uśmiechnął sie przelotne patrząc mi w oczy.
Ja natomiast spuściłam wzrok, wszystko znowu zaczęło wracać.
Nie, tym razem nie będę słaba, nie rozpłaczę się, dziś i tak wylałam już morze łez.
-Chcesz pogadać Cam?-zapytał smutno Jack, prostując sie do pozycji siedzącej, przez co ja również usiadłam.
-Nie, już dzisiaj rozmawiałam z babcią. Jak narazie wypłakałam się i nie wiem czy mój zapas łez sie nie skończył.-zażartowałam chcąc rozluźnić atmosferę.
Chłopak chwycił moją brodę między swój kciuk i palec wskazujący podnosząc ja lekko do góry,przez co kilka pasemek włosów opadło bezwładnie na moją twarz.
Jack odgarnął je  i założył mi je za ucho.
-Wszystko się ułoży, słoneczko, zobaczysz.-powiedział cicho, jakby  nie był pewien tego co mówi.-Będzie dobrze.-ucałował mnie w czoło, mimowolnie kilka łez spłynęło po moim policzku.
Miałam być silna, i co? Jak zwykle się nie udało.
Szybko otarłam wilgotną skórę wierzchem dłoni i przytuliłam się do mojego kuzyna, którego tak cholernie mocno mi brakowało.

◆◆◆
Wyciągnęłam z szuflady luźną, czarną bokserkę i szare, krótkie, dresowe spodenki, ten komplet miał mi dzisiaj posłużyć jako  piżama.

Po wejściu do łazienki załatwiłam  swoje potrzeby fizjologiczne i rozebrałam się do naga.
Weszłam pod natrysk i namydliłam ciało żelem jagodowym, natomiast włosy umyłam szamponem truskawkowym.Spłukałam cała pianę i jeszcze chwilę delektowałam się ciepłą wodą.
Powycierałam się różowym, puchatym ręcznikiem i nałożyłam piżamę.Umyłam zęby i zabrałam się za szczotkowanie moich długich i gęstych włosów.

Chwyciłam mój telefon leżący na biurku i ruszyłam w stronę łóżka.
Przykryłam sie kołdrą i zaczęłam przeglądać twittera.
Po kilku chwilach dostałam sms'a od nieznanego numeru.
Pomyślałam, że to pewnie znowu operator sieci bla bla bla.
Jednak zdziwiłam się widząc treść wiadomości.
             -Chcesz gdzieś jutro wyjść? :)
                                             Justin 
             
              -Mam jutro szkołe idioto.:))))
                 Skąd masz mój numer?
                                                Cam
         
             -No wiem przecież, ale mogłbym po ciebie jutro 
               przyjechać. 
               Co do numeru...Mam swoje sposoby.;)

Chwilę wahałam się co odpisać, w końcu prawie w ogóle nie znam Justina, ale obiecałam sobie przecież, że go poznam.
Właściwie co mi szkodzi, może pokaże mi co zmieniło sie w tym małym miasteczku.
Nie zastanawiałam się dłużej i napisałam:
              -Ok, zadzwonie jak skończę lekcje. 
                                                     Do jutra :)

              -Do jutra, śpij dobrze. x

Wow buziak na końcu? Napewno piszę z tym Justinem?
Może poprostu jeszcze go nie znam..
Po jakimś czasie zasnęłam.

Ze snu wybudził mnie hałas na dole.Nie wystraszyłabym się tak bardzo, gdyby nie fakt, że właśnie się obudziłam.
Babcia już dawno spała,co oznacza, że nawet najgłośniejsza burza by jej nie obudziła. Zazdrościłam jej tak mocnego snu.
Jack wyszedł gdzieś z kumplami, powiedział, że wróci dopiero rano.Wiec tak jakby zostałam sama.
Dzwięk tłuczonego szkła rozszedł się ehem po całym domu.
Powolutku wyszłam z pokoju I zeszłam schodami na dół.
Było okropnie ciemno i cicho.
Za cicho...
Zeszłam z ostatniego schodka I z drżacymi  ze strachu rękoma udałam się do salonu.Bałam się, moja wyobraźnia dziłała teraz na pełnych obrotach. Może powinnam jednak obudzić babcie?
Niee..i tak by nic nie zrobiła.
Ale właściwie to z czym?
Może powinnam przestać panikować i wrócić dalej spać?
Przecież to mógł być tylko głupi przeciąg.
Ups, to chyba jednak nie przeciąg...
Usłyszałam za plecami głuche kroki.
Serce dodeszło mi do gardła, w momencie gdy poczułam na swoich biodrach, duże, męskie dłonie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mój twitter - @awwhmrbieber
CZYTASZ -KOMENTUJ

czwartek, 27 listopada 2014

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 4

Camillie
Obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z dołu.
Nadal leżąc na moim bardzo wygodnym łóżku chwyciłam telefon zaplątany w kołdrę. Odblokowałam go, była godzina 9 rano, niedziela, czyli mój ostatni wolny dzień przed pójściem do szkoły. Przez ostatnie kilka dni praktycznie nie wychodziłam z mojego pokoju.Próbowałam wszystko sobie poukładać i pogodzić się ze śmiercią moich rodziców.Jednak nie wychodziło mi to dobrze.Dzień za dniem wylewałam z siebie litry łez.Nie potrafiłam się opanować.Na dodatek jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie. Oprócz tego, myślałam też o tajemniczym chłopaku, którego spotkałam wtedy w parku.Chiałam go poznać, miał w sobie coś interesującego.No i chciałam się dowiedzieć za co mi  dziękował.To było dziwne.
Wstałam z łóżka i narzuciłam na siebie mój różowy, puchaty szlafrok w kwiatki i ubrałam moje cieplutkie kapciuszki.
Zeszłam na dół, chciałam sie dowiedzieć dlaczego babcia krzątała się o tak wczesnej godzinie.
To co zobaczyłam..Sama nie wiem jak to opisać.
Zamiast babci, ujrzałam Justina  podśpiewującego jakąś melodię i smażącego pięknie pachnącą jajecznice.
Przetarłam piąstkami moje szeroko otwarte oczy,myślałam, że jeszcze się nie obudziłam, a widok tego bardzo przystojnego chłopaka to tylko wytwór mojej wyobraźni.
-Justin?-odezwałam się cicho lekko zachrypniętym i zaspanym głosem.
Chłopak lekko zaskoczony przestał nucić i obrócił się do mnie przodem.
Zauważyłam, że był lekko zdenerwowany i skrępowany.
-Cześć, ym długo już tu jesteś? -spytał  powoli lekko się rumieniąc.
Stałam tam chwilę nadal się w niego wpatrując ze zdziwieniem, ponieważ nadal nie wiedziałam co tu robi.Jednak widok go, wyraźnie zakłopotanego i w dodatku rumieniącego się bardzo mnie rozśmieszył.Był taki uroczy i słodki.
Nagle wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
Justin wyglądał teraz na jeszcze bardziej zmieszanego, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.Jedną ręką oparłam się o ścianę, a drugą trzymałam się za  bolący od śmiania się brzuch.
-Okej, po pierwsze jesteś słodki, kiedy się rumienisz.-powiedziałam nie przestając się śmiać.Chciałam kontynuować moją wypowiedź, jednak Justin mnie wyprzedził.
-Wcale się nie rumienię.-Odparł szybko przecierając rękoma swoją twarz, jakby chciał przywrócić swoim policzkom normalny odcień.
-Oh nie udawaj.Po drugie, odpowiadając na twoje pytanie, przyszłam tutaj dopiero przed chwilą.Po trzecie, ślicznie śpiewasz.Po czwarte i już ostatnie ale najważniejsze, co ty tu właściwie robisz?-spytałam już bardzie opanowana.
-Więc Ellen ci nie powiedziała?-odpowiedział pytaniem na pytanie, o ile można było uznać to za odpowiedź.
-Przepraszam, ale co miała mi powiedzieć? -nie rozumiałam.-A poza tym to skąd znasz imię mojej babci?
Justin przełożył jajecznicę na talerz i postawił go na stole.
-Siadaj, już ci wszystko tłumaczę.
Zgodnie z poleceniem Justina usiadłam przy stole i zaczęłam jeść jajka.
-Ontarino to małe miasteczko, wszyscy się tu znają i nikt nie ma przed sobą tajemnic.Nawet jakby je miał, to wszystko szybko by wyszło na jaw i szybko sie rozeszło po okolicy.-Justin zajął miejsce naprzeciwko mnie.-
Znam twoją babcie bardzo dobrze, ponieważ jakby u niej pracuję. No wiesz, trochę posprzątam, czasem coś ugotuję.Pomagam twojej babci w codziennych czynnościach. Ellen nie zawsze ma na wszystko czas.
Jakiś miesiąc temu wspomniała coś o przyjeździe swojej wnuczki.
Całkiem o tym zapomniałem i przypomniało mi się dopiero w tedy wieczorem, gdy odprowdziłem cie do domu.
-Babcia nigdy nie wspomniała, że zatrudniła kogoś do pomocy.-odezwałam się po chwili ciszy.-A propo, gdzie ona teraz jest?
-Wyszła do miasta,  powiedziała, że musi załatwić kilka spraw.
-Mhm-mruknęłam cicho i wstałam, aby odnieść naczynia do zmywarki.
Ciągle czułam na sobie wzrok chłopaka, jednak nie odezwałam się.
Chwyciłam czajnik i nalałam do niego wody.
-Chcesz herbaty?-spytałam Justina.
-Tak, poproszę.-odparł lekko nadal wypalajac wzrokiem dziurę w mojej twarzy.Teraz już nie wytrzymałam.
-Okej-przeciągnęłam w wyrazie literkę 'e'.-Dlaczego się taka na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy?
-Ym, ja..nie.Przepraszam, nie chciałem cię urazić.Poprostu mam wrażenie, że już kiedyś cię widziałem.
Włączyłam czajnik i wyjęłam z szafki dwa kubki.Stanęłam na przeciw chłopaka, który ciągle siedział na krześle.
-Oh, też mam takie wrażenie. O no tak, widzieliśmy sie jakiś tydzień temu w parku, pamiętasz?-spytałam sarkastycznie.
-Daj spokój.Chodzi mi o to, że czuję jakbym znał cię od dawna.
Zamrugałam kilka razy.
-Dobra, powinnam się ciebie bać? -spytałam lekko przerażona, chociaż w głebi duszy czułam podobnie.Czułam, że mogę mu zaufać.
-Nie, nie.Ale jesteś pewna, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy?
-No wiesz, tego nie mogę obiecać.Być może, że kiedyś się już widzieliśmy.Przyjeżdzałam doś często do babci.Z resztą, już ci to mówiłam.-odparłam i rozlałam wrzątek do kubków.
Chwyciłam herbaty i podałam jedną Justinowi.
-No tak.-powiedział i zaczął pić swoją gorącą herbatę.
Wykorzystałam moment ciszy aby lepiej mu się przyjrzeć.
Chłopak był wysoki i dobrze zbudowany.Jego jasno brązow włosy były idealnie zaczesane do tylu, a oczy w kolorze czekoladowo-miodowym były bardzo hipnotyzujące.Był ubrany w czarne dresy z opuszczonym krokiem i zwykłą białą koszulkę w serek.Na stopach miał tylko czarne skarpetki.
Justin był bardzo przystojnym facetem, pewnie nie jedna dziewczyna chciałaby, żeby był tylko jej.Jednak mój umysł podpowiadał mi, że jest w nim coś niebezpiecznego, ale nie zwracałam uwagi na ten cichy głos w mojej głowie.
  -Też cię chyba gdzieś widziałam. -nie dając sibie z tego sprawy, wypowiedziałam swoje myśli na głos.
-No widzisz.-odpowiedział szatyn usmiechając się lekko.
◆◆◆
Po kilku godzinnej rozmowie,do Justina ktoś zadzwonił. Chłopak wyszedł i zostawił mnie samą.Moje myśli znów pokierowały się w stronę moich rodziców. Osób, które były w moim życiu tak cholernie ważne.
Poraz kolejny zaczęłam płakać.Nigdy nie czułam się tak okropnie. To tak, jakby ktoś wyrwał cząstkę ciebie.
Rodzice dali mi życie, to oni mnie wychowywali.Oni uczuli mówić,  chodzić i korzystać z ubikacji.To oni pokazali mi miłość.
A teraz..teraz już ich nie ma i nigdy już nie bedzie.

Moje myśli przerwał odgłos otwieranych drzwi.
-Babciu?-spytalam cicho.Czułam smak słonych łez, które spływały po moich policzkach prosto do buzi.
-Kochanie -babcia stanęła przede mną i chwyciła moje mokre policzki w swoje lekko pomarszczone ale ciągle delikatne dłonie. -Nie płacz, to nic nie zmieni.Mi też jest bardzo ciężko. Przecież wiesz, że zostałaś mi tylko ty.Twój dziadek też mnie zostawił, ale wiem, że tego nie chciał. Twoi rodzice też nie chcieli cię zostawiać. To był nieszczęśliwy wypadek.Oni nie chcieli by, żebyś płakała. -przytuliła mnie i delikatnie pogłaskała moje plecy.
Babcia idealnie mnie rozumiała, w końcu przeżywa dokładnie to samo.Lecz w tej chwili byłam zbyt wielką egoistką aby to zauważyć.Myślałam tylko o sobie, o tym, że tylko ja cierpię. Nie przyszło mi do głowy, że babci też jest smutno, , ponieważ straciła swoją  jedyną córkę, czyli moją mamę.
-Przepraszm babciu, ja ...ja nie pomyślałam o tobie.-powiedziałam cichutko I spojrzałam na nnią swoimi brązowymi , mokrymi od łez oczami w jej zielone, zawsze pełne radości, teraz smutne z wyrazem współczucia. -Jestem tylko głupią, egoistyczną małolatą.Czasem popełniam błędy, a nawet bardzo często.
Ja poprostu nie wiem co mam ze sobą zrobić w tym momencie.-otarłam wierzchiem dłoni zagubioną łzę, która łagodnie spływała po moim wilgotnym policzku.
-Spokojnie kochanie, nie płacz już. Razem napewno damy radę.-kobieta delikatnie pogładziła moje plecy, chcąc dodać mi otuchy tym gestem.
-Dziękuję babciu, dziekuję, że jesteś i próbujesz mnie zrozumieć.-szepnęłam.
-Już zawsze z tobą będę i dobrze o tym wiesz.Staram się ciebie zrozumieć i mam nadzieję, że jak narazie dobrze mi to wychodzi.-uśmiechnęła się lekko.
-Tak, tdobrze ci to wychodzi.-zaśmiałam się. -Jak narazie.Wiesz mam dość trudny charakter.
-Oczywiście, że wiem.Dlatego nie obiecuję, że tak zawsze będzie. Musisz mi dawać jakieś znaki,pamiętaj, że jeśli ciś się będzie działo, masz obowiązek mi o tym mówić.-babcia pogroziła zabawnie palcem.-A teraz, powiedz mi dziecko, był tutaj Justin?-spytała.
-Um, tak.Tak był tutaj.Zrobił mi nawet śniadanie.-uśmiechnęłam się na samą myśl o poranku spędzonym w towarzystwie chłopaka.
Bardzo dobrze nam się rozmawialo i miałam nadzieję, na to, że zostaniemy przyjaciółmi. Justin dużo o mnie wiedział, zapewne to zasługa mojej gadatliwej babci. Opowiadałam mu o sobie i potwierdzałam wszystko to co wiedział na mój temat. Jednak ja nie dowiedziałam się o nim praktycznie niczego.Być może wyciągnę coś od babci.
-O, to świetnie.-kobieta odrazu rozpromieniła się. -Justin to bardzo dobry chłopak.Niestety jest dość zamknięty w sobie.
Też mi odkrycie. 
Ma dość trudną sytuację w rodzinie.Pracuje u mnie, ponieważ chce udowodnić rodzicom, że jest samodzielny i może się już wyprowadzić z domu.
Według mnie rodzice się poprostu o niego martwią i nie chcą, żeby coś mu się stało.No ale ma Justin ma już swoje lata i sądzę, że powinni mu w końcu zaufać.
-A tak dokładnie to ile? -ciekawość wzięła górę i nawet nie zorientowałam się kiedy te słowa wpłynęły z mojego gardła.
Babcia zamyśliła się chwilę.
-Z tego co pamietam ma w marcu tego roku skończył 19 lat.-w koncu odezwała się. -A dlaczego pytasz?
-A, no wiesz, tak poprostu.. -powiedziałam lekko zmieszana.
-Dobrze, tylko bez żadnych sztuczek.On jest już dorosły, a ty mas dopiero 15 lat.-babcia popatrzył na mnie poważnie.
Czy ona naprawdę myślała, że mogę się zakochać w Justinie?  A tym bardziej on we mnie?
Ha, śmieszne babciu,  to ci sie udało.
Zaśmiałam się tym razem na głos.
-Ty tak naprawdę? Chciałabym być jedynie jego przyjaciółką, chociaż nie jestem pewna czy nawet to wypali..
Babcia nadal wpatrywała się w moje tęczówki, jakby chciała doszukać sie prawdy.
-Nie ci będzie.-odezwała się w końcu.-Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że pogrzeb będzie w sobotę.
Po tych słowach poczułam pod powiekami łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć
-Okej, ale..ja nie wiem czy dam radę. -próbowałam być silna, ale nie wytrzymałam.Kilka łez  wydostało się spod mojej powieki i spłnęło po moim policzku.
-Oczywiście, że dasz radę.Jesteś silną dziewczyną, już o tym rozmawiałyśmy.-kobieta uśmiechnęła się deliaktnie.
Po chwili usłyszałam głiśne pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? -spytałam patrząc w stronę drzwi.
-Właściwie to tak, myślę, że się ucieszysz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję Wam za tyle wyświetleń,z dnia na dzień jest was coraz więcej.
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, kompletnie nie miałam weny na ten rozdział.
CZYTASZ - KOMENTUJ






piątek, 14 listopada 2014

Hard times and first meeting


ROZDZIAŁ 3

Camillie
Obudziły mnie promienie porannego słońca.Otworzyłam oczy i ospale je przetarłam myśląc, że ten gest pomoże mi sie rozbudzić. Oczywiście nie podziałało.Powoli usiadłam i przeciągnęłam się. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że jestem u babci.Z jednej z walizek wyjełam gruby, czarny notes.Aka mój pamiętnik. Chwyciłam długopis i zaczęłam pisać.
 Drogi pamiętniku,
Dawno mnie tu nie było.Wczoraj przyjechaliśmy do babci Elly.Jak narazie jest bardzo wczesna godzina.Chciałabym dzisiaj iść do miasta kupić takie rzeczy jak np. pasta do zębów. 
Postaram się częściej tutaj wpadać. 
                                                               Twoja Cam
Zamknęłam zeszyt i włożyłam go pod materac. Tak aby nikt nie mógł go znaleźć. Pamiętnik towarzyszył mi w trudnych chwilach mojego życia.Otwierałam go zawsze wtedy, gdy nie miałam się komu wygadać.
Wstałam z łóżka i stanęłam na środku pokoju.Wczoraj nawet nie zdążyłam mu się przyjrzeć.
Nic się nie zmienił. Nadal miał jasno brązowe meble i błękitne ściany.
Napewno przyda się mały remont.Ale narazie spokojnie, nue ma się co spieszyć. 
Wyszłam leniwym krokiem z pokoju i ruszyłam w kierunku łazienki.
Stanęłam przed dużym lustrem wiszącym nad umywalką i uświadomiłam sobie, że nadal miałam na sobie wczorajsze ubrania. Przewróciłam oczami.Byłam taka leniwa.
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Tak, tego mi było trzeba. Chłodna woda od razu mnie rozbudziła.Umyłam ciało jakimś płynem i nałożyłam na włosy szampon.Dokładnie wypłukałam resztki płynu i wyszłam spod prysznica.Owinęłam się białym ręcznikiem i dokładnie wyszczotkowałam zęby.
Gdy byłam już w swoim pokoju, delikatnie zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do jednej z walizek.Wybrałam pierwszy lepszy komplet bielizny, czarne, dresowe szorty i szary top.
Ubrałam się i podeszłam do lustra wiszącego na ścianie obok łóżka.
Wyglądałam znośnie.Przeczesałam palcami włsy i związałam je w wysokiego kucyka.
Wyciągnęłam z walizki moje ciepłe, puchate, kremowe kapcie w norweskie wzorki i wsunęłam w nie stopy.
Zeszłam na dół do kuchni i nalałam sobie szklankę wody.
-Jak się spało?-babcia weszła do kuchni.
-O, nie wiedziałam, że już nie śpisz babciu.Wyspałam się, dziękuję.-uśmiechnęłam się.
-Wstałam jakieś pół godziny temu.Twoi rodzice już są w garażu i szykują się do wyjazdu.-odwzajemniła uśmiech.
-Już? O rany, nie pożegnałam się z nimi!-Wybiegłam z kuchni i udałam się w kierunku drzwi frontowych.Wyszłam na dwór, chłodne powietrze uderzyło w moje gołe nogi na, których luźno wisiały krótkie szorty.Mimo to nie cofnęłam się.
Ruszyłam w kierunku garażu, z którego słychać było głosy moich rodziców.
-Zaczekajcie!-krzyknęłam w ich kierunku.
-Ohh Camillie, dziecko, wracaj do domu! Przeziębisz się!-odezwała się mama groźnym tonem, wyraźnie podirytowana moim szczeniackim zachowaniem.Faktycznie mogłam coś na siebie zarzucić.
-Ja..Ja chciałam się tylko pożegnać. -podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się lekko.
Rodzice spojrzeli na siebie.
Mam podeszła do mnie  przytuliła mnie i ucałowała w głowę.
-Myślałam, że nie lubisz długich pożegnań.
-To prawda, ale..Nie zobaczymy się przez dłuższy czas, więc..
Ja poprostu bede za wami tęsknić.
-My za tobą też kochanie.Postaramy się przyjeżdzać raz w miesiącu,prawda?-spojrzała na tatę.
-Oczywiście, że tak.-przytulił nas obie.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam i odsunęłam się lekko.
Zauważyłam, że mama ociera jedną zagubioną łzę ze swojego policzka i uśmiecha się smutno.
-A, ym pożegnaliście się z babcią?-spytałam.
-Tak, kochanie.-odezwał się tato.-Zadzwonimy jak już będziemy na miejscu.
-Okej.-przygryzłam wargę.-To może ja już pójdę.-powiedziałam, ale nadal tam stałam jak wryta w ziemię, nie wykonując żadnego ruchu.
-Camillie..wszystko okej?-spytał się tato.
-T-tak.-Wskazałam kciukiem na wyjście od garażu.-To pójdę.
Mama pomachała mi.
Weszłam do domu, babcia już na mnie czekała.Wtuliłam się w ramię kobiety i miałam ochotę się rozpłakać, jednak nie uroniłam ani jednej łzy.
Babcia odsunęła się ode mnie lekko.
-Chodź,  zrobiłam naleśniki.-uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni.
Zjadłyśmy śniadanie rozmawiając i śmiejąc się ze wszystkiego.
Oowiadałam jej o szkole, ocenach, a babcia  ciągle powtarzała, że i tak uczę się lepiej od Jecka.
Po zjedzeniu placków zabrałam się za rozpakowywanie moich rzeczy.
Starnnie poukładałam ubrania na półkach, a niektóre powiesiłam na wieszakach w dużej szafie.
Otworzyłam duży karton z napisem 'PAMIĄTKI I ZDJĘCIA'
Wyciągnęłam  jeden album  i zaczęłam go oglądać.
W pewnym momencie natknęłam się  na zdjęcie z Niną.Byłyśmy przyjaciółkami do 5 klasy.Później  jej rodzina wyprowadziła się, nawet nie pamiętam gdzie.Wiem tylko, że bardzo przeżywałam naszą rozłąkę i później nie znalazłam już sobie żadnej innej przyjaciółki.
Ułożyłam wszystkie albumy ze zdjęciami i wszystkie moje pamiętnki do półki przy biurku.
Rozpakowałam wszystkie książki do szkoły i starannie ułożyłam je na biurku.
Za tydzień musiałam być już w szkole.
Z zamyśleń wyrwał mnie szlochający głos mojej babci.
-Matko Boska! Cam-Camillie, dziecko, o Mó Boże, zejdz..-załkała.
Zbiegłam szybko po schodach i zobaczyłam babcie siedzącą na kanapie z chusteczką w reku.
-Co-co się stało?-spytałam zaniepokojona, mój głos się zahwiał.
-Ja..Twoi-Twoi rodzice..oni-rozpłakała się
Spojrzałam na telewizor, leciały wiadomości.
-Czarne, osobowe BMW  poruszające się w kierunku Los Angeles zderzyło się z ciężarówką. Nikt nie przeżył. -męski głos odezwał sie  w telewizji.
Nie..Nie.To nie..
-Co?!Nie...nie,nie,nie. Co to do cholery ma znaczyc?!Oni żyją! -wykrzyczałam ile sił w gardle, zaczęłam płakać. Patrzyłam raz na babcie,która nie potrafiła opanowac łez cieknących po jej policzkach ,a raz na ten głupi telewizor,który opowiadał same kłamstwa.Otarłam ręka twarz i puściłam się biegiem  w kierunku wyjścia.
Zszokowana wybiegłam z domu.Nie wiedziałam co robię. Poprostu biegłam przed siebie, ile sił w nogach.Zatrzymałam się w pobliskim parku.Usiadłam na ławce,i podkuliłam nogi.Łzy leciały mi z oczu jak opentane.Co ja mam zrobic? Jak zyc?
Ból rozsadzał moja głowę od środka. Zresztą nie tylko głowę;czułam okropny ucisk w sercu,przez który ledwo łapałam oddech.
Patrzyłam przed siebie,i próbowałam wymazac z pamięci nie dawno usłyszane informacje.Przełknęłam gule w gardle i kątem oka zauważyłam, że obok mnie usiadł chłopak.Na oko miał  17 lat i uważnie mi się przyglądał.Był bardzo przystojny,i zapewne w innych okolicznościach skakała bym ze szczęścia,że zainteresował się mną osobnik płci męskiej;natomiast w tej chwili okropnie mnie irytował.
-No i czemu się tak patrzysz?-spytałam wkurzona.-Nigdy nie widziałeś płaczącej dziewczyny w parku o wieczorem?-zakpiłam.
Chłopak  sie uśmiechnął,przez co miałam ochotę przyłożyc mu w twarz.
-Co się stało? Chcesz o tym porozmawiać?-wyglądał na tak spokojnego,podczas gdy mnie rozsadzało od środka.
-Co?
-Pytam sie czy..
-Słyszałam co powiedziałeś.-przerwałam mu szybko.-Ale dlaczego chcesz ze mną rozmawiać? Chcesz mi cos zrobic?Powinnam się bac?-spytałam nerwowo bawiąc się swoimi palcami.
-w dodatku cała się trzęsiesz, pewnie jest Ci zimno-zaśmiał sie lekko i zdjął swoją czarną skórzaną kurtkę zarzucając mi ją na ramiona.Zszokowana jego gestem lekko rozchyliłam usta.
-Dzięki.-sapnęłam speszona.
-Więc, powiesz mi co się stało?-znów o to zapytał.Mimo,że absolutnie go nie znałam i widzaiłam tego człowieka po raz pierwszy, poczułam, że mogę mu zaufać i wszystko mu powiedzieć.
-Ja..Moi rodzice..oni..-nie wiedziałam co powiedzieć, mój głos znów się łamał.
-Shh, spokojnie-powiedział nieznajomy i przytulił mnie do siebie.Oddałam jego uścisk.
-Nie musisz mi mówić jeśli nie chcesz.
-Ja poprostu właśnie się dowiedziałam, że...Że samochód ,którym jechali moi rodzice zderzył się z ciężarówką i..i nikt nie przeżył.-starałam się uspokoić, ale nie potrafiłam, płakałam coraz bardziej. Została mi tylko babcia.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Wtuliłam się w szyję nieznajomego, a on mocniej mnie przytulił.
-Mogę powiedzieć Ci jak to było od początku?-spytałam w końcu sama zaskoczona słowami,które wypłynęły z moich ust,
-Ym,jeśli chcesz..
-Myślę, że poczuję się lepiej.
Opowiedziałam mu wszystko odkąd dowiedziałam się, że będę musiała wyprowadziać się do babci do momentu, w którym siedzieliśmy przytuleni na ławce.
-Czyli siedzisz tu teraz ze mną, człowiekiem, którego w ogóle nie znasz, zamiast
być z babcią?
-Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za wariatkę.
-Właściwie, nie przeszkadza mi  przytulanie się z taką ślicznotką.-poruszał swoimi pełnymi brwiami, a ja zarumieniłam się na jego komplement i odsunęłam się troszkę.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo.-udałam oburzoną.
-Chyba się jeszcze nie przedstawiłem.Jestem Justin.-uśmiechnął się i wyciągnął  dłoń w moim kierunku.
-Ymm, tak.Camillie.-już chciałam uścisnąć jego dłoń, gdy on chwycił moją i ucałował ją. Tym gestem podbił moje serce.Zarumieniłam się jeszcze bardziej.
-Myślę, że jednak powinnaś być teraz z babcią.-powiedział.
Milczałam.Zachowałam się jak idiotka ,wybiegając z domu i zostawiając bobcie samą w tej trudnej sytuacji.Byłam egoistką i nie myślałam wtedy, że babcia również była roztrzęsiona.
-Chodź, odprowadzę Cię do domu.-Justin wstał i pociągnął mnie za rękę.
Było już ciemno.Ledwo widziałam jego sylwetkę.Nie miałam pojęcia ile czasu przesiedzieliśmy w parku.Tak czy siak, nie żałuję, że go spotkałam.
Szliśmy w ciszy ,mimoto nie czułam się nie komfortowo.
-Tu mieszka Twoja babcia?-Justin spytał zdziwiony.
-Tak,a o co chodzi?
-Emm.Nie, nic.
-Okeej.Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.-powiedziałam i zarumieniłam się. Całe szczęście było ciemno i chłopak nie mógł tego zobaczyć.Idiotka.
-Prędzej, niż myślisz.-Uśmiechnął się tajemniczo i puścił mi oczko.
To słodkie. Jednak nie zrozumiałam jego komentarza.
Staliśmy na ganku, żadne z nas nie odważyło się nic powiedzieć.
Pierwsza zdecydowałam się na dość odważny gest.
Stanęłam na palcach, ponieważ Justin był co najmniej głowę wyższy ode mnie,  i pocałowałam go w policzek.
I dała bym sobie rękę uciąć, że Justin się zarumienił.
 Aww 
-Dziękuję za-za wszystko, pa.- rzuciłam szybo, jednak całkiem szczerze i ruszyłam w stronę drzwi frontowych.
W ostaniej chwili Justin złapał mnie w talii i obrócił w swoją stronę.
Nachylił się i oparł swoje czoło o moje.
-To ja Ci dziękuję. -powiedział i ucałował mnie w nos.
Po tym odszedł zostawiając mnie oniemiałą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy 3rozdzaił i pierwsze spotkanie Camillie i Justina.
Rozdział bardzo długi, ale przyjemnie się go pisało, chociaż wydaję mi się, że początek jest trochę nudny.Ale to chyba normalne, tak mi sie wydaję.
Dziękuję za wyświetlenia, aczkolwiek PROSZĘ WAS O KOMENTARZE.
Dziękuję i pozdrawiam

sobota, 8 listopada 2014

A few words

ROZDZIAŁ 2

Camillie
Byliśmy na łące, był wieczór. Stałam wtulona w jego ciepłą i umięśnioną  klatkę piersiową.Delikatnie mnie od siebie odsunoł.Intensywnie wpatrywał się swoimi złoto-brązowymi oczami w moje ciemne, zwykło brązowe.Ostrożnie pochylił się tak jakby każdy gwałtowny ruch mógłby mnie spłoszyć.Pogłaskał palcami mój policzek, jego kciuk zahaczył o moje usta.Połączył nas delikatny lecz pełen namiętności pocałunek.Odsuneliśmy się od siebie dopiero wtedy, gdy obojgu zabrakło powietrza.Uśmiechnęłam sie nieśmiało, odwzajemnił to.Jego wargi  rozchyliły się, chciał coś powiedzieć i..
-Cam..Cam..Cam, obudz się...
Ktoś ciągle powtarzał te słowa, poruszając lekko moim ramieniem.Głos był delikatny i kojący, zupełnie jak ten pocałunek  przed chwilą. 
Woow, pocałunek?
Zamrugałam energicznie oczami, zobaczyłam, ze to moja jakże ukochana mama obudziła mnie z tego cudownego snu.
-Mamooo..-odezwałam się trochę zachrypniętym głosem. 
-Chyba miałaś jakiś fajny sen, co?-spytała moja rodzicielka z uśmiechem na twarzy.Gdybyś tylko wiedziała. 
Śliniłaś się.-zaśmiała się.
To co powiedziała , momentalnie przywróciło mnie do rzeczywistości. 
-Co?
Szybko otarłam wręką buzie.
Miałam suche usta, tylko żartowala.
-Nie prawda.
Mama zaśmiała się dość głośno.
Wysiadłam z samochodu potykając się o koc.Pozdzierane łokcie i kolana są u mnie normalne.Nie potrafiłabym zliczyć ile razy wywróciłam się,  a z kolan sączyła mi się krew.Chyba z milion.
Pomogłam tacie wypakować moje walizki i postawiłam je na ganku.Stała tu duża biała bujanka z białymi poduchami w niebiesko czerwone, drobne kwiatuszki.
Pchnełam drzwi wejściowe.Wszystkie wspomnienia przeleciały mi przez głowę.Przypomniałam sobie, jak biegałam po domu w samych majtkach z moim starszym o 3 lata kuzynem Jakiem.Miałam wtedy może 5 lat, nawet nie.Z resztą, nie pamiętam.
Podbiegłam do mojej babci, która dyskutowała zawzięcie o czymś z moją mamą.Wiem, że to nie grzecznie przerywać rozmowę starszym ale w tamtej chwili miałam to głęboko gdzieś.
Stanęłam przed babcią i zarzuciłam jej ręce na szyję. Normalnie się z nią tak nie witam, ale halo, nie widziałam jej już dobre pół roku.Babcia odwzajemniła mój uścisk.Odsuneła mnie delikatnie i uśmiechneła się szeroko.
-Ale urosłaś!-krzykneła babcia smiejąc się.
I faktycznie byłam od niej o głowę wyższa.
-No dobra, dobra, będziecie miały codziennie czas dla siebie, a teraz proszę Cię Camillie abyś dała mi porozmawiać teraz z babcią.
-Yhm.-Mryknęłam tak, żeby mama nie słyszała.
Niestety.
Mama posłała mi groźne spojrzenie.
Udałam, że tego nie widziałam i ruszyłam po swoje walizki do przedpokoju.
Zdziwiłam się, ponieważ nie było ich tam.Zmarszczyłam brwi.Pewnie tato wniósł je już na górę.
Weszłam na górę i stanęłam przed drzwiami do mojego pokoju.Wiedziałam gdzie teraz bedzie mój pokój, ponieważ kiedyś często nocowałam u babci i właśnie tu spałam.Otworzyłam powoli dzrzwi.Zaskoczyło mnie to, że na dużym, dwuosobowym łóżku siedział mój tato.Wyglądał na dość przybitego.Chyba nigdy jeszcze go takiego nie widziałam. On był popristu smutny.
-Chodź tu malutka.-poklepał miejsce obok i spojrzał na mnie.
Kiedyś tak na mnie mówił.Malutka. To takie kochane.Tęskniłam z tym.Podeszłam do wskazanego miejsca i usiadłam obok niego, zachowując jednak dystans pomiedzy naszymi ciałami.Tato przyciągnoł mnie do siebie i pocałował mnie w głowę.Nie bedę udawać, że bardzo mnie to zdziwiło.
-Przepraszam, że nie poświęciłem Ci zbyt dużo czasu. -Spojrzał mi głeboko w oczy.Widziałam w nich łzy, które nie mogły, a może nie chciały wypłynąć.
-Przepraszam, że tak często krzyczałem na Ciebie, wiem , że to iż mam dość mocno stresującą pracę to żadna wymówka.Ale..
-Tato, ja-ja Ci wybaczam.-przerwałam mu, a z moich oczu wpłynęły łzy.
-Nigdy nie myślałam, nie myślałam, że to od Ciebie kiedykolwiek usłyszę.-Mój głos się łamał przez te głupie łzy.
-Nie wiem jak Ci to pokazać kochanie, ale jesteś  moim całym światem i bardzo, bardzo Cie kocham.
No nie, teraz byłam już na skraju załamania.
-Też Cie kocham, tato.-wtuliłam się w jego biceps i czułam, że moje łzy zostawią mu mokry ślad na koszulce.
-Będzie nam Ciebie brakować, ale mam nadzieję, że wiesz , że Ellen sie tobą zajmie dużo lepiej niż ja i mama.
-Nie mów tak.
Tato odsunoł się i uniusł brwi dając mi do zrozumienia, że nie koniecznie wie o co mi chodzi.
-Noo bo wiesz, że babcia nie lubi jak się na nią mówi Ellen.-uśmiechnęłam się i wybuchłam głośnym śmiechem.Tato przez chwile patrzył na mnie jak na wariatkę , ale na szczeście po chwili sam zaczoł się śmiać.
-A tak na poważnie to wiem, że ty i mama napewno zajelibyście się mną bardzo dobrze, a poza tym mam już 15 lat, więc jestem już prawie dorosła.-posłałam mojemu tacie szczery uśmiech.
-Do 18-stki masz jeszcze 3 lata, jeszcze zatęsknisz za byciem niepełnoletnią.-również się uśmiechnoł.-A teraz muszę iść do Ellen i Twojej mamy, pewnie chciałyby Cię trochę poobgadywać.-puścił mi oczko i nacusnoł klamkę, ale go zatrzymałam.
-Em tato, o której jutro wyjezdzacie?
-Myślę, że około 10:30. Będziemy się jeszcze chcieli z Tobą pożegnać.
-Okej, pa.-powiedziałam dość cicho.Bedę tęsknić za moimi rodzicami, mimo, że nie byłam z nimi szczególnie związana.
Ziewnęłam.
Nawet jeśli przespałam te kilka godzin w samochodzie, to nadal potrzebowałam porządnego snu w wygodnym łóżķu.
Nie minęło nawet 5minut i zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mamy 2 rozdział. Przepraszam Was za jakiekolwiek błędy, i prosiłabym Was o komentarze.Jak narazie nie jest Was (czytelniczek) dużo no ale nie spodziewalam sie szaleństwa. Pozdrawiam i do następnego / @awwhmrbieber

piątek, 7 listopada 2014

So..

ROZDZIAŁ 1.

Camillie
Skończyłam właśnie dopinać moja ostatnią walizkę w kolorowe kwiatki. 
Odetchnelam głośno. 
Nie chciałam opuszczac tego domu . Spędziłam tu całe 15 lat mojego życia. 
Rodzice stwierdzili, że przecież i tak nie mam tu bliższych znajomych , więc mogę poprostu opuścić LA.
Mój ojciec prowadził firme samochodową, jego życie wyglądało jak: najeść sie ,przespać sie na kanapie , iść do pracy.
Więc praktycznie nie bylo go w domu, no a jak już był to albo spał albo robił mi awantury najczęściej o oceny w szkole.Sama nie wiem, ale chyba wolałam jak go nie było w domu.
-Camillie! -usłyszałam niski krzyk taty do którego tak bardzo sie przyzwyczaiłam.
-Taa-mruknełam pod nosem.-Slucham? 
-Pospiesz się dziecko, czemu wszystko robisz tak wolno?
No błagam, litości.
-No przecież już idę, tato.
Wyniosłam wszystkie 3 walizki za drzwi mojego pokoju.
Miałam duzo więcej rzeczy, ale część z nich została juz wysłana pocztą do babci w Ontarino*.
Stanęłam na ostatnim schodku
-Mógłbyś znieść walizki? Dla mnie są za ciężkie.
-Tak, idz do samochodu, mama już czeka.
-Mhm.
Weszłam do przedpokoju i stanęłam przed ogromnym lustrem .Nałożyłam moje czarne, krótkie Martensy, ktore ostatnio były moimi ulubionymi butami.Ostatni raz przeglądnęłam się w lustrze. Duży, kremowy sweter luźno zwisał na moich drobnych ramionach, jednak nie odsłaniał mojego dekoldu, ponieważ miałam na sobie czarną koszule mgiełkę.Nie było mi gorąco. Pod czarna, rozkloszowaną spódnica miałam cieniutkie rajturki.
Było  15º dlatego uważałam, że moj strój był odpowiedni do tej październikowej pogody.Chwyciałam moją ulubioną czarną torebkę i otworzylam drzwi, jak się okazało kilka sekund później,  uderzając nimi moją mamę.
-O Mój Boże! Nic Ci się nie stało? -miałam nadzieję,  że nie zrobiłam mojej rodzicielce siniaka na czole.
-Poprostu uważaj następnym razem.-Odpowiedział na moje pytanie i pokręciła głową. -Jesteś gotowa?-Spytała tym razem z troską w głosie. Zapewne martwiła się że nie bedzie miała nade mną kontroli  przez długi, nieokreślony czas gdy wyjdę do babci Ellie.
-Tak mamo, chyba jestem.-powiedzialam 'chyba', ponieważ wiedziałam, że chodzi jej o to czy jestem gotowa na tak dużą zmianę w moim życiu, czego nie byłam pewna.Nie miałam pojęcia czy zaklimatyzuje sie w nowym otoczeniu, nowej szkole.Odkąd dowiedzialam sie o mojej przeprowadce do Ontarino, ciagle myślałam czy ktoś mnie tam  mnie polubi? Czy będę tam akceptowana? Raczej nie obchodziło mnie to co myślą o mnie inni, no ale wiadomo, ze zawsze lepiej jest miec pozytywną opinię. Może ktoś będzie mnie tam pamiętał? Kiedys często jeździłam do babci, to na wakacje, na ferie zimowe lub czasem nawet na weekend. Babcia Elle była wdową, wiedziala co to ból.Kiedyś , gdy miałam jakiś problem poprostu do miej dzwoniłam i bylo mi od razu lepiej.Z biegiem czasu zaczęłysmy sie od siebie oddalać.
Nawet nie wiem jak znalazłam sie w samochodzie, przykryta beżowym, ciepłym kocem z moim misiem w ręku.Przez jakiś czas wpatrywalam sie pusto w przednią szybe jadacego samochodu.
Później zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Ontarino to wymyślone przeze mnie miasteczko
Postanowiłam juz dzisiaj i juz teraz dodac 1. rozdział.
Wiem, ze  jest bardzo krótki.Z czasem będą coraz dłuższe. Mam nadzieję, ze ktos bedzie czytał moje opowiadanie.:) /awwhmrbieber

Prolog

Cześć, nazywam sie Camillie Jones I jestem zwykla 15 latka.Chcialabym teraz w skrócie opowiedziec Wam moja historię.
Więc, przeniosłam się z Los Angeles do małego miasteczka o nazwie Ontarino, byla to jedna z wielu bezsensownych decyzji moich rodziców. No ale cóż, stało  się. Mieszkam teraz u babci Elle.
Do tego momentu moja historia nie wydaje sie zbytnio ciekawa.
Ale spokojnie, to jeszcze nie koniec...
Wiec poznałam tu cudownego chłopaka o karmelowych oczach, nazywa się Justin.
Justin Bieber.
Z pozoru to zwyczajny miły, bogaty chłopiec,a w zasadzie to prawie mężczyzna. Jednak mam wrażenie , że coś ukrywa.Nie chodzi tu o coś błachego, może chodzi o jego przeszłość. Jak narazie nie mam zielonego pojęcia o co chodzi, ale jestem z natury bardzo ciekawską osobą  i zamierzam się dowiedzieć.
Jeśli macie taki sam zamiar to zapraszam do czytania tego bloga.
                                                                          Do zobaczenia, mam nadzieje :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc mamy prolog.
Tak zeby nie bylo wątpliwości to Justin nie jest tu sławną gwiazdą pop.
Mam nadzieję ze ktoś bedzie czytac mojego bloga.Rozdzialy beda pojawiac sie  22/3 razy w tygodniu. Moj twitter @awwhmrbieber